69

Po wyjeździe zrozumiałem, że nie mógłbym pracować zdalnie w egzotycznym kraju

Gdybym mógł pracować tak, jak ty, to długo bym się nie zastanawiał i szybko wyjechałbym do jakiegoś ciepłego kraju. Zamiast siedzieć w zimnej i deszczowej Polsce, żyłbym sobie na słonecznej plaży. Takie zdania niejednokrotnie padały pod moim adresem przy okazji rozmowy o pracy. Kiedyś sam widziałem to podobnie i powtarzałem, że w końcu ruszę na "wakacje życia", będę mógł zarabiać pijąc jednocześnie drinki z kokosa i leżąc na hamaku. Ale to nie jest takie proste...

Praca zdalna przestaje być czymś niespotykanym. Znam mnóstwo osób, które przynajmniej częściowo pracują zdalnie – jeśli nie są w biurze, to działają z domu, z hotelu podczas wyjazdu czy jakiejś hali targowej. I nie są to tylko autorzy tekstów. Mowa o programistach, grafikach, ludziach z PR czy marketingu. Jeśli gorzej się czują, muszą zostać z dzieckiem albo zwyczajnie chcą ten dzień spędzić w domu, to tak robią. Jednak nie każdego dnia. Jedni tak nie mogą i muszą się pokazywać w „centrali”, inni nie chcą pracować z domu przez cały czas. I ja to rozumiem – sam czasem mam dość tego, że łączę dom i biuro. Granica szybko się zaciera, człowiek jest ciągle w pracy. Ale to temat na osobny wpis, bo to nowe technologie sprawiły, że ciągle jesteśmy w pracy.

Wróćmy do tematu wyjazdu. Kilka dni temu pojawił się u nas wywiad z Polakiem, który mieszka na Filipinach i z azjatyckiego kraju wykonuje m.in. swoje zadania w Polsce. Praca zdalna pełną gębą. Sporo osób przeczyta i powie „wow, też tak chcę!”. Niektórzy pewnie zaczną wykonywać w tym kierunku konkretne ruchy. Trzeba mieć jednak na uwadze, że to nie jest rozwiązanie idealne dla każdego, a praca zdalna z nawet najpiękniejszego zakątka globu nie musi być rajem na ziemi – szybko może się okazać, że ten raj przestał się podobać, bo… wykonuje się w nim pracę i nie ma np. czasu na rozrywki. Albo poznaje się miejsce od strony, której wcześniej się nie zauważało.

Spakowałbym się i pojechał do Ameryki Środkowej albo Azji

Kilka razy powiedziałem, że gdyby nie druga połówka, która swojej pracy niestety zdalnie wykonywać nie może, to długo bym się nie zastanawiał, spakowałbym plecak, wziął komputer pod pachę i ruszył w świat. Kierunek? Ciepły kraj, w którym żyje się tanio. Miejsce, gdzie z polską pensją nie musiałbym biedować. Może Ameryka Środkowa? Albo Filipiny, na których mieszka teraz rozmówca Grzegorza? Pomysł dobry, lecz w ciągu ostatniego tygodnia przekonałem się, że… nie dla mnie. Spędziłem tydzień w Tajlandii i doszedłem do wniosku, że to nie jest miejsce do życia. Przynajmniej dla mnie.

Przeszkadzają temperatury, wilgotność, z czasem pewnie dałoby się odczuć różnice kulturowe i problemy dnia codziennego, bo te występują wszędzie. Ale to przecież nie muszą być tropiki – może warto spojrzeć na południową Europę? W Czarnogórze świetnie się czułem, może tam? Pojawia się kolejny problem: świetnie czułem się na wakacjach, a miałbym pojechać do pracy.

Nie jedziesz na urlop. To praca zdalna

Wyobraźnia działa i człowiek już widzi siebie, jak leży na hamaku i spokojnie wykonuje swoją pracę. Tyle, że do tego potrzebny jest przynajmniej przyzwoity Internet (odpowiednio szybki), a z tym miałem problem nawet w drogim hotelu – podejrzewam, że w domku na plaży nie byłoby lepiej. I mogłoby się skończyć na tym, że przeklinałbym każdego dnia rozwiązanie, jakim jest praca zdalna, bo zwyczajnie nie mogę jej wykonywać. A jeśli mogę to… jestem w pracy. Nie korzystam z uroków plaż, restauracji, zabytków, sadów i winnic, nie siedzę z tubylcami przez całe dnie i nie zabawiam ich rozmową, bo oni są w pracy i ja jestem w pracy.

Prawdopodobnie przed komputerem i tam spędzałbym nawet kilkanaście godzin dziennie. Jasne, można to okroić, próbować coś zmienić, ale to może się np. wiązać ze zmianą płacy. Jeżeli mieszka się w naprawdę tanim kraju, to ok. Ale jeżeli ceny są porównywalne do polskich, a chce się w pojedynkę zakosztować raju, to może być różnie. Ostatecznie człowiek zamiast o hamaku na plaży, będzie marzył o klimatyzowanym pokoju z dobrym łączem internetowym. Żeby szef nie miał pretensji. Żebyś sam do siebie nie miał pretensji o to, że praca jakoś nie idzie. Po jakimś czasie człowiek dochodzi pewnie do wniosku, że te wspaniałe wakacje, idealne nie są. A praca zdalna wykonywana z piaszczystej plaży to mit.

Nie chciałbym nikogo zniechęcić – bohater wywiadu sprzed kilku dni to dowód na to, że może być fajnie. Takich przykładów jest pewnie mnóstwo. Ale to kwestia indywidualna: nie jest przeznaczona dla każdego zawodu (nawet jeśli wydaje się, że i on może być wykonywany zdalnie) i nie pasuje do niej każdy człowiek. W Tajlandii poznałem Rosjanina, który przez 1,5 roku mieszkał w tym kraju. Ale na wyjazd z IBM na mistrzostwa świata w programowaniu przyjechał z Moskwy – wrócił do ojczyzny i podjął pracę w biurze. Pamiętajcie o jednej ważnej kwestii: wszędzie jest dobrze, gdzie nas nie ma…