88

Zanim zaczniesz komuś zazdrościć pracy zdalnej… zastanów się minimum dwa razy

Żebyście nie byli zawiedzeni - ten tekst niektórzy z Was zaliczą do gatunku "drogi pamiętniczku...", więc jeżeli nie lubicie takich publikacji, na AW jest sporo innych, pewnie ciekawszych. Ci, którzy mnie znają dobrze wiedzą o tym, że moje miejsce pracy to nie biuro, ale najczęściej mieszkanie. I nieco pochopnie - niektórzy mi bardzo tego zazdroszczą.

Tak tylko wtrącę, że w mojej rodzinie historia „zatoczyła koło”. W podobnym okresie życia ja i mój tata ciężko pracowaliśmy – głównie rękami i nogami zamiast głową. W umyśle „starszego Szczęsnego” wtedy rodziło się pragnienie spełniania się zawodowo przy biurku, bez potrzeby brudzenia sobie rąk. Ja natomiast marzyłem o tym, żeby nigdy nie pracować w kieracie, a najlepiej w ogóle nie wychodzić z domu do pracy.

I wiecie co? Udało się. Tata do emerytury będzie siedział w tabelkach i dokumentach, a ja… nie ruszam się z domu

Tata przed tym robił za mrówkę na budowie, odpowiadał za „tworzenie socjalistycznego dobrobytu na Ukrainie” (przebywał na tzw. „eksporcie”, gdzie pracy było od groma, a wódka i ruskie szampany lały się strumieniami), a nawet przez pewien czas spełniał się zawodowo w Kanadzie jako „ręce do wynajęcia”. Ja jeszcze przed studiami m. in. pracowałem w sadzie, doświadczyłem „niemieckiego kotła” w emslandzkiej rzeźni i pakowałem wędliny w owianym złą sławą „Constarze”. I co ważne, nie wspominamy o tych w kategorii wstydliwego okresu życia. Dzięki temu nabraliśmy sporo doświadczenia i nauczyliśmy się szanować pracę. Wydaje mi się, że to dobra cecha.

praca zdalna

Wróćmy jednak do pracy zdalnej. Po okresie moich „zawodowych eksperymentów” definiowanych przez zwyczajny brak funduszy postanowiłem, że pasja stanie się moją pracą. Zamiast tylko czytać o nowych technologiach, raz na jakiś czas sprawiać sobie jakiś ciekawy sprzęt – zacznę po prostu o tym pisać. Z tym akurat nie miałem większego problemu, chociaż… (zabrzmi to jak autoerotyzm) przez parę lat realizowania zleceń nie tylko dla AW, ale i innych mediów, sporo się nauczyłem i nieco poukładałem swój warsztat.

Praca zdalna, czyli taka, która nie wymaga przebywania w biurze pod czujnym okiem szefa ma sporo plusów, które z czasem mogą okazać się… uciążliwe. Spójrzmy na to od strony człowieka, który pracy zdalnej nigdy nie doświadczył. Siedzę w domu, nie muszę się golić do pracy, mogę się nawet nie ubrać i tak zasiąść do biurka. Między kolejnymi punktami dnia mogę m. in. ugotować obiad (i czasami udaje mi się to zrobić – czasami nawet przed tym jak narzeczona wróci ze stacjonarnej pracy…), posprzątać, załatwić sprawy na mieście, czy też po prostu… zdrzemnąć się lub pograć na konsoli, żeby mózg odpoczął. Grzesiek Marczak nie zagląda mi przez ramię, Tomek Popielarczyk nie krzyczy na mnie, że się obijam. Nie jeżdżę na warszawskie konferencje, stosunkowo radziej trafiają mi się zagraniczne wyjazdy. „Spoko układ”, prawda?

U sąsiada trawa jest zawsze „bardziej zielona”. Są momenty, w których chętnie rzuciłbym to wszystko i poszedł pracować do biura

I nie chodzi mi tutaj o pracę w ścisłym tego słowa znaczeniu. Pisanie, budowanie publikacji od researchu, treści aż po SEO i grafiki sprawia mi sporo przyjemności. Niestety, przeżywam również takie okresy, w których po prostu chciałoby się wyjść do ludzi – przyjść do biura o ósmej, wyjść o szesnastej i mieć po tej godzinie pracę daleko w poważaniu.

Żyję w ciągłym niedoczasie. Obowiązków wcale nie ubywa – tych może mi tylko przybyć i właściwie bardzo rzadko zdarza mi się, żebym dzień zakończył w stanie „wyzerowanej checklisty”. Dlatego też, rozliczając się sam ze sobą w okolicach wieczora muszę część zadań przenieść „na jutro”. I niestety, przyznaję się bez bicia – wynika to głównie z tego, że trudno jest utrzymać samodyscyplinę w doprowadzaniu niektórych zadań do końca. W mniejszym stopniu wynika to z samej pracy zdalnej – nie mogę podejść do kogoś do biurka i zapytać wprost o konkretną rzecz. „Uderzam” na Slacku, piszę maile i czekam na odpowiedź. Czasami na tyle długo, że z tego rodzą się nieprzyjemne „obsuwy”.

Przebywanie w domu wcale nie powoduje, że jestem w stanie w międzyczasie posprzątać i np. zrobić obiad. Zaobsorbowanie pracą jest czasem na tyle duże, że nie udaje mi się zrealizowanie podstawowych obowiązków w mieszkaniu, zresztą nierzadko nie ma się nawet na to ochoty. Dobrym pomysłem jest wtedy wcześniejsze zaplanowanie sobie zadań na dany dzień tak, aby było wiadomo „kiedy” możliwe jest zrobienie czegoś poza pracą zawodową. W kontekście samych posiłków to nie jest problem – z czystej wygody wolę nierzadko zamówić coś z dowozem.

praca zdalna

Jeżeli od początku nie narzucisz sobie założeń „kultury odpoczynku”, to uwierz mi, że zapomnisz jak się „zbija bąki”

Tego akurat nigdy się nie spodziewałem – dom wcale nie kojarzy mi się z azylem, gdzie mogę odpocząć od zawodowych zgiełków. Praca zdalna prędzej czy później spowoduje, że work-life balance, choćby ten misternie układany w pewnym momencie posypie się jak domek z kart. Nawet, gdy aktualnie nie robię nic, biurko, monitor, klawiatura, mysz przypominają mi o standardowym stanowisku pracy, co skutecznie wyrywa mnie ze stanu relaksu. Wiele złego w tej materii robi też specyfika mojej pracy – ta nie kończy się w momencie opublikowania artykułu, trzeba również pewne rzeczy uzgodnić z wydawcą, odpowiedzieć na maile, pilnować komentarzy, śledzić statystyki. Co więcej – trzeba duuuużo czytać, żeby być na bieżąco.

Możesz spać do późna. Możesz, ale… lepiej tego nie rób. Wiem po sobie, że o ile jest to całkiem dobre dla stanu umysłu, tak dla projektów i obowiązków jest to cholernie niekorzystne. Nawet, jeżeli wydaje ci się, że możesz tego i tego dnia posiedzieć dłużej (po czasie noc staje się Twoim sprzymierzeńcem i to też nie jest nic dobrego…), to przyjdzie taki moment, w którym organizm upomni się o odpoczynek, a znużenie sięgnie zenitu. Tylko od Twojego samozaparcia będzie zależało to, czy przeniesiesz część obowiązków znowu „na jutro”, czy wyprowadzisz grafik „na zero”. A może się zdarzyć, że coś wypadnie „w trakcie” i plan pracy późnym popułudniej koncertowo trafi szlag.

Wszędobylskie rozpraszacze to także spory problem. Człowiek w biurze zasadniczo bardziej się pilnuje i rzadziej zagląda tam, gdzie nie powinien w trakcie pracy. Mnie nikt nie pilnuje i jeżeli tylko zechcę, mogę wcale nie dyskretnie włączyć konsolę, albo nawet pójść spać. Nikt też nie rozlicza mnie z tego ile razy wyjdę na balkon „puścić dymka”, a na upartego można nawet pić piwo przy biurku. Ale tego ostatniego kompletnie nie polecam – u mnie kończyło się to w ten sposób, że już w ogóle nie miałem ochoty na dalszą pracę (ciekawe dlaczego…). A wierzcie mi, są momenty, w których nawet ruch uliczny jest ciekawszy niż obowiązki zawodowe.

Niektórym nie wytłumaczysz, że praca zdalna to też praca… ale w domu

Zaletą pracy zdalnej jest to, że możesz ją uprawiać dosłownie wszędzie. Jeżeli chcesz, to możesz „nadawać” z kawiarni, z plaży, z autobusu… zewsząd, gdzie tylko jest zasięg bezprzewodowego dostępu do internetu. Dla mnie największym problemem jest wytłumaczenie głównie nieco starszym ode mnie osobom, że jeżeli mówię, że „idę pracować”, to rzeczywiście to robię. W rodzinnym domu największy problem jest z tym, by odseparować się od reszty rodziny na czas realizowania swoich obowiązków: postronnym wydaje się, że mimo „tylko pisania” jestem cały czas dostępny i „do wywołania”.

praca zdalna

Irytujące jest również to, że dopóki jesteś podłączony do internetu – czy to za pomocą komputera, czy też telefonu – zasadniczo jesteś w pracy. Zabrzmi to śmiesznie, ale są momenty, w których na dźwięk powiadomienia ze smartfona podskakuję w miejscu, na czole występuje pot, a w głowie roją się możliwe scenariusze: „jakiś czeski błąd w tekście, wydawcy się coś nie podoba, trzeba zrobić to i tamto…”.

To nie jest koncert życzeń i zażaleń. Tak sobie wybrałem, radzę sobie z tym i wbrew pozorom nie chcę tego zmieniać

Z tego tekstu może i bije „tragizm” pracy zdalnej – intencjonalnie skupiłem się głównie na negatywach, ale tylko po to, żeby udowodnić „stacjonarnym”, że realizowanie się zawodowo w domu wcale nie jest takie piękne, jakby się mogło wydawać. Wysoko cenię sobie niezależność, możliwość samodzielnego planowania zadań, brak przywiązania do konkretnego miejsca. Uwielbiam również wyzwania i konieczność ciągłego uczenia się. Niemniej, jestem tylko człowiekiem z podobnymi ograniczeniami do Waszych i… te nierzadko przegrywają w starciu ze specyfiką pracy zdalnej. Mimo pewnych kryzysów – uwierzcie mi, że nie zamieniłbym jej na żadną inną. Choć nie wykluczam, że kiedyś udam się do biura – wszak doświadczenia rozwijają.

  • marek.h

    Level 2: praca w domu z żoną i dzieckiem za ścianą… Wspomnienia o pracy w czasach kawalerskich tylko wywołują umiech na twarzy.

    • Niewykluczone, że i u mnie tak będzie…

    • BloodMan

      U mnie już tak jest.
      Lepiej jechać do fabryki, bo się nie popracuje.

      Hint: ściana ma, co zaskakujące, taki otwór – drzwi…

    • krzysiekj

      tak, dzieci szybko go odkrywają, chwilę po tym jak odkryją jak samodzielnie się przemieszczać :)

    • Gabber84

      Dlatego ja jak chcę popracować zdalnie to tylko w kawiarni z WiFi (a najczęściej McDonadls – bo otwarty najwcześniej), dziecko w domu potrafi skutecznie zdezorganizować pracę.
      Dodam że mam pełną dowolność czy pracować z biura czy z domu, więc najczęściej wybieram to pierwsze.

    • Spokojnie panie redaktorze, wróble ćwierkają, że ma Pan na to jeszcze trochę czasu… ;)

    • Binko

      O, tak… Lubię to!

      I faktycznie, jak człowiek sobie przypomni jak to było kiedyś, hehe

    • Bolek

      Robię tak, któryś już rok, nie chce mi się liczyć. Żona, dwójka dzieci. Zajęcia, lekcje itp itd. Momentami jest ciężko, brakuje kontaktu z ludźmi. Kwestia trochę innej organizacji czasu, wyjście tu, piłka tam… Nie chcę do biura, nigdy. Mimo wszystko.

    • Mateusz Gostomski

      Bez dedykowanego biura bez szans, ale jak masz pomieszczenie „biurowe” w domu i dziecko nie jest rozpuszczone to problemu nie ma :) To co jest najważniejsze to to, że dziecko musi znać swoje prawa i obowiązki (nie przeszkadzanie tacie/mamie w pracy) i że za dnia 8-16 można z Tatą/mamą spędzić czas kiedy TATA/MAMA przyjdzie, a nie w drugą stronę. Z wiekiem (dzieci) jest łatwiej ;)

    • Tomek Banasik

      Level 3: praca w domu z ex-żoną, ex-teściową i 2 dzieciaków, przez 3 miesiące po rozwodzie (czekając z przeprowadzką dzieci na koniec roku szkolnego), gdy – mimo mojego, wyraźnego sprzeciwu – znienawidzona ex-teściowa przeprowadziła się do nas „powspierać biedną, rozwiedzioną córeczkę”. Przebij to! :)

    • Miałem trochę ponarzekać, ale zmieniłem zdanie po zaznajomieniu się z Twoją czy zasłyszaną sytuacją ;)

    • Robert Tomaszewski

      To już chyba level 18

    • ale luksusy

    • level HARD :D

    • Krzysztof Tukiendorf

      To co napisałeś brzmi jak jakiś dolny level DOOM’a. Nie wiem tylko czy przed, czy za finalnym bossem…

    • Marcin

      to już podchodzi pod level Azjata :)

    • AdamPK

      Też tak mam czasami. Zamykam drzwi i zakładam słuchawki. Jak to się nie sprawdza to zamykam drzwi na klucz ☺

  • zakius

    zupełnie szczerze to gdyby jakaś stosunkowo prosta praca fizyczna zapewniała wystarczające wynagrodzenie to z dnia na dzień rzuciłbym zawodowe programowanie, a tym bardziej wyłącznie zdalne
    miałbym więcej czasu i sił na własne projekty i nie myślał o pracy w czasie wolnym, bo nawet gdy jeździ się do biura to nie da się całkowicie odciąć w momencie wyjścia z niego

    • O Panie, ja się cieszę jak przyjeżdżam do domu rodziców, drzewo rąbać, czy trawę kosić to rozkosz jak siedzisz na tyłku całymi dniami w domu.

    • Moi teściowie są zawsze zaskoczeni jak chętnie przyjeżdżam drewno rąbać albo grządki na działce porobić 😁

    • Neliel

      Oj, uważam podobnie. Z malutkim wyjątkiem: całkiem skutecznie potrafię się odciąć po przekroczeniu drzwi firmy.

    • eksprzedsiębiorca PL

      Ha! Ja właśnie przeprowadzam eksperyment i po prostu NIE MOGĘ SIĘ NACIESZYĆ. Po 12 latach własnej działalności nie muszę z nikim nic uzgadniać, konsultować, prosić, wypracowywać kompromis, oferować, zapraszać do współpracy, czynnie żalić, ozusowywać i vatować :) Od piątku do poniedziałku przeczytałam 3 książki, obejrzałam cały serial, dwa mecze, byłam na długich spacerach i mam wszystko gdzieś :) Piękna sprawa!

    • metzo

      Też to masz? 10 lat w zawodzie IT i coraz częściej marzy mi się praca jako kierowca autobusu mpk lub maszynista. I tak jak mówisz – gdyby tylko ta kasa…

    • zakius

      mam tak, że odkąd zacząłem w tym pracować, to własnego kodu klepię kilkanaście-kilkadziesiąt razy mniej
      ale kierowcą czy maszynistą bym nie mógł być, pierwszego idiotę blokującego przejazd bym specjalnie staranował, więc popracowałbym góra kilka godzin
      ale dobrze wspominam pracę w introligatorni na przykład, co prawda była monotonna, a często po całym dniu na nogach było naprawdę nieprzyjemnie, ale jednak czas schodził stosunkowo szybko, a po powrocie do domu byłem całkowicie wolny od pracy

    • Angie

      Hmm budowlańcy zarabiają całkiem nieźle, a na pewno conajmniej tyle co przeciętny programista, chyba że chcesz mieć zarobki jak starszy programista, ale to tego jest taka sama droga jak do bycia starszym budowlańcem ;)

  • Krzysztof

    Idź do cooworkingu, szefa nie będziesz miał za plecami a i atmosfera bedzie pracogenna.

    • Myślałem o tym, jest taka jedna miejscówka w Rzeszowie. :)

    • Tomasz Wiech

      A gdzie jeśli wolno zapytać?

    • Kwadrat na Bardowskiego. :)

    • Kwadrat spoko miejsce, polecam ;)

  • Driggooziz

    Jak zacząłeś przygodę z pisaniem? Wysyłałeś swoje teksty do różnych serwisów czy raczej wysyłałeś zapytania jakich tematów potrzebują/czego mógłbyś się podjąć?

    • Zaczynałem od pisania za „dzięki”, potem próbowałem się wkręcić gdzieś dalej aż trafiłem do AW. Odtąd nie narzekam na brak pracy i środków. :)

    • Driggooziz

      Że za darmo pisałeś to rozumiem, najpierw trzeba pokazać co się umie i czy w ogóle. Raczej pytanie dotyczyło tego czy np. wpadałeś na takie AW, widzisz piszą o technologiach to coś o technologiach do nich podeślę czy może z zapytaniem o polecenie konkretnego tematu, bo może akurat nie mają nikogo kto by się podjął.

    • Miałem dwa podejścia. ;) Za pierwszym razem nie siadały mi zadane tematy, za drugim razem już się udało, mimo że dybałem we wspomnianym Constarze nocki przez cały miesiąc. ;) Po prostu napisałem do Grześka Ułana, że chcę. Potem jakoś to poszło. :)

  • SiwyBoy

    Fajny tekst :) Przeszedłem prawie wszystkie wymienione etapy, ale jeszcze żyję ;)
    Niestety to tylko minusy pracy zdalnej „pisarza”, programisty, kogoś pracującego kreatywni. Od pięciu lat pracuję zdalnie jako administrator systemów M$ dla kilku dużych klientów. Praca jest strasznie monotonna, w ciągu dnia właściwie mam czas na wszystkie „domowe obowiązki”, faktycznej pracy mam w ciągu dnia max 3-4 godziny, niestety jest jedna rzecz której Ci zazdroszczę. Mianowicie pracy „wszędzie”. Przy pięciu monitorach, trzech VM oraz dwóch TeamViewerach nie ma szans na wyjście z lapkiem do kawiarni lub parku aby poprzebywać z ludźmi :/

  • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

    Omg ale tl;dr; :D najlepiej w korpo! 8-16 i nadgozinki :D na zdalnym tobrano wstaniesz a tu już obiad trzeba jeść, położysz się aby trawić a tu 23 i netflix i spać. Tak się nie da

  • Ja już mam za sobą prace zdalną, a obecnie pracuje w biurze.
    Akurat prace zdalną miałem dosyć prostą i zwykle udawało mi się osiągnąć wszystkie cele do końca dnia, ale studiowałem jeszcze zaocznie i czasami się zdarzało że siedziałem 8h w pracy, a poźniej siadałem do rzeczy na studia i cały dzień w jednym miejscu. Innym problemem było że czasami żona oczekiwała że zrobię coś w godzinach pracy – bo przecież siedze w domu.
    Obecnie siedzie w biurze, praca ma inny charakter, przebywam wśród ludzi :D Dalej studiuje ale droga z pracy do domu odświeża, łatwiej siąść do komputera po pracy. I zdecydowaniej łatwiej odciąć się od pracy ;)

  • Adrian Bialkowski

    mi najbardziej przeszkadza brak ludzi, w małych dawkach są ok ;)

  • Piotr

    Są ludzie, którzy się nadają do pracy zdalnej, i są tacy, którzy się nie nadają. Kwestia osobowości i umiejętności zorganizowania sobie pracy w domu. A ze znajomymi można się przecież spotykać poza pracą.

    Co do oddzielenia pracy od nie-pracy – kto powiedział, że to musi być oddzielone? Ja lubię swoją pracę i jest częścią mojego życia, podobnie jak rodzina czy hobby. Nie widzę powodu, aby oddzielać je w czasie. Dzięki pracy zdalnej mogę zjeść lunch z żoną i przywitać córkę jak wraca ze szkoły, a potem wrócić do pracy.

  • Alot

    Choć lubię od czasu do czasu iść na spotkanie biznesowe albo „biznesowe”, to już nie wyobrażam sobie pracy w biurze czy openspejsie czy innym hujumuju.
    Praca w domu to ideał.
    Ale oczywiście trzeba chcieć i umieć. Oraz oczywiście mieć odpowiednie zajęcie.

  • MrBlackCat

    Dobry tekst. Nie miałem jeszcze okazji pracować wyłącznie w domu przed dłuższy czas, ale dobrze wiedzieć, jak to wygląda ze strony osoby, która tak pracuje. Obecnie mam pracę biurową z możliwością pracy zdalnej – na ten moment wydaje się to fajne. W razie potrzeby załatwienia czegoś można spokojnie wyjść z biura i dokończyć pracę później w domu. Dodatkowo zamiast brać zwolnienie, gdy czuję, że zaczyna się przeziębienie, to po prostu mogę zostać w domu kilka dni i stamtąd pracować.
    Ale wtedy mam tak, jak napisałeś – niektórym osobom ciężko zrozumieć, że wtedy pracuję. Mimo że w biurze jest więcej ludzi, to jednak pod kątem pracy łatwiej się tam skupić.

    • patchworked

      Mam podobne przemyślenia – praca w 100% zdalna ma zbyt wiele minusów, 100% w biurze również, ale biuro + możliwość w miarę swobodnego korzystania z przywileju pracy w domu jest ideałem.

  • Marek Kowalczyk

    Najlepiej gdy można połączyć pracę biurową ze zdalną , gdy zachodzi taka konieczność, swoją drogą czytałem dużo o takich zachowaniach bodajże na jakimś blogu czy w magazynie online marketing. Moim zdaniem takim głównym czynnikiem ważącym o tym, czy praca będzie dobra jest dyscyplina i staranność , wtedy nie ma róznicy czy siedzisz w domu w pościeli, czy w biurze i tak wykonasz swoją pracę należycie…

  • Zdzisław Dyrman

    A mówią, że m jak robisz, to co kochasz to nigdy nie będziesz pracował. Może jednak pisanie o technologii nie jest Pana powołaniem skoro tak się pan męczy?

    • midway

      Nie wierz we wszystko to, co mówią…

    • Alot

      W historii AW było wielu kiepskich autorów.
      J.S. niezależnie od okoliczności i sposobu oceny, nawet wśród tych najsłabszych uchodzi za niemożebnego słabiaka.
      Chyba tylko niska stawka może uzasadniać jego obecność na łamach AW.

      I nie jest to złośliwość z mojej strony, to względnie obiektywna ocena jego umiejętności. Nie tylko tutaj prezentowanych.

    • zebba

      Powiedz. Co ci życie tak strasznego zrobiło?

    • Alot

      Życie, nieco przewrotnie, uczyniło mnie recenzentem tego, co piszą inni.
      Znośne zajęcie, tyle, że nie każdy recenzowany jest w stanie udźwignąć ciężar oceny.

      Mógłbym co prawda wykonywać pracę niedbale i wystawiać wysokie noty, tyle, że wtedy cierpieliby czytelnicy. Wybieram więc cierpienie niektórych piszących, którym się wydaje, że są autorami.

    • Alot

      W punkt.

  • JestemAbdul

    15 lat pracowałem zdalnie, co prawda na własny rachunek, ale liczy się. I nie tylko w domu, ale pociągu, hotelu itd. To trzeba lubić i umieć się zorganizować. Nawet na własny rachunek są terminy, przeszkody, opóźnienia, problemy, i związany z tym stres czy przesiadywanie po wiele godzin, żeby zakończyć dane zadanie. Mnie to nigdy nie przeszkadzało, często siedziałem sobie w nocy i pracowałem. A oprócz tego dochodzą inne zadania jak księgowość itd., ale tym zajmowała się żona. I to były wspaniałe czasy, bo jeździliśmy sobie po Polsce robiąc to, co lubimy, razem, zwiedzając różne miejsca, w większości wybrane przez nas, w części uzależnione od spotkania z klientami. Niestety żona zachorowała, i jestem teraz po tej drugiej stronie, stacjonarnej, która nie sprawia już takiej radości…

    • hans

      Swietne powiedziane. Ja to nawet jezdze po calej europie – sprawdza sie szczegolnie zima w cieplych krajach ;)

  • HenrykTur

    Pracuję zdalnie od 2007 roku. Tekst powyższy pisał człowiek, który rodziny nie ma. Idąc po kolei:
    „Żyję w ciągłym niedoczasie. Obowiązków wcale nie ubywa –
    tych może mi tylko przybyć i właściwie bardzo rzadko zdarza mi się,
    żebym dzień zakończył w stanie „wyzerowanej checklisty” – to oznacza, że rozplanowujesz sobie nieudolnie obowiązki, albo też bierzesz więcej, niż jesteś w stanie przerobić.
    „W mniejszym stopniu wynika to z samej pracy zdalnej – nie mogę podejść
    do kogoś do biurka i zapytać wprost o konkretną rzecz. „Uderzam” na Slacku, piszę maile i czekam na odpowiedź” – yeah, telefony nie istnieją.
    „Przebywanie w domu wcale nie powoduje, że jestem w stanie w międzyczasie posprzątać i np. zrobić obiad” – jak posuwasz w biurze od 9 do 17, to też nie zrobisz obiadu w domu, a w obu przypadkach i tak musisz iść do sklepu, aby coś na ten obiad nabyć. Jak sobie w domu robię przerwę 13-14, to bez problemu daję radę. W 95% zajmuje się tym żona, ale czasem jej nie ma, więc muszę o to zadbać.
    „Dobrym pomysłem jest wtedy wcześniejsze zaplanowanie sobie zadań na dany
    dzień tak, aby było wiadomo „kiedy” możliwe jest zrobienie czegoś poza
    pracą zawodową” – zaiste jest to idiotyczne, bo praca to nie życie. Ja mam godziny pracy 8-17, potem zajmuję się domem, rodziną, zakupami, etc
    .”Irytujące jest również to, że dopóki jesteś podłączony do internetu – czy to za pomocą komputera, czy też telefonu – zasadniczo jesteś w pracy.” – p..nie o Szopenie. Nikt Ci nie każe odbierać maili i czytać powiadomień. Zasadniczo sam pozwalasz na robienie z siebie chłopaka na gwizdnięcie.
    „Są momenty, w których chętnie rzuciłbym to wszystko i poszedł pracować do biura” – a ja nie. Pracowałem w latach 1996-2007 w różnych miejscach. Okropne.
    „Niestety, przeżywam również takie okresy, w których po prostu chciałoby się wyjść do ludzi” – to chyba z Tobą coś nie tak. Przed pójściem do pracy nie miałeś kumpli? Znajomych? W pracy nie pitolisz towarzysko, ale pracujesz. Ja po pracy spotykam się ze zjamomymi, czasem zbieramy na planszówki, sesje rgp, z żoną wychodzę na kolacje, razem ze znajomymi idziemy na dyskoteki. Wychodzę z założenia, że ludzie z pracy to najgorsza rzecz na spędzanie czasu wolnego – chcąc nie chcąc zamiast się relaksować, gadacie o pracy. Jak się ma zainteresowania, to nietrudno o znajomych.
    „Możesz spać do późna. Możesz, ale… lepiej tego nie rób. Wiem po sobie, że o ile jest to całkiem dobre dla stanu umysłu” – kto Ci to powiedział? Ja lubię wstać rano, bo wtedy szybciej robię swoje i więcej dnia mam na swoje przyjemności/obowiązki. Inna sprawa, że dziecko do szkoły o 7 prowadzę, wiec chcąc nie chcąc muszę :)
    „Nawet, gdy aktualnie nie robię nic, biurko, monitor, klawiatura, mysz przypominają mi o standardowym stanowisku pracy, co skutecznie wyrywa mnie ze stanu relaksu” – a mi po pracy kojarzą się z grami, YT, swoimi projektami, kontaktami ze znajomymi, itp. Marudzisz.
    „Wiele złego w tej materii robi też specyfika mojej pracy – ta nie kończy się w momencie opublikowania artykułu, trzeba również pewne rzeczy uzgodnić z wydawcą, odpowiedzieć na maile, pilnować komentarzy, śledzić statystyki” – jak masz ustalone godziny pracy, to komentarze mogą czekać do następnego dnia. Sledzenie statystyk wystarczy raz na 24 h, wiec nie przesadzaj.
    Podsumowując – większość negatywów masz na swoje własne życzenie, a nie przez specyfikę pracy.

  • sasiadstar

    Pamiętam czasy jak ludzie błagali żeby do Constaru się przyjąć, mi na szczęście udało się do MAN-a.

  • U mnie bardzo dużo zmieniło się przy takiej pracy:

    1. kiedy wyprowadziłem się z rodzinnego domu do mieszkania swojego (dwu pokojowego, gdzie był salon i miejsce pracy oraz sypialnia) – domownicy przestali mi przeszkadzać, bo dziewczyna taką pracę rozumiała

    2. kiedy wyprowadziłem się z mieszkania dwupokojowego do trzypokojowego gdzie mam swój gabinet – nareszcie miejsce pracy jest w osobnym pomieszczenie – ogromna zmiana i odpoczynek psychiki

    3. nauczyłem się planować dzień -> kalendarz google (zadania też w nim wpisuję, dzięki temu mam na nie czas) – robię więcej i zajmuje mi to mniej czasu

    ps. ostatnio odkryłem w sobie duszę majsterkowicza – robienie czegoś ręcznie w mieszkaniu (często drożej i gorzej niż gotowy produkt) daje mega odpoczynek psychice!

    Tak teraz myślę, że gdyby nie taniec socjalny (w parach: kizomba, zouk) to bym popadł w otępienie, że nie ma się do kogo odezwać… dlatego też lubię jeździć do klientów na spotkania :D

  • Sebastian

    Mógłbym pracować zdalnie z domu ale uważam, że to jednak nie dla mnie. Idąc do biura muszę się zmobilizować, żeby wstać, ogarnąć się, zacząć pracę itp. Niektórzy twierdzą, że można się przecież zmobilizować w domu ale nie spotkałem jeszcze nigdy takiej osoby i przypomina mi się widok dobrego znajomego, który kilka dni z rzędu może przechodzić zarośnięty w szlafroku bo pracuje często w domu.
    Przede wszystkim brakowałoby mi jednak kontaktu z ludźmi. Każdy ma swoją pracę, rodzinę i obowiązki i nie wierzę, że każdy kto pracuje zdalnie spotyka się ze znajomymi co drugi dzień. Za to w pracy jestem średnio 5 razy w tygodniu i miło pogadać ze znajomymi o wczorajszym meczu, pośmiać się wspólnie ze śmiesznej historii, posłuchać o sprawach kolegów czy po prostu pouśmiechać się do ludzi. Kontakt poprzez telefon czy messengera nigdy tego nie zastąpi.

    • hans

      Jestes, ze starej szkoly. Nowe pokolenie nawet siedzac nawet przy jednym stole rozmawia ze soba za pomoca messengera;)

    • jansava

      Pracuje zdalnie glownie dlatego by nie sluchac o wczorajszym meczu i sprawach kolegów ;-)

  • Indjana

    Masz to jak w banku: przy takim stylu tej pracy to z czasem będzie tylko coraz gorzej.

  • Ja mam za sobą 4 lata pracy zdalnej, na początku bardzo fajnie ale z każdym tygodniem bywało tylko gorzej, a to opisywany problem z rodziną, a to problemy z wydajnością.. Ogólnie dla osoby, która miała sporo kontaktu z ludźmi wcześniej to praca zdalna jest niczym więzienie, do tego brak ruchu, bo wstajesz i przechodzisz np 3 metry do pokoju obok i jesteś w pracy powoduje spowodował razem z jedzeniem częściej nadwagę. Generalnie po czasie pojawiła się u mnie depresja i całkowity spadek wydajności, mimo pracy zdalnej kasa była bardzo dobra ale nie pomogła i po pewnym czasie zrezygnowałem, źeby całkowicie nie zwariować. Teraz zmieniłem pracę i pracuje trochę w domu, trochę w firmie i taki układ jest o wiele lepszy i co najważniejsze mam kontakt z ludźmi.. tyle z mojej strony:)

    • Alot

      Praca w domu nie wyklucza przecież innych aktywności typu basen, siłownia czy sala gimnastyczna. Różni się tylko tym, że nie tracisz 3 godzin dziennie na dojazd do biura.
      Jeśli więc się zapuściłeś to nie przez pracę zdalną, ale przez zwyczajne lenistwo, które dotyka każdego lenia, niezależnie od rodzaju wykonywanej przez niego pracy.

    • hans

      Nic dodac.

    • jansava

      Dokladnie. Praca zdalne jest dla ludzi którzy wiedza czego chca. Jak ktos potrzebuje bata nad soba to najlepiej odrazu do obozu.

  • KrisK

    I ten magnetyzm łóżka…….

    • HenrykTur

      Przereklamowany :)

  • Xero_z_zero

    Dlatego jeden dzień pracy zdalnej w tygodniu jest dla mnie optymalny, ale tez wymaga samodyscypliny i planowania.

  • AdamPK

    W korpo miałem pracę z domu. Do biura się umawiałem z kolegami. Nasza wydajność w biurze była na akord, czyli robimy jak tylko się pali. W domu bardziej skupiałem się na pracy niż na pogaduchach. Często też wychodziłem z biura, aby popracować z domu. Moje poczucie obowiązku też nie pozwala zostawić spraw na później, więc czasami siedziałem w pracy bezproduktywnie a potem jeszcze w domu (niestety Ziemia jest okrągła i dzień wstaje nie wszędzie o tej samej porze). Pracując z domu to nie marnowałem czasu i robiłem dwie rzeczy na raz: prywatne i służbowe. Zmieniłem pracę i jestem na samozatrudnieniu. Pracuję cały czas z domu. Czym szybciej robię tym mam więcej czasu dla siebie. Do tego znowu dochodzi organizacja. Jak się nie pracuje efektywnie tylko na godziny to można całą dobę poświęcić na pracę. Przy jednym i drugim podejściu zawsze coś zostanie na jutro, bo tak po prostu jest, ale efektywność powoduje, że mamy więcej czasu dla siebie. To mnie właśnie irytowało w korpo, że większość przychodzi tam na 8 godzin a niekoniecznie pracować i zrobić coś od początku do końca zmieniając swój grafik pracując z domu. Praca z domu nie jest dla każdego. Trzeba się trochę dyscyplinować, aby wstać z łóżka co mi najczęściej nie wychodzi oraz umieć sobie organizować pracę. Nie jest to dla ludzi, którym trzeba mówić co, kiedy i jak zrobić oraz dla tych co nie umieją się odciąć od powiadomień w komórce. Ja wieczorem spędzam 15min, aby zorganizować sobie plan na następny dzień. Wiem wtedy czy mogę zaspać i nie martwię się co to będzie następnego dnia. Osobiście, to uważam zadaniowe podejście do pracy za najbardziej efektywne. Pracodawca daje zadanie i czas na wykonanie, więc czym szybciej zrobisz tym więcej odpoczywasz. A czym krótszy czas wykonania i szybsza gotowość do kolejnego zadania tym więcej kasy. Wtedy zasady wynagradzania i różnic w płacach byłyby jasne. Tak, wiem, nie wszędzie da się wprowadzić taki tryb.

  • YY

    Wchodzisz z biura i masz wszystko w dupie:) – praca zdalna nie daje tego komfortu.

    • Alot

      Pic na wodę fotomontaż.

    • hans

      Daje. Ustalasz sobie ze zaczynasz o 9 a konczysz o 16. I tyle. Najfajniej, ze mozna pracowac na swoim tarasie z widokiem na ocean. Np. w Portugalii czy na Kanarach.. ;)

  • hans

    Mysle, ze niepotrzebnie laczycie prace zdalna z „domem”. Taka praca daje mobilnosc caly rok,a tym samym mozliwosc podrozowania gdzie sie chce i kiedy chce. W takim trybie czlowiek nie popada w rutyne a praca to mila odskocznia dnia. W pewnym sensie daje to poczucie wakacji calorocznych. No chyba, ze ktos nie lubi porozowania.. ;)

  • mirekk

    Po 4 latach w korpo i 17 latach prowadzenia własnej działalności nie wróciłbym już „na etat”. Jasne, są plusy i minusy, ale jednak plusy przeważają. Większe zarobki, elastyczny czas pracy (ograniczeniem jest tylko deadline), brak upierdliwego szefa-tyrana, wakacje kiedy się chce, bez proszenia się, weekendy w środku tygodnia (kiedy np. szlaki w górach są puste), możliwość wyjścia, ot tak, na dłuższy spacer jak jest ładna pogoda, itp. Minusem jest słaby „work-life balance”, ale po kilku miesiącach człowiek wyrabia w sobie dyscyplinę, uczy się organizować sobie pracę i godzić pracę z życiem osobistym.

    • mirekk

      Oczywiście pracuję w domu :)

  • Michał Górka

    Przez kilka ostatnich lat pracowałem w domu, często nawet nie siadając do biurka, tylko leżąc w łóżku i mimo licznych zalet takiego rozwiązania w końcu postanowiłem to rzucić i wyjść do ludzi, by całkiem nie zdziczeć przed swoim komputerem. :)

  • Renive

    Praca w biurze, gdzie biuro jest 5 minut drogi piechotą, ideał. :P

  • Jakub Kuranda

    Pracowałem przez pół roku w domu. Kiepska opcja, do tego nawracające stany depresyjne przez nie wychodzenie z domu.

  • akki

    ze co brak kontaktu z ludzmi ? a od czego sa video calle, dziennie srednio tak siedze z 2-3h gadajac o pierdolach z ludzmi poprzez skype`a (korpo)…

    • akki

      praca zdalna to zaoszczedzone minimum: 2h(dojazdy) + ogarnianie sie/sniadanie (1h) +-2h (inne zajecia nie zwiazane z praca ktore robie podczas pracy)

  • Krzysztof Tukiendorf

    Praca w domu? Zapomnij… jak nie skończyła się śmietana, to pociecha potrzebuje pomocy przy otwarciu jakiegoś niesfornego batonika. A to żonka znów wzywa na degustację, bo nie wie czy zupa nadaje się do użytku… jakiegokolwiek. A to pies kręci się pod nogami ze smyczą. Wymieniać można w nieskończoność. Do biura idę na osiem godzin i w sześć odwalam plan na dzisiejszy dzień. W domu, to co robię w sześć potrafię nie skończyć w ciągu jednej doby.

  • ŁukaszC

    Ja pracuję 2 dni w biurze i resztę w domu. Chciałem napisać 3 dni w domu, ale to byłoby zakłamanie. Najbardziej irytują mnie pytania znajomych, czy dzisiaj pracuję – mając na myśli, czy wychodzę do biura. Pracy zdalnej długo nie mogłem sobie poukładać, ale w końcu udało się; po kilku miesiącach. Najgorsze były momenty, kiedy było dużo do zrobienia, a ja cały tydzień zostawiałem na niedzielę wieczór.
    Myśle, że fajnym rozwiązaniem podczas pracy zdalnej (i nie tylko) jest wyznaczanie sobie targetów. Ja pracuję w agile i co 3 tygodnie ustalamy, co będziemy robić, a każde zadanie dostaje punkty. Wiedząc, ile masz jeszcze punktów do wyrobienia, łatwiej jest pracę zakończyć wcześniej i mieć dla siebie trochę wolnego. Inaczej ciężko byłoby ocenić, co zrobiłem i czy zrobiłem wystarczająco, czy może jeszcze powinienem posiedzieć i popracować. Taki przejrzysty system jest, moim zdaniem, bardzo ważny i pomaga w organizacji nie tyle pracy, co właśnie czasu wolnego.

  • Reaver

    Po kilku latach ciaglych podrozy zagranicznych od roku przyszlo mi pracowac z domu. Na poczatku zachwyt, zaczynam o 9 wiec wstaje 8:45 by przejsc do innego pokoju, a czasem wstaje nawet po 9.
    Jest tak jak piszesz czesto wszystko przesuwa sie na kolejny dzien, nie ma rytmu, w pracy jestes zawsze, nie trzaskasz symbolicznie drzwiami o 17. W biurze mozesz podzielic sie problemem z ludzmi ktorzy maja podobne doswiadczenie, realnie moze nie pomoc ale psychologicznie robi roznice, w domu tego komfortu nie ma.

    Praca, zdalna rowniez, jest moim zdaniem przyjemna w jednym przypadku: trzeba miec pod soba pracownikow w swojej firmie i samemu nic nie dostarczac. Po prostu jestes ostatnim punktem eskalacyjnym a nie regularnym ogniwem lanucha, masz pod soba kierownika/managera ktory zajmuje sie koordynacja i adminem. Brzmi jak sci-fi bo w Polsce ciagle jest duza podejrzliwosc ze jak nie kontrolujesz to zaraz oszukaja i zostaniesz z niczym ale trzeba miec tyle oleju w glowie by skonstruowac procesy biznesowe ktore minimlizuja te ryzyka.

  • Grzegorz

    Praca zdalna to ciężki kawałek chleba i o ile masz firmę, to cierpisz na brak czasu i ciągle walczysz o jej utrzymanie. Jeśli jednak pracujesz zdalnie dla kogoś, okazuje się że twoje minimum np. 8h zamienia się w niekończące się 14h z przerami na obiad, kawę, odkurzanie, zabawę z dzieckiem czy zakupy.

    Praca w domu, jaka by nie była, wymaga jednak bardzo dużej samoorganizacji, tak aby nawet jeśli pracuje się od rana do wieczora, znaleźć w tym czas na to co zwykle robi się w jedno popołudnie. Ja pracuję zdalnie będąc zatrudnionym w firmie. Plus: łatwiej podjąć decyzję o pozostawieniu dziecka w domu, np. gdy zaczyna tydzień od soczystego gila. Minus, mimo to do 16 nie mam dla niej czasu a znów odłożenie obowiązków na popołudnie powoduje że nie mam czasu dla nikogo a mój dzień pracy ciągnie się w nieskończoność.

    Nie wspominając o tym że no właśnie, nikt nas nie kontroluje a więc możemy więcej.

    Mówienie: poradzę sobie, umiem organizować sobie czas w wykonaniu 99% deklarujących, jest jak wpisanie w CV dobrą znajomość pakietu Office. W większości nikt nie umie więcej jak włączyć, wpisać dane i zmienić czcionkę.

    Nie mówiąc o przygotowaniu stanowiska pracy, wygodnym krześle i organizacji biurka. Skutek, wieczny ból pleców bo nie mam jak wstawić krzesła biurowego. Więc praca zdalna nie jest dla każdego i niespecjalnie dziwi mnie też to że ludzie pomimo że mają własne firmy, uciekają do biur. Ale pamiętajmy, że praca zdalna może mieć wiele twarzy i wiele form zatrudnienia, liczby obowiązków, itp.. Ja zdecydowanie nic nie zyskałem na tej pracy, a gorzej, straciłem wiele popołudni i weekendów, które mogłem zakończysz w piątek o 16 i skupić się na zabawie i relaksie.

    • Alot

      Opis wskazuje, że jesteś do końca życia skazany na pracę dla kogoś, bez szans na samodzielne stanowisko w kadrze zarządzającej.

      Organizacja miejsca pracy to umiejętność podstawowa i nie wyobrażam sobie, by ktoś, kto nie umie zorganizować własnego stanowiska pracy, mógł mieć pod sobą innych ludzi i skutecznie nimi zarządzać.
      Czego mógłby ich nauczyć? A jeśli miałby ich wyłącznie pilnować, to taniej wyszłoby zatrudnienie małpy z czerwonym przyciskiem.

    • Grzegorz

      Sądząc po ocenie jaką na mnie wydałeś, zapewne nie zrozumiałeś idei tego tekstu, ale widzę w tym też swój błąd, że za dużo osobistych odczuć w nim ująłem. Dlatego nie pracujesz ani pode mną ani nade mną. Wiesz, ja pracuję zdalnie gdy chcę… a nie bo muszę. Co oznacza że dla mnie praca w domu jest właśnie czymś nienaturalnym, dlatego że dom jest dla mnie miejscem odpoczynku. Nie mniej podtrzymuję zdanie dot. organizacji takiej pracy, samodyscypliny. Pozdrawiam

  • karol

    ja w domu nie umiem pracować, za dużo rzeczy mnie rozprasza:/ ale podobno można efektywnie pracować z domu: http://blog.impel.pl/jak-efektywnie-pracowac-z-domu/ trzeba tylko jasno określić zasady i granice.

  • Pracuję zdalnie od połowy 2017 roku – tester automatyczny Java, pojawiam się w biurze głównie wtedy gdy odbywają się scrumowskie sprinty.
    Zgodzę się z autorem że najciężej jest z samodyscypliną, dookoła rozpraszaczy nie brakuje – jakaś gra, Netflix, serfowanie po sieci, korci też nieraz by później wstać… ale jak trzeba napisać nowy przypadek testowy pod dodatkowy scenariusz, bo np nowa paczka od dostawcy robi burdel w działaniu aplikacji, a manualni ciągle rzucają zgłoszeniami, to godzina 16 dawno mija, a ja dalej w „pracy”, po prostu nie zauważam jak czas wtedy szybko mija.
    Podsumowując jednak jestem zadowolony z faktu, że mam okazję popracować z mieszkania. :)

  • Dima Noizinfected

    ok. Ale dobra strona
    – brak wydatkow na trabsport (paliwo/energie/bilety/ubery)
    – brak straty czasu na podroze
    – mozliwosc wynajecia mieszkania w taniej strefie ekonomicznej (lub wsi), pracujac dla firmy z centrum Warszawy

    Zwykla praca ma ta ogromna wade ze uzaleznia od miejsca, i trzeba dostosowywac wymogi placowe do warunkow cenowych w danym miejscu. Mozna pojsc krok dalej – praca dla Stanow… z Ukrainy. Widzicie ta roznice gospodarczo-walutowa kiedy dostajemy amerykanska wyplate?;) o kosztach zakwaterowania mozna zapomniec

  • Darkian

    Etapy pracy zdalnej:
    1) Mogę pracować w domu, super!
    2) Fajnie byłoby ruszyć gdzieś tyłek i z kimś pogadać.
    3) Mam nadzieję, że gołąb Bartek odwiedzi dziś parapet.

  • Ala Mierzejewska

    Mam podobne doświadczenia i od pewnego czasu mam dwa smartfony służbowy i prywatny; pokoik gdzie pracuję jest TYLKO dla mnie; ok godz. 18.00 wyłączam komputer i telefon służbowy (wszyscy to wiedzą) i wychodzę z pokoiku, przychodzę tu dopiero na drugi dzień, chyba że muszę posprzątać, albo zdarzy się cos wyjątkowego. Po dwóch latach pracy w domu nauczyłam się pewnego rytmu – wstaję ok. 8.00, poranny rytuał prysznic, śniadanie, itp. 15 min oddechu na posprzątanie w kuchni i ok. 9.30 zaczynam pracę. W większości to się sprawdza. Powodzenia :)