Wrócę na chwilę do tematu pierwszego doktoratu na temat blogów. Po generalnie fali krytyki jaką wywołał mój poprzedni wpis na ten temat postanowiłem sprawdzić u źródła czyli autora doktoratu jak naprawdę wygląda ta praca.
Jan przesłał mi doktorat, z którego wnioskami się zapoznałem (trudno powiedzieć abym przeczytał cały bo ma on 150 stron). Rozmawiałem też z nim telefonicznie aby wyjaśnić skąd wzięły się moje powątpiewania co do wniosków z jego pracy. Po zapoznaniu się z pracą mogę stwierdzić, że mój komentarz nie do końca był zasadny i jeśli tylko autor poczuł się nim urażony to serdecznie przepraszam (przeprosiłem go też w rozmowie telefonicznej).
Dlaczego napisałem, że mój komentarz nie do końca był zasadny a nie że był całkowicie bezpodstawny? Otóż praca ta w głównej mierze (z tego co rozumiem) mam być podstawą do rozwinięcia badań nad blogami i blogosferą, i jako podstawa zawiera również “banały” które są udowodnione poprzez naukowe analizy tego co dzieje się na blox.pl.
Zupełnie inną sprawą jest natomiast zbudowanie notki prasowej jedynie na tych banalnych stwierdzeniach, wrażenie jakie taka nota stworzyła z pewnością nie oddawało merytorycznej strony pracy.
A gdyby gazeta.pl chciał przytoczyć jedne z wniosków na temat sieci blogów na blox.pl i ich aktywności to zrobiło by się naprawdę ciekawie (no i może socjolodzy współpracujący z agorą mieli by inny temat do rozważań na swoich blogach).
Ps. Doktora o którym mowa nie będzie dostępny publicznie w internecie – jest to dla mnie zrozumiałe ponieważ autor ma zamiar na jego podstawie tworzyć dalsze prace.
Ps2. Ciekawym wnioskiem z wielu analiz z pracy doktorskiej jest to, że mimo iż blogerzy chcą uchodzić za indywidualistów i takich którzy piszą z pasji i mają gdzieś czy ktoś ich czyta to jednak cenią najbardziej poklask i pozytywne komentarze (koniecznie w dużych ilościach). W sumie nie jest to odkrywcze ale tym razem brytanie udowodniona na dużej populacji.







Witaj, nazywam się Grzegorz Marczak i jestem autorem tego bloga. Piszę tutaj o serwisach społecznościowych, nowych technologiach i nowych trendach w internecie.

@Grzegorz, brawo, za to lubie tego bloga. Potrafisz przyznac sie do bledu. Reszta niech sie uczy (np. cinek z netto)
Szczerze mówiąc, czytam tamten wpis i nie bardzo wiem, za co przepraszasz :) Skomentowałeś treść informacji prasowej, zaznaczając, że nie wiesz co zawiera całość.
@popydo:
“Zupełnie inną sprawą jest natomiast zbudowanie notki prasowej jedynie na tych banalnych stwierdzeniach, wrażenie jakie taka nota stworzyła z pewnością nie oddawało merytorycznej strony pracy.”
Wiem, dla Techkultury to przeciez norma, dlatego nie rozumiesz;)
@Popydo – no ale dość sugestywnie podważyłem znajomość tematu u grona naukowego. Zresztą nawet na wszelki wypadek lepiej powiedzieć przepraszam niż udawać, że nie wie się o co chodzi :)
“Ps. Doktora o którym mowa nie będzie dostępny publicznie w internecie – jest to dla mnie zrozumiałe ponieważ autor ma zamiar na jego podstawie tworzyć dalsze prace.”
A czy to nie jest tak, że KAŻDA praca doktorska musi być dostępna? Jako doktorant jest pewien, że tak. Nie chce mi się kopać w regulaminach, ale moim zdaniem powinna być publicznie dostępna – niekoniecznie w necie, ale ogólnie tak.
ha czyli wszyscy jesteśmy jak te nastoletnie blogerki z blog.onet.pl i walczymy o komcie. piękne :)
hahahaha, masz rację!
każdy kto pisze bloga liczy na rozgłos.
poza tym, blog zawsze pozostaje osobistym, a to właśnie komentarze czynią go obiektywnym.
@Kuba – no na to wychodzi, blogi bez komci i czytelników w większości (przygniatającej większości) raczej umierają.
Czytaj notki przed ich wysłaniem! Czytasz? Czytaj raz jeszcze!
Nie czujesz chociażby najmniejszego zażenowania faktem, że jako autor dość poczytnego bloga nie potrafisz skleić kilku zdań bez błędów czy literówek?
[...] Marczuk, Przepraszać też trzeba umieć…, blog Antyweb, 17 grudnia [...]
@Grzegorz: miałeś chyba kiedyś kontakt z prasą i wiesz, że to co napiszą ma się nijak do tego co im powiesz. Trzeba było się z Doktorem skontaktować przed, a nie po… Poza tym ja czytając miedzy wierszami Twoje postu rozumiem, że ta praca jednak zaskakuje swoją banalnością szczególnie, że to doktorat. Krótko mówiąc chyba jak zwykle chcesz dogodzić wszystkim…
Czy można przeczytać gdzieś całą pracę Jana Zająca lub chociaż fragmenty?
No właśnie – lubię tu czasem wpaść, materiały pojawiające się uważam za dość wartościowe, ale ich jakość obniża forma (głównie literówki). Czasem sprawia to wrażenie, jakby wpisy były wrzucane dla samych siebie – nie dla ludzi…
@ Robert
Jeszcze nie zauwazyles , ze wpisy sa dla komci ?? … ;-)
A tu dorzucam 2 komcia gratis ;)
———————————–
Moze wydawac sie dziwne , ze tematyka blogow zostala tematem pracy doktorskiej i zostaly w niej wysnute tak banalne teorie , ale coz innego moznaby w niej napisac ?
A co do tematu to chcialem przypomniec temat pracy magisterskiej pewnej pani z filmu E=mc2 a brzmial on “Archetyp sierotki Marysi w świetle współczesnych badań pedagogicznych” ;)
Sof: ta praca na pewno też jest dostępna, np na wydziale, na którym bronił się autor. Jednak nie ma w żadnym regulaminie, że każda praca doktorska musi być dostępna w internecie, a o właściwie tylko o tym jest tu mowa.
“@ Robert
Jeszcze nie zauwazyles , ze wpisy sa dla komci ?? … ;-)”
Oczywiście, że są dla komci! Taka jest prawda. Tak samo prawdą jest, że istotą blogosfery jest słodzenie sobie nawzajem.
http://warszawa78.blox.pl/2008/09/Slodkie-jest-zycie-blogera.html
istotą blogosfery jest mędzenie o istocie blogosfery. taki paranoiczny autoerotyzm
Miło, że się wyjaśniło.
Szkoda, że pod poprzednią notką tak na Ciebie najechali pracownicy Agory, bo to ona dała ciała.
Jeżeli puszcza się bzdurną notkę prasową (w której mogli przecież podkreślić, że to pierwsza, napisać więcej o metodologii badań, nie podawać wniosków, tylko je zasygnalizować), to nie powinno się później pisać do innych “nie przeczytałeś doktoratu to nie mów”.
Antyweb słusznie uznał, że autopromocyjna notka powinna zawierać najciekawsze informacje, a nie te najbardziej bzdurne.
Emilia; na pewno?
“trudno powiedzieć abym przeczytał cały bo ma on 150 stron”
hmm. to strasznie dużo tekstu. rzeczywiście.
Jakieś zabawne to jest..
“Doktora o którym mowa nie będzie dostępny publicznie w internecie – jest to dla mnie zrozumiałe ponieważ autor ma zamiar na jego podstawie tworzyć dalsze prace.”
Ale chwila, co ma jedno do drugiego? Rozumiem, że autor po prostu nie chce być cytowany przez innych kolegów którzy będą pisali o tym samym temacie? Hmm…
Spokojnie, cytowany będzie, jak wyda doktorat. Podobnie jak dziś można cytować inne jego badania. Poddawać krytyce też.
Zwłaszcza za permalinki ;-)
[...] UPDATE: Za to właśnie cenię Grześka: Przepraszać też trzeba umieć – czyli o pracy doktorskiej raz jeszcze [...]
Gratuluję postawy, jednak godna podziwu, co by nie mówić, mało kto jest w staponiewczasienie się przyznać w ten sposób do swojego błędu. Mam nadzieję, że uda Ci się jednak przeczytać w całości pracy i że niebawem wszyscy będziemy mieli możliwość przeczytania kolejnych tekstów Zająca, opartych m.in. na badaniach przeprowadzonych na potrzeby doktoratu.
I, w gruncie, rzeczy, fajnie, że takie zamieszanie się wokół tej pracy zrobiło, może więcej osób dzięki temu zainteresuje się nią?
ps nie wiem, co to za słowotwórstwo – ‘ w staponiewczasienie’. miało być, oczywiście: ‘w stanie’.
@Grzegorz – dziekuję za ten “suplement” ;-)
Praca doktorska (kazda) mozna przeczytac w archiwach wydzialu gdzie bronila sie dana osoba. Nie ma prawa upowszechniac niczego w sieci. Mozna ale nie trzeba.
Pamietajacie prosze, ze na podstawie prac doktorskich czesto pisze sie np. artykuly, ktore w wymaganiach maja wpisane pierwszenstwo publikacji informacji.
Mój komentarz jest ostry. Jeśli tego niżej nie zazanaczyłem wyraźnie, to zaznaczam na wstępie: NIE ZNAM omawianej pracy. Swój komentarz pisze na podstawie notki z GW, wpisów z antyweba i komentarzy. Wbrew pozorom to bardzo dużo, ale oczywiscie za mało by kategorycznie wyrokować.
Wg. mnie poprzedni wpis GM nie był atakiem, a w przeprosinach nie widzę żadnego sprostowania, wzmianki o mijaniu się z prawdą, uproszczeniu itp. Więc za co są przeprosiny? Uwazam, że po prostu nasz naukowiec poczuł się urażony, bo mu zasugerowano zbytnią lekkość tematu. Urażona z pewnością poczuła się część środowiska. Czy słusznie czy nie, to nie wiem, bo nie czytałem pracy. Nie ukrywam, że mam pewne podejrzenia, a ostatni wpis GM tylko zwiększył moje wątpliwości. Nie jest tajemnicą, że polska nauka przeżywa zapaść, że pieniądze podatników są marnowane, że autentycznie zdolni, młodzi naukowcy dysponujący konkretnymi umiejetnosciami w branżach kluczowych dla gospodarki (biotech, chemia, informatytka, fizyka, teleokomunkacja, elektronika…) muszą emigrować, bo w Polsce nie zapewnia im się nic. Ani grantu, ani pensji, ani labolatorium. Efektem jest przeistoczenie nauki w “naukę”, w ochronkę dla miernot. Ludzie żyjacy z pseudonaukowego blablania na koszt podatnika, na krytykę reagują nerwowo. Budowanie kółek wzajemnej adoracji i autopromocja to ich największe możliwości. Naukowcy naprawdę mocni, mający szacunek w kraju i za granicą, tacy których praca sama się broni, nie muszą walczyć o swoje dobre imię w komentarzach na blogu. Mogą, ale nie muszą. Do jakiej kategorii zalicza się naukowiec, którego praca była tematem wpsiów na blogu GM? Nie wiem, ale przyznam, że w moich oczach ta “walka” w komentarzach w poprzednim wpisie to był swego rodzaju samobój. Dominowała urażona duma, solidarność z kolegą, pusta retoryka. Czy w tej masie obronnych wpisów były jakieś merytoryczne uwagi? Ja ich nie zauważyłem. Nie zauważyłem głosów młodych myślących naukowców. Jedyne co widziałem to forumowy “flejm”, świete oburzenie, soliadraność z kolegą…
Jeśli to jest praca doktorska, to chyba powinna mieć wartość samą w sobie. Jeśli autorzy chcą czynić dalsze badania, to w ramach kolejnych prac. Na razie z tekstu wynika, że stopień doktorski ktoś bierze “na kredyt”. Co do “banałów”. Na przykład geometria euklisesowa zawiera bardzo wiele banalnych prawd, takich jakie rozumie 5 letnie dziecko. Sztuką było sformułowac te “banały” w sposob ścisły. I nie sztuką samą w sobie (ale to już za dużo na ten wpis :) ) Istnieją w matematyce hipotezy o banalnym sformułowaniu (zrozumiałem dla laika), ale koszmarnie trudne do udowowdneinia. “Banału” nie trzeba się wstydzić. Nie tylko w matematyce. Czasem jakiś algorytm po zaimpelementowaniu zachowuje się w sposób “oczywisty”, ale 100% gwarancja jego zachowania wymaga dowodu, który trywialny być nie musi. Problem pojawia się wtedy, gdy autor pracy naukowej poprzestaje na wyrażeniu tego “banału” i nie dodaje żadnej wartości dodanej do zastanego stanu wiedzy. Panie Grzegorzu. Czytał (przejrzał) pan pracę. Ja nie. Gnębią mnie pytania. To jest praca z pogranicza socjologii. Jesli prowadzono badania, to czy z użyciem odpowiedniego aparatu matematycznego? Uzasadniono jego zastosowanie, poprawność? Czy wykorzystano narzędzia informatyczne – np. możliwość automatycznego zebrania liczby linków wskazujacych na dany blog (w ramach blox.pl), czy bawiono się w jakieś badawcze “page ranki”? Jeśli tak, to wnioski mogą być wartościowe, a opracowana metodologia rozwojowa. Jeśli nie, to mamy blablalologię stosowaną. O to w naukach humanistycznych bardzo łatwo niestety.
Z innej beczki. Wybrano jedną komercyjna platformę blogową. Jeśli praca jest wartoścowa merytorycznie, to jako analiza mogła przysłużyc się właścicielowi platformy. Czy Agora współfinansowała badania? Poza tym: nasuwa sie oczywiste, ogólniejsze pytanie – czemu tylko ta jedna platforma? Czy blox.pl jest reprezentatywny, czy warto było się ograniczać?
Nikt nie musi czuć się zobowiązany do odpowiadania. Ja po prostu zadaję oczywiste pytania, które powinny się pojawić już na początku tej dyskusji. W skrócie:
Jaka była metodologia badań.
Jeśli “na oko”, “ręcznie” i przez “oczywiste oczywoistosci”, to potwierdzaja się moje wszystkie obawy.
Blox.pl trudno uznać za reprezentatywny. Nie jest ani najstarszą platformą blogową ani największą ani mającą najwięcej możliwości.
Poza tym duża część elity blogowej ma blogi we własnych domenach (patrz na adres w pasku tego okna ;-) i parę innych).
Nie wiem czemu miała służyć ta informacja prasowa. Ale Agorze się nie przysłużyła.