68

Polscy internauci „zepsuli” wyszukiwarkę Google

Trudno zliczyć, ile razy w ciągu dnia sięgamy po wyszukiwarkę internetową. Robimy to w przeróżnych okolicznościach, czasem wyszukując coś konkretnego, a czasem starając się natrafić na coś nowego, interesującego, o czym nie wiedzieliśmy wcześniej. Algorytmy Google nam w tym wszystkim pomagają, a najpopularniejsze wyniki są zawsze pod ręką. Zapytania niestety także.

Nie tak dawno temu w jednym ze swoich tekstów wspominałem o sporej i niekorzystnej w mojej ocenie zmianie w zasadach działania Google. Wprowadzone lata temu, bo w 2010 Instant search pozwalało na bieżąco korygować wpisywaną w pole wyszukiwarki frazę, by otrzymywać lepsze wyniki. W wielu przypadkach usunięcie czy zastąpienie jednego znaku innym całkowicie zmieniało rezultaty wyszukiwania – jeśli robimy to na porządku dziennym i to naprawdę często, to brak potrzeby wciskania „enter” po każdej modyfikacji jest bardzo, bardzo wygodny i będę do znudzenia powtarzał, że nie była to trafna decyzja.

Dlaczego o tym wspominam? Bo jest to jeden z przykładów tego, jak wiążące są działania większości. Google zaznaczyło, że spora grupa użytkowników mimo wszystko wciskała „enter” przeładowując stronę, a Instant search był pewnym obciążeniem dla infrastruktury wyszukiwarki. Zamiast znaleźć rozwiązanie czyniące tę funkcję lżejszą, po prostu ją wyłączono.

Jednym z filarów Google są podpowiedzi. Literówka, błędny zapis czy niewiedza są szybko korygowane przez wyszukiwarkę, a wszystko dzięki wcześniej wprowadzanym przez użytkowników hasłom oraz słowom kluczowym wśród wyników. Z tego korzysta każdy z nas, czasem nawet nieświadomie, ponieważ nad wynikami znajduje się krótkie wyjaśnienie rozpoczynające się od „Czy chodziło ci o…”. O tym, jak bardzo jest to przydatne, przekonalibyśmy się chyba tylko w sytuacji, gdyby Google wyłączyło podpowiedzi na jakiś czas, prawda? Nie do końca. Wystarczy, że wyniki działań algorytmów zostaną wypaczone przez postępowanie większości użytkowników.

Niemal każdego dnia szukam w sieci informacji na temat filmów i seriali. Robię to w celu poznania nowych informacji na temat stanu produkcji czy kulisów ich powstawania. Niegdyś, oprócz samego tytułu najczęściej wyszukiwanymi frazami były te zakończone dopiskiem „filmweb”. Zero zaskoczenia. Największa polska baza filmów to główne źrodło opinii, recenzji i szczegółowych informacji na temat kinowych i telewizyjnych premier. Gdyby na pierwszym miejscu miał się znaleźć odnośnik do jakiejkolwiek innej witryny, na przykład oficjalnej strony, to wyniki wyszukiwania „batman filmweb” będą bezbłędne.

Od dłuższego czasu obserwuję jednak niepokojący (nie tylko mnie) trend. Spróbujcie wprowadzić w pole wyszukiwarki jakikolwiek tytuł filmu czy serialu, który pierwszy przyjdzie Wam do głowy. Nie przeprowadzałem dokładnego badania, ale obstawiam, że w 90% przypadków najpopularniejszą podpowiedzią będzie… „cda”. Uprzedzając niektóre zarzuty – nie korzystam z CDA, a takie rezultaty można natknąć się także w trybie incognito, który jest nieskażony jakąkolwiek personalizacją.

Takie zachowanie wyszukiwarki jest odzwierciedleniem zachowań użytkowników. CDA może starać się wywindować swoją pozycję wśród organicznych wyników, ale najwyraźniej nie jest to w ogóle potrzebne, ponieważ Polacy robią to sami każdego dnia podając tytuł produkcji, dopisując na końcu frazy wspomniane trzy litery i klikając w odpowiedni link. Bazy filmów, informacje na temat obsady czy ciekawostki o filmie schodzą na dalszy plan, podobnie jak inne, nie wzbudzające tak skrajnych emocji serwisy VOD. Sytuacja na ryku wygląda kompletnie inaczej, niż 2 czy 3 lata temu. Nie możemy zasłaniać się ciągle wysokimi cenami i brakiem ciekawych ofert, bo jest w czym przebierać. Ale wciąż wygrywa przyzwyczajenie do „darmowego” dostępu do niemal wszystkiego, czego zapragniemy.

O tym, jak łatwo „zepsuć” Google przekonujemy się pochylając się nad na zaistniałą sytuacją. Zakończone w odpowiedni sposób zapytania są najpopularniejsze i gołym okiem widać, dokąd prowadzą utarte przez większość ścieżki.

I gdzie ta personalizacja, kiedy jest naprawdę potrzebna?