26

Poszukiwane są nowe sposoby na utylizację zwłok. Kompostowniki zastąpią cmentarze, jakie znamy?

Śmierć i sprawy związane z pochówkiem to nadal temat tabu. Otaczająca nas rzeczywistość poważnie się zmienia, lecz na polu żegnania zmarłych jesteśmy dość konserwatywni. Człowiekowi udało się wylądować na Księżycu, zbudować komputer, jest coraz bliżej stworzenia sztucznej inteligencji, lecz nadal staje on na cmentarzu, by złożyć bliskich w specjalnym dole. Tak było przed wiekami, tak jest i dzisiaj. Przynajmniej w zachodnim świecie. Pytanie, czy to rozwiązanie powinno być kultywowane?

Zmienia się wszystko. Prócz pochówku

Czy nasze domy ulegają zmianom? Tak. Jedne stają się w pełni inteligentne (proces ten dotyczy przeróżnych systemów i jest zakrojony na szeroką skalę), w innych pojawiają się nowoczesne urządzenia. W moim bloku jakiś czas temu wymieniono oświetlenie, teraz zapala się ono, gdy wykryje ruch. Na jednym piętrze, a nie w całym budynku. Ma sens – niby niewielka zmiana, ale zauważalna. Ewoluują też samochody, przestrzeń, w której pracujemy czy wypoczywamy. Nie muszę Was o tym przekonywać – pewnie sami to dostrzegacie.

A teraz spójrzmy na pochówek. Zmienił się w ostatnich dekadach? Owszem, oferta domów pogrzebowych stała się o wiele bogatsza, ale sam proces wygląda tak samo. Można zamówić trumnę z tabletem i podłączeniem do Internetu, można kupić nowoczesny nagrobek, na cmentarzach pojawia się Wi-Fi, lecz nadal proces polega na tym, że ciało ląduje w trumnie, a następnie trafia do grobu. Żałobnicy odprowadzają zmarłego, stoją nad dołem, jakiś czas później pojawia się tablica upamiętniająca człowieka. Tak było, jest i… No właśnie – będzie?

Brak miejsca, szkoda dla środowiska

Ktoś spyta, po co w ogóle o tym rozmawiać? Skoro stosowane dotąd rozwiązanie nikomu nie przeszkadza, to nad czym się tu zastanawiać? Zwłaszcza, że temat drażliwy. Problem polega na tym, że obecne rozwiązanie przestaje pasować do współczesnego świata. Ludzi przybywa, w kolejnych dekadach pojawi się kilka dodatkowych miliardów. Rzesze ludzi urodzą się, rzesze umrą. I trzeba z nimi coś zrobić. Jednocześnie ludność koncentruje się, powstają supermiasta. A takie struktury wymagają supercmentarzy. Tu nie chodzi już o pochówek dla kilkudziesięciu tysięcy ludzi, lecz dla milionów.

Budowanie cmentarzy oddalonych od takich miast to problem – rodzina chce być blisko miejsca pochówku. Jednocześnie pragnie ona, by ciało spoczywało w ziemi długo. Czy to oznacza, że zaczną powstawać piętrowe cmentarze? Niczym parkingi czy galerie handlowe? Pewnie nie można tego wykluczać. Tu jednak przechowamy do kolejnego problemu: wykorzystania przeróżnych surowców do tworzenia cmentarzy: beton, kamień, drewno, stal – potrzeby rosną. Najgorsze jest jednak to, że rośnie również zużycie chemikaliów, którymi balsamuje się ciała. Może nie zamieniamy wszystkich w mumie i nie sprawiamy, że są wieczni żywi, niczym Lenin, ale i tak szokują dane dotyczące zużycia konserwantów w tym biznesie. A to wszystko trafia przecież do gleby.

Lepszym rozwiązaniem jest kremacja? Może i lepszym lecz to nie oznacza, że idealnym. Spalanie wymaga paliwa, uwalniane są szkodliwe związki, prochy też trzeba gdzieś przechowywać. A rozsypywanie ich byle gdzie to kiepski pomysł – nie tylko z kulturowego punktu widzenia. Biorąc to wszystko pod uwagę, można dojść do wniosku, że naprawdę pojawia się kłopot. I nie są to wymysły szalonych ekologów – tu w grę wchodzą twarde dane, prognozowanie. Pojawiają się jednak projekty, które wychodzą naprzeciw tej sprawie.

Kompostownik czy garnitur z grzybów?

Capsula Mundi to jeden z projektów, które mają rozwiązać wspomniany problem. Człowiek byłby umieszczany w biodegradowalnej kapsule, a ta byłaby „połączona” z drzewem. Gatunek wybieralibyśmy jeszcze za życia. Rozkładające się zwłoki zasilałyby drzewo, dawałyby życie nowemu organizmowi. Teraz na cmentarzach też nie brakuje drzew, lecz przy okazji mamy wspomniany beton i chemikalia. A tu ma być ludzkie ciało i drzewo. Naturalnie.

Innym naturalnym rozwiązaniem jest Infinity Burial Suit. W tym przypadku chodzi o ubranie ciała w strój z… grzybów. Ich zadaniem byłoby szybkie przetworzenie, zutylizowanie ciała. Znikałby np. problem szkodliwych związków uwalnianych przy rozkładzie ludzkiego ciała – grzyby ponoć świetnie sobie z nimi poradzą. I znowu: miałoby być szybko i naturalnie. Bez sztucznego utrwalania ciała, bez pomników, bez cmentarzy, jakie znamy. Z prochu powstałeś, w proch się obracasz, a grzyby w tym samym miejscu niebawem zaczną przerabiać kolejne ciała.

Najdalej idzie jednak Urban Death Project. W tym przypadku już można wprost powiedzieć, że chodzi o kompostownik. W mieście zamiast cmentarzy powstawałyby budynki do rozkładania ludzkich zwłok. To w nich ciała byłyby przechowywane krótko po śmierci, rodzina i znajomi żegnaliby zmarłego, a następnie zwłoki byłyby stymulowane do rozkładu – niczym w kompostowniku, na którym lądują skoszona trawa, obierki czy chwasty wyrwane na działce. W takim kompostowniku powstawałaby bogata w substancje mineralne gleba, która następnie byłaby wykorzystana w zieleni miejskiej. Tu żyłeś, tu zasilisz krzewy w parku.

To jedynie kilka propozycji, na które ostatnio trafiłem. Żadna nie przewiduje cmentarzy w obecnej formie.

Wiele musiałoby się zmienić

Czy te pomysły będą realizowane? W wielu krajach musiałoby się zmienić np. prawo. Przecież nie jest tak, że z ciałem można zrobić wszystko – przepisy regulują te kwestie i trzeba się ich trzymać. Ale to akurat mniejszy problem, przepisy można w miarę szybko zmienić.

Większe wyzwanie stanowiłaby kwestia kulturowa: czy jesteśmy gotowi na to, by odejść od starych rozwiązań i zdecydować się na nowoczesny kompostownik dla ludzi? Albo garnitury z grzybów, które szybko rozłożą ciało? Przecież dla rzeszy ludzi to będzie nie do przyjęcia. Mój ojciec/brat/syn miałby zasilić drzewo w parku? Jak to w ogóle brzmi? Powinien posiadać tradycyjny grób, tradycyjną tablicę, a pierwszego listopada tradycyjne znicze i kwiaty (chociaż po listopadowych wizytach na cmentarzach zauważyłem, że tu jest już dość ekstrawagancko).

Stajemy się społeczeństwem zinformatyzowanym, wchodzimy na coraz wyższy poziom w rozwoju technologicznym, mówimy o pracy robotów, grzebaniu w genach, podbijaniu innych planet czy komputerach kwantowych, a jednocześnie kurczowo trzymamy się m.in. starej formy pochówku. Pojawia się jednak pytanie, czy rzeczywiście jest to temat, w którym nie można dokonywać zmian, w którym zdecydowana większość społeczeństwa, powie „niech zostanie po staremu”. Może wymienione wcześniej przejawy rewolucji sprawiły, że i do śmierci zaczęliśmy inaczej podchodzić? A może potrzebna jest nam przestrzeń, której nie zmienimy – nawet, jeśli bardzo mocno unowocześnimy swoje życie…