Dlaczego, w odróżnieniu od innych, widzę pół szklanki pełnej? Ponieważ byłem święcie przekonany, że złodziei internetowych jest w Polsce znacznie więcej. Nie licząc nielicznych grup, najczęściej spotykam się z dokładnie zerowym poszanowaniem własności intelektualnych, a już filmy i „empetrójki” to wręcz przymus – kto ich nie ssie, ten jest dziwolągiem.

Mimo takiego wrażenia, badanie przeprowadzone na zlecenie Business Software Alliance pokazuje, że „jedynie” 48% naszych rodaków „zawsze” lub „zwykle” sięga po pirackie oprogramowanie.

Przebadano 15 tysięcy osób w 32 krajach, które podobno reprezentują 90% światowego rynku programów (kraje, nie ludzie). W Polsce 15% respondentów zawsze piraci, 33% zaś robi to zwykle. Daje nam to 16 miejsce w rankingu – plasujemy się niemal dokładnie na środku.

Na czele znajdują się Chiny, gdzie aż 86% użytkowników komputerów regularnie korzysta z nielegalnego oprogramowania. Interesujący jest drugi koniec tabeli – najbardziej legalne z badanych państw to RPA, gdzie odsetek często łamiących prawo sięga jedynie 20%, dalej są Niemcy z 21% i Francja z 26%.

Z badań wynika, że często użytkownicy są nieświadomi popełnianego czynu. Kupując jedną licencję instalują program na wielu komputerach, co według nich w żaden sposób nie podpada pod paragrafy. Twórcy raportu wskazują edukację właśnie jako jeden z czynników, który może podnieść świadomość dotyczącą piractwa i w dużej mierze mu zapobiec.

Z raportu nie wynika, czy dotyczy on też innych własności intelektualnych jak filmy czy muzyka właśnie. Obawiam się, że niestety nie – stąd nasz „dobry” wynik. Pamiętajmy też, że połowa rodaków kradnących oprogramowanie oznacza miejsce na rozwój rynku i lepszą sprzedaż – poprzez umiejętnie poprowadzone kampanie. Może być już prawie tylko lepiej.

Spytałbym na koniec Was o to, do której grupy się zaliczacie, ale pewnie nie ma to sensu. Trudno chwalić się z faktu bycia złodziejem, a poza tym Antyweb czyta ta uświadomiona grupa, prawda?

Pełen raport dostępny jest pod tym adresem.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • tomk

    Gdyby wszyscy korzystali tylko z orgynałów to za zarobione pieniądze sam microsoft spokojnie wykupił nasz kraj a nas kupiłby do niewoli ot co. Policzcie sobie sami ile komputerów jest na świecie a ile kosztuje jeden Windows ok. 350 PLN.

    • Paweł

      tomk: Gdyby wszyscy korzystali tylko z orgynałów to za zarobione pieniądze sam microsoft spokojnie wykupił nasz kraj

      Bardziej prawdopodobne jest:
      a) więcej ludzi używałoby darmowego oprogramowania
      b) powstałyby tańsze (nie darmowe) alternatywy
      c) mniej ludzi kupowałoby komputery

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    A Ty to się zaliczasz do tzw. przydatnych idiotów ?

    Bo tylko siepacze koncernów, artystów przygłupów i właśnie przydatni idioci mają bezczelność nazywać odbiorców twórczości ZŁODZIEJAMI.

    To Cię uświadomię, że złodziejem w aspekcie praw autorskich może być tylko plagiator oraz ten kto zarabia na eksploatacji cudzych utworów i nie dzieli się wynagrodzeniem z twórcami.

    Oznacza to, że ŻADEN odbiorca twórczości NIE MOŻE być złodziejem.
    Nawet jeśli ściąga za darmo utwory i nawet jeśli je dalej rozprowadza.

    Złodziejem za to może być koncern i na pewno są nimi wszystkie wiodące koncerny fonograficzne (vide: procesy z twórcami o brak wypłat tantiem, niewypłacanie tantiem z DVD itd. itp. )

    Warto by było więc nie kompromitować się na przyszłość i nie używać słów KRADZIEŻ , ZŁODZIEJ, PIRAT tam gdzie nie mają miejsca.

    • Jakub Tepper

      Jasna sprawa! Czy drewniana noga i hak zamiast ręki kwalifikuje już do bycia nazywanym PIRAT?

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Nie rozumiem zupełnie przykładu.
      Za to uważam, że warto nie używać bezmyślnie stwierdzeń o kradzieżach, złodziejach i pirackich utworach – szczególnie, że jest ich naprawdę niewiele – podawanych przez takich cwaniaków jak BSA i im podobni.
      Ich frazesy powinny być jedynie wyśmiewane a nie małpio powtarzane.

    • Krzysiek

      Stek bzdur. Autor artykułu ma pełną rację nazywając złodziei oprogramowania/muzyki/filmów po imieniu. Siepacze koncernów medialnych używają słowa „piraci” na określenie tych ludzi i to jest oczywiście nonsens. Jedynym właściwym określeniem jest złodziej.

      Kiedy wypuszczam mój program w świat albo nagrywam muzykę i życzę sobie za nie zapłaty, każdy kto to ignoruje i nielegalnie dystrybuuje albo „wchodzi w posiadanie” tych materiałów, może być nazwany tylko w taki sposób. Podobnie z kimś kto wpada do sklepu i kradnie batonik, butelkę piwa czy rower sprzed wejścia.

      Jeśli idzie o oprogramowanie, to w wielu przypadkach istnieją darmowe zamienniki i nie ma obowiązku kradzieży pierwowzorów (niech za przykład posłuży batalia MS Office vs. OpenOffice). W przypadku muzyki – istnieje szereg serwisów, które pozwalają na legalne odsłuchiwanie w zamian za oglądanie czy słuchanie reklam (np. Spotify). Z innymi materiałami elektronicznymi sytacje też nie musi zawsze być beznadziejna.

      Ale oczywiście łatwiej jest „ściągnąć” coś z Torrenta niż wysupłać kilka złotych i zaspokoić swoją zachciankę w uczciwy sposób.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Jeżeli myślisz, że wyzywając ludzi od złodziei przyczyniasz się do walki z tym czego nie akceptujesz to bardzo się mylisz.
      To czysty przejaw oszołomstwa, które się ignoruje.

      Ludzie doskonale czują czym jest złodziejstwo (POZBAWIENIE kogoś jego własności) i wiedzą, że w żaden sposób nie daje się podciągnąć do tego ściągania, wymiany itd. itp. utworów ani korzystania z nich.
      Nawet jeśli – O ILE W OGÓLE ! – obniża to przychody twórców.

      Poza tym już raz o tym mówiłem – one wszystkie zostały JUŻ OPŁACONE.
      A jeśli Ty za to nie otrzymujesz pieniędzy to możesz mieć pretensje tylko do siebie – trzeba się zapisać do odpowiedniej organizacji, która rozdziela takie tantiemy.

    • Krzysiek

      Arnold, tu nikt nikogo nie wyzywa, tylko nazywa po imieniu. Porozumiewamy się w tym samym języku, ale Ty z jakiegoś powodu przeczysz, że ktoś, kto dopuszcza się kradzieży, powinien być określany mianem złodzieja.
      Na takie określenie zasługuje każda osoba, która wchodzi w posiadanie przedmiotu należącego do kogoś innego bez ich zgody. I nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy tym przedmiotem jest rower, batonik, butelka piwa czy pliki komputerowe tego lub innego typu.

    • sieciobywatel

      Krzysiek: Stek bzdur.Autor artykułu ma pełną rację nazywając złodziei oprogramowania/muzyki/filmów po imieniu.
      [...]
      Jedynym właściwym określeniem jest złodziej.Kiedy wypuszczam mój program w świat albo nagrywam muzykę i życzę sobie za nie zapłaty, każdy kto to ignoruje i nielegalnie dystrybuuje albo “wchodzi w posiadanie” tych materiałów, może być nazwany tylko w taki sposób.Podobnie z kimś kto wpada do sklepu i kradnie batonik, butelkę piwa czy rower sprzed wejścia
      [...]

      Krzysiek:…powinien być określany mianem złodzieja.
      Na takie określenie zasługuje każda osoba, która wchodzi w posiadanie przedmiotu należącego do kogoś innego bez ich zgody.I nie ma tu najmniejszego znaczenia, czy tym przedmiotem jest rower, batonik, butelka piwa czy pliki komputerowe tego lub innego typu.

      Artykuł 278 Kodeksu karnego (kk)
      § 1. „Kto zabiera w celu przywłaszczenia cudzą rzecz ruchomą, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.”
      § 2. „Tej samej karze podlega, kto bez zgody osoby uprawnionej uzyskuje cudzy program komputerowy w celu osiągnięcia korzyści majątkowej.”

      Wiesz dlaczego przy § 2. nie ma mowy o przywłaszczeniu? Ponieważ kradzież i zabór zakładają wyłączenie lub ograniczenie własności lub swobody dysponowania prawowitego właściciela.
      Nie może o tym być mowy w przypadku kopiowania (od razu uprzedzam, że „potencjalne korzyści” należałoby udowodnić, co jest niewykonalne).
      Czy widzisz też tutaj coś o muzyce albo filmach?
      Przypominam za to (choć nie jestem zwolennikiem tego przepisu):
      art. 212
      § 1. Kto pomawia inną osobę, grupę osób, instytucję, osobę prawną lub jednostkę organizacyjną nie mającą osobowości prawnej o takie postępowanie lub właściwości, które mogą poniżyć ją w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danego stanowiska, zawodu lub rodzaju działalności, podlega grzywnie, karze ograniczenia albo pozbawienia wolności do roku.
      § 2. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 za pomocą środków masowego komunikowania,podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.

      Krzysiek:Jeśli idzie o oprogramowanie, to w wielu przypadkach istnieją darmowe zamienniki i nie ma obowiązku kradzieży pierwowzorów (niech za przykład posłuży batalia MS Office vs. OpenOffice).
      [...]
      Ale oczywiście łatwiej jest “ściągnąć” coś z Torrenta niż wysupłać kilka złotych i zaspokoić swoją zachciankę w uczciwy sposób.

      Powiedz to rodzicom dzieci, które muszą w szkole wykazać się znajomością pakietu MS Office i systemu Windows. Oczywiście państwo im licencji do domu (aby mogły w domu poćwiczyć) nie zapewnie.
      Powiedz to też komuś, kto nie może legalnie zakupionego filmu na płycie obejrzeć skopiować sobie na laptopa, tak aby np. obejrzeć w pociągu. Czy zgrać na tablet/telefon.
      Takie przypadki też się zdarzają, Ty wszystkich właśnie nazwałeś złodziejami.

    • Krzysiek

      Niezły popis demagogii i pogróżek. I jakie to ma znaczenie, że ustawodawca tak a nie inaczej sformułował te konkretne paragrafy? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że są one owocem jakichś politycznych przepychanek i lobbingu.
      Fragment drugiego paragrafu mówiący o korzyściach materialnych jest niedorzeczny; nie ma dwóch zdań, że jego brzmienie powinno być takie, że wchodzenie w posiadanie kopii oprogramowania czy innych materiałów cyfrowych bez uiszczenia za to należnej opłaty podlega karze. Odsłuchanie kradzionej kopii mp3, korzystanie z nielegalnego programu czy gry komputerowej nie jest korzyścią “materialną”, ale z całą pewnością jest formą “korzyści”.
      A co się tyczy uwagi na temat szkół narzucających korzystanie z MS Office, to tu mamy do czynienia z zupełnie innym, skandalicznym problemem. Kłopot jednak w tym, że w tym pasywnym społeczeństwie nikomu nie chce się ruszyć palcem, żeby podobnym praktykom postawić opór. Tu powinny być protesty rodziców, petycje, zorganizowane grupy nacisku itd. Jeśli jednak ludzie wolą być lani po pysku zamiast zebrać się do kupy i walczyć o swoje, to, sorry, ale muszą być przygotowani na ponoszenie konserwencji.
      Gdybym ja miał dziecko i ktoś by mu w szkole powiedział, że trzeba kupić jakieś gówno Microsoftu w domu, to coś takiego mogłoby się zdarzyć dopiero po moim trupie.

  • Kamil Maciejewski

    Jeśli badanie było przeprowadzone na podstawie wypełniania ankiety, to śmiem wątpić w jego wyniki, bo ludzie raczej nie będą mieli ochoty się przyznawać w obawie o ryzyko konsekwencji.

    Drugą natomiast stroną medalu jest fakt, że piractwo nie jest biało – czarne, bo co np. z faktem ściągania z netu filmów, które nie są dostępne w danym kraju (a sporo takich jest), czy studentów uczelni technicznych, gdzie nie da się przygotować do aplikowania na sensowne stanowisko bez znajomości specjalistycznego oprogramowania, a ceny potrafią sięgać kilkunastu tys. zł. Poza Microsoft-em producenci (np. Autodesk) nie udostępniają licencji dla studentów, a uczelnie niestety najczęsciej mają jeden komputer z wersją sprzed 5 lat.

    Nawet na polonistyce pracę magisterską trzeba napisać w Wordzie (bo jak pan prof. ma Office 2007 to praca napisana w Open/Libre Office będzie miała problemy z poprawnym wyświetlaniem formatowania a wiele uczelni/profesorów nie uznaje PDF).

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Mylisz się. Piractwo jest czarne. I tu nie ma dyskusji.

      Natomiast nie jest piractwem to o czym gadają koncerny i ich siepacze, a za nimi głupio powtarzają dziennikarze i „dziennikarze”.

    • sieciobywatel

      Microsoft nie udostępnia za darmo Office, o ile się nie mylę. Tym bardziej dziwi, że obsługa tych programów jest w oficjalnych programach nauczania informatyki i technologii informacyjnych.

  • Piotr

    Myślę, że spadek popularności pirackiego oprogramowania wynika ze wzrostu popularności laptopów, w większości z preinstalowanym Windowsem i przeniesienia rozrywki do Internetu – po prostu zwykły zjadacz chleba nie ma czego piracić.

    PS. Nie czytałem raportu ani całego wpisu, może padły te same argumenty.

  • http://lanooz.net Lan

    I pewnie własnie oskarżyłeś co najmniej połowę czytelników Antyweba o złodziejstwo ;) Zresztą są kłamtwa, ohydne kłamstwa i statystyka.

  • Pirat który dojrzal

    Czyli rozumiem że Pan Arnold pochwala ściąganie filmów, muzyki i oprogramowania z sieci nie płacąc za nie? W końcu żaden odbiorca twórczości nie może być złodziejem.

    Czyli jak do kina pójdę i jakoś się bokiem wkręcę na seans bez płacenia za bilet to także przez Pana Arnolda pochwalone zostanie?

    A co z softem? pobrane bez opłat, wykorzystywane w domu do celów rozrywkowych, jest ok? Nie zarabiam na nim więc płacić nie muszę?

    Ludzie kręcą filmy, tworzą muzykę, piszą programy… z czegoś żyć muszą.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Nie ma znaczenia o jakich utworach jest mowa – czy to oprogramowanie czy muzyka czy filmy czy cokolwiek innego.
      Pirackim jest jedynie ta kopia utworu, która została KUPIONA od pirata. I koniec i kropka.
      Żadna inna kopia utworu nie jest utworem pirackim!
      Nawet nielegalny albo „nielegalny” (wg widzimisię M$ czy Cisco) program nie jest programem PIRACKIM!
      To raz.

      Dwa – nie ma znaczenia czy utwór wykorzystujesz prywatnie czy zarabiasz na nim np. otrzymujesz wynagrodzenie za projekt zrobiony na jakimś programie.

      Piratem jesteś dopiero gdy go EKSPLOATUJESZ na jakimś POLU EKSPLOATACJI praw autorskich.

      Po trzecie – wszystkie kopiarki i nośniki treści, kartki papieru, dyski, sryski itd. obciążone są opłatą na rzecz twórców.
      Wnoszą ją producenci i importerzy (także gotowych nienagrywalnych płyt, kaset itd).
      Obciąża mnie ona bez względu na to, czy ostatecznie zapisuję na nich wyłącznie swoje utwory i pliki czy też nie.
      Czy z tego powodu wrzeszczę, że twórcy/koncerny mnie OKRADAJĄ !? Nie!

      Przydałoby się więc, żeby i oni przestali wreszcie rżnąć głupa i udawać, że im się dzieje krzywda bo ludzie sobie ściągają na te dyski utwory.
      BO ONE JUŻ ZOSTAŁY OPŁACONE !

      Po czwarte – to koncerny zmieniły rynek (czyli pole wymiany wzajemnych korzyści) na pole bitwy.
      Zrobiły to z pełną premedytacją bo na tym korzystają.
      Raz, że wycinają w pień słabszą konkurencję, dwa, że doją frajerów_konsumentów gotowych kupować po narzuconych przez nich cenach.

      Tak – całym sercem pochwalam ściąganie i rozpowszechnianie.
      Bo dziś to jedyny sposób wywierania przez odbiorców presji by utwory osiągnęły akceptowalny przez ogół poziom cenowy.

      Przykre, że tracą na tym fajni twórcy bo wydymani przez innych ludzie, nie chcą im płacić nawet „co łaska” (jak było przez stulecia).
      Tyle, że wina nie leży po stronie odbiorców lecz koncernów.
      Im w to graj!

      Dlatego tak oburza mnie bezmyślne powtarzanie durnot o złodziejstwie, piractwie itd.
      Warto temu kłaść kres.

    • sieciobywatel

      Bzdury gadasz.

      Używając bez licencji programu łamiesz prawo w jego obecnych kształcie. Potocznie nazywa się to piractwem.
      To nie to samo co ściągnięcie mp3.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Piractwo to sprzedawanie cudzych utworów bez zgody twórcy.
      I jest to potoczne.

      W Europie, w tym w Polsce, nie istnieje takie dziwo jak licencja na używanie utworu, w tym programu.
      I mam nadzieję, że nie zaistnieje.

      Z nas dwóch bzdury gadasz więc Ty. Podwójne.

    • sieciobywatel

      art. 293 KK

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Ale to nie moja wina, że nie rozumiesz tego paragrafu.

    • sieciobywatel

      Dzięki Ci za oświecenie, mnie maluczkiego. Zaiste, ostrość Twoich przemyśleń niemal dorównuje ostrości nazwiska.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Nie oświecałem Cię, informowałem tylko, że skoro podałeś ten paragraf to znaczy, że go nie rozumiesz.
      Nie wydaje mi się bym był w stanie Cię oświecić bo jesteś do mnie uprzedzony. Udaj się więc do kogoś Ci życzliwego albo sięgnij po orzeczenia do Lexa czy czegoś podobnego i się oświeć a nie publicznie wykazuj ignorancją.

  • http://gilotyna.pl Gilotyna

    Piractwa jest mniej bo więcej jest alternatywy w postaci Open Source. Kto korzysta z Libre Offica, zamiast Microsoft Offica ten wie że ten pierwszy produkt spełnia z nawiązką wymagania przeciętnego użytkownika i 99% biznesowego użytkownika.
    Dobrze też wiedzieć że rozwija się alternatywny system operacyjny ReactOS który w zamiarze ma być zamiennikiem WindowsXP.

    • Marcinos

      Piractwa jest mniej bo jak już ktoś napisał – większość ludzi kupuje komputery z preinstalowanym oprogramowaniem, filmy można oglądać w sieci za 3 zł, a społeczeństwo się bogaci i tyle. Open source niema nic do tego, bo gdyby chociaż ktoś raz robił coś więcej w pakiecie biurowym to by wiedział, że do poważnych zastosowań biznesowych Liber Office się nie nadaje w 99% przypadków, tak samo jak Gimp etc… etc.

    • JM

      Wymagania przeciętnego użytkownika – tu się zgodzę.
      Niestety przy bardziej zaawansowanych zadaniach wszystkie zamienniki MS Office odpadają. Najzwyklejsza praca grupowa, gdzie projekt u każdego musi wyglądać tak samo, i już wszystko się sypie. W moim przypadku mocno odczuwalne są nawet różnice stary/nowy Word. A Excel z funkcjami, formułami i makrami – żaden odpowiednik na razie sobie z tym nie radzi…

    • Michał

      Jakoś wiele instytucji z powodzeniem używa Open Office’a zamiast MS Office,
      zobacz tu:

      http://wiki.services.openoffice.org/wiki/Major_OpenOffice.org_Deployments

      Rządy, sądy, sektor prywatny.

      Nie twierdzę, że OO w pełni może zastąpić MS, ale prawda jest taka, że trzeba mieć naprawdę wyrafinowane wymagania by odczuć niedosyt darmowego pakietu.

  • Janusz Omyliński
  • xvsdvs

    sa trzy mozliwosci tych bredni

    1. polowa polakow nie ma komputera
    2. bsa nie zatrudnilo dobrego statystyka
    3. bsa sciamnia by medialnie pokazac iz idzie ku dobremu by narobic troche dobrego PR-u i sklonic ludzi do mody nie sciagania.

  • http://paule-katherine.com PK

    Zastanawia mnie w jaki sposób przeprowadzono to badanie i na ile jest ono wiarygodne. Kilkadziesiąt lat temu przeprowadzano badanie długości męskiego przyrodzenia na zasadzie anonimowej ankiety. Wiele lat później badanie powtórzono, ale tym razem wolontariusze dokonywali pomiarów osobiście. Średni rozmiar spadł drastycznie.

    Czy jedną z cech Polaków nie jest podejrzliwość? Jeśli badanie polegało na przeprowadzeniu ankiety, to może nie każdy był taki odważny i na wszelki wypadek odpowiedział zgodnie z prawem? Trudno mi uwierzyć w taki wynik znając tak wiele osób dookoła oraz ich zwyczaje.

    • pawelpawek

      Jestem pewien,że gdyby te pomiary były wykonywane osobiście
      przez wolontariuszki, a nie przez wolontariuszy, to nie byłoby żadnych problemów ze spadkiem średnich rozmiarów.

  • Michał

    Po prostu nie ma co się kłócić, utwory pobrane z internetu służą do reklamy.
    Ja pobieram dużo, rzeczy z neta, ale jak mi się spodoba dany utwór to go kupuję. Bez pobierania z neta danych to żałowałbym chyba 50% swoich zakupów, bo dzięki internetowi i darmowym pobieraniem, wiem co kupuje.;)

  • hali

    @PK

    Zgadzam się, jak sam jak dzwonią do mnie z na telefon z jakimiś pierdołami typu darmowy spa czy kolacja, dziękuje i odkładam.
    W końcu zawsze jest jakiś haczyk :) Czy jest czy go nie ma, tak już zostało ustalone. To chyba przez naszych polityków, obiecują wielką chwałe i sławe narodową, głosujesz i się rozczarowujesz. Jak taki polak ma nie być podejrzliwy ;]

    Ci którzy grają dla kasy to nie są artyści, a jest ich wielu, bardzo wielu.

  • hali

    Taki antyweb na przykład kradnie :) Grafika w temacie nawiązuje do pirata Luffy z anime One pice (poznałem po kapeluszu). Masz pozwolenie czy wklepałeś w google image :D

  • sieciobywatel

    Jakubie, dla Twojej wiadomości – ochrona własności intelektualnej w przypadku oprogramowania to zupełnie co innego niż ochrona utworów (muzycznych, literackich, audiowizualnych). Jeszcze inną kwestią są patenty, jeszcze czym innym ochrona wzorów przemysłowych.
    Ponieważ najwyraźniej nie masz pojęcia o czym piszesz, nie dziwi mnie, że bezkrytycznie przyjmujesz raport dziwnego bytu pod nazwą BSA. Dziwnego, ponieważ nie mając żadnej osobowości prawnej ani konkretnej formy, ma siłę wpływać na nie tylko na media, ale i stanowione prawo, czy organy ścigania.

  • Michał Gumienny

    Tak mała liczba oprogramowani ściągana z sieci zamiast z półek sklepowych to pewnie skutek dobrej jakości oprogramowania darmowego. Patrząc po swoim komputerze to praktycznie wszystkie programy mam z tych sygnowanych jako Open Source. Nie widzę sensu ściągania czegoś co kosztuje ileś tam grosza, skoro nie daje mi nic ponad to co darmowe odpowiedniki, a niekiedy jest od takich gorsze.

    Jedyne program, który pobrałem z sieci to Directory Opus jako zamiennik Eksploratora Windows. Przy nim cena już jest nad wyraz zaporowa, bo wynosi prawie 100$.. Dodając do tego jeszcze opłatę za przejście ze starej wersji 9 na nową 10, wynoszącą bodajże 50% ceny standardowej nowej wersji to póki co nie na moją kieszeń..

  • hmmm

    Wielkie mi halo. Gdyby jedzenie było w postaci cyfrowej to każdy ściagałby je z netu też mi nowina. Niby kto ma ścigać kogoś za ściagnięcie mp3 czy filmu? no kto? policja? chyba ktos bylby naiwny myslac, ze gliniarz w domu nic nie sciagnal z netu haha w ogole smieszy mnie straszanie wiezieniem za mp3 skoro musieliby zamknąć mysle okolo 20 mln polaków oraz wiekszosci innych nacji na swiecie wiec więzienie musialoby byc na Jowiszu.

    Z resztą tak jak pisali inni w komentarzach zawsze znajduje się opcja darmowa alternatywa dla każdego chyba programu to chyba świadczy o czyms :)

  • 2dogs

    Druga połowa polaków w ogóle nie korzysta z programów/informatyzacji.

  • Krzysiek

    Niezły popis demagogii i pogróżek. I jakie to ma znaczenie, że ustawodawca tak a nie inaczej sformułował te konkretne paragrafy? Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że są one owocem jakichś politycznych przepychanek i lobbingu.

    Fragment drugiego paragrafu mówiący o korzyściach materialnych jest niedorzeczny; nie ma dwóch zdań, że jego brzmienie powinno być takie, że wchodzenie w posiadanie kopii oprogramowania czy innych materiałów cyfrowych bez uiszczenia za to należnej opłaty podlega karze. Odsłuchanie kradzionej kopii mp3, korzystanie z nielegalnego programu czy gry komputerowej nie jest korzyścią „materialną”, ale z całą pewnością jest formą „korzyści”.

    A co się tyczy uwagi na temat szkół narzucających korzystanie z MS Office, to tu mamy do czynienia z zupełnie innym, skandalicznym problemem. Kłopot jednak w tym, że w tym pasywnym społeczeństwie nikomu nie chce się ruszyć palcem, żeby podobnym praktykom postawić opór. Tu powinny być protesty rodziców, petycje, zorganizowane grupy nacisku itd. Jeśli jednak ludzie wolą być lani po pysku zamiast zebrać się do kupy i walczyć o swoje, to, sorry, ale muszą być przygotowani na ponoszenie konserwencji.
    Gdybym ja miał dziecko i ktoś by mu w szkole powiedział, że trzeba kupić jakieś gówno Microsoftu w domu, to coś takiego mogłoby się zdarzyć dopiero po moim trupie.

    • Krzysiek

      Wpis powyżej został tu wklejony omyłkowo, proszę go ignorować.