smartfon i słuchawki pchełki
32

Porównanie zarobków artystów w najważniejszych usługach muzycznych

Usługi streamingowe służą użytkownikom, ale same serwisy (choć nie wszystkie) zmagają się z problemami finansowymi. Temat minimalnych zarobków artystów, uzależnionych od liczby odtworzeń, powraca co jakiś czas. Przyjrzymy się statystykom zaprezentowanym przez stronę informationisbeautiful.net.

Udostępnione dane pochodzą z drugiej połowy czerwca, więc są stosunkowo aktualne. Wypłacane artystom kwoty uzależnione są oczywiście od ich popularności w serwisie, ale również od tego, czy posiadają oni podpisaną z wytwórnią umowę. Taki kontrakt potrafi podnieść wartość ich dokonań i wynegocjować wyższe stawki za pojedyncze odtworzenia.

W zestawieniu pojawiają się takie usługi jak YouTube, Pandora, Deezer, Spotify, Google Music, Tidal oraz Apple Music. Nie pominięto także Napstera.

porównanie zarobków artystów w serwisach internetowych - unsigned artists

Zacznijmy od artystów niezależnych, którzy samodzielnie odpowiadają za obecność w serwisach streamingowych. Najniższą stawkę oferuje YouTube, a wynosi ona dokładnie 0,0006 dolara. Największa kwota pochodzi z Napstera, gdzie sięga 0,0167 dolara za każde odtworzenie. Jako drugi w zestawieniu znalazł się Tidal (0,0110 dolara), a za nim kolejno Apple Music, Google Play Music i Deezer. Trzecie od końca jest Spotify z kwotą 0,0038 dolara

Zasady rozliczeń z serwisami nie są jednak takie proste, ponieważ równie istotne są inne statystyki. Chociażby liczba darmowych użytkowników (jeśli to możliwe) i minimalna liczba odworzeń wymagana do wygenerowania minimalnego zysku. To stawia całe zestawienie na głowie, ponieważ najgorzej z tej sytuacji wychodzi Tidal, który rocznie na każdym z użytkowników traci ponad 6 dolarów. Pandora i Spotify radzą sobie relatywnie nieźle – pierwsza z usług notuje stratę na poziomie 3,2 dolara, zaś druga 1,39 dolara. Jesteście ciekawi ile razy odtworzony musi być kawałek w Spotify, by artysta otrzymał minimalną wypłatę? Aż 380 tysięcy razy, co jednak przy liczbie 2,4 mln na YouTube wygląda i tak skromnie. Ze względu na brak danych nie mamy przedstawionej w komplecie kondycji Apple Music.

Jak wspomniałem, w przypadku artystów zakontraktowanych (będących pod opieką wytwórni), stawki za odtworzenie idą minimalnie w górę. Na przykładzie Spotify różnica ta wynosi 0,006 dolara. Tidal? 0,0015. To wpływa na nieco mniejsze wymagania, co do liczby odtworzeń. Nie bez znaczenia są tu znów grupy użytkowników korzystających z usługi bezpłatnie. Największą rzeszą takich osób może pochwalić się YouTube (około 99,9%). W przypadku Spotify ich udział wynosi 57%, a Pandory 95% (gdyż zaledwie 5% zdecydowało się na nową wersję oferty).

porównanie zarobków artystów w serwisach internetowych - signed artists

Spójrzmy na progi odtworzeń dla artystów z kontraktami. Niemal najniższa wartość znalazła się przy Tidalu, gdzie wymagane jest 120 tysięcy odtworzeń (serwis posiadania jedynie 4 mln użytkowników). Usługa Apple to próg na poziomie 200 tysięcy i nadal jest to jeden z najniższych, ponieważ Deezer wymaga 230 tys. (0 30 tys. mniej), a Spotify aż 340 tys. (o 40 tys. mniej) odtworzeń.

Tysięczne części dolara mogą dziwić, ale warto mieć na uwadze popularność niektórych utworów czy artystów. Każda z usług to miliony słuchaczy. Taki model może być przez wielu uważany za niesprawiedliwy, gdyż bardziej niszowi wykonawcy będą mieli problem z osiągnięciem wpływów na akceptowalnym poziomie.Z drugiej zaś strony, takie rozwiązanie postrzegane jest jako jedyne właściwe, ponieważ artyści zarabiają wtedy, gdy ich dokonania docierają do słuchaczy.

Jakie jest Wasze zdanie? Czy rynek streamingowy kiedykolwiek zastąpi klasyczne, fizyczne nośniki jak kompaty czy winyle oraz sklepy cyfrowe?

Źródło: informationisbeautiful.

  • sharent

    Wychodzi na to, że artyści na odtworzeniach zarabiają grosze. Nawet przy milionach odtworzeń, dla artysty idzie jedynie kilkadziesiąt tysięcy $. Ale wykonawcy nie zarabiają na płytach i klikach, tylko na koncertach (gaże największych gwiazd sięgają setek tys. albo nawet milionów $ za koncert). Cała ta zabawa w streaming i płyty pełni zatem bardziej funkcję reklamowo promocyjną (tzn. spodoba ci się kapela na YT? może akurat pójdziesz na koncert i tam zapłacisz 150 zł za bilet). Pytanie z końca artykułu moim zdaniem nie ma zatem większego sensu (z punktu widzenia artysty). Chociaż może i ma – jest większa szansa, że fajna kapela wylosuje ci się na Apple Music, niż pójdziesz do Empiku i akurat kupisz jej kompakt.

    • Www

      Myślisz, że przy tradycyjnym modelu sprzedaży zarabiałby więcej? Nie sądzę.

    • sharent

      A co to ma wspólnego z tym, co napisałem?

    • Danjiu

      Kolega zasugerował wręcz coś odwrotnego. Bez streamingu mogli by zarabiać trochę mniej z powodu słabszej promocji.

    • Alot

      Nie ma znaczenia ile by zarobili gdzie indziej albo robiąc coś innego.

      Ma znaczenie, czy model rozliczenia w stramingu jest dla artysty opłacalny.
      Jeśli nie jest, artysta, niezależnie od tego co poza tym robi – wydaje dużo płyt czy koncertuje i jak dba o promocję, nie odda muzyki do takiego serwisu.

    • MR_P3T3R

      ..a pomyślałeś o rozgłośniach radiowych i innych formach wykorzystania utworów np. w filmach, reklamach itd. ? Najwiecej zarabiają nie tyle artyści co kompozytorzy muzyki lub autorzy tekstów. Za każde wykorzystanie utworu tantiemy to nawet miliony zł rocznie.

  • doogopis

    Podział zawsze jest uczciwy! https://uploads.disquscdn.com/images/baba1676b1d557ee3e93c9e9c30e07150b444ff102c8c2a777a795147d939ea1.jpg
    Artyści to byli kiedyś. Dziś robieniem muzyki zajmują die biznesmeni. A gwiazdy to lachony co co 5min nogi tozchylają,lub tyłek pokazują. Po jakimś czasie nikt ich nie pamięta.

    • Driggooziz

      Wszystko fajnie, ale samodzielna promocja też kosztuje i może okazać się nieskuteczna. Nie widziałem, żeby gwiazdki pokroju Taylor Swift czy Justina Biebera narzekały na pieniądze, a prawda jest taka, że np. Bieber to jest produkt czysto marketingowy. Wyrwali chłopaka spośród wielu dobrze śpiewających, temat chwycił to go promowali ile wlezie. Bez zainwestowanych pieniędzy skończyłby jako jeden z wielu. Niestety, ale nie wystarczy mieć dobry produkt, trzeba też z nim dojść do konsumenta.

    • sharent

      Powiedziałbym, że dobry produkt jest ostatnią rzeczą, o którą wypadałoby się martwić.

    • Driggooziz

      Nie, no mimo wszystko produkt musi się bronić. Nie powiedziałbym, że musi być najlepszy, ale czysty marketing nie poparty dobrym, albo przynajmniej średnim produktem dużo nie zdziała. Wracając nawet do samego Biebera – tak jak jego pierwsze piosenki to było wycie dla nastolatek, tak ostatnie utwory zalatywały lekko Timberlakiem i takim przyjemnym popem. Chłopak umie śpiewać i tutaj marketing pomógł. Jak może się skończyć promowanie beztalencia niech będzie przykład Mandaryny.

    • doogopis

      No nie interesuje sie Biberem,ale to niby on sam sie wypromował tak? Bo tak mimowolnie słyszałem. Zobacz że za każdym jutuberem jak i pewnie za tym plackiem też. Nie jestem pewien czy ci ludzie to czasami nie są tacy jakby aktorzy tych firm co lansują swoje dzi.ki? Przecież ten Biber to zwykła cio.a.A teraz reszcie sie bedzie ciężej wybić w cieniu takiego trola. Podobnie jutuberzy,każdemu jakieś duże firmy dają kase,za co? Że robi z siebie durnia? Nie za to że potem swoim zachowaniem bedzie idolem innych. A to oni bedą wpływać na mentalność młodych.To jakby obsadzanie stanowisk swoimi trolami by ludzie nie kierowali sie w strone czegoś niezależnego. Tak mają pewność że na nich zarobią. Może i tak też powstają takie niezależne gwiazdy. Choć Biber dziś jest na max komercjalny. I ulizany! Hue hue hue!Dzisiejsze gwiazdy to wszystko kasting. Biznes i inwestycje. Artyści to tylko taka nazwa. Konsumenta? Już nawet nie że poprostu muzy słuchasz. Dobre.
      Takie przemyślenia mnie nachodzą.

    • serio beber dobry?

    • Driggooziz

      Przejrzyj sobie jego wczesne filmiki – umie śpiewać. A, że był promowany w sposób jaki był – 14 latek, to o czym mieli mu kazać śpiewać? O dojrzałej miłości?

    • Alot

      OK to liczymy na konkretnym przykładzie.
      Nagranie płyty – ok 100 tys., nie wnikając w detale.
      Żeby pokryć te koszty, trzeba szybko i bez pośredników sprzedać min. 5 tys. egzemplarzy płyty.
      W przypadku jednak, gdy płyta trafia do dystrybucji, a większość płyt trafia, gąb do wyżywienia jest więcej, więc trzeba sprzedać znacznie więcej, żeby odbić sobie koszty wydania. Przyjmijmy, że 20 tys.
      Tyle, że 20 tys. płyt to sprzedaje duży artysta, znany, z dorobkiem i ogromną rzeszą fanów.

      Jaki ma więc wybór ten, który tyle nie sprzedaje?

    • doogopis

      Też wszystko jest tak zrobione że wydanie płyty jest możliwe tylko przez oficjalne wytwórnie. A żeby ponieść takie koszta trzeba już podpisać cyrograf. Bo kogo samego bedzie stać.
      A że do artysty trafia 1 z 10 czesci to troche przesada. Co?
      A tak sam to pewnie płyty nie wydasz,potem dystrybucja.
      A wielkie firmy to taki obieg zamknięty. Oni wykańczają wszelkie przejawy spontaniczności. Wszystko jest takie sztuczne.
      I zrobione tak by dostarczać mase gotówki tym co zarabiają na artystach. Sami artyści część z tego mają.

    • Artur Łukasz

      jest wiele przykładów gdzie płyta jest wydawana w ilości limitowanej, żadna wytwórnia nie macza w tym palców.

      nikogo nie interesują płyty za które wpadają grosze, „artysta” zgarnia pieniądze za koncerty.

    • doogopis

      No wiem przecież. Tylko to margines! No nie tyle margines co scena niezależna,lecz wiele takich nie jest nawet znanych publicznie.

    • Artur Łukasz

      taco wydał dopiero 1 płytę, pro8l3m chyba żadnej.
      a na koncert ciężko jest się dostać :D

    • doogopis

      Wyjątek!

    • Alot

      W dupie byłeś i gówno wiesz.

      Wydanie płyty to:
      – koszt studia i masteringu (zwykle studio ma w ofercie). Większość studiów nagraniowych jest otwarta, płacisz i grasz póki nie skończysz.
      – tłoczenie w dowolnej ‚drukarni muzycznej’. Do większości z nich możesz przyjechać z materiałem w teczce a po kilku dniach odbierzesz dowolny, zapłacony nakład płyty – wydany po taniości albo na wypasie.

      Potem zostaje tylko sprzedaż – gros artystów robi to na koncertach i przez internet. W takim przypadku cały zysk trafia do artysty.
      Niemniej wejście do sklepów robi różnicę. I tutaj trzeba oddać dystrybutorowi część ceny.
      Warunki negocjuje się indywidualnie – im mocniejszą masz markę, tym więcej ugrasz dla siebie; im mniej znaczysz na rynku muzycznym, tym mniej zarobisz.

    • MR_P3T3R

      oho pan znawca ;) a zna pan chociaż pół nuty ??

    • Marx

      zmienić zawód, a nagrywać hobbystycznie?
      Serio, nie każdy musi być artystą, który zarabia.

    • Alot

      Dokładnie tak.
      Ale artyści wolą się obrażać na świat, który nie chce ich twórczości, nawet za darmo.

    • Rincewind

      Coś mi mówi, że masz więcej niż ja. Daj mi!

    • MR_P3T3R

      troche pomyliles fakty.. biznesmeni w branży muzycznej zajmuja sie robieniem popeliny a nie muzyki.. muzykę to tworzą kompozytorzy z wykształceniem muzycznym.

  • Rincewind

    Artyści zarabiają na koncertach. Te. Wszystkie tidale/spofity j płyty to głównie metoda promocji a nie źródło dochodu. Oczywiście poza Hołdysem u niego działa to odwrotnie. Oczywiście to nie usprawiedliwia piractwa.

    • Alot

      Dobry artysta zarabia na każdym przejawie swojej działalności, płyta, pliki mp3 w sieci, merch czy koncerty.
      Słaby artysta będzie winił wszystkich, że nie zarabia.

    • Rincewind

      Masz rację. Powinienem napisać „głównie na koncertach”.

  • Polaczek

    U mnie streaming w połączeniu z cyfrową dystrybucją całkowicie zastąpił już tradycyjne, fizyczne nośniki danych zarówno audio jak i wideo. W zasadzie od kilku lat nie posiadam nawet urządzeń zdolnych do odtwarzania ich, a kolekcja płyt CD i DVD oraz kaset magnetofonowych powędrowała na strych dzięki czemu w mieszkaniu zrobiło się trochę więcej miejsca.

  • ADI

    Byłem na festiwalu Tauron, teraz świeżo po Męskim Graniu, wszystkie zespoły przesłuchane na Tidalu, wersja HIFI. Tak odkrywam muzykę i w miarę możliwości płacę bilet na koncert żeby poczuć artystę na żywo. Polecam

  • Artorius

    Kontrowersyjnie mówiąc ten cały streaming to też piractwo :) . Skoro artysta zarabia na nim „grosze” , korzyść mają głownie dostawcy internetu i paradoksalnie użytkownicy , odbiorcy muzyki (a zawsze dbano aby użytkownik końcowy był osobą robioną w balona) to jest to hm…kaperstwo (czyli legalne piractwo; kaper miał list kaperski od władcy państwa,któremu służył).
    Hołdys by się z tego ucieszył, miałby o czym gadać…

  • MR_P3T3R

    No i wszyscy fachowcy się odezwali ;) czyli nie znam się ale się wypowiem.. znacie chociaż pół nuty ?? którą akademię muzyczną skończyliście ? :D