11

Jesteśmy motoryzacyjną potęgą – Niemcy, Japończycy i Amerykanie mogą się od nas nauczyć

Na pytanie o kraje będące motoryzacyjnymi potęgami większość osób odpowie pewnie Niemcy, Stany Zjednoczone, Japonia, w dalszej kolejności pojawią się Korea Południowa, Francja czy Włochy. A Polska? Jedni przytakną i stwierdzą, że faktycznie sporo wnosimy do sektora, drudzy powiedzą pewnie, że sprawa jest skomplikowana, jeszcze inni będą się głośno śmiać. Zazwyczaj szukałbym dla siebie miejsca w tej drugiej grupie, ale gdy słyszę o Polsce jako Dolinie Motoryzacyjnej, nie pozostaje mi nic innego, jak uśmiechnąć się do monitora...

Polska potęgą jest i basta. W czym? We wszystkim! Odnoszę wrażenie, że wystarczy zapytać polityków (partia nie jest istotna) o jakiś sektor, podsunąć im myśl, że na tym polu faktycznie się liczymy, a mamy szansę być liderem, prawdziwym potentatem i zaraz usłyszymy, że tak właśnie będzie. Partia X czy Y w tym pomoże, zaraz usunie bariery, zmotywuje do działania, sypnie groszem i przyklaśnie inicjatywie społeczeństwa. Nie można zapomnieć o innowacyjności – to słowo powinno paść 3-4 razy.

Ktoś powie, że jestem złośliwy, ale mam ku temu powód. Otóż otrzymałem dzisiaj raport przygotowany przez pracowników Agencji Rozwoju Przemysłu, PKO Banku Polskiego oraz Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur: Ile polskiego genu w polskim przemyśle motoryzacyjnym? Zajrzałem z wielkim zainteresowaniem i już na wstępie byłem zachwycony – z danych jasno wynika, że branża motoryzacyjna ma się u nas dobrze.

Odpowiada za ok. 8 proc. PKB, stanowi 13 proc. krajowego eksportu. Branża motoryzacyjna jest drugą największą gałęzią przemysłu po branży spożywczej. W 2016 r. wartość produkcji sprzedanej polskiego przemysłu motoryzacyjnego wyniosła 135,6 mld zł. Dzięki nowym inwestycjom, ma szansę wesprzeć wzrost polskiej gospodarki w kolejnych latach.

Super. Rację mają ci, którzy zarzucali mi kiedyś w komentarzach, że uśmiercam branżę motoryzacyjną w Polsce, a ona ma się przecież świetnie. Biję się w pierś. Autokrytyka ustępowała jednak ironii z każdą kolejną minutą poświęcaną tej sprawie. O ile bowiem komentarz do raportu przedstawiał Polskę jako krainę miodem i mlekiem płynącą w sektorze moto, o tyle sam raport skłania do kręcenia nosem nad tym biznesem i stawiania ważnych pytań. Nie będę przy tym ukrywał, że wywołał on grymas na mojej twarzy:

– W tym roku eksport polskiej branży motoryzacyjnej przekroczy 100 mld zł. Ta liczba pokazuje jak silny jest to sektor w Polsce. Produkujemy autobusy elektryczne, które jeżdżą po ulicach Hanoweru. W zeszłym roku przyciągnęliśmy inwestycje motoryzacyjnych gigantów takich jak Daimler czy Toyota. Na naszych oczach Polska staje się prawdziwą Doliną Motoryzacyjną – powiedział Mateusz Morawiecki, Wicepremier, Minister Rozwoju i Finansów.

Jeszcze niedawno wicepremier mówił o polskiej Dolinie Krzemowej. Trochę mnie to rozbawiło, trochę zdenerwowało, bo ten slogan wyczerpał się kilka lat temu. Najwyraźniej przyszedł czas na coś nowego, na Dolinę Motoryzacyjną. Ciekawe jest też zestawianie wartości eksportu z informacją o polskich autobusach elektrycznych. Chętnie poznałbym szczegóły, dowiedział się, jaka część z tych 100 mld złotych przypada na polski biznes, nasze firmy. Ile autobusów sprzedanych do Hanoweru złożyło się na siłę sektora. Inwestycje motoryzacyjnych gigantów? Świetnie, sam o nich pisałem i stwierdziłem, że to dobra wiadomość. Warto jednak mieć na uwadze, że owi giganci nie robią tego z dobrego serca, zazwyczaj trzeba ich „zachęcić”, kilka państw bije się o to, by koncern postawił u nich fabrykę. Przy okazji walki o fabrykę Jaguara mówiło się o setkach milionów euro, które Słowacja obiecała producentowi. Po latach pojawia się pytanie czy gra była warta świeczki…

W skróconej wersji raportu, swoistym komentarzu do niego przeczytałem m.in., że:

Polska przewyższa kraje Europy Środkowej w produkcji samochodów dostawczych i ciężarowych, a także autobusów i autokarów. Najbardziej dynamicznie rosnącym segmentem przemysłu motoryzacyjnego w ostatnich latach była produkcja części i akcesoriów. Zdecydowana większość z nich trafiała za granicę, gdzie była wykorzystywana w zakładach montażu samochodów. Przyczyniają się do tego liczne przewagi konkurencyjne polskiego przemysłu, takie jak silna koncentracja geograficzna producentów poszczególnych elementów części, doskonale rozwinięte zaplecze produkcyjne oraz dobre warunki dla inwestycji, dzięki czemu inwestorzy zagraniczni chętnie lokują inwestycje motoryzacyjne w Polsce.

Brawo. Ale to tylko część wiedzy z raportu. Dowiemy się z niego, że ważną rolę odgrywa też tania siła robocza, a polskie przedsiębiorstwa rzadko korzystają z autorskiej technologii. To raczej montownie, nie centra badawczo-rozwojowe. No ale budujemy Dolinę Motoryzacyjną. Ciekawy jest fragment dotyczący produkcji pojazdów w krajach, które nazywane są nowymi członkami UE. Liderem są Czechy (1350 tysięcy aut w 2016 roku, wzrost o ponad 43% względem 2007 roku), a potem:

Słowacja (1040 tys. sztuk), Polska (682 tys. sztuk) oraz Węgry (472 tys. sztuk). Oznaczało to, że na Słowacji i Węgrzech wyprodukowano w 2016 r. odpowiednio 82 oraz 62% pojazdów więcej niż przed dekadą. W Polsce natomiast z taśm montażowych zjechało o 14% mniej pojazdów niż w 2007 r. Tym samym udział Polski w produkcji pojazdów UE zmniejszył się w analizowanym okresie z 4% do 3,6%.

Jak to? Zmniejszył się? Produkcja spadła? Przecież w Hanowerze nasze autobusy… Na szczęście niebawem Polska zaskoczy Europę i świat autami elektrycznymi. Do konkursu na rysunek nadwozia zgłosiło się sporo ekip, tylko patrzeć, jak z taśm produkcyjnych będą zjeżdżać elektryki. Setki tysięcy elektryków. Docelowo milion aut elektrycznych i to już za kilka lat. Powiadam wam przedsiębiorcy z Niemiec, USA i Japonii – przybywajcie do Polski i uczcie się, jak robić ten biznes. Może i u was powstaną Doliny Motoryzacyjne…