Byłem dzisiaj zmuszony odbyć wizytę u lekarza i po raz kolejny naszła mnie ta sama refleksja. Każdy lekarz którego widziałem wypisywał podsumowanie badania w MS Office.  Na koniec dostajemy wydruk z opisem badania, zalecenia itp. Zwykle jest to jedna stroniczka, która pozbawiona jest wszelkich fajerwerków. Jedynie podstawowe formatowanie, takie które można osiągnąć nawet w edytorach on-line. Możliwości WordPressa nawet przewyższają te wykorzystywane w tych wypisach. Moje pytanie brzmi, po co lekarzowi MS Office?

Już na samym początku postawmy sprawę jasno, to nie wina lekarza, on nie przychodzi do miejsca pracy ze swoim komputerem. Zazwyczaj jest komputer stacjonarny w gabinecie i niemal zawsze posiada pakiet biurowy Microsoftu. Tak to zorganizował szpital, przychodnia, czy ktokolwiek, kto zatrudnił lekarza i udostępnił gabinet. Lekarz nie miał na to oczywiście wpływu.

Posiadanie pakietu biurowego można zwykle uzasadnić na dwa sposoby: jest potrzebny, albo dlatego, że wykorzystywane są jego zaawansowane funkcje, albo dlatego, że jest częścią większej infrastruktury. Zaawansowane wykorzystanie można całkowicie wykluczyć w tym wypadku. Lekarz ma zaawansowaną wiedzę w innym zakresie, natomiast wypis kieruje do prostego człowieka,  swojego pacjenta, prostym tekstem. Komputer rzadko jest w ogóle podłączony do sieci, o zgrozo, w związku z czym o infrastrukturze nie może być mowy. W tych rzadkich przypadkach kiedy jednak jest podłączony, zwykle posiada jakieś specjalistyczne oprogramowanie, a pakiet biurowy nadal wykorzystywany jest jedynie do drukowania na bieżąco.

Przy poprzedniej wizycie, tym razem z moim synem, okazało się, że pani doktor nawet nie zapisuje tych wypisów na dysku. Kiedy żona zauważyła, że w wypisie jest błąd i poprosiliśmy o wprowadzenie poprawki, musiała napisać wszystko od nowa, ponieważ nowych pacjentów wciąż wprowadzała na tym samym dokumencie, drukowała i edytowała od początku.

Zmierzam do tego, że nie tracąc absolutnie nic, można zastąpić taki MS Office darmowym odpowiednikiem. Nawet nie Open Office, czy Libre Office, tylko czymś jeszcze prostszym. Abiword albo dowolny edytor otwierany w przeglądarce spisywałby się równie dobrze. Po co więc wydawać kilkaset złotych na program oferujący funkcje całkowicie zbędne? Za te pieniądze można by lekarzowi sprawić lepszą klawiaturę (ta która widziałem dzisiaj kosztowała chyba 10zł) a resztę przeznaczyć na bardziej kluczowy dla tej placówki sprzęt. Wydaje mi się skrajnie niegospodarne kupowanie pakietów biurowych na stanowiska, na których nigdy nie będą one wykorzystane. Jest dla mnie prawdziwą zagadką czemu takie decyzje o zakupie MS Office są podejmowane, ale odkąd po raz pierwszy zwróciłem na to uwagę, jeszcze nie natrafiłem na wyjątek od tej reguły, chociaż domyślam się, że takie wyjątki istnieją.

Na koniec, aby uniknąć niepotrzebnej wojny w komentarzach, moją intencją nie jest krytykowanie ani lekarzy, ani samego pakietu MS Office. Lekarz nie ma wpływu na warunki pracy jakie otrzymał od pracodawcy, zwłaszcza jeżeli niemal każdy pracodawca oferuje podobne, przynajmniej w tym zakresie. Jestem też w pełni przekonany, że jest wiele zastosowań, dla których MS Office jest niezastąpiony, albo przynajmniej bardzo pomocny. Drukowanie wypisów nie jest jednak jednym z tych zastosowań.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Miałem kiedyś podobną historię z tym, że Pani wydrukowała dwie kopie opisu mojego stanu zdrowia. Po czym jedną wsadziła do segregatora. Kiedy zwróciłem uwagę na błąd w danych powiedziała, że już nie będzie tego pisać od nowa i poprawi długopisem (nie zapisywała tych wyników tylko robiła kopię do segregatora)

    • Dodaj

      może lepiej niech nie zapisują, bo później te komputery lądują nie wiadomo gdzie a dane z nich są usuwane poprzez ‘opróżnij kosz’…
      dopiero byłaby afera jakby dane na temat stanu zdrowia można było sobie znaleźć na dyskach komputerów przeznaczonych na złom…

  • http://ortopedika.pl Mikolaj

    Prowadzę prywatny szpitalik i faktycznie doszliśmy do wniosku, że nie potrzebujemy pakietu MS Office. Jako arkusz wykorzystujemy Open Office, a wszelką papierologię zalatwiamy absolutnie prostym edytorem zaszytym w systemie zarzadzania pacjentami. No, ale w przeciwieństwie do publicznych ZOZów – my liczymy pieniądze :)

    • Jan Rybczyński

      No i takie postępowanie ma ręce i nogi. Ciesze się, że ktoś z branży myśli podobnie jak ja :-)

    • http://www.planujprace.pl Przemek / PlanujPrace.pl

      Otóż to. Oni też liczą tylko jakby inaczej…
      Przecież żeby wysłać maila potrzebny jest MS Outlook, a żeby coś wydrukować MS Word. Bez Excel’a też nie da rady, a nuż ktoś prześle jakiś arkusz z danymi, albo ładną prezentację i jak tu bez Power Pointa? :)
      Narzędzia są potrzebne. Szkoda, że w publicznych ZOZ nie są one bardziej specjalistyczne i zintegrowane. Szczególny opór jest przed aplikacjami internetowymi i SaaS. Wiem to z własnych doświadczeń.

      BTW: Kiedyś w warsztacie samochodowym właściciel siedząc za biurkiem i laptopem wypisał mi fakturę ręcznie na druczku samokopiującym. Więcej się tam nie pojawiłem.

    • Paweł

      W budżetówce nie myśli się tak jak w prywatnej firmie. W budżetówce trzeba często działać wbrew logice. Trzeba rozumieć jak tworzy się budżet roczny, jaka jest specyfika zakupów z kwocie wolnej i w postępowaniu przetargowym. Winne są przede wszystkim chore przepisy i ludzie którzy boją się przepychanek z NIK itp.

  • http://www.tomasnovy.pl Tomas Novy

    Jeszcze pozostało pytanie czy chodzi o państwową czy prywatną placówkę. :-)

    • Jan Rybczyński

      Oba rodzaje i wszystkie kombinacje. Państwowa placówka i przyjęcie, państwowa placówka i prywatne przyjęcie, prywatne przyjęcie i prywatna placówka.

      Podejrzewam, że super nowoczesne prywatne kliniki, powstałe niedawno, nie są aż tak rozrzutne, ale to znikomy procent wszelkich stanowisk pracy, na których potencjalnie może być zainstalowany MS Office.

      Nie dziwi mnie, że w niektórych urzędach trudno im zrezygnować z produktów MS, bo tam jest jakiś przepływ dokumentów, trzeba szkolić ludzi, zmieniać całość jednym zamachem itd.

      Ale kiedy mówimy o napisaniu wypisu, bez podłączenia do sieci, nawet bez zapisania na dysk, tylko do druku i leci w powietrze, to ja nie widzę nawet najmniejszego uzasadnienia dla drogiego pakietu biurowego. Nawet tyci, tyci.

  • http://www.facebook.com/ojanas Oleg Konstanty Janas

    I poważnie myślisz że to wszędzie działa w ten sposób? Poleciłbym Ci kilka przychodni gdzie jednak wykorzystuje się nieco więcej funkcji :)
    Natomiast faktycznie – nie każdy MS Office potrzebuje.
    (uwaga, będzie krzyk)
    JEST DARMOWA WERSJA MS OFFICE 2010! Tak więc narzekanie na wydawanie iluś tam zł na MSO powoli też odchodzi do lamusa.

    • Jan Rybczyński

      Mówię na bazie własnego doświadczenia z wizyt w kilkunastu różnych gabinetach, w różnych placówkach. Skoro nie trafiłem ani razu na żaden wyjątek, to znaczy, że nawet jeżeli wyjątki istnieją, to jest ich po prostu za mało.

      Argument o Office 2010 jest bezzasadny, bo większość gabinetów używa wersji 97, albo 2003 najdalej.

      Poza tym nie chodzi tylko o wydatki, ale ogólnie o wyciąganie armaty na wróbla. Po co w ogóle instalować i uruchamiać taką kobyłę, jaką jest Office do napisania kilku zdań z domyślnym formatowaniem i czcionką.

      Zwykle bardziej zaawansowane funkcjonalności, jeśli w ogóle w danej placówce są wykorzystywane, są obsługiwane przez specjalistyczne oprogramowanie powstałe specjalnie z myślą o takich miejscach.

    • Dodaj

      @Jan Rybczyński, ponoć na księżyc poleciała rakieta obsługiwana przez procesor taki jak teraz mamy w pralce, więc idąc tym tokiem po co w ogóle włączać komputer skoro 99,99% jego możliwości nie wykorzystujemy? niech stukają w gabinetach na maszynie do pisania…

    • Jan Rybczyński

      To o czym mówisz to po prostu skrajność. Ja uważam, że kupowanie Offica i uruchamianie go do napisania jednej strony zwykłego tekstu to zwyczajne złe zarządzanie zasobami.

    • http://www.facebook.com/karim.achi Karim Achi

      Złe zarządzanie zasobami? Bo długo się włącza? Czy wolniej przesyła do drukarki?

    • Andrew

      @ Karim Achi

      Człowieku ogarnij się! Dlatego że marnują nasze podatki!

  • tomasiek

    ja zas spotkałem się z… ubuntu w gabinecie rehabilitacji, Fx używanym i wskazanym jako jedyny poprawnie działający program do obsługi izby przyjęć w dużym państwowym nowoczesnym szpitalu… w którym na wielu komputerach był linux… a więc można….

    • Jan Rybczyński

      Ciesze się, że są przykłady odwrotne do moich doświadczeń. Oczywiście, że można, tylko zwykle jakoś nikt o tym nie pomyślał wydając kilkadziesiąt tysięcy złotych na ileś stanowisk do pracy dla lekarzy.

  • http://www.facebook.com/wojciech.mackowski Wojciech Maćkowski

    Pytanie do autora – pracowałeś kiedyś w jakiejś firmie na helpdesku, jako informatyk, specjalista ds. klawiatury i myszki? ;) Jeśli nie, nie dziwię się zupełnie Twojemu tokowi rozumowania (sam miałem identyczny, dopóki nie zacząłem pracować jako „człowiek orkiestra” w pewnej firmie) ale pozwolę sobie na kilka słów wyjaśnienia.
    Problem polega na tym, że MO jest wszędzie i tym samym „wszyscy” chociaż w bardzo podstawowym stopniu go znają. Oprę się na swoim doświadczeniu – oddaję komuś do dyspozycji Open Office Writera i co słyszę? „Co to ma być? Dlaczego nie mogę mieć Worda? Co tu trzeba kliknąć, żeby pogrubić tekst? Nie będę traciła czasu na szukanie tego i tego!” – tak, wystarczy, żeby ikonka pogrubienia była MINIMALNIE inna, jakiś pasek był w innym miejscu czy „opcje” nazwane były „preferencjami” (nie wiem jak jest w OO, tylko przykład). A jeszcze nie daj Boże, jak ktoś zapisze coś w ODF-ie i prześle do kogoś z MO 2003 czy 2007… I o dziwo, problem nie dotyczy tylko osób w średnim wieku i starszych, także tych młodych, którzy podobno „lepiej znają się na komputerach”. Nauczyli się pracować na MO i koniec kropka, nie chcą niczego innego. Siła przyzwyczajeń jest niesamowicie duża, wierz mi.
    A jeszcze co do legalności, nigdzie nie jest powiedziane, że faktycznie pracodawca KUPUJE pakiet ;)

    • anemus

      W zwykłym biurze zazwyczaj pomaga stwierdzenie, że dana umiejętność jest wymagana i w razie problemów poszukamy nowszego modelu… pracownika. W przychodni, czy w wypadku innych specjalistów może być gorzej ale nie sądzę by można ich porównać do „Pani Zosi z pokoju 112″.

  • Dodaj

    Czy na pewno lekarze mają cały pakiet MS Office? może tylko samego MS Worda?

    • Jan Rybczyński

      Nie zawsze udało mi się sprawdzić/zauważyć ale zwykle tak. W sumie skoro ktoś widział uzasadnienie dla Word-a to czemu nie dla całego Offica ;-)

  • Lukasz Brągoszewski

    To nie działa tak… prosto – darmowa wersja zamiast płatnej wersji pakietu.
    Trzeba do tego zadania (dlaczego tak jest) podejść … metodycznie :) – podejść do dyrektora placówki i zadać mu jedno pytanie – jaki pakiet biurowy zna – niech wymieni nazwę, markę. – Odpowiedz będzie jedna – office, microsoft – lub office, windows :)

    Drugi powód, oprócz kojarzenia jednej marki, to ktoś ten pakiet tej placówce sprzedał, – jakiś handlowiec tam się pofatygował, lub o zgrozo, jakiś informatyk z tej placówki dokonał tego wyboru (bo łatwiej, bo zna,bo nie będzie problemów). Handlowiec ze środowiska „free” nie istnieje.
    Co więcej, ze środowiska „free” nikt nie bierze odpowiedzialności – „no wziąłem za darmo…” – głupie tłumaczenie, gdy nagle pojawiają się problemy.

  • http://www.tomasnovy.pl Tomas Novy

    W pełni się z Tobą zgadzam :-)

    Jan Rybczyński: Oba rodzaje i wszystkie kombinacje. Państwowa placówka i przyjęcie, państwowa placówka i prywatne przyjęcie, prywatne przyjęcie i prywatna placówka.Podejrzewam, że super nowoczesne prywatne kliniki, powstałe niedawno, nie są aż tak rozrzutne, ale to znikomy procent wszelkich stanowisk pracy, na których potencjalnie może być zainstalowany MS Office.Nie dziwi mnie, że w niektórych urzędach trudno im zrezygnować z produktów MS, bo tam jest jakiś przepływ dokumentów, trzeba szkolić ludzi, zmieniać całość jednym zamachem itd.Ale kiedy mówimy o napisaniu wypisu, bez podłączenia do sieci, nawet bez zapisania na dysk, tylko do druku i leci w powietrze, to ja nie widzę nawet najmniejszego uzasadnienia dla drogiego pakietu biurowego. Nawet tyci, tyci.

  • http://www.kolekads.pl kOLEK

    mają co mają, ale to prawda bez sensu jest instalowanie czegoś co nie jest nawet w 50% wykorzystane. Rozumiem jakby przychodnia czy klinika prowadziła profesjonalną bazę danych. Gdzie byłaby cała historia pacjenta zapisana i każdy lekarz do którego idziemy ją widział. A tak też miałem parę razy styczność z drukowaniem opisu a później tylko edytuj i dalej na tym samym pliku.

  • http://www.facebook.com/ojanas Oleg Konstanty Janas

    Jan Rybczyński: Argument o Office 2010 jest bezzasadny, bo większość gabinetów używa wersji 97, albo 2003 najdalej.

    Zanim zarzucisz takim tekstem przygotuj dobre źródło :)

    • Jan Rybczyński

      Jakie źródło? Cały artykuł bazuje na moich obserwacjach i tego się właśnie trzymam. Potrafię na pierwszy rzut oka rozpoznać jaki Office jest na ekranie. Skoro byłem w kilkunastu gabinetach i zawsze widziałem to samo, zakładam, że w mniejszych miejscowościach nie jest lepiej czy inaczej. Co najwyżej w ogóle nie mają komputera.

  • http://www.facebook.com/ziembor Ziemek Borowski

    Medicover i sporo szplitali mają własne systemy, zwykle webowe, i zwykle całkiem elektroniczne.
    Generalnie: od stycznia obowiązują nowe regulacje dopuszczające prowadzenie dokumentacji w formie elektronicznej.
    Inną sprawą jest jak długo trwa proces inwestycyjny, i na ile zautomatyzowanie tego w scentralizowanym systemie jest widziane jako przewaga konkurencyjna przez właścicieli tychże zakładów.

    Zwłaszcza, że niewiele jest czystych państwowych szpitali: większość jest samorządowa. O odpłatności itp, decyduje raczej kontrakt z NFZ… Ale tu wypadało by wiedzieć cokolwiek o branży o której się pisze.

  • Paweł Gulewicz

    Coz.. tylko, ze lekarze najczesciej chca wlasnie tego Office. Sa do niego przyzwyczajeni. Oczywiscie.. wykorzystuja mala czesc jego mozliwosci, jednak sa przyzwyczajeni do pakietu wlasnie w kontekscie tych kilku wykorzystywanych funkcji – drukowanie, podglad, zapis .. nawet drobna zmiana zachowania pakietu w kontekscie tych kilku funkcji doprowadza ich do frustracji – raptem nie wiedza jak cos zrobic, cos nie dziala.. Mysle, ze to przyzwyczajenie to wielki sukces Microsoftu.

    • hmm

      a co przed styczniem ?

  • http://robert.pankowecki.pl Robert Pankowecki

    Nigdy nie widziałem lekarza piszącego w Office.

    Zawsze było to specjalistyczne oprogramowanie połączone w sieć. Recepcjonistka dodaje twoje dane lub znajduje Cię jeśli jeszcze wcześniej nie byłeś w danym miejscu. Jak jesteś u lekarza to on z kolejki pacjentów wybiera Ciebie i ma dostęp całej twojej historii leczenia zdjęć, rozpoznań oraz zapisów wideo. Nigdy się nie spotkałem by te dane były tylko drukowane do segregatora. Ta historia jest trzymana bo to ułatwia lekarzowi prowadzenie pacjenta. Ostatnio zmieniałem miejsce zamieszkania i poprosiłem o wydrukowanie historii moich wizyt u poprzedniego lekarza. Pierwszy wpis mam z 1999 roku i nie było problemu by go wydrukować w 2011. Żyjemy w innych światach ?

    Mnie tam w ogóle nie rusza kupowanie ms office dla prywatnych placówek, ich sprawa. Te pare stówek za licencje nikogo nie rusza w porównaniu do ceny wynajęcia lokalu czy zakupu sprzętu komputerowego to są grosze a ja za jedną wizytę i tak zapłacę 150zł. Więc who cares? Jeśli chodzi o państwowe placówi to już jest to pewnie bardziej irytujące jak się marnotrawi pieniądze. Pytanie tylko czy gdyby kupiono coś innego, nawet prostszego a mniej znanego lekarzom to nie trzeba by wtedy wydać grubej kasy na szkolenie ludzi z tego?

  • http://www.facebook.com/michal.meller Michał Meller

    no to proponuję wybrać się do LuxMedu. raj dla geeków ;)
    na początek rejestracja przez internet. potem lekarz z dostępem do sieci widzi wszystkie twoje poprzednie wizyty u wszystkich lekarzy z Grupy (dowolnych specjalistów z dowolnych lokalizacji), twoje wyniki badań i rozpoznania.
    zdjęcia RTG wysyłane są netem do opisu do dyżurnego lekarza w centrali (albo gdziekolwiek). potem dostajesz zdjęcie+opis wypalone na płycie. itd. itp.
    takich przykładów jest więcej. wszystko zależy, gdzie się chodzi do lekarza ;)

  • Waszer

    A ja się zastanawiam na co lekarzowi jakikolwiek edytor tekstowy. Średnio wizyta trwa około 10 minut, w przypadku choroby to 20 minut. W tym czasie diagnoza to około 2/3 minut a reszta czasu to wypełnianie papierków, recept zwolnień i innych dupereli. A jak lekarz na klawiaturze pisze jednym palcem to czasami można w gabinecie zejść na tamten świat. Do tabelek i inne dokumenty może robić pani w okienku i u niej można by było odbierać odpowiednią dokumentacje. W tym momencie lekarz zająłby się tym od czego jest – czyli leczeniem.

  • Paweł

    Należy pamiętać ze budzetówka rządzi się swoimi prawami które często mijają się ze zdrowym rozsądkiem i logiką.

  • Petruszek

    Drogi autorze, pakiet Office jest lekarzowi jak najbardzioej potrzebny. To, co widziałeś to tylko końcówka. Wypis jest robiony na komputerze dla Twojej wygody żebyś nie musiał czytać przysłowiowych lekarskich bazgrołów.
    Natomiast lekarz musi raportować, jakie usługi wykonał, za ile punktów itd. do statystyki medycznej na podstawie której placówka medyczna rozlicza się choćby z NFZ. Nie będę tu wchodził w szczegóły, bo zbyt długo by to trwało. Poza tym z rejestracji dostaje listę pacjentów zapisanych na dany dzień, a taka lista to nie tylko imię, nazwisko i godzina. Więc WORD i EXCELL są bardzo potrzebne. Po drugie to, że nie widziałeś kabli nie znaczy, że komputer nie jest podłączony do sieci. Może mają Wi-Fi? Jak u mnie.

    Dochodzi jeszcze jedna kwestia. Taki ZOZ ogłasza przetarg na dostawę powiedzmy 200 komputerów i zgłasza się 10 firm, które walczą zajadle o taki kontrakt, bo to nie tylko sam sprzęt ale często także serwis. Więc czym więcej zaproponują za mniejsze pieniądze, tym większa szansa na wygraną takiego przetargu. A dlaczego ZOZ miałby nie brać skoro dają?

    Zresztą sytuacja, którą autor napisał wydaje mi się mocno naciągana.

    • Jan Rybczyński

      Sytuacja którą opisałem jest z życia wzięta. Dziś USG stawu skokowego. Poprzednio, wizyta u pediatry. Jeszcze wcześniej USG żony w ciąży. Za każdym razem inna placówka i ten sam obrazek. Nigdzie nie twierdzę, że tak jest wszędzie, ale jeśli kilka razy trafiam na dokładnie to samo, to chyba coś więcej niż zbieg okoliczności.

      Tłumaczysz mi jak działa służba zdrowia, jak małemu dziecku, podczas gdy moja żona sama jest lekarzem. Wiem o raportowaniu do NFZ itd. ale nadal nie widzę związku z MS Office.

      Po prostu w różnych miejscach wygląda to różnie, często wygląda całkiem dobrze. Jednak jest o wiele za dużo takich miejsc, gdzie pewne sytuacje wydają się kompletnie od czapy.

  • http://www.facebook.com/jblazusiak Jakub Błażusiak

    Z perspektywy urzędowej (dział IT), z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, ze w 90% przypadków wystarczył by stosunkowo prosty edytor wbudowany w np. system e-urzędu. Co generalnie przyniosło by całkiem spore oszczędności…
    Niestety w praktyce na wszystkich stanowiskach króluje MS Office… choć jak słusznie autor artykułu zauważył, jest to kompletne marnotrawstwo…

    na koniec związana z tematem sytuacja z życia, kiedy to w jednym z wydziałów połowa pracowników ręczne wypisuje kilkaset kopert… lista adresów była wyświetlona w formie tabeli w exelu… :)

  • krystian

    piszesz, że często nie jest podłączony do netu (to dobrze, bo jest bezpiecznie;) a później, że można by stosować edytor przez przeglądarkę. masz na myśli edytor off-line? czyli na kompie musi być jakiś serwer www?
    zdziwiłem się, że w przychodniach są jakieś komputery w gabinecie i jeszcze jakieś kartki są drukowane. u nas pacjent daje pielęgniarce kartę chipową (Śląsk), ta drukuje mu kupony, z którymi pacjent wchodzi do gabinetu. na kuponach wypisywane jest wszystko co potrzeba.

    • Jan Rybczyński

      W przeglądarce można uruchomić off-line wiele aplikacji. Jest takich kilka rozszerzeń dla Chrome. Do ich uruchomienia nie potrzeba sieci.

  • http://www.facebook.com/statys Jakub Schalczewski

    Również pracuję w prywatnej placówce w Szczecinie i nikt tam, no może po za sekretarką, nie używa Worda.

    Do rejestracji pacjentów, drukowania jakich info, notatek jest osobny program, autorski. To samo tyczy się lekarzy i drukowania przez nich wszelkich danych. Jest u Nas tak jak napisał Michał Meller o LuxMed’zie – no, po za rejestracją przez neta :)

    Nie wszędzie więc jest tak jak napisałeś :)

    • http://www.tomasnovy.pl Tomas Novy

      Jan nie napisał nigdzie, że wszędzie tak jest.

      Wydaję mi się, że bardziej mu chodziło o to, że dyrektorem placówki niekoniecznie powinien być najlepszy lekarz, ale dobry manager.

    • Jan Rybczyński

      @Tomas Novy – dokładnie, dobrze zrozumiałeś mój przekaz.

  • Dżordż

    Mam okazję przebywać ostatnimi czasy w szpitalu (placówka państwowa) i kwestia elektronicznej dokumentacji medycznej wygląda różnie w zależności od danego oddziału.

    Zazwyczaj obecny jest system webowy z dostępem z poziomu przeglądarki. Tekst wprowadza się w zwykłe pole tekstowe. Zero formatowania, ale i nie jest ono potrzebne. Dziennie trzeba wklepać tak dużo informacji, że nikomu i tak by się nie chciało przyozdabiać tego tekstu :P

    • Cornick

      I tak to powinno wyglądać, a nie Word i 3 jego funkcje.

  • http://www.maciundo.wordpress.com Maciundo

    Z innej beczki: w sumie dobrze, że nie zapisuje tych plików na dysku, bo takie dane jak choroby nie powinny być trzymane na niezabezpieczonym sprzęcie.

    • Paweł

      Co wiecej, nie mogą być zapisane jeżeli nie spełniają wielu wymagań postawionych przez GIODO

    • maciejre

      to samo choćby z „wyprowadzaniem” danych pacjentów na serwery poza Polską choćby takiego Google’a.

  • Michał Jerzy

    U nas w dyżurce używamy Open Office’a praktycznie tylko do wypisów. Mamy gotowy dokument np przyklejający raz wpisane nazwisko w kilka innych miejsc. Plik zostawiamy na dysku (a widziałem nawet krótkie filmy z ciekawszymi pacjentami – rzadkie zaburzenia). Większość mamy w zintegrowanym systemie podpiętym do sieci (tu walczymy z informatykami żeby to cholerstwo działało) połączonym ze wszystkimi pracowaniami. Nie ma tam żadnego edytowania – np. do wyników echokardiografii są gotowe mini-aplkacje – formularze z miejscami do wypełniania konkretnych wymiarów i miejsce na epikryzę. Wszystko leci do sieci i lekarz z oddziału sobie patrzy jaki ma wynik i sobie drukuje albo i nie. Wyniki badań laboratoryjnych są do sprawdzenia przez przeglądarkę (młodzi włączają operę, starsi FF a stare doktory IE – mamy na kompach wszystko). Szpital miejski Kraków, gdzie na chwilę jestem.

    • Jan Rybczyński

      Bardzo budujące są te pozytywne przykłady. Mówię całkiem serio. Dobrze wiedzieć, że są miejsca, gdzie tak podstawowe rzeczy są lepiej zorganizowane. Tym bardziej, że mowa o szpitalu miejskim. Oby było takich miejsc jak najwięcej.

  • Qba

    Bezpieczeństwo danych w państwowych ZOZ-ach to fikcja.I mówię to z własnego doświadczenia.Kiedyś miałem okazję wymieniać komputery w takiej placówce. Na starych maszynach nie były kasowane ŻADNE dane a komputery szły na złom więc teoretycznie dostęp do tych danych miał praktycznie każdy. A co do samego tematu dyskusjji to w 99% procentach starczy spokojnie Open Office jednakże jak już ktoś wcześniej wspominał większość ludzi jak widzi to darmowe oprogramowanie podnosi od razu krzyk: a gdzie Word?Excel? Co ciekawsze połowie z tych ludzi wystarczy zmienić nazwę ikony na pulpicie i już sie uspokoją.

  • Przemko

    Witam
    Zaopatrywałem małą klinikę stomatologiczną w komputery. Na początku wymagania sprzętowe były kosmiczne. Wszystko miało być z najwyższej półki. Zaproponowałem sprzęt używany i rezygnacje z MS office. Na początku był krzyk,że bez Word-a nie da się pracować, ale że to firma prywatna argumenty ekonomiczne wzięły górę.Cały personel opanował go bezproblemowo w kilka dni. 4 letnie Dell-e z Libre Office sprawdzają się doskonale.

  • lekarz

    nie wiem jak w tej chwili ale rok temu NFZ wymagał aby świadczeniodawca miał puter z windowsem i pakietem office — celem wywyłania raportów ze świadczonych usług.

    nie wiem jak teraz jest, bo było to oprotestowane :)

  • qwe

    Swietnie, maja to 7 lat po Medicoverze.

    Michał Meller: no to proponuję wybrać się do LuxMedu. raj dla geeków ;)
    na początek rejestracja przez internet. potem lekarz z dostępem do sieci widzi wszystkie twoje poprzednie wizyty u wszystkich lekarzy z Grupy (dowolnych specjalistów z dowolnych lokalizacji), twoje wyniki badań i rozpoznania.
    zdjęcia RTG wysyłane są netem do opisu do dyżurnego lekarza w centrali (albo gdziekolwiek). potem dostajesz zdjęcie+opis wypalone na płycie. itd. itp.
    takich przykładów jest więcej. wszystko zależy, gdzie się chodzi do lekarza ;)

    • Dodaj

      i co z tego? jak nie mają to źle, jak mają to też źle bo ktoś inny miał wcześniej…

  • xy

    Olsztyn reumatolog – niech pan jeszcze raz zrobi normalne zdjęcie ja tu nie mam czasu na przeglądanie CD. Po czym wypisala skierowanie na kolejne przeswietlenie bo u nich robia „normalne” zdjecia.

    • trux

      To raczej brak umiejętności w posługiwaniu się komputerem, a nie brak czasu :)

  • http://www.facebook.com/Kolinko Tomasz Kolinko

    W mojej, publicznej, przychodni (Romera, Warszawa) jest sieciowy system gdzie lekarze wpisują historię. Żadnego drukowania nie ma.

    Ostatnio potrzebowałem „na szybko” skierowania od innego lekarza niż moja lekarz rodzinna (bo ta akurat na urlopie) – wszedłem bez wcześniejszego umawiania wizyty, podałem swoje dane i pan lekarz miał całą moją historię dostępną z systemu komputerowego.

    Żadnego MS Office. Ale nawet jeśli byłby, kosztujący powiedzmy 500 zł za stanowisko Word (a kosztuje chyba mniej), to tak jak przedmówcy wspominają: 500 zł wydane raz na cztery lata to nic w porównaniu z ilością kasy, którą trzebaby wydać na support i na stracone godziny przez mniej dopracowany (sic!) interfejs Open Office.

    Ale zgaduję, że puenta artykułu nie była taka, że MS Office to marnowanie kasy, tylko, że drukowanie i wstawianie do segregatora to strata czasu i nie wykorzystanie mocy komputera.

  • lukas

    A to ta Pani, która odpowiada na zgłoszenia alarmowe z pod numeru 112? Jej to chyba bardziej Pasjans potrzebny niż MS Office.

  • Sebastian

    „Moje pytanie brzmi, po co lekarzowi MS Office?”
    pytanie nooba, faktycznie ciekawe refleksje

  • Borys

    Artykuł na AW o nieprzydatności MS Office i ani słowa sugerującego pracę w chmurze. Nie wierzę. Ktoś idzie nie po linii partii ;)

  • http://www.facebook.com/rafal.soszka Rafał Soszka

    Oj jest więcej jest :> u nas praktycznie same Oo ( MS OFFice tylko w kluczowych miejscach raptem 10sztuk z czego 5 na licencji MAR z kompem za 500zł :> ) Wszystko śmiga w systemie medycznym oraz w systemie do RTG itp :) wszyscy są szczęśliwi a Oo już nikomu nie przeszkadza.
    Szpital publiczny ( od kilku ms już nie ) i kupa pracowników :>

    Jan Rybczyński: Bardzo budujące są te pozytywne przykłady. Mówię całkiem serio. Dobrze wiedzieć, że są miejsca, gdzie tak podstawowe rzeczy są lepiej zorganizowane. Tym bardziej, że mowa o szpitalu miejskim. Oby było takich miejsc jak najwięcej.

  • gruba

    Oleg Konstanty Janas: DARMOWA WERSJA MS OFFICE 2010

    Gdzie można pobrać??

  • rza

    Beznadziejny artykuł – autor wylał swoje żale na płatne aplikacje… co w tym wartościowego ? Ważne że działa szybko, sprawnie i nie piszą na maszynie do szycia ;)

    • trux

      Beznadziejny jest Twój komentarz.
      Autor ma rację, bo szpitale funkcjonują za publiczne pieniądze i marnotrawstwo jest rzeczą wysoce naganną.

  • http://www.facebook.com/marcel.jozwiak Marcel Jóźwiak

    Pozwolę sobie jedną rzecz z praktyki dodać. Swego czasu wszyscy lekarze musieli przesyłać sprawozdanie z wykonanych świadczeń i ogólnie całą papierkologię przez program który dostawali od NFZ(Pakiet Świadczeniodawcy się to bodajże nazywało). I problem był z nim tego typu, że do obsłużenia niektórych funkcji(generowanie różnego rodzaju arkuszy), wymagał koniecznie MO w wersji 2000 czy 2003. Jeśli MO z Excelem nie był zainstalowany, program zwyczajnie odmawiał wykonania polecenia i kropka.

  • http://komunikacjajestdlaludzi.blogspot.com/ Zonk

    Moje pytanie brzmi, po co lekarzowi MS Office?
    Moja odpowiedź brzmi, żeby nie mieć problemów przy rozliczeniach z US.

  • qwe

    Co to za oszolomstwo. W 5 letniej perspektywie koszt MSO w porownaniu do ceny kompa + 5 lat supportu jest do pominiecia. Nie wspominajac o tym, ze Mso bije Lo wygoda i intuicyjna obsluga.

    Andrew: @ Karim AchiCzłowieku ogarnij się! Dlatego że marnują nasze podatki!