Jest to kolejny gościnny wpis Jacka Artymiaka
W czasach podobno minionych władza w Rumunii tak bardzo chciała kontrolować obieg informacji, że zarządziła w roku 1983 konfiskatę maszyn do pisania. Chciano w ten sposób ograniczyć nieoficjalny obieg informacji, który mógłby doprowadzić do zmiany władzy. Niestety, chociaż wydaje nam się, że tego rodzaju pomysły złożyliśmy do grobu razem ze sztandardami partii robotniczo-chłopskich, politycy wracają do nich z niezachwianą konsekwencją.

Pomysły by traktować blogi jako prasę lub czasopisma i rejestrować je w sądzie były pierwszymi oznakami tego, że politycy chcą kontynuować stary porządek w nowym świecie. Oprotestowane niedawno plany ustanowienia prawa, które wprowadza w efekcie obowiązek uzyskania koncesji na nadawanie treści audio-wizualnych w internecie jest kolejnym etapem kneblowania internetu.

Internauci podnoszący larum o to, że rząd chce nałożyć kaganiec powinni z rezerwą podchodzić do obietnic składanych przez polityków, którzy obiecują wycofanie przepisów niezgodnych z przepisami unijnymi czy konstytucją, ponieważ do tej pory nie wycofano przepisów pozwalających na podciąganie publikacji blogów pod przepisy prawa prasowego. Bo po co je zmieniać, skoro zawsze mogą się przydać?

Czytając, słuchając i oglądając ludzi, którzy spali kiedyś na styropianie walcząc o wolność nie da się nie słyszeć rechotu historii, bo to rękami wczorajszych bojowników o wolność zakłada się dziś kaganiec na medium, które pozwoliło setkom milionów ludziom na całym świecie realizować swoje prawo do wolności w tak wielu sferach życia.

Nie postrzegam tych pomysłów na złe prawo jako przejawu złej woli polityków. To zapewne tylko brak wiedzy, wyobraźni oraz lęk przed nieznanym, które instynkt samozachowawczy każe autorom uciszyć za pomocą nowych przepisów. Niestety, problemy te politycy i urzędnicy rozwiązują kosztem obywateli i przyszłości kraju. Szkoda.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://www.facebook.com/spilka Krzysztof Spilka

    Musi to na Rusi, w Polsce jak kto chce. Szkoda, że po drodze gdzieś zgubiono tego sens. Wiejska znów się popisała.

  • http://www.gramzadarmo.pl joszko

    Jeszcze niczego nie uchwalono, ustawa jest w Senacie a Tusk chce żeby Senat wyrzucił z ustawy wszystko co związane jest z internetem. Nie pierwszy bubel i nie ostatni.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    joszko: Jeszcze niczego nie uchwalono, ustawa jest w Senacie a Tusk chce żeby Senat wyrzucił z ustawy wszystko co związane jest z internetem. Nie pierwszy bubel i nie ostatni.

    też mam nadzieję, że się opamiętają. Tusk nie zrobi przecież przed wyborami czegoś co zniechęci do niego jakąkolwiek grupę wyborców.

  • http://www.arnoldbuzdygan.com Arnold Buzdygan

    „Nie postrzegam tych pomysłów na złe prawo jako przejawu złej woli polityków.”

    A tu się bardzo mylisz.
    Tu chodzi właśnie i o władzę i o kasę. O traconą przez urzędasów władzę (jak to tak nie wydawać licencji!?) oraz dużą kasę smarowaną przez koncerny.
    Bardzo, bardzo dużą kasę.

  • Waszer

    Doliczyli się, że mogą być na tym dużo bardziej stratni finasowo. Podam Ci przykład prosty jakby ta ustawa przeszła co możnaby było zrobić. Zakładasz organizację prorządową przy jakimś kosmicznym komisarzu unijnym – w kosmosie kompletnym. Występujesz do KRRiTV o potrzebne pozwolenia na prowadzenia portalu informacyjnego, który zawiera treści i audio, video. Spełniasz wszystkie warunki odnośnie zawieranych treści. Po czy zamieszczasz filmy z sal obrad, jakies pierdy unijne dodatkowo Polskie, sam jakiś nieistotny szlam typu „Europa da się lubić”. I teraz uważaj! Na pierwszej stronie swojego portalu walisz „że portal ma charakter misyjny”. I starasz się o dofinansowanie z pływów abonamentowych na radio i tv. Jako, że nie prowadzisz tradycyjnej tv nie potrzebujesz koncesji na pasmo częstotliwości. Ale, że ustawowo KRRiTV narzuca twojemu portalowi takie samo traktowanie jak innym podmiotom medialnym, ty również możesz być odbiorcą części abonamentowych wpłat – bo jesteś portalem misyjnym!

  • błażej

    Mamy tu trochę mądrych na anywebie, może pomożemy politykom uregulować jeżeli już muszą.

    Po pierwsze zacząłbym od tego, że regulacje powinny dotyczyć tylko i wyłącznie internetu tworzonego przez państwo, tj. strony rządowe, bipy itp. i mieć na celu podniesienie konkurencyjności polskiego internetu, a nie na odwrót.

    Można to osiągnąć na kilka sposobów.

    1. wszystkie treści opublikowane kiedykolwiek przez PL powinny być dostępne na licencji public domain, tak żeby Kowalski płacąc podatki mógł z nich korzystać w sposób jaki mu się tylko podoba.

    Nie może być tak że na stronie http://isip.sejm.gov.pl/
    jest notka: „nie zezwala się na komercyjne używanie, kopiowanie i inne wykorzystywanie danych znajdujących się w bazie danych ISAP”. Treść stworzona przez Państwo powinna wpadać domenę publiczną, zapłaciliśmy przecież za nią z naszych podatków.

    Pozwoli to na powstanie wielu serwisów, które będą zasilane przez treści tworzone przez państwo takich jak np. serwis z aktami prawnymi nt. ochrony środowiska, itp.

    2. dedykowane aplikacje, strony internetowe, itp. zamawiane przez RP powinny być rozwijane na licencji open source. umożliwi to wdrażanie rozwiązań, które sprawdziły się np. w Warszawie do innych miast bez ponoszenia horrendalnych kosztów, jak również budowanie na ich bazie nowych firm.

    3. powinien powstać portal rządowy na wzór http://www.data.gov/ w którym powinny zostać zebrane docelowo wszystkie dane gromadzone przez rząd i udostępniane publicznie na zasadach otwartej licencji, aby umożliwić powstawanie kolejnych około-rządowych startupów.

    no i pytanie do was co tam jeszcze?

  • madmax

    Donald-z-Peru-mistrz-bajeru „prawie jak liberał” – a w gruncie czerwony, zresztą jak większość ekipy tego liberalnego-inaczej ;) rządu

    - Internetu zachciało się cenzurować ? Mam nadzieje że internauci odwdzięczą się rządowi w następnych wyborach