Wyobraźmy sobie sytuację za kilka lat – idziemy sobie ulicą, przechodzimy obok centrum handlowego i nasz smartphone zaczyna piszczeć. Wyciągamy go, patrzymy, faktycznie pika – nie na wiadomość tekstową, nie na połączenie, ale na… reklamę. Bo system wykrył w pobliżu kilkanaście różnych promocji – zniżka 50% na ciuchy, darmowe ciastko do kawy, a w lokalnej księgarni jakiś mniej znany autor romansideł podpisuje swoje książki. A wszystko to widzimy na komórce, bo geolokalizacja robi swoje. Jak “dobrze” pójdzie, to jeszcze obok tego typu reklam zbliżeniowych, zobaczymy jeszcze nasze animowane zdjęcie. Twórcy “Raportu mniejszości” to prorocy…

Geolokalizacja na dziś znajduje zastosowanie głównie w działaniach marketingowych. Możliwość szybkiego sprawdzenia, co się dzieje w okolicy – począwszy od koncertów i imprez, po promocje na kawę w małej kawiarence na rogu – to po prostu wygoda i szybkość, pasująca do szybkiego trybu życia. I wszystko to jeszcze w pełni zautomatyzowane, bo dzisiaj rzadko komu chce się wszystko wpisywać ręcznie, przynajmniej taki wniosek można wyciągąć patrząc na aktualne trendy w aplikacjach. Czy jednak Kowalski potrzebuje geolokalizacji? Ostatnio na Interaktywnie.com narzekano, że Facebook Places to porażka, a Polacy nie rozumieją geolokalizacji. Bo meldują się, znaczy się czekinują, bardzo rzadko.

Brzmi to trochę tak, jakby nowoczesny obywatel miał obowiązek meldowania się w każdym barze, który odwiedzi. Ja jednak ponawiam pytanie, czy Kowalski potrzebuje geolokalizacji?

Idziemy na piwo…

Przykład: umawiam się ze znajomymi na piwo, idziemy w takie a nie inne miejsce. I nie mam za bardzo ochoty, by ktoś, z kim się nie umawiałem, znalazł nas w naszej kryjówce i dosiadł się do naszego prywatnego piwa. Nie ważne, czy to znajomy, czy jakiś czytelnik, który znalazł mój publiczny profil w serwisie geolokalizacyjnym. Jeśli umawiam się z określonymi osobami, to umawiam się z określonymi osobami i nikogo więcej nie chcę. Proste? Proste, łatwe do zrozumienia i łatwe do zaakceptowania.

Nie mam ochoty się meldować, bo spotkanie jest prywatne. Czy jest to więc brak zrozumienia geolokalizacji, czy po prostu dbanie o własną prywatność? Raczej to drugie. Kowalski idzie na randkę, nie melduje się; idzie na spacer, nie melduje się; jedzie na wakacje, nie melduje się. Bo po co? No właśnie, po co się meldować?

Zastosowanie geolokalizacji dla Kowalskiego

Kowalski może zyskać na geolokalizacji na różne sposoby. Może na przykład, jak już na wstępie wspomniałem, szybko określić, jakie atrakcje czekają na niego w okolicy, wyciągając komórkę i uruchamiając odpowiednią aplikację. Wszystko wyświetla się w jednym miejscu i nie trzeba skakać od strony do strony, by znaleźć coś dla siebie. W tym wypadku geolokalizacja daje Kowalskiemu narzędzie dla leniwych – może i przydatne, ale nic poza ułatwionym dostępem do informacji nie wnoszące.

A poza tym? Geolokalizacja w formie meldunków to taka nowoczesna karta stałego klienta. Nic nowego, ot po prostu to samo co kiedyś, ale w nowszej formie. Dzięki karcie stałego klienta Kowalski może liczyć na zniżki czy dodatkowe oferty. Rewolucyjne? Absolutnie nie, za to po raz kolejny, narzędzie dla leniwych. Zamiast przybijać pieczątki na kawałek papierka w McDonaldzie, można dostawać kolejne wlepki w naszym profilu na Lokterze – za X wlepek dostaniemy darmową kawę.

Coś jeszcze? Nie, to już chyba wszystko. Znaczy się, wszystko, co może być przydatne dla Kowalskiego. Ktoś może teraz wspomnieć o lokalizowaniu znajomych w okolicy. Tutaj docieramy do drażliwej kwestii prywatności. Jak już wspomniałem wcześniej, jak się człowiek umawia, to się umawia z konkretnymi osobami. Mamy do tego różne kanały komunikacji. Ale geolokalizacja? “Twój znajomy, Franek, jest w kawiarni na rogu”. Myślisz sobie, “dawno go nie widziałem, pogadamy.” Idziesz do kawiarni…

- Franek, ale przecież Ty żonaty jesteś, dlaczego tą kobietę całujesz?!

Pół biedy jak Franek jeszcze chroni swoją prywatność, ale jeśli ustawi geolokalizację na pełną automatykę, to będzie ciekawie. Ze swojej perspektywy nie widzę sensu informowania kogokolwiek o tym, gdzie się znajduję, przynajmniej nie w kwestiach prywatnych, za pomocą geolokalizacji. W kwestiach marketingowych, to już inna sprawa…

"Personalizowane reklamy zbliżeniowe" w "Raporcie mniejszości"

Geolokalizacja dla marketera i biznesmena

Kowalskiemu, w większości wypadków, nie jest potrzebna geolokalizacja, za to jest ona potrzebna marketingowcom i wszystkim tym, którzy w ten czy inny sposób trudnią się biznesem. Ułatwia zbieranie informacji o potencjalnych klientach, ułatwia obsługę klientów i może być ciekawie zastosowana w kwestiach marketingowych. Zaczynając od samych reklam zbliżeniowych – niech no system reklamy wykryje nas w odległości kilku metrów, przeanalizuje nasz profil, określi nasz stan konta i status społeczny, a potem wyświetli adekwatną dla nas reklamę, która nas na pewno zainteresuje. Science fiction? Dziś jeszcze tak, a jutro, kto wie?

Albo wyobraźmy sobie autora książki, który informuje na swoim geolokalizacyjnym profilu, że właśnie znajduje się w tej, a nie innej księgarni i podpisuje swoją najnowszą książkę. Skoro jesteś w okolicy, dlaczego by nie wpaść i nie zdobyć autografu? Czy jest to przydatne dla Kowalskiego? Nie, chyba, że jest faktycznie fanem danego autora. Ale za to tego typu rozwiązanie jest bardzo przydatne dla autora, dla osoby promującej się.

Mały zespół muzyczny? “Właśnie gramy w tym a tym klubie, wpadnij posłuchać” – jak się nudzisz, to wpadniesz, a może Ci się spodoba. Przydatne dla Kowalskiego? Nie zawsze, przydatne dla zespołu? Jak najbardziej, świetna promocja, ot co.

Małe firmy prowadzące sprzedaż detaliczną, czy świadczące małe usługi też zyskają. Wyobraźmy sobie automatyczne pobieranie danych klienta – klient wpada do firmy, system go lokalizuje, klient udziela zgody na transfer danych i informacje potrzebne firmie są już w jej systemie. To, do czego dana firma będzie potrzebowała informacji to już inna kwestia (choć fakt, tutaj nie trzeba nawet geolokalizacji, wystarczy odpowiednia aplikacja zbliżeniowa w smartphonie).

Nie wspomnę już o większych kampaniach marketingowych czy “reklamach zbliżeniowych”, bo to się rozumie samo przez się.

Geolokalizacja ma jednak potencjał

Marketing czy biznes to nie jedyne zastosowania geolokalizacji. Co powiecie na geolokalizację w turystyce? Stoisz na polu, a gadżet wyświetla Ci “Tu stała chata Macieja zza lasu”. Gdy połączymy to z Augmented Reality, to razem można dostać ciekawe narzędzie dla turystów albo urban explorerów, które, w połączeniu z odpowiednimi mediami typu video czy nagrania audio, może z powodzeniem zastąpić naszych “tour guide”.

Geolokalizacja w bezpieczeństwie, wchodzi w jakąś uliczkę, a system krzyczy “uwaga, tu biją” albo “dzielnica niebezpieczna, zalecam ewakuację.” Choć w tym wypadku nasz gadżet powinien raczej dyskretnie poinformować o potencalnym zagrożeniu :). Można też łatwo zastosować geolokalizację urządzenia w sytuacjach zagrożenia – dodajmy do tego Star Trekowe czujniki i niech system w razie ataku, zasłabnięcia czy pożaru sam wyśle informację o potrzebie pomocy do odpowiednich służb. Wraz z podaniem lokalizacji, rzecz jasna.

Geolokalizacja ma potencjał – co prawda kolejne reklamy Kowalskiemu nie są potrzebne, toteż na dziś, Kowalski może spokojnie bez geolokalizacji się obejść. Brak woli do meldowania się nie będzie więc oznaczał braku zrozumienia dla geolokalizacji, bo to nie Kowalski ma ją rozumieć – to twórcy narzędzi powinni tę geolokalizację rozumieć. Dzięki temu, technologia ta nie zakończy żywota na inwazyjnych lokalnych reklamach w komórce, a będzie miała szansę rozwinąć skrzydła, ewoluować w narzędzia, które faktycznie staną się przydatne dla zwykłego zjadacza chleba. I w tę stronę narzędzia geolokalizacyjne powinny się kierować, nie zaś tylko w stronę kolejnych systemów reklamowych. Wtedy dopiero Kowalskiemu geolokalizacja się przyda.

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • http://interjak.pl InterJAK

    Jednego nie rozumiem: gdzie nie wejdę na bloga, tam zdania typu „i nagle nasz smartphone…”.

    Mam normalny, porządny, choć nie „wypasiony”, (bo i po co?) telefon komórkowy. Żaden smart-, smark- czy inny -phone nie jest mi potrzebny.

    I mam nadzieję, że w ciągu najbliższych lat nie będzie.

    I chyba nie jestem w tym osamotniony. Może nie warto zakładać, że jeśli pojawi się na rynku jakiś nowy typ urządzenia, to od razu wszyscy go potrzebują i wszyscy je mają?

    • http://www.facebook.com/broszkiewicz Tomasz Broszkiewicz

      Typowa zazdrość ;-)

    • http://www.facebook.com/broszkiewicz Tomasz Broszkiewicz

      InterJAK: Jednego nie rozumiem: gdzie nie wejdę na bloga, tam zdania typu “i nagle nasz smartphone…”.
      Mam normalny, porządny, choć nie “wypasiony”, (bo i po co?) telefon komórkowy. Żaden smart-, smark- czy inny -phone nie jest mi potrzebny.

      Typowa zazdrość ;-)

    • http://komunikacjajestdlaludzi.blogspot.com/ Zonk

      Nasz czytelnik = nasz klient = nasz ‘per pan’ :D
      Jeśli większość ma rację – jedzmy gówno… – Miliony much nie mogą się mylić

      Waldemar Łysiak

  • http://interjak.pl InterJAK

    Tomasz Broszkiewicz:
    Typowa zazdrość ;-)

    Przeciwnie – ulga. Jeśli od trzech lat nie znalazłem czasu na to, by przestudiować porządnie instrukcję obsługi mojej cyfrówki, to smarkfon czekałby na rozgryzienie zapewne do 2030 roku ;P

    • Czytujący

      I bardzo dobrze, nie każdy musi być taki sam i nie każdy musi podążać za gadżetami (zależy dla kogo, dla jednego to gadżet a dla innego przydatna rzecz). Więc jeżeli nie potrzebujesz takich rzeczy i np. obsługa cyfrówki nadal nie stoi przed tobą otworem a telefon Ci starcza to okay.

      Tylko taki to jest blog, technologiczny, i na dodatek wpis z elementami futurystycznymi, więc nie ma co się dziwić, nie wspominając o tym że sam smartfon i geolokalizacja to nie futuryzm – sam lubię czekinować się w Gowalli albo polskim Lokterze (mam wrażenie że Popla już jest martwa, nic tam się nie dzieje)ale dla zabawy, punktów, odznak itp. A wcale nikt nie wie gdzie jestem bo mam profil pod jakimś wymyślnym nickiem i na dodatek czasami mogę zaznaczyć „checkin prywatny”.

  • http://www.facebook.com/lukasz.bragoszewski Łukasz Brągoszewski

    Meldowanie „check-in” w programach typu foursquare to po prostu wyjście z obecnych ograniczeń technicznych – np. takich jak niedokładne i wolne namierzanie gps w komórkach. To także wymóg ogólnego pojęcia prywatności. Meldując się - zgadam się na ujawnienie mojej lokalizacji.
    Gdy bariera techniczna zostanie przełamana, aplikacja może na bieżąco „meldować” o adresie użytkownika. Co więcej, taka aplikacja może wiedzieć kiedy wchodzimy do lokalu i kiedy z niego wychodzimy :) co przecież też jest ważne (np. po co nas bombardować reklamą z danego lokalu, jak jesteśmy już gdzieś indziej).

    Walka z reklamą (w tym przypadku) to tak jak walka z reklamą w internecie :) – nie jest możliwa (ani pożądana :) ).
    Poza tym – w różnych appstorach można (już) znaleźć setki aplikacji z geolokalizacją i jak ktoś chce to pobierze aplikację z ofertami lokalnymi, a ktoś inny pobierze „Tartry Polskie – tajemnice” – dla każdego według potrzeb.

  • Waszer

    Dość płasko podchodzisz do geolokalizacji. System geolokalizacji jako system sprawdzający zużywanie się nabywanych produktów. System geolokalizacji o jako system oferujący konkretne potrzebne produkty co wiąże się z tym, że nie jesteś przeglądającym oferty reklamowe a dostajesz konkretnie taką ofertę jaką potrzebujesz w danej chwil. Załóżmy, że kupiłeś buty, dzięki geolokalizacji i bazie twoich zakupów, łatwo przewidzieć kiedy zostaną one całkowicie zużyte a w związku z tym, przechodząc obok sklepu z obuwiem dostajesz informacje, że czekają na ciebie nowe rozmiarowo dobrane buty. Dzięki geolokalizacji łatwo zebrać informację czy „kupiona drożdżówka Ci smakowała” – wystarczy zebrać informację, że po zakupie przez chwilę stanąłeś przy koszu na śmieci – najprawdobodobniej ją wyrzuciłeś – czyli nie smakowała. W tej chwili geolokalizacja jest wykorzystywana przy serwisowaniu floty aut. A przyszłość – jedziesz 80 km/h nagle prędkość wyhamowana do 0 km/h znaczy coś się stało najprawdopodobniej wypadek, trzeba wysłać karętkę, pomoc i wogóle. I tak można wymieniać bez końca. Śledzenie ludzi to przyszłość i o ile w tej chwili, ludzi dziwi, że w sieci nie są anonimowi to o tyle za jakiś czas będzie ludzi dziwić skąd niektórzy wiedzą, gdzie akurat się znajdujemy.

  • http://antyweb.pl Grzegorz Marczak

    Waszer: Załóżmy, że kupiłeś buty, dzięki geolokalizacji i bazie twoich zakupów, łatwo przewidzieć kiedy zostaną one całkowicie zużyte a w związku z tym, przechodząc obok sklepu z obuwiem dostajesz informacje, że czekają na ciebie nowe rozmiarowo dobrane buty

    Tak to ładna kombinacja, można wymyślać takich wiele. Dla mnie bajki nie do wprowadzenia/zarobienia/zrealizowania na ten moment.

    • independent

      Jak byś Panie Grzegorzu nie napisał to i tak Geo to przyszłość… począwszy od zakupów przez najzwyklejsze nawigacje (już mamy znamiona w różnegotypu nawigacjach za pomocą punktów POI)na grach i multimediach dostępnych tylko w danym miejscu.

  • Sikkim

    >>Twórcy „Raportu mniejszości” to prorocy…<<

    Twórca "Raportu mniejszości" jest jeden – Philip K. Dick :-)

    • Wojciech Usarzewicz

      Myślałem raczej o ekranizacji, bo wizje Dicka spisane na papierze to jednak inna kwestia, mniej zwizualizowana :).

  • xvsdvs

    geolokalizacja chetnie ale najpierw
    1. darmowy net 3g
    2. bateria tygodniowa w smartfonie
    3. znow zakladanie lewych profili, maili by tylko uchornic sie przed utrata resztki prywatnosci

  • xvsdvs

    ach zapomnialbym jeszcze najwazniejsza sprawa

    jak ide juz przez ten market to chce filtrowac te promocje bo dzis wszystko jest promocja a jak przyjdzie co do czego to cena ta sama albo niewiele nizsza, ja chce promocji jak w uk gdzie place 1/3 i jeszcze za friko mi do polski przysla, polskie promocje sa ch… warte.

  • Crone

    Do wszystkich tęskniących do „starych dobrych czasów” – popatrzcie na swoich rodziców, pokolenia od 1940 do 1960 – ilu z nich dobrze obsługuje komputer lub potrafi bez pomocy nastawić DVDRecorder, nie mówiąc o zaprogramowaniu TV? Ilu ma smartfona? Wy też będziecie takimi dziadkami, którzy umrą z głodu, bo obsługa lodówki z internetowym dostępem do sklepu będzie dla was zbyt skomplikowana ;)