101

Projekt ustawy o jednolitej cenie książek przez rok od premiery. Słucham!?

Kiedy przeczytałem dziś informację o tym kolejnym „świetnym” pomyśle rządzących złapałem się za głowę. To przecież brzmi jak jakiś ponury żart, po którym wszyscy powinniśmy się rozejść do domów, łącznie z twórcami projektu i zapomnieć o sprawie.

Pomysłodawcą jest Polska Izba Książki, która przedstawić ma projekt ustawy, wedle której wprowadzony zostanie zakaz promocji i obniżania cen książek przez rok od premiery. Minister kultury prof. Piotr Gliński poparł ten pomysł na wczorajszym spotkaniu w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Ustawa ma uderzyć w duże sieci i e-sklepy, gdzie mogliśmy kupować taniej książki i ma sprawić, by ludzie zaczęli kupować książki w tradycyjnych księgarniach.

Pomysł jest tak absurdalny, że aż nie wiem jak to skomentować. Społeczeństwo, które charakteryzuje się już i tak słabym poziomem czytelnictwa, przestanie w ogóle czytać. Co to w ogóle za pomysł? A gdzie zasady konkurencji, czym w zasadzie księgarnie czy e-sklepy mają ze sobą konkurować, jak nie ceną? Rozumiem, że księgarnie internetowe mają niższe koszty działalności i mogą stosować większe promocje, niż stacjonarne, ale tak działa wolny rynek w dobie powszechnego dostępu do internetu.

Zobaczmy jaką argumentacje przedstawiła PIK:

Brak ustawy skutkuje wojnami cenowymi na rynku książki, które mają fatalne skutki dla wszystkich. Walka ceną może sugerować konsumentom, że książki są albo niepełnowartościowe, albo ich ceny sztucznie zawyżone. Natychmiastowe przeceny nowości wydawniczych (o 20%-30% ceny wyjściowej) to obniżanie należnego honorarium autora i wpływów wydawcy czy księgarza. Wydawca ma obecnie do wyboru: albo ulec presji wojny cenowej i udzielić dodatkowego rabatu, podnosząc odpowiednio cenę detaliczną książki, zaprzestać współpracy z daną siecią, albo też przestać wydawać bardziej jakościowe i ambitne, a tym samym kosztowniejsze książki. Wszystkie te czynniki szkodzą czytelnikowi, który nie zdaje sobie sprawy, ile doskonałych książek nigdy nie ukaże się w Polsce z powodu braku skutecznych uregulowań na rynku.

Jak dla mnie o wartości danej pozycji świadczy tematyka, którą jestem zainteresowany, a w szczególności autor książki i nie sugeruje się tu ceną, a nawet chętnie korzystam jak znajdę ją akurat w promocji. Nie rozumiem, w jaki sposób ustalenie cen na jednym poziomie miałoby bardziej zachęcić Polaków do czytania większej liczby książek, zwłaszcza jeśli ceny wzrosną, co może się przecież wydarzyć.

Dalsza argumentacja w zasadzie nie wymaga komentarza:

Dalsze wojny cenowe, wejście globalnych graczy np. Amazona to nieuchronny upadek księgarń, których rola kulturowa jest nie do przecenienia, to utrata miejsc pracy i realna groźba postępującej zapaści cywilizacyjnej. Już w tej chwili czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie i jest wielokrotnie niższe od średniej europejskiej. Polska to także jeden z najmniejszych rynków pod względem wartości sprzedaży, z zaledwie 2,7 mld zł obrotów, zbliżony wielkością do Czech z 10 mln populacją. Mamy czego się wstydzić.

Bez wprowadzenia ustawy grozi nam wcale nieodległa wizja, w której nie będą istnieć już księgarnie niezależne, duże sieci doprowadzą się wojnami cenowymi do wzajemnego wyniszczenia, a sprzedaż odbywa się wyłącznie przez Internet. To jest apokaliptyczna, ale bardzo realna wizja, która będzie efektem fali nieuchronnych bankructw. A te już się powoli zaczynają…

A jednak skomentuje, myślę, że Amazon tym bardziej dobrze to wykorzysta.

W zasadzie jest chyba jeden plus, powinna wzrosnąć sprzedaż ebooków, pod warunkiem, że ustawa nie będzie ich obejmować, w przeciwnym wypadku z piractwem w tej branży już nigdy sobie nie poradzimy. A nawet jak nie obejmie książek w formie elektronicznej, to i tak przecież ich cena zależna jest w duzym stopniu od książek drukowanych, więc tak czy tak, nic dobrego z tego nie wyjdzie.

Projekt ustawy ma być gotowy przed październikowymi Targami Książki w Krakowie.

Źródło: Rzeczpospolita.

Photo: ArturVerkhovetskiy/Depositphotos.

  • gom1

    PIK od lat próbuje przeforsować te przepisy. Widać liczą teraz na #dobrą zmianę.

    • Przemek

      liczą na to że półki stanieją #LexSzyszko

  • zakius

    jak ktoś rezygnuje z marży to jego sprawa, ale autor ani wydawca przecież nie zarobi przez to mniej
    chyba że jakaś sieć księgarni się uprze, zeby oni chcą kupić za 50% albo wcale, ale można wtedy ich po prostu olać i sprzedawać samodzielnie wydania elektroniczne…

    • kofeina

      Z marży to tutaj wydawca najwyżej rezygnuje.

      Książka u wydawcy kosztuje 50 zł. Wydawca ma z niej 30 zł zysku.
      Przychodzi mała księgarnia i mówi „wezmę 4 książki” i płaci wydawcy 200 zł. Wydawca zyskuje 120 zł.
      Przychodzi Empik i mówi „wezmę 1000 książek, jeśli dasz mi 50% rabatu”. Więc płaci wydawcy 25000 zł, a ten zyskuje 5000 zł.

      Mała księgarnia próbuje ją sprzedać Tobie za 60 zł i ma na sztuce 10 zł zysku (w uproszczeniu). Empik Ci ją sprzeda za 45 zł i ma na sztuce zysku 15 zł.

      Ten sam wydawca i książka, ale cena nie może ulec zmianie. Wydawca ustala swój zysk na sztuce na 10 zł, książka kosztuje więc 30 zł. Przy sprzedaży 1004 sztuk wydawca zyskuje 10040 zł.

    • Mariusz

      Masz jakiekolwiek pojęcie o wydawaniu książek? Bo tak sie składa ze wiem doskonale (od środka) o wszystkich kosztach wydania ksiazki w wydawnictwie, od druku po marketing. Proponuję zamilknac zamilknac bo to co piszesz to totalne bzdury. Niestety nie mogę mówi o konkretnych rzeczach, ake wydań książki na której chce się zarobic wiąże sie z ogromnymi nakładami na reklamę. I z tych Twoich rzekonych 30 zl zysku.. Zostaje… Zdziwil bys sie ile.

    • kofeina

      Tylko idiota mógł wziąć podane przeze mnie kwoty i liczby za rzeczywiste. No i faktycznie.

    • Mariusz

      Tylko idiota mógł napisać taki komentarz który nie wnosi żadnego merytorycznego wkładu w dyskusję, tylko świadomie pisze bzdury w zasadzie nie wiadomo po co

    • kofeina

      Dwie osoby uznały go za „całkiem spoko”. A ty przyczepiłeś się jedynie o liczby, co jest po prostu głupie, bo te są dobrane tylko tak żeby różnica była widoczna i było łatwo policzyć.
      Rozumiem, że „piątunio”, ale daj już sobie dzisiaj spokój.

      Poza tym – co wniósł twój komentarz?

    • Serg

      W biznesie tylko liczby rzeczywiste są coś warte. Jak ktoś podaje „liczby przykładowe” to łap się za portfel i uciekaj.

    • Serg

      Dlaczego empik ma kupić za 30 jak może za 25? Krótka piłka, sprzedajesz za 25 albo do widzenia. Ale najpewniej zażąda 24 bo swoje musi zarobić. Czyli wydawca dostanie 4000, jest 1000 do tyłu. Liczby oczywiście przykładowe, tylko idiota może wziąć kwoty za rzeczywiste :-)

  • Bartosz Małkowski

    Jest tyle fajnych książek starszych niż rok. Dam sobie radę :)

    • Pewnie, że wielu stale czytających sobie poradzi, ale mamy duży problem z nieczytającymi, a to nie wiem w jaki sposób ma pomóc

    • gom1

      To ma pomóc „Empikom” w ubiciu internetowej konkurencji.

    • Na pewno ktoś mocno lobbował za tym, ale komunikacja powodów ustawy jest nie z tej ziemi

    • Bartosz Małkowski

      Tylko ciekaw jestem, jak by im to miało pomóc. Jak ktoś ma 35zł w budżecie domowym na książki, to będzie częściej chodził do empiku czytać przy półce zamiast kupić.

    • gom1

      Jeśli cena w e-sklepie będzie taka jak w Empiku, to ten pierwszy padnie z braku sprzedaży – bo jak sam słusznie zauważyłeś, klient będzie wolał pójść i przeczytać przy półce.

    • Bartosz Małkowski

      Ale nie kupi też w empiku.
      Na dobrą sprawę nie czuję się na siłach żeby przeanalizować to w skali makro i dłuższym okresie, kto zyska kto straci. Chwilowo to może i ktoś kupi sieciówce za pełną kwotę, ale ciekawe czy nie odzwyczai się od czytania jako dobra zbyt luksusowego.

      P.S. Taka ustawa mogłaby też objąć elektronikę: bardzo się zdenerwowałem jak w dniu premiery kupiłem telefon a miesiąc później był już sporo tańszy ;) ;) ;)

    • mleczaj wełnianka
    • są jeszcze biblioteki ;)

    • Mariusz

      O empik sie nie martw, biorą tyle kasy za reklamę i czasowa wylacznosc książki na której potem jeszcze zarabiaja ze Ci by wlosy deba stanęły :)

    • Bartosz Małkowski

      Też nie wiem.

      „Już w tej chwili czytelnictwo w Polsce należy do najniższych w Europie i jest wielokrotnie niższe od średniej europejskiej.” Jak rozumiem podniesienie cen (brak promocji) gorących nowości spowoduje, że wszyscy rzucą się do księgarń (obojętnie czy sieciowych czy małych) wykupić cały nakład. Włącznie z tymi, którzy książki zwykle podsuwają pod stół, żeby się nie kiwał…

    • sorry, że się czepiam ale jaki mamy problem z nieczytającymi? ja z nimi nie mam żadnego problemu ;p

    • NG

      A co za różnica dla nieczytających? Co go obchodzą ceny książek? Przecież nie czyta…

  • Piotrooo

    Spoko, internetowe księgarnie sobie poradzą, zmigrują za granicę i tyle. Nie dość że sprzedaż PL spadnie to jeszcze skarb państwa nie zarobi bo podatki będą płacić n.p. w Czechach.

    • Bartosz Małkowski

      Takie księgarnie trafią na czarną listę stron internetowych obok kasyn i problem z głowy :-P

    • Piotrooo

      A co to jest? :P

    • Bartosz Małkowski

      To takie coś co rząd chciał zrobić dawno temu i pewnie w końcu zrobi jak za dużo kasy będzie wyciekać :-P

    • Piotrooo

      A niech robią, wtedy w kraju zostaną tylko ci co biorą 500+
      Swoją drogą ciekawe ile oni książek kupują :) Oczywiście nie generalizuję, chodzi mi o sytuację gdzie 500+ jest znaczącym „dochodem”.

    • Bartosz Małkowski

      Kupują dokładnie tyle książek ile wymaga ustawa o szkolnictwie :-P

  • FireFrost

    Jakbyś autorze miał jakiekolwiek pojęcie jak wygląda „od środka” rynek książki w Polsce, to sam byłbyś za wprowadzeniem tei ustawy, która uderzy tylko i wyłącznie w zyski złodziejskich sieci, dzisiaj na książkach to więcej zarabia Carrefour niż wydwcy czy autorzy i wierzcie mi, że każde wydawnictwo marzy o tym, żeby więcej książek sprzedawało się w księgarniach, a nie w dużych sklepach.

    • Piotrooo

      Czyli kierownik kerfura biegnie do hurtowni i kupuje fure książek i później sprzedaje je poniżej ceny zakupu?

    • FireFrost

      Nie, kierownik Carrefoura żąda absurdalnie niskiej ceny zakupu i absurdalnie wydłużonego terminu płatności za fakturę. Na książce sprzedanej za 35 zł wydawca otrzymuje często dwukrotnie więcej od małej księgarni niż od wielkiej sieciówki.

    • Adrian Chmielarz

      Czyli dokładnie tak samo jak z każdym innym towarem ever?

    • FireFrost

      Książka nie jest takim samym towarem jak puszka piwa czy żarówka. Proces „produkcji” wygląda troszkę inaczej i być może dlatego ustawodawca chce przyjrzeć się branży księgarskiej indywidualnie

    • Adrian Chmielarz

      Puszka piwa to też nie jest to samo, co żarówka. Film albo gra video albo płyta z muzyką to też nie jest to samo, co puszka piwa, również „proces produkcji wygląda trochę inaczej”. Nie bardzo wiem, co z tego wynika.

    • Alot

      Z tego wynika indywidualny tok legislacyjny.
      Tak jak np. alkohol ma własny.

    • Bękart Mroku

      Alkohol ma własne ustawy nie dlatego, że wymaga tego proces produkcji czy sprzedaży a dlatego, że państwo znalazło tu łatwy i nie mały pieniądz. I tylko po to aby łupić obywateli dodatkowym podatkiem są to produkty objęte specjalnym nadzorem. Równie dobrze mógłby to być schab czy kurczak ale ludzie na to by nie pozwolili, a tak walka z alkoholizmem i inne pierdoły, a kaska leci i to nie mała. Gdzieś obiło mi się że litr spirytusu mógłby w sklepie kosztować 2-3 złote i wszyscy by zarobili.

    • NG

      Każda branża ma swoją specyfikę. Więc Państwo powinno każdą z branż regulować indywidualnie? Do czego to doprowadzi? Zaraz odezwą się piekarze, producenci domków drewnianych i szczepiec oraz pilników do pazurów…

    • I myślisz, że w ten sposób sieci handlowe nie będą żądać absurdalnie niskich cen? Przecież ustawa ma dotyczyć finalnej ceny, tej którą płaci klient, więc dalej taki Carrefour będzie mógł żądać sprzedania mu książki za grosze. Nawet jeśli cena książki od wydawcy miałaby być taka sama dla wszystkich, to duże sieci i tak wymyślą sposób aby kupować taniej, bo np wezmą tą książkę w nakładzie 1000 sztuk, ale za to wydawca musi dorzucić inny tytuł, starszy niż rok, który ma dobrą sprzedaż, za jeszcze większe grosze niż wcześniej. Każde prawo da się obejść. Ja np nie sprawdzam ile dana książka gdzie kosztuje, tylko jak jestem w małej księgarni, sieci księgarni, czy jakiejś sieci sklepów i zobaczę książkę, która mi się spodoba, jednocześnie uznając, że cena nie jest jakoś przesadnie wygórowana, to kupuję (a wszystkie książki kosztują podobnie, nieważne czy mają 100 stron czy 900). Nie otwieram internetu i nie sprawdzam, czy można dany tytuł kupić taniej. To że rzadko kiedy kupuję w małych księgarniach (zazwyczaj dopiero kupuję tam, jak szukam jakiegoś tytułu, który jest już niewydawany, a w sieciówkach go nie ma) to wcale nie jest wina cen. Kupując w takim Empiku czy Carrefourze, robię to przy okazji, jak jestem na zakupach to mogę wejść i jak coś mnie zainteresuje to kupić. Natomiast do małej księgarni muszę specjalnie jechać. Tak więc, z mojego punktu widzenia i zapewne dla większości ludzi jest podobnie, problemem nie są ceny (bo one są zbyt wysokie we wszystkich sklepach/księgarniach, co jest kolejnym problemem dlaczego ludzie w Polsce mało czytają), a bardziej to, że można iść w jedno miejsce, co się nazywa centrum handlowe i kupić tam wszystko co potrzebujemy, a nie jeździć po całym mieście żeby w jednym miejscu kupić towar A, a w drugim towar B. Oczywiście lokalne księgarnie nie wejdą do centr handlowych, bo je na to nie stać, ale z drugiej strony, bez tego, nie da się poprawić sprzedaży

    • Bartosz Małkowski

      Cóż. Od dawna wszyscy zgodnie twierdzą, że najlepiej to być pośrednikiem: zarobek największy, ryzyko najmniejsze.
      Jednak pytanie nie brzmi co by woleli wydawcy, księgarze czy sieciówki. Pytanie brzmi jak takie ograniczenia wpłyną na:
      – poziom czytelnictwa
      – rzeczywistą sprzedaż książek
      – poziom piractwa

    • Malutki

      Wpłynie raczej pozytywnie, bo w efekcie będą niższe ceny książek.
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Sta%C5%82a_cena_ksi%C4%85%C5%BCki

    • FireFrost

      Na poziom czytelnictwa nie wpłyną w ogóle. Mnóstwo książek jest, było i będzie sprzedawanych za grosze, to już nie te czasy, że książka kosztowała tyle co pół wsi

    • Kajo

      Tu akurat Grzesiek popełnił tekst bez znajomości specyfiki branży. Ale nawet z perspektywy aktywnego czytelnika widać, że obecny układ na rynku księgarskim, na którym poszczególni gracze nie chcą się dogadać, powoduje, że tych wartościowych książek jest mniej i nie chce narzekać, że „komercha” tylko podkreślić, że tych pierwszych jest coraz mniej. Księgarnie internetowe w takich warunkach sobie bez problemu poradzą. Jest mnóstwo czynników o których Grzesiek nie wspomniał, choćby fakt taki, że jest taki przemiał książek,że ich żywotność jest często mniejsza niż serów w Biedronce. Na pewno nie jest dobrze w branży, i mówię to jako czytelnik, taki eksperyment – skoro sami dystrybutorzy, wydawnictwa i księgarze nie mogą się dogadać – jest potrzebny, co prawda zbyt późno jest wprowadzany, ale to kwestia, że u nas książka zawsze była czymś mniej ważnym, czymś „dla wykształciuchów” i nikomu nie zależało, aby działać wcześniej.

    • mleczaj wełnianka

      wedle tego co piszą tutaj
      http://www.jagiellonski24.pl/2017/03/02/falszywi-obroncy-ksiazki/
      zna nowej ustawie najbardziej zyskają własnie duze sieci.

    • gom1

      Zerknij do projektu ustawy:
      http://www.pik.org.pl/upload/files/Ustawa%20o%20jednolitej%20cenie%20ksi%C4%85%C5%BCki_%20Projekt%202017-02-20.pdf

      Punkt nr 10:

      Jeżeli nabywca końcowy nie ma możliwości zakupu w punkcie sprzedaży książki objętej ofertą
      handlową wydawcy lub importera, sprzedawca końcowy jest obowiązany, na żądanie nabywcy
      końcowego i pod warunkiem dostępności książki u wydawcy lub importera, po zapłaceniu przez
      nabywcę końcowego jednolitej ceny książki, zamówić jeden egzemplarz takiej książki dla
      nabywcy końcowego. W takim przypadku sprzedawca końcowy jest uprawniony do obciążenia
      nabywcy końcowego wyłącznie kosztami związanymi z dostarczeniem książki

      Co to oznacza? Klient wybierze Empik, który ma większość książek na półce, niż małą księgarnię, gdzie miałby zapłacić za dostarczenie książki z hurtowni.

    • mleczaj wełnianka

      to niczego nie zmienia akurat. W empiku czy innej sieci jak np. matras tak czy inaczej możesz zamówić książkę której nie mają na stanie z odbiorem w danej księgarni za free.

      a małe ksiegarnie z kolei IMHO mają paradoksalnie znacznie większy wybór pozycji będących na stanie niż taki pojedynczy empik.

    • gom1

      Empik/Matras mogą sobie pozwolić na dostawę za free. Mała księgarnia (raczej) nie.

    • mleczaj wełnianka

      mała księgarnia akurat ceny detaliczne ma niższe niż widniejące te na okładkach wiec w sumie nawet jeśli doliczy to to cena może być porównywalna.
      Inna sprawa czy wydawca albo hurtownia bedzie wysyać po jednym egzemplarzu do punktów sprzedaży detalicznej…

    • gom1

      mała księgarnia akurat ceny detaliczne ma niższe niż widniejące te na okładkach wiec w sumie nawet jeśli doliczy to to cena może być porównywalna

      Jeśli ustawa wejdzie w życie, cena będzie jednakowa u wszystkich sprzedawców.

    • mleczaj wełnianka

      to znaczy tylko tyle ze będą mieli większa marżę i nawet jeśli zamówią książkę to teoretycznie zakładany zysk i tak osięgną.

      Inna sprawa to to na ile owa większa marża przyczyni sie do spadku zamówień w małych księgarniach. Mysle że może byc znaczący. Ja osobiście wybieram kupowanie ksiażek w sieci ze wzgledu na cenę (i sotępność). Jesli konkurencja zostanie ustawowo zakazana będzie dla mnie bez znaczenia gdzie ja kupie.

    • gom1

      W projekcie ustawy jest jeszcze kilka smaczków. Np. ten opisywany w cytowanym przez Ciebie artykule:

      Wydawca i importer są uprawnieni do ustalenia różnych jednolitych cen książki wydanej w różnych standardach edytorskich, w szczególności wydanej w twardej lub miękkiej oprawie

      Wydajemy dwie książki, w twardej i w miękkiej oprawie. Twarda, droższa trafia do wszystkich. Miękka, tańsza – tylko do Empiku. Gdzie klient kupi?

    • mleczaj wełnianka

      nie musisz mi tłumaczyć – mi sie to nie podba :)

    • Alot

      Tam gdzie dostanie tę wersję, którą chce kupić.

      Brzydko zakładasz, że klient jest głupi i chce kupić najtaniej. A klient czasem chce kupić ŁADNIE wydaną ksiażkę.

    • gom1

      Brzydko to zabawia się PIK.

    • Wyjaśnisz w takim razie, dlaczego wśród firm popierających ustawę są należące do PIK-u sieci Empik oraz Matras?

      Ustawa jest skierowana głównie przeciwko sklepom internetowym, różnym Arosom itd.

  • Malutki

    Grzegorz, zacytowałeś argumentację, ale kompletnie nic z niej nie zrozumiałeś. :(
    Jednolita cena to dobry pomysł. Problem jest taki, że duże księgarnie jak Empik są w stanie wymusić na wydawcach duzy rabat, na zasadzie – bo jak nie, to nie weźmiemy i będziecie mieli bez nas sprzedaż niższą o połowę.
    Małe księgarnie nie wynegocjują takiej ceny.
    Wprowadzenie jednolitej ceny spowoduje, że wydawcy bedą mogli OBNIŻYĆ cenę książki.

  • Isengrim Faoiltiarna

    „[…] to że wszystkie książki będą w jednakowej cenie nie sprawi, że zacznę się interesować czym innym.” Ale wiesz, że nie chodzi tu o to, że wszystkie książki będą w jednakowej cenie, a jedynie o to, że dana książka będzie kosztowała wszędzie tyle samo? Pytam, bo z Twojego zdania wynika coś innego :)

    • Tak, tak, rzeczywiście dziwnie to zabrzmiało, jednocześnie chciałem się odnieść do tego, że nigdy nie przeczytam tych wszystkich niewydanych super książek i do tych cen

  • Kamil Ro. Dzióbek

    Co ja czytam na tych blogach? Znów artykuł z serii „nie znam, się, ale się wypowiem, nawet w gogole nie zrobią 5 minutowego risercza bo po co?”.

    >Jak dla mnie o wartości danej pozycji świadczy tematyka, którą jestem zainteresowany, a w szczególności autor książki, to że wszystkie książki będą w jednakowej cenie nie sprawi, że zacznę się interesować czym innym.

    Dany tytuł będzie miał stałą cenę. A nie ze Chmielewska i Sapkowskiego będą w jednej cenie.
    Tego typu ustawy są w cywilizowanym świecie powszechne. Co już wykazali komentatorzy.
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Stała_cena_książki

    Rynek książki został zmonopolizowany przez empik. Monopol nigdy nie jest dobry dla klienta. Przecież ten temat jest od jakiś 5 lat poruszany.
    http://finanse.wp.pl/kat,1033821,title,Empik-kontra-wydawcy-Kto-jest-potworem,wid,14053019,wiadomosc.html

    Ta monopolizacja prowadzi do tego że jest mniej wydawców. Bo wydawanie jest nieopłacalne. Co skutkuje tym że mniej książek jest dostępne.

    • Już pod innym komentarzem pisałem, że w tym pierwszym cytacie dwie rzeczy na raz chciałem napisać i wyszła kołomyja. Są w innych krajach, ale funkcjonują od wielu, wielu lat i nie pamiątają czasów internetu.

    • FireFrost

      I co z tego, że nie pamiętają czasów internetu? Rynek sam się nie wyreguluje, co zostało już sprawdzone i każdy kraj stosuje różne przepisy mające poprawić sytuację w wielu różnych branżach, w których dochodzi do patologii

  • gizmo42

    Popierajmy PiS dalej!:)

    • gom1

      W poprzedniej kadencji Sejmu projekt ustawy był „promowany” przez PSL.

    • Patrollej33

      Jedni i drudzy to idioci.

    • Ani PiS nie jest pomysłodawcą, ani spojrzenie ministra na projekt nie zmieniło się po zmianie zajmującego stołek.

  • IdontgiveaF

    Już widzę, jak wydawcy z absurdalnych sum których się dorobią na jednolitej cenie, zaczną promować „ambitne” (uwielbiam to słowo, cholera wie co konretnie oznacza w tym kontekście ;) pozycje.
    Ciekawe, czy bibliteki będą miały zwiększane budżety czy zwyczajnie w ogóle nie bądą kupowały nowości.

  • natankraps

    Pomysł zerżnięty z Zachodu, bodajże z Francji. Tyle, że geniusze nie biorą chyba pod uwagę różnicy w poziomie czytelnictwa oraz w sile nabywczej… Po tym bublu znowu będą narzekania, że sprzedaż spada, a ebooki to z serwisów pirackich są pobierane…

    Ja kupuję kilka książek na kwartał. Zazwyczaj w promocji. Często są to nowości. Jaką mam alternatywę? Poczekać na przystępną cenę rok, pobrać pirata? Ja jestem cierpliwy, ale ilu wytrzyma 12 miesięcy abstynencji od ulubionego autora?

    • FireFrost

      Jakoś paczkę fajek sporo ludzi kupuje codzennie, nie patrząc na promocję. 90 dni x 13 zł = 1170. Byle żula stać wydać 1170 zł na kwartał na fajki, a za to kupisz więcej niż „kilka książek”.

      Płaca minimalna mocno skoczyła oststnimi czasy, ale widzę w społeczeństwie dalej strach o to, czy przypadkiem nie przyjdzie zapłacić 5 zł więcej. To nie jest kwestia finansowa, to stan umysłu.

    • Kajo

      Paczkę tytoniu, jak ci szkoda, zawsze możesz sobie skręcić – i będzie taniej :) Dobrej książki już sobie nie skręcisz, bo wydawcy teraz bardziej zajęci dystrybucją i sprzedażą niż wydawaniem (nie mówię o wszystkich).

  • Pytanie co jest uznawane za nową książkę. Czy tytuł, który pierwszy raz wchodzi do oferty danego wydawcy? Jeśli tak, to książki, które są na rynku od lat, ale zacznie je wydawać inny wydawca, to rozumiem, że będą zaliczać się do nowych. Czy może jednak są to tytuły, które w ogóle pierwszy raz wchodzą na rynek polski? To jak to by było rozpatrywane? Jeden wydawca wprowadził na rynek dany tytuł, a po dwóch miesiącach inny zaczyna mieć w ofercie ten sam tytuł, czyli on już tylko przez 10 miesięcy będzie musiał mieć stałą cenę? Czy może, to już nie będzie nowa książka, bo przecież premiera odbyła się wcześniej u innego wydawcy. A może pod uwagę będą brane wszystkie książki, które oferuje dany wydawca, i za nowe będą uzanwane książki, które zostały wydane pierwszy raz w ciągu ostatniego roku? To co wtedy z książkami, którym udoskonalono tłumaczenie? Albo zmieniono okładkę z miękkiej na twardą? Też będą liczone jako nowe? Co ze wznowionymi wydaniami? To już będą stare tytuły?

  • pgawronski

    W pierszym akapicie piszesz że to pomysł rządzących, dalej że jednak wyszedł od PIKu? Ja rozumiem że większość PiS nie popiera i ja się do niej zaliczam ale czy wszystkie gówniane pomysły trzeba im przypisywać tylko dlatego że dany minister je poparł? Trochę to nie konstruktywne.

  • MagnetoWasRight

    Następnie proponuję zakaz obniżania cen żywności do czasu zakończenia daty przydatności do spożycia.

    Normalnie jak w ZSRR na każdym artykule przeznaczonym do sprzedaży będzie na etapie produkcji wybita cena urzędowa i spróbuj sprzedać po innej to trafisz do gułagu.

  • TheTamamario

    Co do niskiego poziomu czytelnictwa w Polsce, na pewno do czytania książek nie zachęcają jakże interesujące lektury szkolne, bo jeśli przez całą edukację nas męczą tytułami nieinteresującymi, przestarzałymi, to później taki młody Polak myśli sobie „te książki to nuda i strata czasu”. Ale z lekturami nic nie zrobią i mamy może ze dwie perełki, a reszta to nuda, syf, staroć i cegła

    • Myślę, że to nie jest kwestia jaka książka jest lekturą, ale sam fakt, że jesteś zmuszany do jej przeczytania w określonym terminie. Człowiek zazwyczaj nie lubi być zmuszany do czegokolwiek, więc się buntuje. Sam przez całą moją edukację przeczytałem od początku do końca może ze 3 lektury, a teraz czytam z przyjemnością, bo mogę to robić kiedy chce i jak długo chcę.

  • Piotr T

    Kto czyta, to nie przestanie czytać mimo tej ustawy (która nota bene jest idiotyczna). Zwiększy się, być może, jedynie ilość pobierających wydania cyfrowe (chomik itp.).

  • Sugerując się nagłówkiem i czytając dalszą treść dowiedziałem się, że Polska rządzi Polska Izba Książki :-D

  • Pomysł jest superprosty- im głupsze społeczeństwo tym łatwiej nim manipulować. Co zrobić żeby społeczeństwo nie mądrkowało? Sprawić, że książki będą zbyt drogie ;)

  • airhead

    Nie wiem, kogo ma ta ustawa chronić przede wszystkim, ale autor książki i tak zarabia już jakieś grosze.

  • Sebastian Piotrowski

    To jest ustawa pisana pod wielkie sieci sprzedaży a nie małe księgarnie. Małe księgarnie = mały wybór = tania lokalizacja = kiepska lokalizacja. Jeżeli cena polskiego wydania będzie wyższa niż angielskiego oryginału to kupię ebooka na Amazonie w Stanach albo Królestwie. I nikt mi nie będzie mówił, jak i gdzie mam wydawać swoje pieniądze.

  • Stefan P.

    Przypomnę, że to stary projekt peeselu, który miał ratować małe księgarnie (czytaj: przyciągnąć nowy elektorat). Reanimacja pomysłu nie ma nic wspólnego z rozwojem, czy utrzymaniem czytelnictwa. Wpychają kolejny ukryty podatek. Rzygać się chce.

  • Szymon P

    #EBOOKI

  • Szymon P

    #EBOOKI_RZADZA

  • Szymon P

    Na wolnelektury.pl są książki za darmo! #FREE

  • Piotr Potulski

    Analogicznie sklepy RTV mogą żądać jednolitej ceny telewizorów, bo nie wytrzymują konkurencji z handlem internetowym i sieciami marketów z elektroniką.

  • Szymon

    Czy szanowny autor ma jakichkolwiek znajomych prowadzących niezależne wydawnictwa i wykonał choćby minimum wysiłku by przeanalizować, co dzieje się na rynku? Mowa nie o tych, które wydają masowo, masowe ilości książek, ale o mniejszych wydawnictwach pokroju np. Czarnego? Pytam o to dlatego, że mam niejasne wrażenie, że autor uległ zbiorowej histerii nie mając bodaj cienia pojęcia o tym jak funkcjonuje w Polsce rynek książki i jak potężnym problemem dla niego są wielkie sieci sprzedażowe.

    Pomysł, o którym się tu pisze nie wynika z chorego pomyślunku pomysłodawców, ale z realnie istniejącego problemu na rynku jakim są ceny narzucane przez korporacje. Działa to na podobnej zasadzie jak monopol cenowy supermarketów. To nie jest tak, że przychodzi sobie producent serków do marketu i mówi: sprzedam swój towar za x. Nie, nie, nie. To market mówi: ZAPŁACISZ NAM, a my sprzedamy Twój towar po cenie X, a jak będziemy mieli potrzebę obniżmy cenę o 50% tak że będziesz go sprzedawał po kosztach, bo będziemy potrzebowali zrobić promocję. Co gorsza jeśli sieć na danej książce zyskuje (mniejsza o realia chodzi mi o przykład) powiedzmy 5 zł, to w momencie, w którym cena książki spada, sieć NADAL chce zarabiać te 5 zł, co oznacza, że koszt obniżki bierze na siebie wydawca.

    Rezultatem takiego funkcjonowania rynku jest fakt, iż AUTOR, a to on tu do cholery jest najważniejszy, zarabia grosze na każdym egzemplarzu książki. I to jest coś na co nie zwrócił uwagi ani piszący ten artykuł ani większość komentujących. Zapominacie moi drodzy, że na końcu łańcucha pokarmowego jest ktoś dzięki komu w ogóle możecie cokolwiek czytać, czyli pisarz.

    To zazwyczaj ktoś kto nie zna się na marketingu, kogo się łatwo doi, bo to artysta niech sobie biedak żyje artyzmem, a nie pieniędzmi.

    Muszę przyznać, że jestem PORAŻONY kompletnym brakiem jakiegokolwiek wywiadu środowiskowego ze strony autora tego artykułu. NIezwykły to wyraz ignorancji i takiego typowo polskiego podejścia: jak było tanio, to musi być tanio, bo jak nie będzie tanio, to nikt tego nie kupi. G. prawda.

    • PL

      pisowskie brednie …..pis tak samo chroni przyrodę wycinając drzewa i wyrzynając żubry.

    • Szymon

      A to interesująca opinia, bo ani PiSu nie lubię, ani tym bardziej na nich nie głosowałem. Po prostu wiem jak to wygląda z drugiej strony i może i nie jestem przekonany, co do słuszności pomysłu, o którym rozmawiamy, to jednak rozumiem dlaczego on się w ogóle pojawił. Martwi tylko fakt, że zamiast rozmawiać o konkretach (które usiłowałem powyżej zarysować) ludzie tacy jak Ty przerzucają się tylko wyzwiskami i pogardą zamiast podać sensowną alternatywę. Na nic więcej Cię nie stać?

    • Szymon

      I ja rozumiem argumenty strony przeciwnej, która sądzi, że przeciwstawiając się takim pomysłom broni wolnego rynku. Tudzież, że sam pomysł jest odchodzeniem od wolnego rynku. Problem po prostu w tym, że w przypadku dominacji wielkich sieci obiektywnie rzecz ujmując wolny rynek nie istnieje. Nie ma czegoś takiego jak wolność rynku, kiedy masz wybór między uleganiem warunkom wielkiego molocha lub nie uleganiem. I choć sam zakaz obniżania ceny przez rok jest absurdem to jakby się przyjrzeć temu, co dzieje się na rynku łatwo dojść do wniosku, że należałoby nałożyć jakieś obostrzenia właśnie na te wielkie sieci.

    • Bękart Mroku

      Możesz zawsze sprzedać samodzielnie przez internet papier lub ebooka. Bez pośrednictwa złej sieci. Osoby którym zależy znajdą książkę a reszta i tak ma gdzieś. Jeśli wszyscy wydawcy powiedzą empikowi czy innej złej sieci wal się nam takie warunki nie pasują, to jak myślisz co będzie sprzedawała taka sieć? Skoro sieć występuje z pozycji siły, to trzeba wystawić kogoś silnego na przeciwko. Czyli może wspólnego dystrybutora dla wydawnictw, który to będzie negocjował z pozycji mam wszystko i dam albo nie. Ale to trzeba by się dogadać, pokombinować. Prościej ustawą zasunąć i niech klient płaci.

  • Chaos Deterministyczny

    Książki powinny być w takich cenach, jak iPhony w świecie telefonów, tzn. ludzie kupując je byliby przekonani, że nabywają dobra luksusowe, którymi mogą pochwalić się przed sąsiadami. Czytanie? To męczy wzrok, ciało i duszę.

  • JKL

    Ustawa ma na celu jedno: zniszczyć handel w internecie. Zawiera w sobie mnóstwo kuriozów, jak np. to, że do książki objętej ustawą, nie można dołączyć produktu, ani usługi, która będzie darmowa lub jej cena będzie odbiegać od rynkowej. Kto będzie ustalał jaka jest cena rynkowa dla dostawy pocztą, kurierem, czy ruchem? Kto będzie weryfikował czy 2 zł to jeszcze ok, a 1,80 to już nie?

    Książki uszkodzone, będzie można sprzedawać z dowolnym rabatem. Rozumiem, że powstanie służba, która będzie weryfikowała czy książka sprzedawana w punkcie xyz z rabatem 30% jest uszkodzona, czy nie? Co zrobią, jeżeli sprzedawca na stronie tytułowej 100 egz. ołówkiem narysuje kwiatka – czy to już jest egz. nie w pełni wartościowy i można go sprzedawać taniej? Kto będzie oceniał, czy uszkodzony róg książki to już defekt wystarczający do obniżki, czy jeszcze nie?

    Kto będzie weryfikował indywidualnych sprzedawców, antykwariaty, bazary, allegro itd.? Może będą robić naloty na nielegalne księgarnie? :) Takich pytań jest dużo więcej.

    Głównym celem ustawy jest przeoranie rynku, wykasowanie podmiotów niewygodnych dla największych wydawców i zbudowanie go na ich wyobrażenie.
    Gdyby taka Sonia Draga (która mocna lobbuje za ustawą) chciałaby wzmocnić małe księgarnie, to ucięłaby rabaty hurtowniom i dużym sieciom, a małym księgarzom dałaby większe. W tej chwili niezależny księgarz, robiący na wydawnictwie np. 2 tys. obrotu w miesiącu, który uda się do np. Znaku, zostanie odprawiony z kwitkiem. Może przy dobrych wiatrach dostanie 30-32% rabatu i na tym koniec.

    Część wydawców kompletnie nie rozumie rynku. Poruszone w jednym z komentarzy wyd. Czarne sprzedaje do hurtowni swoje książki z rabatem rzędu 50-60%, a później dziwi się, że w internecie nowości mają upusty na poziomie 40% – jak to się dzieje…magia. :) Oczywiście, że książka jest dobrem „luksusowym” , co nie zmienia faktu, że nadal obejmują ją zwykłe mechanizmy rynku. I dla wielu kolejne zaskoczenie: w internecie cena jest jednym z głównych wyznaczników dla klienta. Może w takim razie warto ustawą zamknąć Ceneo? :)

    Są wydawnictwa, które dają do dystrybucji rabaty maks. 20-30% i wtedy ich książki mają upusty na poziomie 15% i nie potrzebują do tego ustawy. Natomiast jeżeli spec od handlu w wydawnictwie lub hurtowni pcha się sam z książkami do np. Tesco i od razu daje rabat 50% – to do kogo ma mieć pretensje? Przecież nikt nie każe wydawcom sprzedawać książek Biedronce…

    Większość handlowców w wydawnictwach i hurtowniach, to ludzie którzy nie mają pojęcia o książce (sukcesem jest jak ogarniają ofertę własnego wydawnictwa i gwarantuję, że w wolnych chwilach nie czytają Różewicza) liczy się tylko obrót. Dlatego konkurują wzajemnie, walcząc na rabaty. Wydawnictwa zawyżają ceny, żeby móc udzielić większego rabatu i tak to się kręci. Problem nie tkwi u detalistów, a na samej górze. Czego dowodem jest to, że wydawcy nie są w stanie porozumieć się między sobą, a muszą się organizować za pomocą ustaw.

    Reasumując: na 100% stracą e-commercy i czytelnicy (bo ceny książek nie spadną, no chyba, że obroty wydawcom spadną o 50% wtedy może…zresztą wydawcy na uboczu sami przyznają, że spodziewają się przez pierwsze 2 lata mniejszej sprzedaży)

    Zyskają duże sieci, EMPiK, może Matras, jeżeli przetrwa. Małe księgarnie się nie odbudują, bo sprzedaż nie wzrośnie, czynsze nie spadną, a czytelników nie będzie więcej.

    Wszystkim wydawcom (którzy nie robią nic, aby wspierać czytelnictwo w Polsce), życzę aby ustawa weszła i żeby za kilka lat płacili po 5-8 tys. za to, żeby ich tytuł pojawił się na 3 półce w 4 regale w EMPiKU.

    Wszystkim, którzy powołują się na przykład Francji czy RFN, jako krajów gdzie ustawa się sprawdza, sugeruję przeliczyć cenę książki do przeciętnego wynagrodzenia, później porównać to do wartości w Polsce i wtedy może zrozumieją, czemu w tych krajach ustawa się sprawdza i czemu cena ma mniejsze znaczenie, niż u nas.