45

Postęp sprawi, że będę mógł przez cały dzień leżeć i obijać się…

Roboty - ten temat jest ciągle aktualny i raczej nie straci na znaczeniu. Chyba, że dojdzie do jakiegoś wielkiego kataklizmu i nasza cywilizacja ulegnie załamaniu. To jednak skrajny scenariusz. W tym bardziej prawdopodobnym, w naszym życiu będzie przybywać maszyn. Pomagają nam, wykonują prace, do których nierzadko nadają się lepiej niż człowiek. W efekcie zabierają nam pracę. Dotychczas w tym kontekście pisałem głównie o pracy zarobkowej. Należy jednak spojrzeć na to także z innej strony: codziennych obowiązków, które też przerzucimy na maszyny...

Przed tygodniem pisałem o kolejnej rewolucji przemysłowej – roboty będą zastępować ludzi w pracy, odbierać im etaty. Na dużą skalę, nie mówimy tu o jednostkowych przypadkach, lecz o milionach miejsc pracy zlikwidowanych do końca tej dekady. Gospodarka będzie się zmieniać. Gdzie nas to zaprowadzi? Nad tym już teraz zastanawia się rzesza specjalistów. Możliwe, że miliardy ludzi będą skazane na ubóstwo, z którego się nie wyrwą. A może zaczniemy żyć w świecie, w którym nie trzeba pracować, jednocześnie ma się czas i środki na realizację swoich pasji? Oto jest pytanie.

Smartbe Intelligent Stroller from Smartbe Intelligent Stroller on Vimeo.

Tym razem nie będzie jednak o pracy zarobkowej. Wczoraj trafiłem na tekst dotyczący kampanii crowdfundingowej, w której pieniądze zbierane są na stworzenie wózka dziecięcego. Czym miałby się wyróżniać na tle już istniejącej konkurencji? Zaawansowaniem technologicznym. To sprzęt nafaszerowany elektroniką. Jednym z atutów jest fakt, iż nie trzeba go pchać – ma silnik, może się sam poruszać. Rodzic nie musi się już wysilać, maszyna wykona za niego pracę. Nawet kołysankę zagra, gdy trzeba będzie.

Czytając o tym sprzęcie, przypomniałem sobie o bagażu samojezdnym, o którym pisałem jakiś czas temu. W założeniu ma podążać za właścicielem. Niczym pies. Znowu ograniczany jest wysiłek człowieka. Czy to są pojedyncze przykłady zmian, jakie mogą nastąpić, jakieś wyjątki? Raczej nie. Na AW prezentowałem już koncept zrobotyzowanych ramion, które mają wykonywać za nas czynności w kuchni (czyt. gotować), ciągle rozwijana jest idea maszyn, które będą dostarczać do naszych drzwi zakupy. Te ostatnie mogą przylecieć lub przyjechać. Wcześniej zamówi je lodówka. Produkty trafią do naszego domu niekoniecznie z naszym udziałem, potem zostaną przetworzone, a naczynia umyje zmywarka. Tu na razie jest potrzebny człowiek (załadowanie naczyń do urządzenia), ale i to może się zmienić. Przecież gotujące ramiona mogą i to zacząć ogarniać, przeniosą naczynia z jednego miejsca w drugie.

W naszej przestrzeni powinno przybywać maszyn, które wyręczą nas w codziennych obowiązkach. Wymieniłem kilka przykładów, ale jest ich znacznie więcej. Mówi się o wózkach sklepowych poruszających się autonomicznie, o toaletach, które mają same się sprzątać, szafach, które wyprasują nasze ubrania. To jedynie wizje futurologów? Nie, część tych rozwiązań już można kupić, inne zaraz pojawią się w naszej rzeczywistości. A firmy będą poszerzać ten wachlarz, nasz wysiłek, ten codzienny, do którego zdążyliśmy się przyzwyczaić, będzie eliminowany.

Pod koniec ubiegłego tygodnia pisałem, że owe nowinki wcale nie muszą szybko dotrzeć do naszego życia, że na osiedlu robotniczym, na którym mieszkam, nie pojawią się nagle tysiące robotów, ludzie nie będą biegać z autonomicznym wózkiem, a walizkę pociągną sami. Zmiany szybko tu nie nastąpią. Ale z drugiej strony: czy dziwi Was jeszcze widok autonomicznego odkurzacza? Kilka lat temu to była nowość, lecz od tego czasu takie urządzenie pojawiło się w wielu domach i część społeczeństwa poświęca mniej czasu na odkurzanie, bo przynajmniej częściowo wyręcza ich maszyna. Dlaczego to samo miałoby nie nastąpić we wspomnianych wcześniej przypadkach?

W tym miejscu pojawia się jednak pytanie: jak zagospodarujemy pozyskany w ten sposób czas? Rozrywka, realizacja swoich pasji czy więcej pracy? I drugie pytanie: czy to się nam przysłuży? Zastanawiam się w kilku kontekstach, także ruchu, wysiłku – czy eliminacja tych wszystkich zadań pomoże naszym organizmom, odciąży je czy wręcz zaszkodzi, bo rozleniwi i sprawi, że będziemy spalać jeszcze mniej kalorii? Pytam całkiem serio – wszak pojawia się zarys wizji świata, w której nie tylko znika praca zarobkowa, ale też codzienne obowiązki. Człowiek może leżeć i pachnieć. Albo stwierdzić, że jedynym zbędnym ogniwem w tym łańcuchu jest on sam…