klaun z czerwonym nosem
22

Ruszył proces Gimpera. Szkoda, że nie ma relacji na YouTube

Rozpoczął się kolejny rozdział sporu polskich jutuberów: wcześniej atakowali się za pośrednictwem popularnej platformy wideo, teraz poszli krok dalej i spotykają się w sądzie. Drama zapewniająca rozrywkę internautom przerodziła się w potyczkę, która może doprowadzić jednego z "twórców" do więzienia. Szkoda, że Gimper i Ator, których dotyczy ta sprawa, nie relacjonują jej na swoich kanałach.

Gimper ostatnio nie ma lekko. Kilka dni temu głośno zrobiło się o jego mariażu z Polsatem i drwiono ze spotu promującego tę współpracę, powstanie Media AdTube (nie mogło w tym zabraknąć Krzysztofa Ibisza), wczoraj natomiast przypomniał o sobie temat sporu na linii Ator-Gimper. Albo Ator vs reszta jutubowego świata pod wodzą Gimpera. O sprawie będzie pewnie głośno, bo mamy do czynienia z dwoma internetowymi celebrytami, a jednemu z nich grozi teraz więzienie. Wszystko przez wygłupy, które przez lata wydawały się bezkarne…

Część z Was pewnie nie zna sprawy, więc odsyłam do tekstu Grzegorza, w którym ją wyjaśnia. Wcześniej przedstawiał też obu jutuberów: Gimper był wówczas gwiazdą Agory, Ator… Nadal nie wierzę, że to prawdziwa postać. W wielkim skrócie: panowie byli kiedyś kolegami, potem przestali nimi być, zaczęły się kłótnie i szczucie, jeden stawał ponoć na parapecie, drugi brał leki, wreszcie trafili do sądu, o czym informuje np. Gazeta Prawna. Z tekstu dowiadujemy się, że przed Sądem Rejonowym dla Warszawy-Mokotowa rozpoczął się proces Tomasza D. (Gimper). Prokurator oskarża go ponoć o stalking. Przy czym autorka pisze o artykule 209a Kodeksu karnego, a mowa prawdopdobnie o art. 190a:

§ 1. Kto przez uporczywe nękanie innej osoby lub osoby jej najbliższej wzbudza u niej uzasadnione okolicznościami poczucie zagrożenia lub istotnie narusza jej prywatność, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

Wypada napisać: żarty się skończyły. Przez jakiś czas jutuberowi wydawało się pewnie, że może wszystko, bo to YouTube, alternatywna rzeczywistość, w której on jest królem (podobnie myślał pewnie Wardęga), ale te czasy chyba minęły. Jak głosi stare porzekadło: trafiła kosa na kamień. Rację ma Grzegorz pisząc, że to może być lekcja dla całego środowiska, zazwyczaj młodego, niedoświadczonego życiowo. Ale może to też być lekcja dla ich widzów, ludzi jeszcze młodszych, którzy jutuberów biorą przecież za wzór. Rzesze nieletnich dowiedzą się, że prawo obowiązuje wszystkich, a za swoje czyny trzeba brac odpowiedzialność. Wcześniej internety tego nie uczyły.

Szkoda tylko, że nie poznają tych mądrości z filmów wspomnianych panów. Przynajmniej na razie nie mają takiej okazji, na kanałach cisza. Ale kto wie, może z biegiem wydarzeń sytuacja ulegnie zmianie? Ja bym te materiały chętnie oglądał, usłyszał, jak świadkowie mówią na sali sądowej o małej zapiekance, odpływie subskrybentów wyciskającym łzy i doprowadzaniu na skraj rozpaczy. Opera mydlana, która może się okazać najciekawszym projektem obu panów…