Jest to gościnny wpis Tomasza Kolinko

Gdy startowaliśmy na Polskę z Szuku, wiele osób mówiło nam, że to nie ma sensu – rynek jest za mały, napracujemy się tyle samo co amerykanie, a zyski będą dużo słabsze.

Kontrowaliśmy to kilkoma argumentami – „ten rynek lepiej znamy, więc łatwiej będzie nam testować ten lokalny produkt na początku”, „tu będzie nam łatwiej nawiązać kontakt z partnerami”, „wolimy być duzi na małym rynku niż mali na dużym”, czy w końcu „tutaj się rozkręcamy, ale myślimy bardzo konkretnie o wejściu na zagraniczne rynki”.

Czego się nauczyliśmy? Z racji małego rynku, o ile nie osiągnie się dużego sukcesu, nie da nawet rady zdobyć ramen profitability. Czyli albo łapiesz dużego partnera na starcie, albo kasę unijną, albo inwestora i żyjesz z ich pieniędzy, albo rozwijasz projekt po godzinach.

Żeby nie być gołosłownym – przy całym zamieszaniu dotyczącym Szuku, mieliśmy setki, czasem tysiące odwiedzin dziennie. Newsweek poświęcił nam całą stronę, Antyweb kilka wpisów itp.

Oczywiście nie śmiem twierdzić, że to jest szczyt możliwości polskiego startupu. Na pewno gdy O2 uruchamia nowy serwis, to ma on odrobinę lepszą oglądalność. Albo gdy Spryciarze lądują w Dzień Dobry TVN. Konsekwentne działania z czasem doprowadzą do dobrych wyników – tylko za co żyć do tego czasu?

A teraz porównajmy to z wpisem na moim semi-profesjonalnym blogu (Simple Idea List in Five Steps) – 10k odwiedzin w ciągu jednego dnia… Albo innym (I want a „Plonk” button in Gmail) – 5k odwiedzin w ciągu jednego dnia. Oba wpisy jakimś cudem zyskały 5 upvotes i trafiły na główną Hacker News.

Sumaryczne odwiedziny postów:

Wiem, że porównuję trochę jabłka do gruszek, ale mimo to – uważam, że nie ma w polskim internecie serwisu, w którym podlinkowanie dałoby porównywalne wyniki. Może poza Wykopem, który daje ruch nawet większy, ale powiedzmy, że składający się z mało atrakcyjnych czytelników.

Przy okazji – jeśli gdzieś się mylę, to proszę o wytknięcie w komentarzach :)

Jedziemy dalej: polski rynek aplikacji na iPhone. Tu mam już dwa ciekawe case’y. Po pierwsze, nasza aplikacja turystyczna, Przewodnik po Wyspie Wolin

Pisząc tą aplikację wiedzieliśmy, że grupa docelowa, czyli polscy właściciele iPhone’ów na wakacjach w Międzyzdrojach i okolicach, nie jest liczna. Jeśli w wakacje Wyspę Wolin odwiedzi milion Polaków, to 5% z nich będzie mieć telefon (średnia dla kraju to bodajże 4%), czyli 50.000. Z tego co mówi Rovio, jeden na trzydziestu użytkowników w grupie docelowej, przy dużym sukcesie, jest w stanie kupić aplikację, czyli przy odpowiednio głośnej promocji mogliśmy liczyć na 1.500 sztuk sprzedanych.

Reklama którą zrobiliśmy nie była duża, do tego wystartowaliśmy w środku sezonu. Sprzedaliśmy ok. 10-20 sztuk, po 3.99€. Ale to nie świadczy jeszcze o kiepskim rynku, a co najwyżej o słabej promocji.

Co świadczy o jakości rynku to to, że przy bodajże 4 sztukach sprzedanych jednego dnia, wylądowaliśmy tutaj…



Przy zarobku 40 zł zyskaliśmy pozycję #43 w Top Grossing Overall w Polsce. Czyli 43 najwięcej zarabiająca aplikacja w kraju (nie tylko wśród turystycznych, ale w ogóle).

Dla porównania, mój Goal-Setting Workshop, który zarobił w samych stanach 31 grudnia, po odjęciu prowizji, $413 i $254 dzień później, wylądował odpowiednio na pozycjach #963 i #825 Top Grossing Overall w tamtym kraju.

Oczywiście wiem, że mówię tutaj o specyficznym rynku – penetracja iPhone’ów w USA jest trochę większa niż w Polsce :) Jednakże przy większości internetowych przedsięwzięć porównanie wygląda podobnie.

Jak to mówią – jeden raz to przypadek, dwa razy to zbieg okoliczności, a trzy, to przyzwyczajenie… Przejdźmy więc do wydarzeń ostatnich dni :)

Mimo mojego odwiecznego parcia na robienie rzeczy ambitnych i skłaniających do myślenia, ostatnimi czasy bestsellerem jest gra polegająca na nadmuchiwaniu żaby przez słomkę. Tematyka może nieszczególnie ambitna, ale za to wykonanie, dzięki świetnej grafice Michała Iwaszkiewicza i Wojtka Bema, całkiem dobre. Wnioskując po komentarzach w App Store, gra ma już swoje grono fanów.

Przez ostatni weekend cenę ów aplikacji zmieniliśmy z $0.99 na $0.00. W ciągu trzech dni trafiliśmy do rankingu najlepiej ściągających się aplikacji w Stanach, Chinach, Polsce i 47 innych krajach..

Jeśli ktoś zastanawia się ile ściągnięć mają takie Demotywatory, to wystarczy wejść na AppAnnie.com i obejrzeć rank history za ostatni rok. Aplikacja utrzymywała się w Top #30-Top#100 Overall i Top#5-Top#15 przez większość ostatniego roku, czyli powiedzmy średnio 100 ściągnięć dziennie razy 350 dni = 35000 instalacji. Do tego Top #1 Overall przez pierwszy tydzień pobytu w sklepie – to akurat może oznaczać cokolwiek (nawet drugie, trzecie 35k przez owe siedem dni?).

Kończąc. Nie chcę mówić, że w Polsce sukcesu odnieść się nie da, bo wielu serwisom i aplikacjom się udało. Chciałem jednak pokazać jak absurdalnie większy jest rynek zagraniczny – plankton na rynku amerykańskim zarabia tyle, co średniej wielkości ryba lokaln

Kraj Top Free Entertainment Top Free Overall Dzienne Ściągnięcia
Pozycja Pozycja Liczba
Polska #10 #100 50 szt.
Chiny #50 #350 1200 szt.
USA #50 #356 4300 szt.
* – ranking zmienia się z godziny na godzinę i jest wyliczany w oparciu o 4 poprzednie dni, liczba ściągnięć jest podawana raz dziennie. Z tego powodu, przy dużych wahaniach ciężko jest dokładnie powiedzieć jaka sprzedaż odpowiada jakiej pozycji w rankingu. To samo dotyczy innych liczb podawanych w tym artykule.
Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.qazeta.pl MateuszW

    wydaje mi się że nie chodzi tutaj o wielkość ale o specyfikę rynku, dlatego nie poradzili sobie tutaj giganci amerykańcy, np. ebay. Wydaje mi się że w PL nie istnieje coś takiego jak „efekt kuli śnieżnej” czy rozwój poprzez rekomendacje innych użytkowników. Tutaj po prostu trzeba walczyć o każdy metr o każdego użytkownika. Tak samo jak w realnym świecie tak samo jest w internecie, bez agresywnej i sprytnej kampanii na wielu polach tych etycznych jak i również tych mniej, nie wróżę w Polsce nikomu sukcesu.

  • http://www.polishwords.com.pl/blog Tom Smykowski

    Wielkie dzięki za podzielenie się swoimi danymi i wnioskami. Też ostatnio mam trochę sceptyczne podejście do polskiego rynku. Early adoptersi bardzo szybko nadążająza tym co dzieje się na świecie, ale rynek niestety jest kilka lat wstecz i nie zmienimy tego w jeden dzień. Trzeba patrzeć realnie. pzdr.

  • http://fazzidice.com Piotrek

    Pouczający wpis. My robimy gry tylko na rynek globalny, jeśli znajdziesz dobrego wydawce, kótry ma rozbudowaną sieć dystryb. i rozpoznawalną markę w ekosystemach , to wtedy mozna powalczyć.

  • http://secondgate.pl zx

    Albo traktować lokalny rynek jako testowy początek. Dopracowanie szczegółów itp. A później rozszerzyć działanie.

    • http://www.facebook.com/jarek.sygitowicz Jarek Sygitowicz

      To akurat jest prawie zawsze recepta na porażkę.

      Wielokrotnie testowany proces ktory niezle dziala jesli chodzi o „sprawdzenie rynku testowego” to:
      1. definicja problemu ktory rozwiazujesz i opisanie go wraz z przykladem rozwiazania (najlepiej obrazkowym) – wystawienie tego po angielsku na serwis o duzych ruchu (np. HN).
      2. zebranie reakcji (analiza ruchu, twitter, komentarze po tekstem etc.) i iteracja
      3. Iteracja polega na dostosowaniu koncepcji do reakcji i wystawieniu kolejnego testu
      4. jesli masz juz wszystko opracowane zaczynasz kodowanie (jednoczesnie majac pule beta testerow od dnia zero i majac pewnosc ze kogos obchodzi to co robisz).

      Jesli wystawiony na HN pomysl zostal zignorowany to moze wskazywac ze jest niezbyt porywający. Wkladanie dalszej energii w jego dopracowanie ma sens jesli chcesz przerobic definicje problemu lub definicje jego rozwiazania.

      Brak reakcji na HN nie oznacza ze poniesiesz porazke – oznacza jedynie to ze wielokrotnie wiecej bedzie kosztowalo cie wprowadzanie tego pomyslu na rynek. Niestety nie znam ani jednego miejsca w polsce ktore mozna porownac do HN jesli chodzi o profil czytelnikow i ruch ktory ta strona generuje.

      Disclaimer: opisany sposob nie musi zawsze zadzialac – trzeba brac pod uwage specyfike czytelnika HN – jesli mamy super niszowy produkt pewnie sa lepsze miejsca na testowanie hipotezy rynkowej.

  • http://motogosc.pl/ Drewniacki

    Świetny artykuł! Konkretna wiedza!

  • Leree

    O ile nie bede polemizowal z glona teza, to widac jednak pewne przeszacowania w zalozeniach.
    W PL jest okolo 350k iPhonow. Czyli 50k to jakies 14% rynku.
    To spora porcja i nie wierze ze 14% wlascicieli iPhone pojechalo na Wolin.
    To proste przeszacowanie rynku.

    Podales tez statystyke ile osob kupije. Tylko najpierw trzeba zbadac ile osob ma szanse zobaczyc ze cos takiego istnieje.

    Inna rzecz ze w PL nie chcemy placic. Platne aplikacje sa niepopularne, kazdy chce free. Inna rzecz ze malo jest dobrych, przedstnych rdzennie polskich aplikacji. Jedene co kupujemy tonawigacje, ktore sa marna imitacja swoich oryginalow.

    Niemniej zgadzam sie ze to dziwny i biedny rynek.

  • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

    Leree: O ile nie bede polemizowal z glona teza, to widac jednak pewne przeszacowania w zalozeniach.
    W PL jest okolo 350k iPhonow. Czyli 50k to jakies 14% rynku.
    To spora porcja i nie wierze ze 14% wlascicieli iPhone pojechalo na Wolin.
    To proste przeszacowanie rynku.
    Podales tez statystyke ile osob kupije. Tylko najpierw trzeba zbadac ile osob ma szanse zobaczyc ze cos takiego istnieje.
    Inna rzecz ze w PL nie chcemy placic. Platne aplikacje sa niepopularne, kazdy chce free. Inna rzecz ze malo jest dobrych, przedstnych rdzennie polskich aplikacji. Jedene co kupujemy tonawigacje, ktore sa marna imitacja swoich oryginalow.
    Niemniej zgadzam sie ze to dziwny i biedny rynek.

    True :) Co do dobrych polskich aplikacji – przy takiej wielkości rynku nas poprostu nie stać (z dokładnością do wyjątków ;)

    Trzymając się tego, że 3% użytkowników targetu kupi aplikację przy b. sprzyjających warunkach – w Polsce daje nam to 12.000 potencjalnych użytkowników jakiejś mega mainstreamowej app. Nawet przy cenie 1.59€ mamy zysk 76 tyś zł z produktu. Czyli mniej-więcej tyle ile zrobienie w miarę solidnej apki, przy pomyślnych wiatrach, kosztuje (dwie osoby, cztery miesiące pracy). Choć np. Rovio wspominało, że Angry Birds kosztowały ich $100k i to jest minimum.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    Tyle pisania żeby uzasadniać oczywistość?
    Polska to wiocha a nawet z każdym dniem coraz mniejsza wiocha.
    Byle mieścina w Indiach ma więcej mieszkańców niż cała Polska.
    Sanskryt – uważany u nas za wymarły – używa dziś więcej ludzi
    niż Polski.
    Co mówi samo za siebie :)

  • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

    @Drewniacki, @Tom – dzięki za pozytywne słowa :) @Piotrek – dokładnie :) Jesteście z Wawy? Zapraszam na piwo na PokaApke.pl next week w środę.

  • http://www.facebook.com/krzyzanowskimarcin Marcin Krzyżanowski

    PokaApke.pl?

    • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

      Strona zrobiona w 5 minut – spotkanie osób pracujących nad aplikacjami iOS w Wawie.

  • http://www.facebook.com/jangiemza Jan Giemza

    Arnold Buzdygan: Tyle pisania żeby uzasadniać oczywistość?
    Polska to wiocha a nawet z każdym dniem coraz mniejsza wiocha.
    Byle mieścina w Indiach ma więcej mieszkańców niż cała Polska.
    Sanskryt – uważany u nas za wymarły – używa dziś więcej ludzi
    niż Polski.
    Co mówi samo za siebie

    Uch. Nieprawda. Użytkowników sanskrytu liczy się w tysiącach, nie w milionach. Co innego hindi, ale to tak jakby porównywać łacinę i włoski.

    Uwierz mi, studiowałem indologię i nawet zdawałem egzamin z tego języka, więc jako takie pojęcie mam. ;)

  • http://www.facebook.com/volfen Paweł Małkowski

    Tomek – dobry artykuł, też wychodzę z takiego założenia.

  • andzrzej

    Arnold Buzdygan: Tyle pisania żeby uzasadniać oczywistość?
    Polska to wiocha a nawet z każdym dniem coraz mniejsza wiocha.
    Byle mieścina w Indiach ma więcej mieszkańców niż cała Polska.
    Sanskryt – uważany u nas za wymarły – używa dziś więcej ludzi
    niż Polski.
    Co mówi samo za siebie :)

    w życiu bym nie pomyślał że kiedykolwiek się z Tobą zgodzę, ale tu muszę się podpisać. Tylko duma narodowa nie pozwala nam sobie tego powiedzieć prosto w oczy. Przedsięwzięcia webowe w Polsce to wielka wiocha.

  • Tomek

    Tomasz – dwa pytania: czemu appka akurat o wyspie Wolin?
    I czy probowales cos z Android marketem? (w sensie uzupelnienia)

  • http://www.qazeta.pl MateuszW

    Ja nadal twierdzę, że jeśli ktoś jest dobry to poradzi sobie na każdym rynku. Idziecie do Chin :) tam będziecie mieli 10 mln ruchu dziennego po roku, ale przeliczając to na zasięg będziecie planktonem który jeszcze nie urósł. W naszym kraju 1 mln uu/doba na serwisie to jest bardzo dobry wyników, którego nie mogą osiągnąć dobre kopie zagranicznych projektów.

  • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

    @Tomek: Wyspa Wolin, bo mieliśmy bardzo dobrą treść, opartą o jeden z lepszych przewodników na rynku. Wiem, że Android market wygląda inaczej, bo np. w dużo większej mierze opiera się na reklamach (a jak mieszka się w Polsce, to tylko na reklamach Google pozwala zarabiać). Ale nie mam doświadczeń.

    @MateuszW: przy 10mln dziennego ruchu zyskujesz przychody z głupiego AdSense i masz większy budżet na rozwój oprogramowania, który pozwoli Ci wejść na rynek polski. W tym samym czasie Twój konkurent, który startował w Polsce ledwo wiąże koniec z końcem. Dzięki temu możesz walczyć z nim na zupełnie innych zasadach. Przykłady – Facebook vs. Nasza-Klasa/Grono, LinkedIn vs. Goldenline, Google Mail vs. dowolny polski system mailowy.

    @Arnold – true. Niby oczywiste, ale jednak nie dla wszystkich. I dlatego o tym napisałem.

  • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

    @Arnold – i jeszcze jedno – nie chciałem pokazać tylko, że tamten rynek jest większy (bo to oczywiste), ale o ile większy.

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      O ogrom większy :)
      Z zewnątrz robienie na Polskę to jest tak jakby ktoś nam powiedział, że robi coś dla aglomeracji Tokio.
      Powiedzielibyśmy „bue…”
      A to przecież tylu mieszkańców co cała Polska!
      Lub dla takiego Seulu – jeszcze większe ‘pfe…’
      A on ma więcej internautów niż cała Polska i to z bardzo dobrymi łączami.

      Dlatego jak już coś robić to na świat i wielojęzyczne.

  • aniec2

    Ładny artykuł ale można było napisać tą oczywistość w jednym zdaniu bez przykładów…

    • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

      Jak Cię inwestor będzie pytać czemu nie robisz aplikacji na polski rynek, to jedno zdanie nie wystarczy. I będziesz się mógł/a powołać na ten artykuł chociażby :)

  • http://www.facebook.com/bragoszewski Pawel Bragoszewski

    Ciekawy tekst. Zaskoczyły mnie niskie statsy szuku.pl: kilkaset odwiedzin dziennie?

    Testowanie aplikacji lokalnie: imho ma to sens, wiele projektów szybciej robi się w wersji polskiej: 1. tłumaczenie zajmuje czas, 2. jest sporo specyficznych problemów do rozwiązania dla aplikacji o zasięgu światowym (może poza grami).

    Moje doświadczenie: każda, nawet napisana w 2h aplikacja jest w stanie generować zysk na rynku światowym, dopracowana, ale wyłącznie polska aplikacja może zupełnie nie sprzedać się w polskim appstore.

    • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

      Paweł – jeśli chodzi o Szuku, to długa historia i wiele różnych wątków. Temat na artykuł sam w sobie :) Zresztą pracę magisterską o tym napisałem. IMHO jednym z większych błędów (poza ruszaniem w Polskę) było trochę przekombinowanie softu – mieliśmy algorytmy wyszukiwania które do tej pory uznaję za najlepsze na świecie (na pewno lepsze niż 123people.com), ale z tego powodu system był nadto skomplikowany i działał zbyt wolno.

      Co do projektów robionych po Polsku – tłumaczenie zajmuje czas jeśli faktycznie tłumaczysz. Jak robić na rynek amerykański, to już od etapu projektowania piszesz wszystko po angielsku. Programiści też są przyzwyczajeni do operowania tym językiem (w dobrych firmach, jak 10clouds, kod i komentarze zawsze są po angielsku, nie ważne co jest pisane). Za to cyrki pojawiają się jeśli najpierw robisz „prototyp” na Polskę, a potem próbujesz wbudować wielojęzykowość – wtedy faktycznie zajmuje to dużo czasu i rodzi dużo problemów. O dwujęzycznym prowadzeniu marki nawet nie będę wspominać.

      Oczywiście gdy przychodzi do pisania tekstów marketingowych (opisy produktu, press release’y itp), to faktycznie trzeba włożyć więcej wysiłku, ale z doświadczenia wiem – w pół roku można się nieźle wyrobić.

      Co do specyficznych problemów – oczywiście, że jest ich dużo. W Polsce niejednokrotnie ujdzie dobrze wypromowany crap, bo poprostu ludzie nie mają opcji. Przy większym rynku masz zawsze już na starcie do czynienia z niejednokrotnie dziesiątkami innych podobnych produktów. Jestem ciekaw – jakie jeszcze inne problemy masz na myśli?

  • http://www.artefakt.pl Marcin Deręgowski

    Tomaszu – zadam ci tylko jedno pytanie – czemu takich analiz nie robiłeś przed uruchomieniem projektów? Dzięki takim analizom z bólem serca, ale pieniędzmi w kieszeni zabijam 19 na 20 projektów na etapie papierowej koncepcji na 2 strony.
    Super, że robisz analizę, dzisiaj wielu osobom wydaje się, że najgłupszy start’up ma szansę powodzenia bo skoro udało się czemuś takiemu jak facebook to czemu ma nie udać się nam.
    A mi po głowie chodzi pytanie … to w końcu co robią młodzi? – biznes czy loterię ?

    • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

      Marcin – a w oparciu o co robić te analizy? :) Prawie nikt w Polsce liczbami się nie chwali – dlatego też napisałem artykuł, żeby kolejne „pokolenie” miało trochę łatwiej. A na pytanie „biznes czy loteria” odpowiadam – jeśli robisz coś naprawdę innowacyjnego, to to zawsze będzie loteria. Patrz – Motorola i Iridium, czy też historia producentów dysków twardych (Innovator’s Dillema).

  • http://www.balawejder.com Balawejder

    jeżeli jest tak jak piszesz to zastanawiające jest na co liczą te wszystkie fundusze inwestycyjne w PL ?

    • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

      Jak to na co? Na tłustą kasę za zarządzanie cudzą forsą. :)
      A właściwie powinno być „zarządzanie” – 5% rocznie od kapitału za nic piechotą nie chodzi :)

  • raZ

    w ogole nie rozumiem porownania PL do USA.

  • http://www.facebook.com/jacek.nowak2 Jacek Nowak

    Tomek, niby cały tekst, który napisałeś to truizm a jednak przeczytałem go z zaciekawieniem. Często dopytywałem Cię, czemu wyłączyliście Szuku – tu wreszcie trochę uchyliłeś rąbka tajemnicy. I tak uważam, że mogliście go zostawić w sieci, nawet bez żadnej obsługi.

    Ja zaraz te wszystkie tezy zweryfikuję rynkowo. Przeszedłem ten gorszy etap i jakimś cudem z naszym R1NG.pl udało się nam osiągnąć i utrzymać od 1,5 roku rentowność, cały czas rozwijając produkt (wiem, że jeszcze dużo rzeczy musimy w nim dorobić).

    Teraz właśnie zaczęliśmy pracować nad obsługą międzynarodową. Mamy już pierwszego partnera z Niemiec, który sam się do nas zgłosił i chce nas wystartować na swój koszt w Niemczech.
    Ciekawe co z tego wyjdzie? Dam Ci znać i fajnie będzie jak to razem z innymi Twoimi kolejnymi opisami doświadczeń przelejesz na wpis na blogu – dla „przyszłych pokoleń” :-)

  • vaneck

    Polska kontra reszta…
    Ja wiem skąd żałobne tony w tego typu analizach. Tak to wygląda, jak się tworzy z założeniami zysku, jak od początku w zespole siedzi ekonomista, manager.
    Marcin Deręgowski w komentarzu pisze: „skoro udało się czemuś takiemu jak facebook to czemu ma nie udać się nam”. Tylko, że przy tych „udanych” rzeczach była czysta pasja tworzenia bez oglądania się na zyski. I chyba tak to działa.
    Czytając powyższą analizę mam wrażenie, że najlepiej byłoby brać złotówkę od kliknięcia. „Tam gdzie dużo kliknięć powinna być forsa, do diabła! Jak czegoś chcą to niech płacą!” Tylko żeby podbić statystyki obniża się cenę gierki do zera. I ciągle kombinuje jak przekuć kliknięcia w złoto. Powodzenia!

    • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

      O pieniądzach możesz nie myśleć jeśli jesteś na studiach (jak Zuckenberg) – wtedy faktycznie jest czas na robienie rzeczy dla czystej pasji. Jeśli jednak nie masz sensownego źródła utrzymania, to albo od samego początku musisz oglądać się na zyski, albo rozwijać projekt po godzinach, hobbystycznie.

      Szczerze – jeśli zależałoby mi tylko na pieniądzach, to wziąłbym jedną z tych ofert za 150-200k dla programistów iPhone w Palo Alto. Albo jedną z fajnych ofert pracy w Polsce za 8-10k, które otrzymywałem. Ale nie biorę tego właśnie z tego powodu, że moją pasją jest robienie własnych rzeczy. Jednak pasji nie da się długo utrzymać jeśli nie możesz pojechać na Snowboard z kumplami, albo nie stać Cię na jedzenie czegoś więcej niż suche bułki i popijanie wodą kranową.

      Po drugie – jeśli chcesz naprawdę rozwinąć projekt, to w pewnym momencie pojawia się temat pieniędzy. Zuckenberg robił dla pasji, ale kolejne inwestycje otrzymywał dlatego, że potrafił pokazać jak duży jest potencjalny rynek i przy założeniu, że w końcu ów biznes zmonetyzuje.

      Ciułanie projektów w zaciszu domu jest może i fajne, ale wiesz co jest fajniejsze – oglądanie jak dziesiątki, setki tysięcy osób korzystają z tego co zrobiłeś.

  • http://adtaily.pl Marcin

    dobry tekst Tomek, ale prawdziwy tylko dla specyficznych projektów. W większości znanych mi przypadków rynek globalny nie istnieje i w zasadzie w kazdym kraju potrzebne jest lokalne wsparcie i deleko idąca lokalizacja, lokalne partnerstwa itp. Wbrew temu co tutaj niektorzy piszą Polska jest dobrym punktem startowym bo jako SPORY rynek europejski (w zależności od segmentu 8-12 miejsce w Europie) i jeden z najdynamiczniej rozwijających się w Europie mamy sporo do zaoferowania.

  • http://www.facebook.com/michuk Borys Musielak

    Jeszcze inna sprawa na którą nikt nie zwrócił uwagi – w Polsce znacznie łatwiej się przebić, bo w większości nisz jest mniejsza konkurencja. Żeby zdobyć rynek amerykański potrzeba stworzyć produkt bardzo innowacyjny, zdecydowanie lepszy od istniejącej konkurencji. U nas często starczy produkt „dość dobry” bo konkurencja jest jeszcze gorsza albo wdanej niszy w ogóle jej jeszcze nie ma.

    To oczywiście nie jest głos za tym, żeby olewać rynek amerykański (czy też prawdziwie globalny – ale ten ostatni istnieje tylko w specyficznych przypadkach), tylko, żeby trochę rozwiać marzenia o globalnym sukcesie, bo to udaje się bardzo rzadko, szczególnie projektom z tej części świata (choć nie jest to niemożliwe).

    No, ale samo robienie startupa trochę szaleństwo – harujesz od rana do nocy + weekendy, nikt ci za to nie płaci, a w 95 procentach projekt się nie udaje. Coś dla hardkorów :)

  • http://www.facebook.com/julia.krysztofiak Julia Krysztofiak-Szopa

    Tomek, dzięki za ten tekst, bardzo ciekawe liczby i porównania.

  • http://www.facebook.com/milof Filip Miłoszewski
  • Matt

    i nigdy nie bedzie latwo zarabiac na appkach… te czasy przeminely, jednak pamietajmy, ze biznes to nie gra w ruletke… jesli komus zalezy na posiadaniu firmy zajmujacej sie mobile, trudno postawic tylko i wylacznie na wlasne produkcje. rynek w polsce jest zwyczanie za maly aby monetyzowac wlasne produkcje w takim stopniu ktory pozwoli nam na oplacenie chocby rachunkow.

  • http://hyperbees.com tomek

    Ciekawe statystyki, ktore ladnie potwierdzaja intuicje. Z naszej strony to wyglada tak:
    - platne gry, Polska to 0.3% rynku
    - darmowe gry, Polska to niecale 0.9% rynku
    czyli nie ma sobie czym glowy zawracac :)

  • Pingback: Liczba pobrań z AppStore-a

  • Pingback: Niezwykle ciekawe dane o polskim rynku mobilnych aplikacji