33

Jak Policja podchodzi do oszustw internetowych? Kiepsko. Naprawdę kiepsko…

Nie jest to historia moja, ani mojego znajomego - tyczy się ona właściwie nieznanego mi człowieka, który niemalże stał się "narzędziem" w rękach cyberprzestępcy, który chciał dokonać oszustwa. Użytkownik serwisu Wykop, SkalagrimBH to człowiek, który żyje w Polsce, płaci podatki (z których utrzymuje się służby) i ma pełne prawo do tego, by chronić się przed takimi działaniami. Służby natomiast... miały na ten temat nieco inne zdanie.

Ale od początku – rzeczony użytkownik Wykopu został zaskoczony telefonem znajomego z zagranicy, który zapytał go, czy właśnie w tym momencie rozmawia z nim na Facebooku. Odpowiedź była negatywna – okazało się, że oszust przejąwszy konto bohatera historii próbował wyłudzić pieniądze od wyżej wspomnianego znajomego. 2 godziny trwało odzyskiwanie hasła Facebooka – okazało się jednak, że wiadomości zostały skasowane. Na szczęście znajomy okazał się zapobiegliwy i stworzył zrzut ekranowy rozmowy, na którym widnieje podejrzany numer konta.

policja wykop

Jak się okazało, rzeczony numer konta już wielokrotnie był przywoływany w sieci jako ten, na który wskazują oszuści w wiadomościach. Oszust miał prosty plan – przejąć informacje logowania na Facebooku, odezwać się do najlepiej dobrego znajomego z prośbą o przelanie pieniędzy na wskazany numer rachunku – oczywiście z obietnicą ich zwrotu.

Bank zastosował typową spychologię. Cóż, zdarza się. Ale to co zrobiła Policja zwyczajnie mnie zdenerwowało

Bohater tej historii skontaktował się z bankiem opisując tę sytuację. Instytucja finansowa (tutaj Alior Bank) zachowała się… nieeelegancko. Sprawa została kolokwialnie mówiąc „olana” i odpowiedzialność za tego typu proceder została przerzucona na służby. Nie doszło bowiem do transakcji, która naraziłaby kogokolwiek na straty, więc bank umywa ręce. Nieładnie, bardzo nieładnie. Miała być „wyższa kultura, bank nowości”, a wyszła „wyższa spychologia, brak odpowiedzialności”. Pięknie.

Natomiast Policja wykazała się w tej sprawie bodaj jeszcze większą znieczulicą / niekompetencją / ignorancją / bezradnością (wybierzcie sobie najodpowiedniejsze określenie), bowiem w trzech podejściach nasz bohater dowiedział się, że „sprawa jest bardzo trudna”, niekoniecznie będzie można coś z tym zrobić, bo polskie prawo jest „kalekie” i w ogóle, to najlepiej byłoby udać się do placówki Policji, która znajduje się najbliżej miejsca zamieszkania bohatera historii.

Organy ściągania podejście nr 1.
Wybrałem się do najbliższego punktu rzeczonych organów ścigania i tu dowiedziałem się że:
- sprawa jest bardzo trudna,
- że nasze prawo nie wiele może zrobić,
- proszę udać się do punktu najbliżej pańskiego miejsca zamieszkania (?!).

Była to godzina 20:30, stwierdziłem że pójdę rano przed pracą, kiedy będzie normalna obsada, a nie ktoś na zesłaniu na nocnej zmianie.

Organy ścigania podejście nr 2.
Dyżurka, miejsce obsługi klienta. Biurko, za nimi przeszklone (lustrem Weneckim) pomieszczenie do którego co chwilę ktoś wchodzi – stwierdziłem tam przynajmniej kilka osób.
5min – nic
10 min – dalej nikt się nie zainteresował czy czegoś chce
15 min – nadal nic
po odstaniu swojego (nie całych 20min) wyszedł „Pan” który po moich 2 zdaniach stwierdził:
- nic nie możemy zrobić,
- to nie jest przestępstwo,
- jak chcesz to możesz poczekać może ktoś cię przyjmie za godzinę może półtorej.

Organy ścigania podejście nr 3.
Miłą Pani ok. godziny później zaprosiła mnie na rozmowę, wysłuchując w całości co mam do powiedzenia po czym dowiedziałem się następujących rzeczy:
- to nie jest przestępstwo
- facebook nie współpracuje z polskimi służbami,
- jak by to był OLX to byśmy się zajęli tą sprawą (?!),
- numer konta bankowego nie jest poszlaką (?!?!?!?!?!),
- jeśli ktoś wpłacił te pieniądze na to konto to niech to zgłosi na policje
- proszę usunąć konto na facebooku i założyć sobie nowe.

Drugiego dnia, w tym samym komisariacie / na tej samej komendzie nasz bohater ponownie zderzył się z biurokratyczną ścianą – ponownie orzeknięto, że nic nie da się zrobić, zasadniczo to nie jest przestępstwo, ale przy okazji zaproponowano oczekiwanie na innego pracownika, który może zająć się sprawą – za jakiś czas.

Użytkownik Wykopu postanowił poczekać – pracowniczka placówki służb po wysłuchaniu szczegółów sprawy orzekła ponownie, że nie mamy do czynienia z przestępstwem, Facebook nie ma w zwyczaju współpracować z naszymi służbami… a w ogóle, to dobrze by było usunąć już „rozpracowane” konto i założyć sobie nowe.

Nikt nie został poszkodowany, nikomu nic się nie stało, sprawy nie ma

Jak policjant się uprze, to każdemu zatrzymanemu kierowcy sprawdzi stan (czy jest, albo i nie) gaśnicy oraz jej homologację w aucie. Jeżeli nie ma albo samego narzędzia lub dokumentu potwierdzającego jego „zdatność”, leci mandacik. W tak oczywistej sprawie jak próba oszustwa człowiek reprezentujący prawo załamuje ręce – nic nie da się zrobić. Dla mnie to jest kompletny dramat – wszyscy codziennie płacimy podatki – w sklepie, rozliczając się z US, a nawet pobierając emeryturę. Służby porządkowe są dla nas (a przynajmniej powinny być), nie dla samego faktu ich istnienia.

Gdyby padło na mnie, prosiłbym o sporządzenie notatki z przeprowadzonych ze mną czynności służbowych oraz o skonstruowanie kopii dla mnie, z którą udałbym się gdzie indziej. Taki dokument przedstawiłbym swojemu adwokatowi, razem z którym wystosowałbym skargę na pracowników placówki, którzy zachowali się w taki sposób. To są oczywiście koszty – pieniężne i czasowe, ale zwyczajnie nie wyobrażam sobie, by taką sprawę zostawić samej sobie. Mniemam, że codziennie ktoś przychodzi do komend lub komisariatów celem zgłoszenia podobnych spraw i odchodzi z kwitkiem, czy to ma wyglądać w taki sposób?

Bohater historii jest trąba, bo pewnie nie miał dwuskładnikowego uwierzytelniania. Znajomy natomiast zachował się wzorowo

Dwuskładnikowe uwierzytelnianie to dobre zabezpieczenie przed tego typu procederami – przejęcie konta nie jest wtedy niemożliwe, ale staje się naprawdę mocno utrudnione. Brawa natomiast dla znajomego za to, że nie stracił czujności, której brak mógł kosztować go 1000 złotych. Zadzwonił i zapytał, czy rzeczywiście ma w facebookowej rozmowie do czynienia z właściwą osobą. Wy też tak powinniście robić.