45

Płyty muzyczne na wyłączność w serwisach streamingujących? Jestem na nie

Rynek muzyczny wciąż się zmienia, nowości w świecie cyfrowej dystrybucji cały czas nie pozwalają wykrystalizować się ostatecznej wizji tego, jak będzie on wyglądał w przyszłości.

13 album Jay-a Z pojawi się tylko serwisie Tidal

4:44, bo tak nazywać się będzie nowy album artysty, ma mieć premierę 30 czerwca. Trafi tylko na Tidal i do użytkowników Sprint, dzięki nawiązanej niedawno współpracy między dwiema firmami. Nagorzej wyjdzie na tym niestety sam muzyk, choć oczywiście trzeba będzie trochę poczekać, by potwierdzić te spekulacje.

Zamknięcie grupy odbiorców może i jest korzystne dla samego serwisu – w końcu chociażby w świecie konsol to właśnie gry na wyłączność były głównym powodem do zakupu tego a nie innego sprzętu, w przypadku rynku muzycznego niekoniecznie musi się to sprawdzić. Tidal ma podobno 3 miliony płatnych subskrybentów. Podobno, bo po styczniowym ogłoszeniu danych, w sieci pojawiły się informacje, że subskrybentów jest tylko 800 tysięcy, a aktywnych użytkowników 1,2 miliona. Patrząc na wyniki konkurencji – czyli 140 milionów użytkowników i 50 milionów płacących w Spotify czy 27 milionów subskrybentów w Apple Music – wypuszczenie nowej płyty tylko w Tidal może być dla Jaya Z totalną klapą.

O ile oczywiście to ma w ogóle znaczenie

Swego czasu było głośno o Taylor Swift, która zrezygnowała ze Spotity. Ludzie odeszli z usługi? Nie – ta przestała rosnąć? Nie. Czy ktoś chcący posłuchać muzyki Swift miał problem w związku z jej odejściem ze Spotify? Nie – wystarczył YouTube – dla przykładu. Zadam jednak ważniejsze pytanie – czy to, że nowy krążek Jaya Z pojawi się na wyłączność w serwisie Tidal sprawiłoby, że mając do wyboru kilka takich usług wybralibyście akurat tę? Naprawdę przy tak dużych bazach muzyki jeden artysta ma jakiekolwiek znaczenie?

Problem jest jednak inny

I mówię o płytach na wyłączność dla serwisów streamingujących przy jednoczesnym braku albumów w jakichkolwiek innych źródłach. Bo świat cyfrowej muzyki jest już jasny, karty są rozdane – liczą się tylko serwisy z muzyką, sam nie znam już nikogo kto kupuje cyfrowe wersje płyt w sposób „klasyczny”. Jeśli więc któregoś dnia takie miejsca będą jedynymi, gdzie da się posłuchać nowych albumów, to może pojawić się problem, o którym mało się w tej chwili mówi. Jeden artysta wyda coś tu, drugi tam, trzeci jeszcze gdzieś indziej. I to nie jest tożsame z różnymi wytwórniami czy wydawcami. Tu blokowany będzie dostęp do albumu i wymuszana opłata abonamentowa za konkretny serwis. Czyli w pewnym sensie tak właśnie możemy płacić za płytę ulubionego muzyka czy zespołu – abonamentem.

Fizyczne nośniki na ratunek

W zasadzie jedynym obrońcą są fizyczne nośniki – wciąż jakoś trzymające się na rynku płyty CD i zdobywające coraz większą popularność płyty winylowe. Jeśli jedne i drugie nie znikną, nie będzie możliwy dostęp do muzyki tylko w formie cyfrowej, czyli automatycznie zniknie ewentualny problem płyt na wyłączność. O ile oczywiście artysta w ogóle zdecyduje się na wypuszczenie swojego albumu na fizycznym nośniku. Płyty sprzedają się coraz gorzej i winnych takiemu stanowi rzeczy jest kilka kwestii.

Po pierwsze dostęp do muzyki – serwisy streamingujące nie są drogie, a jeśli nawet ktoś w ogóle nie chce płacić – może po prostu skorzystać z wersji darmowej. Do tego YouTube, gdzie na oficjalnych kanałach znajdziecie single, a czasem i pełne krążki. I mówię tu o oficjalnych, legalnych źródłach – na YT pełno jest klipów wrzuconych ta po prostu i myślicie, że ktokolwiek zastanawia się nad ich legalnością? Są, to są – automat je ściągnie, znajdzie się inny link. Jaki jest więc sensu kupowania płyty skoro w legalny sposób można jej posłuchać w sieci? Do tego dochodzą jeszcze oczywiście torrenty i inne źródła, z których można pobrać muzykę. Krążki kupują już tylko pasjonaci, więc nie zdziwię się, że któregoś dnia najpopularniejsi artyści zrezygnują z fizycznych nośników, w końcu i tak zarabiają przede wszystkim na koncertach, gadżetach.

Ale jednak się boję

Póki co tego typu działania są wyjątkami i mają na celu promowanie jakiegoś serwisu. Niedawno Taylor Switft wróciła na Spotify wiedząc, że przed wydaniem nowego krążka jest jej potrzebna każda forma promocji. Pytanie ile właściciel serwisu streamingującego jest w stanie zapłacić za płytę na wyłączność i czy wszystkim będzie się to kalkulować?

Nie da się ukryć, że serwisy oferujące dostęp do muzyki zmieniły branżę i nic nie będzie już takie samo. O ile jeszcze jednak kilka lat temu wiele osób traktowało je jako ciekawostkę, dziś nie ma już wątpliwości – serwisy nie znikną, a dla naprawdę wielu osób stały się najbardziej naturalnym sposobem na słuchanie muzyki.

grafika

  • kofeina

    Jay-Z to na pewno jeden z tych artystów, który może być przez wielu uważany za „tego ulubionego”. I może parę osób przejść z powodu tej jednej płyty do Tidala.

    Mam Tidala, bo mam Play. I naprawdę takie rzeczy jak szybsza dostępność do nowej płyty Radiohead sprawiają, że jestem zadowolony, że akurat ten streaming używam. I to mimo tej bogatej w miliony utworów biblioteki – bez tych kilkunastu utworów równie dobrze w danej chwili mogłoby jej nie być.

  • Neliel

    Tak długo jak na wyłączność idą takie no-name’y problemu nie ma.

    • Wojtek

      Może dla Ciebie no-name’y, ale prawda jest taka, że Jay-Z ma ogromną społeczność fanów i jest rozpoznawalny na całym świecie. Więc na pewno znajdzie się spora ilość ludzi niezadowolonych.

    • Rafał Adaszyński

      Koledze chodziło o nazwy mniejsze niż np. U2 czy Rolling Stones – i ma w tym wypadku rację :)

    • Neliel

      Gdyby nie to, że parę razy się przewijało, że założył Tidala to bym mógł teraz z czystym sumieniem powiedzieć „pierwsze słyszę”.

    • Jack Morgan

      Ale nie mozesz! Niech to szlag, nici z hipster credu.
      Bez obaw, zaloze sie, ze nastepnym razem jak pojawi sie nazwisko jakiegos artysty, ktorego wiekszosc ludzi zna, ty bedziesz mogl nas poinformowac, ze nie masz pojecia kto to i zaraz poczujesz sie lepiej.

    • Neliel

      Niech to szlag, nici z hipster credu

      Słucham?

  • Rafał Adaszyński

    Ja znam tylko kilka osób, które chcą płacić za Spotify. Większość wybiera Bandcamp, Youtube i fizyczne nośniki, więc pisanie o „rozdanych kartach” uważam za spore nadużycie. Brakło spojrzenia z innej perspektywy.

    • Jaka kategoria wiekowa?

    • Rafał Adaszyński

      25-35. Młodsi raczej opierają się na piractwie, starsi na fizycznych wydawnictwach – tak wynika z moich doświadczeń.

    • LinekPark

      Mam mniej lat, a kolekcja muzycznych CD spora… Większość w aucie, dziś w domu słucham: https://uploads.disquscdn.com/images/d689a981ccb9b313b9ae7454532c5c058770a260f54e478682593fb0902ae558.jpg

    • Alot

      Jeśli większość Twojej kolekcji CD jest w aucie, to powątpiewam w jej wielkość.

      Chyba, że masz Vana z bagażnikiem przeznaczonym na CD.

    • LinekPark

      Powoli rośnie. :D Na razie koło 30 płyt. 206 to nie van. ;)
      Ps
      30 wyniki matur i premiera krążka Stone Sour, oby było w Empiku, bo ostatnio nie zawsze mają premiery. Alestorm i Dragon Force nadal trudno dostępne.

    • Kuba S

      Argument z dupy :) ja znam 3 osoby, które opłacają Spotify rodzinne. Jestem jedną z nich :P Kto nie chce piracić i jest wygodny zapłaci za Spotify/GPM/Apple. Tylko jakaś wyimaginowana ideologia piaskownicowego rewolucjonisty będzie zawsze na NIE.

    • Rafał Adaszyński

      To nie był argument, tylko moje spostrzeżenie.
      I nie, nie chodzi o „piaskownicową rewolucję”, tylko o potrzebę słuchania mniej komercyjnej muzyki, jak i wspierania artystów i inicjatyw, które nie są nastawione wyłącznie na zysk. Spotify oferuje wręcz złodziejskie warunki, a przedstawia je z wielką łaską imperatora. Odechciewa się płacić takiej firmie, gdy wiesz, w jaki sposób się dorabia.

  • useRlf

    Być może kiedyś dojdzie do tego, że serwisy streamingowe staną się po części wytwórniami grupując w swoich stajniach artystów. Tak jak Netflix, który zamiast kupować drogie licencje postawił na swoje produkcje.

    • Może tak być i wcale bym się nie zdziwił. O ile oczywiście mają na to pieniądze.

    • mleczaj wełnianka

      Nie trzeba być wytwórnią by mieć artyste na wyłączność – wiec powstaje pytanie: „po co mieli by to robić” ? Co więcej sa w stanie przez to osiągną?
      Filmów do muzyki bym nie porównywał. Kompletnie inna skala przedsięwzięcia.
      Twórca samodzielnie w zaciszu domowym filmu nie zrobi. A album muzyczny może.

    • useRlf

      A choćby po to żeby ominąć kosztownego pośrednika w postaci obcej wytwórni, której trzeba odpalić działkę za prawa do odtwarzania utworów.
      Wyprodukowanie albumu to stosunkowo mały koszt w porównaniu do całego marketingu związanego z wydaniem płyty (teledyski, artykuły, wywiady, itp.). Mając bazę stu milionów użytkowników serwis może sobie już pozwolić na całkiem skuteczną akcję promocyjną.
      Ale oczywiście na to wszystko potrzeba kasy. Dopóki Spotify przynosi straty taki scenariusz jest mało prawdopodobny.

    • LinekPark

      :D
      Są niezależni i dobrzy, choćby w Polsce – Phedora, Nasty Crue. https://uploads.disquscdn.com/images/d1f0976f19ddf33b738598341baaf68f8d96d940d8560d989c54b45c63d87049.jpg
      Pięknie to wygląda. 0 kodów kreskowych, domowa produkcja, ale płyta kozak, świetne recenzje zbiera.

    • useRlf

      Nie wątpię, że są dobrzy, sprawdzę po pracy ;] Są dziesiątki zespołów bijących na łeb cały ten badziew lecący z radia. I o 99% z nich nigdy nie usłyszymy. Prawda jest taka, że artysta choćby nie wiem jak byłby dobry potrzebuje promocji i wsparcia. Bez tego utonie w morzu śmiecia. Jasne, że na początku fajnie jest być młodym, zdolnym i niezależnym ale w pewnym momencie trzeba wyjść na szerokie wody żeby się rozwinąć (a oprócz tego zarobić godny grosz na swojej twórczości bo z czegoś trzeba żyć).
      Ja jestem leniwa dupa. Coraz częściej łapię się na tym, że jeśli czegoś nie ma na spotifaju to po prostu tego nie słucham…

    • LinekPark

      Phedora mocno się wybiła, a dopiero pierwszy krążek. Teraz pracują nad nowym materiałem, w sobotę pierwszy utwór z nowego krążka puszczą w obieg.

  • Mnie osobiście nie odpowiada żadna z usług. Żadna z nich nie ma faktycznie wszystkiego czego słucham, ba jest nadal masa utworów nie dostępna (Prince – Purple Rain – taki przykład). Trzeba poczekać jeszcze jakiś czas, aż na rynku zostanie jeden – dwóch graczy, którzy będą mieć wszystko.

    • Ciekawe, czy w przypadku Twojej biblioteki zmieni się to z czasem. Ja przy początkach polskiego Spotify też miałem problemy, bo nic nie było z kręgu moich. Cały czas się poprawia, a jak czegoś nie ma – rippuję, wrzucam na lokalne pliki i puszczam w telefonie z poziomu Spotify.

    • Nie zmienia się to od początku. Cały czas czekam aż ktoś się dogada z Sony Music i udostępni bibliotekę artystów azjatyckich. Bo na chwilę obecną jest ich garstka (T.M Revolution dla przykładu, chociaż i tak nie wszystkie utwory). A sprowadzanie płyt z Japonii do tanich nie należy.

    • laser raptor

      O, a znasz jakieś fajne zespoły śpiewające w języku Japońskim? Najlepiej metalowe, bez elektroniki.

    • Metalowych nie znam, ale możesz sobie przejrzeć artystów grających na inazuma rock festival. Może znajdziesz coś dla siebie.
      Ja poznaję nowych (dla mnie) artystów, dzięki soundtrackom z anime xD Kiepski to sposób, ale lepszego nie znam

    • laser raptor

      No, w sumie niektóre piosenki z anime są spoko. Ale ciiii xD

    • Daniel

      https://open.spotify.com/track/54X78diSLoUDI3joC2bjMz

      Pewnie że Purple Rain jest dostępny.

    • A to przepraszam, jak sprawdzalem ze 3 miechy temu, to nie bylo ;]

    • Daniel

      Od kiedy zmarł prawa do utworów ma tylko wytwórnia (chyba) i dlatego wylądowały w streamingu.

    • Tak czy inaczej, fajnie że jeden z jego najlepszych utworów w końcu jest dostępny. Dziękuję! ;]

    • zapadazmrok

      Google Muzyka ma i Purple Rain i T.M.Revolution i UVERworld i Momoiro Clover Z i SPYAIR i … Zerknąłem sobie na ten inazuma rock festival i w minutę tyle wyszukałem. Pewnie jest ich więcej.

    • LinekPark

      Oj więcej, więcej. Tam jest najwięcej, można kupić pojedyncze albumy, pobrać. Jest od razu w fonie, działa bardzo dobrze, w tym słynne u maruderów przewijanie. Wg mnie najlepsza z opcji. https://uploads.disquscdn.com/images/81e2c3a18222d1584de755496f563d04f06fa9d02250a2a746ccd26c323e8f09.png

  • QWERTY

    Dlatego między innymi od usługu stremennigu muzyki trzymam się z daleka

    • LinekPark

      Ja lubię skorzystać z GPM, by posłuchać albumu przed kupnem CD.

  • Diabell

    Walka na wyłączność to z pewnością nie jest to, co przysporzy fanów usługom streamingowym. Wielu słuchaczy interesuje szerokie spektrum gatunków i wykonawców, więc jak to pogodzić, gdy nie wszyscy będą dostępni w danej usłudze? Opłacanie kilku na raz, nawet jeśli nas stać, wygodnym nie jest, bo jak utworzyć wspólną playlistę dla Tindera, Spotify i innych? Zanosi się więc, że jeszcze jakiś czas prywatna kolekcja muzyki na nośnikach fizycznych czy też w zripowanej formie cyfrowej będzie niezastąpiona.

  • Bękart Mroku

    Wykupisz na miesiąc usługę z exclusivem osłuchasz się i wrócisz do ulubionej usługi;-)
    W muzyce to nie jest tak widoczne jak w filmach/serialach. Tam jest źle i będzie jeszcze gorzej. Aby mieć wszystko będzie trzeba płacić 10 abo. Albo co miesiąc zmieniać serwis i oglądać zaległości :-)

    • LinekPark

      Ta i będę kupował znów, by wrócić do czegoś?

    • Bękart Mroku

      A co innego zrobisz? Możesz zbojkotować artystę. Jeszcze możesz płytę kupić, pytanie jak długo jeszcze będą płyty.

    • LinekPark

      Nadal pełno CD w sklepach i necie. Nowi i dobrzy dają płyty w wielu źródłach.

  • DamGal

    Czy autor tekstu jest za grami na wyłączność konsol? Jeśli tak to trochę hipokryzją zalatuje sposób jego argumentacji.

  • Elmot

    Przecież to było dość oczywiste i przewidywalne posunięcie. Raz, miał już na koncie podobną akcję z Samsungiem (ostatnia płyta z 2013 r), dwa, że skoro Beyonce wspiera biznes swojego chłopaka/męża wydając ostatni album na wyłączność dla Tidal, to chyba jest oczywistym, że on też tak zrobi. Oczywiście obawy co do przyszłości streamingu i pojawiania się artystów „na wyłączność” są uzasadnione, ale akurat Jay Z jest tutaj raczej słabym przykładem.

  • damianglu

    Kurcze strasznie niesmaczne zagranie. Nie było Beyonce do tej pory poza Tidal ale przecież nie bede tam zakładał konta jak wole swoją usługę. Narazie nie ma dramatu. Taylor Swift, Beyonce i Kanye West oraz Drake (których ostatecznie dało się po miesiącu posłuchać wszędzie) no i teraz JayZ. Sami prawie od szefa Tidala wiec może niech ten durny serwis padnie i się ta szopka skończy.

  • dnc

    Jay z z tego co wiem jest współwłaścicielem Tidala. Stąd też jego działanie. Czy na tym zyska czy straci? To jest kwestia umowna. Finansowo może tak, ale pamiętajmy, Tidal był stworzony właśnie dlatego bo inne serwisy jak YT i Apple płaca bardzo marnie za streaming. Po za tym nie ważne jest ile ma użytkowników, ale ile płacą? Tidal np oferuje kilka ciekawych funkcji jak streaming o podwyższonej jakości, własna aplikacje czy wreszcie płyty w formacie MQA. Miałem jeszcze w zeszłym roku Google Play i tam jakość dźwięku średnia. Trzeba korzystać z aplikacji webowe, która nie obsługuje karty muzyczne na wyłączność. Nie mogę zrobić tak, że rodzina np słucha radia z sieci a ja muzyki z Tidala. Te funkcje mnie przekonały by po okresie testowym zostać. I jak na razie jest zadowolony.