flaga piracka
55

Polscy badacze: walka z piractwem nie ma sensu, bo nie zwiększa to sprzedaży

Powraca temat szkodliwości piractwa, spór w tej sprawie toczy się naprawdę długo i nie brakuje osób, które są w stanie zaciekle bronić swoich racji. Pojawiają się też kolejne badania dowodzące, że zjawisko jest szkodliwe lub... nie ma większego znaczenia dla sprzedaży. Tym razem przykład z tej drugiej półki odnoszący się do polskiego rynku książki. Wnioski wydają się w miarę oczywiste: ściganie piratów nie ma sensu, bo nie przynoszą oni szkód ekonomicznych.

Piractwo zabija biznes wydawniczy, filmowy, growy, ale też modowy czy farmaceutyczny – pewnie każdy spotkał się z takimi opiniami. Mają potwierdzenie w rzeczywistości? Cóż – to zależy. Istotne jest to, by nie wrzucać wszystkich tych segmentów do jednego worka i nie mierzyć ich jedną miarą. Zjawiska z branży obuwniczej nie muszą się przekładać w skali 1:1 na rynek gier. Mówienie o piractwie jako całości i to w globalnej skali może wywoływać kontrowersje. Ale w przypadku rzeczonego badania mamy jeden kraj i konkretny segment kultury czy biznesu: polski rynek książki.

stos książek

Badacze, którym przewodził dr hab. Michał Krawczyk z Wydziału Nauk Ekonomicznych UW, zbierali dane dotyczące sprzedaży książek wydanych w Polsce w roku 2016. Do eksperymentu wybrali ich 240, pochodziły z 10 wydawnictw, mowa o zróżnicowanych pozycjach reprezentujących odmienne gatunki. Książki dobierano w pary, miały być do siebie w miarę podobne i zakładano, że ich sprzedaż będzie porównywalna. Następnie losowano: jedna z publikacji była poddawana ochronie antypirackiej, druga nie. Wydawnictwa miały się dostosować do wyników losowania i nie ingerować. Do badania włączono agencję, która przez rok monitorowała sytuację i starała się usuwać pirackie wersje 120 tytułów. Ponoć była w tym skuteczna. Sam proces wydaje się w miarę prosty. A jakie były efekty?

Okazało się, że sprzedaż książek w parach była podobna: piractwo nie zaszkodziło tytułom, które nie były chronione. A walka z nim nie musi być opłacalna, bo chronione pozycje nie zyskały. Ciągłe usuwanie pirackich treści czy pociąganie piratów do odpowiedzialności wiąże się z kosztami, które niekoniecznie zostaną zrównoważone przez wyższą sprzedaż. Niektórzy zakrzykną pewnie: wiedziałem! Ale w tym miejscu warto dodać, że w badaniu wzięło udział 10 wydawnictw z 70 zaproszonych. Nie ma pewności, że wyniki byłyby podobne, gdyby więcej firm przyłączyło się do tej próby. I czy taki sam wynik odnosiłby się np. do kilku bestselerów? Może w przypadku niszowych książek, zwłaszcza specjalistycznych, piractwo faktycznie nie odgrywa większej roli. Ale co z popularnymi pozycjami poszukiwanymi przez większą grupę czytelników?

kartki książki

Na dobrą sprawę, wyniki tych badań nie muszą świadczyć o tym, że Polacy uczciwie podchodzą do tematu, że piractwo im się znudziło – może raczej potwierdzają to, o czym mówi się od dawna: poziom czytelnictwa spada. Im mniej czytających, tym mniejszy problem z nielegalnym rozprzestrzenianiem treści. Wideo jest bardzo popularne i widać wyraźnie, że piraci nieźle sobie poczynają na tym polu. Rynek jest też mocno nasycony książkami, nierzadko bardzo niskiej jakości, ceny niektórych produktów (bo trudno nazwać to książką) są dość atrakcyjne, ludzie wybierają też papierowe wersje, a te są zazwyczaj sprzedawane legalnie. Zjawisko jest naprawdę złożone.

Możliwe, że dostaliśmy czarno na białym potwierdzenie, iż sprzedaż książek nie rośnie, jeśli z Internetu usuwane są pirackie kopie, że piractwo ma niewielki wpływ na ten segment i jego rola jest przeceniana. Ale nie oznacza to, że do zjawiska powinniśmy podchodzić normalnie – to nadal jest nieetyczne.

  • The Simpsons – The FBI arrests Homer for movie piracy
    https://www.youtube.com/watch?v=jzyLHrp0Mcw

  • Adrian Nyszko

    Jakby gry kosztowały 60 tak jak na zachodzie, a nie jakieś 250 to na torenta już by sie nie zaglądało

    • zakius

      jakby były wersje demo to by zdecydowanie nie zaszkodziło
      ale większość gier tak źle się prezentuje, że nawet kombinować żeby demo ściągnąć się nie chce, a tym bardziej płacić za to

    • Gamer

      Wiemy wiemy… tylko lumia i gry z lat 80tych. Niestety ale w przeciwienstwie do ciebie nie jesteśmy bezdomnymi ciotami i nie lubimy byle czego:)

    • xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      Czyli można usprawiedliwić złodziei np. drogich samochodów, bo gdyby samochody były tanie to by ich nie kradli?
      To co jest nie tak z ludźmi, którzy dalej ściągają nielegalnie muzykę czy seriale?
      Spotify, czy Netflix kosztują grosze, a cebulaki i tak wolą „darmowe” rozwiązania…

    • „Spotify, czy Netflix kosztują grosze” To samo dotyczy literatury – masa (tej dobrej) jest dostępna w niskiej cenie, a ludzie powtarzają, że nie czytają, bo to drogie…

    • trenda ten

      Książka tania? Ceny oscylują w okolicach 40 zł a elektroniczne legalne abonamenty można mieć za np 35 zł miesięcznie. Więc biblioteka elektroniczna jest miesięcznie tańsza od jednej książki a można przeczytać dużo więcej przez ten miesiąc.

    • No, ale sam w tym momencie przyznałeś, że czytanie jest tanie

    • trenda ten

      Tyle, że kto wie o np. legimi? Oprócz mnie i mojej narzeczonej to w „realu” nie spotkaliśmy nikogo kto wie o czymś chociażby podobnym. A jak ludzie idą do księgarni to widzą 35, 40, 45. I dlatego uważają, że drogie.

    • Bękart Mroku

      Legimi też nie jest lekiem bo nie ma tam wszystkiego :(

    • trenda ten

      Ogólnie to jestem z tych osób które uważają, że nie trzeba przeczytać wszystkich książek, obejrzeć wszystkich filmów i przejść wszystkich gier. Nie mam czasu aby czytać wszystkie książki które zostały wydane. Akurat przytoczone legimi ma circa 10000 tytułów gdzie mi spodoba się może z 1000. Jak przeczytam u nich wszystko co ciekawe mi się wydawać będzie to pójdę do konkurencji. Z tego samego powodu dalej mam x360 bo tam też jest dużo ciekawych gier, w które jeszcze nie grałem.

    • Bękart Mroku

      Nie chodzi mi o przeczytanie wszystkiego co wydali. A o jedno źródło książek. Żeby nie szukać tylko wejść i móc czytać. Ot lenistwo starszego pana 😛

    • Adrian Nyszko

      Nie że drogie ale czasu na to nie ma

    • shounen

      może nie bardzo znasz polaków, jak dostajesz pensje to 100% idzie na opłaty czy życie, chyba że mieszkasz z rodzicami czy coś to wtedy sobie kupisz książkę czy nawet trzy

    • Adrian Nyszko

      Akurat złodzieje w Polsce najbardziej upodobali sobie tanie złomy, bo szybko na części sprzedadzą. A te serwisy do seriali dobre są, ale jak mnie nieserialowemu spodobało się raz z 5 seriali to akurat sie trafiło tak, że są one na 4 różnych serwisach, no to nawet nie chciałoby mi sie na każdy z osobna wchodzic

    • Janusz i Grażyna

      Złodziej samochodu go kradnie, a nie kopiuje. Widzisz różnicę?

    • hjgvcygv

      Pomijając jedną kwestię… złodziej samochód ukradnie, pirat nie. Wracasz rano do garażu, samochodu nie ma(ponosisz stratę). Skopiujesz muzykę to straty nie masz(oryginał pozostaje nietknięty). Jest jeszcze kwestia tego że skądś trzeba to pobrać. Ktoś kto to udostępnił zapłacił pieniądze i wrzucił do sieci(więc odpada argument, że ja bym swojego samochodu nie pozwolił tak skopiować). Piractwo to nie zawsze kradzież. Jeśli bez możliwości pobrania pirata byś kupił np. grę to można to uznać za kradzież(brak zarobku, który by był), jeśli i tak byś jej nie kupił to, to tylko piractwo(wydawca i tak by nic nie zarobił, a chociaż se reklamę zrobi).

    • Gamer

      Co nie zmienia faktu, ze korzystasz z czegos, do czego nie masz prawa korzystac, poniewaz nie zakupiles, wiec jestes kryminalisca. Polamac zebra i do kanału:)

    • hjgvcygv

      Kryminalistą ;) uznaję to trochę za pochwałę(ale tylko w tej kwesti :P).
      Nie kupuję bo drogie(ale ściągam, więc dam odpowiednią notę/reklamę w sieci), kupuję na promocjach(więc wydawca zarobi), nikt nic nie traci. Napisz kiedy do mnie jedziesz, wyjadę z kraju(nie chcę wylądować w szpitalu) :D

    • Gamer

      Nie jesy drogie, tylko jestes biedny. Nie mowie, ze mondeo jest drogie (chociaz 80% cebulakow na to nie stac), ale Panamera wedlug mnie jest droga.
      Reszta twojego wpisu to brednie gimbusa:)

    • hjgvcygv

      Gimbazę mam kilka lat za sobą(i się z tego cieszę), fakt, nie zarabiam ale 160 za grę to jest trochę kasy. A reszta wpisu… napisałem jak ja robię i co myślę o tym.
      Zerknąłem o czym(„mondeo”) piszesz. W grę nie grasz, książki nie czytasz, filmu nie oglądasz przez kilka lat.

    • Gamer

      Zerknąłem o czym(„mondeo”) piszesz. W grę nie grasz, książki nie czytasz, filmu nie oglądasz przez kilka lat. – ze jak? Gram, czytam, w kinie jestem co tydzien. Na ksiazki i gry wydaje srednio 200-300 zl miesiecznie, ale to tez nie jest jakiś deal…

    • hjgvcygv

      Nie zrozumieliśmy się. Chodziło mi o to że samochodem jeździsz przez kilka lat, więc cena nie jest aż takim problemem. Płacisz sporo, ale większość jednorazowo. Z tej samej gry/książki/filmu nie będziesz czerpać takiej samej przyjemności przez kilka lat.

    • Mariusz

      porównujesz cenę samochodu do ceny książki? powiedzmy polak kupuje raz na 6 lat auto za 10 tys, średnio wychodzi 140 na miesiąc, a książka 30-40 zł.. widzisz różnicę?

    • hjgvcygv

      Nie każdy kupuje za 10k. Książka za 40 zł ma cenę ok, ale zauważ że film blu-ray(czyli standard HD/FHD) lub w miarę nowa gra(ale już jakiś czas po premierze) są droższe. Zazwyczaj gra kosztuje więcej niż te 140. Film chyba 100 zł(ale tu trochę strzelam). Dochodzi też kwestia, że samochód jest z części fizycznych(więc płacisz za projekt, części, złożenie). Gra/film są w postaci cyfrowej(pierwszy egzemplarz jest bardzo drogi, a skopiowanie to kilka zł za szt.). Więc gdy koszt produkcji się zwróci mogliby zbić nieco cenę(przykładem może być titanfall 2, który przez kiepską datę premiery szybko staniał do 100 zł).

    • Gamer

      Titanfall stanial bo nikt w to nie chce grac (kogo to dziwi). Diablo 3 po 6 latach jest drozsze:)
      Kto normalny jeszcze kupuje filmy na blue ray… oplacam hbo go, netflixa, w kinie jestem co tydzien..

    • Flamer

      a czemu nie codziennie w kinie? za drogie?

    • Gamer

      Ale samochod to min 50 tys zl w cashu, natomiast gra to 150 zl, ksoazka 40 zl…

    • xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      Nic głupszego dzisiaj nie czytałem. Niech zgadnę masz 14 lat?

    • hjgvcygv

      Nie. A co w tym jest głupiego?

    • xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      Kiedyś zrozumiesz

    • Adi

      To może wytłumaczysz? Bo mnie przekonuje argumentacja @hj@hjgvcygv:disqus. Piractwo to nie kradzież (wg definicji „zabór cudzej rzeczy w celu przywłaszczenia”).

    • xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      To licencja określa czy możesz sobie coś skopiować czy nie. W Polsce jest jak w lesie i chroni się złodziei. Na szczęście w innych cywilizowanych krajach jest inaczej.

    • hjgvcygv

      Pomijając nieskuteczność szukania piratów to skoro za kradzież uznawane jest pobranie gry(i według KK jest to karalne), to powinno być tak samo z filmami, muzyką, ebookami, grafikami itp. Gdzie masz tu logikę?

    • anemusek

      To jest, że to nie warte tych groszy i do tego rynek jest regulowany przez zmowę więc praktycznie to klient jest okradany.
      To po pierwsze po drugie to nieporównywalne z kradzieżą np samochodu. Ciężko to porównywać w ogóle z kradzieżą.
      To trochę tak jakbyś kupił samochód i ktoś cię nazwał złodziejem bo śmiałeś podwozić znajomych do pracy (jedziecie w jednym kierunku). Przecież to złodziejstwo i zbrodnia, bezczelne okradanie producentów samochodów bo znajomi powinni kupić swój samochód.
      Przykro mi ale nie masz żadnych argumentów by mnie przekonać to swoich tez i bluzgów.

    • xDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDDD

      Uśmiałem się xD

    • Bękart Mroku

      Nawet nie chodzi o koszt. Często wygoda. Zobacz chcę obejrzeć „Grę o Tron” muszę mieć HBO, chcę obejrzeć „Breaking Bad” muszę mieć Netflix. Co miesiąc 2 płatności 2 serwisy do ogarniania. Szukaj co jest na którym. Wchodzę na torrenty i mam wszystko w jednym miejscu. 5 minut i ściągnięty do offline film. Często więc wygoda decyduje nie cena.
      Jakby był jeden serwis ze wszystkim nawet za 100 czy 200 z premierami kinowymi to by zwalczyło piractwo.

    • Coś czuję, że jednak by zaglądali. Bo sześć dyszek to zawsze więcej niż zero…;)

    • Adrian Nyszko

      W pudełku za tyle to jak najlepsza promocja, która i tak jest niższa niż przy łaskawych promocjach na steamie czy innym badziewiu

    • doogopis

      No co ty,przecież na zachodzie gry nie są wcale takie tanie,jeśli chodzi o nowe gry! 60 to chyba euro piszesz!

    • Adrian Nyszko

      Tańsze ze 3-4 razy, bo gdybyśmy my mieli tak samo to przy zarobkach 1800zł gry by tak aamo były warte 60zł

    • hjgvcygv

      Coś w tym jest. Overwatch 160, Watch_Dogs 2 160. Titanfall 100. Na co mnie stać to kupię, na co nie to ściągnę z neta. Jak będzie tanio na wyprzedaży to kupię, zapewne nie tylko ja tak robię.

  • doogopis

    „Piractwo zabija biznes wydawniczy”
    Ciekawe jak? To biznes,komercja wszystko zabija! Gdy za muzyke i gry biorą sie biznesmeni! Problem piractwa w ogóle nie istnieje! Jest tylko rodmuchany przez osoby które zarabiają na muzyce by zwiększać zysk!
    Przecież czy pobiore gre czy nie,to żadnego wpływu nie ma na ilość sprzedanych gier! To zaiks kradnie miliardy,nie ja! Jakoś o wysokich cenach żaden hipokryta nie napisze! To temat tabu na blogach! Zaraz przyjdą płaczki co bedą stękać jak to programiści na chleb nie mają! Nie mają,to niech do łopaty wypierd.lają!

    • BloodMan

      Sio od programistów.
      Reszta +1

  • Michał Zemełka

    Nic nowego: ” Coelho has long been a supporter of illegal downloads of his writing, ever since a pirated Russian edition of The Alchemist was posted online in 1999 and, far from damaging sales in the country, sent them soaring to a million copies by 2002 and more than 12m today.” Źródło: https://www.theguardian.com/books/2012/feb/01/paulo-coelho-readers-pirate-books

  • shounen

    niech zaczną drukować pensje dla pracowników i obniżą ceny, a jak nie to niech spier… to nie wina polaków że są biedni, pracodawny nam nie płacą, rząd jest gówniany, system gospodarczy też traktuje nas nie fair itd.

  • koder0

    Jakkolwiek to nie zabrzmi, odkąd wyjechałem na stałe z Polski, dałem sobie spokój z piractwem. Wyjaśnienie proste, stać mnie.

  • anemusek

    Tak naprawdę rynek od dawna jest kształtowany przez bufor w postaci bibliotek, które działają na niego równie zbawiennie jak „piractwo” więc tu w mainstreamie nie ma prawa być żadnego wpływu na sprzedaż (nie tylko w fłównym nurcie bo efekt dla wydawców się uśrednia). Dokładnie taki sam efekt wprowadzają popularne stare środki dystrybucji (radio i telewizja) na rynku audio wideo. Rynek gier już dawno przestał wyglądać jak sprzedaż dóbr zamieniając się w sprzedaż usług więc tu też nie będzie w żadnych badaniach widać negatywnego efektu. Ogólnie mechanizmy rynkowe już bardzo dawno temu zdyskontowały jakiekolwiek negatywne efekty piractwa, a obecnie jego negatywną legendę demonizują pewne środowiska, które wytworzyły w ten sposób swoją niszę biznesową i traktują to (demonizowanie piractwa) jako sposób na podpięcie się pod sukces poszczególnych branż i czerpanie pełnymi garściami z ich zysków 9np branża prawnicza czy zabezpieczeń itp)

  • BloodMan

    Bo generalnie to wszystko jest nie tak.
    Największym hamulcem przemysłu rozrywkowego (głównie filmowego, telewizyjnego i muzycznego) są dystrybutorzy – i generalnie właściciele praw. Prosty przykład: nie mogę obejrzeć w kinie powiedzmy Alien:Covenant – różne powody, czas nie sprzyja, kino daleko, urlop, choroba, cokolwiek. Chcę obejrzeć teraz. Szukam… No są kina W POLSCE co jeszcze grają. Inne nie grają bo teraz grają już coś innego. To mam jeździć turystycznie? No chciałbym wziąć te 20 złotych (albo 14 jak w kinie co mam blisko) i je wydać na film. Nie mogę. Nie ma gdzie.

    Dlaczego nie mogę sobie ściągnąć (nawet pirackiego) filmu i za niego komuś (no dystrybutorowi) zapłacić 14 zł? Albo 10 zł – bo a) nie trzeba po mnie sprzątać, b) projektor nie chodzi, c) obsługa kina nie musi za mnie pracować, d) prądu w kinie nie zużywam itd. itp. Dlaczego nie mogę?
    Bo pazerni dystrybutorzy nigdy na to nie pozwolą. Zamiast tego lepiej obwiniać wyimaginowanych piratów za wyimaginowane straty których nigdy by nie odrobili bo film jest kompletną porażką i nikt tego nie chce oglądać (to akurat nie po Alienie – bo przecież go nie widziałem) – ale takich przypadków było wiele.

  • Maciej Janoszko

    Tej dyskusji nie da się rozstrzygnąć, ponieważ w rzeczywistości nigdy nie dojdzie do skrajnej sytuacji: tzn. braku oferty pirackiej lub absolutnego braku zabezpieczeń. Można więc zgadywać, czy i jaki wpływ mają ograniczenia antypirackie na ilość zakupów. Obrońcy prawa autorskiego posługują się dyskursem „utraconej korzyści”, która jednak nie przekłada się 1:1 na ewentualność zakupów. To, że ciężko dorwać pirata danego dzieła, nie musi oznaczać, że każdy zainteresowany rzuci się na oryginał. W przypadku książek sprawa jest nawet bardziej skomplikowana, bo dochodzi jeszcze różnica jakości pomiędzy oryginałem a kopią, która jest wykonana w zupełnie innym formacie. Nie każdy lubi skany w pdf, nie każdy postawiłby sobie na półce kserokopię „Mistrza i Małgorzaty”.

    • Usher

      Nie każdy lubi skany w pdf, nie każdy postawiłby sobie na półce kserokopię „Mistrza i Małgorzaty”.

      Słusznie zauważyłeś specyfikę książki, ale podane przykłady są nieadekwatne, nie określają właściwie różnicy jakości.
      Skany w pdf są najczęściej koszmarne ze względu na jakość OCR (błędy rozpoznawania tekstu, przeniesień czy akapitów), a jeszcze gorsza bywa jakość ich konwersji do formatu ebooka. Czytelność taki skan ma zatem tylko na wystarczająco dużym ekranie. Jednak większość oficjalnych wznowień w formacie ebooka ma podobne błędy, bo z braku przydatnej cyfrowej kopii składu też bazuje na skanowaniu, OCR i konwersji, a weryfikacja nie wychwytuje wszystkich błędów. Z kolei w przypadku nowych wydań, gdzie ten sam program może zrobić skład i do druku, i bezpośrednio do ebooka, jedno i drugie często jest niechlujnie zredagowane – są błędy tłumaczenia, błędy ortograficzne, literówki…
      Przykład „Mistrza i Małgorzaty” jest szczególny, bo w tym przypadku mamy do czynienia z wieloma różnymi wydaniami – są to nie tylko przekłady różnych tłumaczy, ale też mnóstwo poprawek (niekoniecznie na lepsze) i uzupełnień (pierwotne wydanie było ocenzurowane). Ostateczny kształt dzieła pojawił się dopiero w XXI wieku, więc po antykwariatach i po internecie krążą głównie wydania stare. Miłośnik zapewne wie, że są wydania, w którym zaznaczono ingerencje cenzury, ale nie sądzę, aby istniało wydanie, gdzie uwidoczniono zmiany w redakcji przekładu (a to akurat łatwiej zrobić dysponując ebookami). Sam zatem nie postawiłbym kserokopii, tylko wydanie wydrukowane na domowej drukarce, we własnej redakcji i we własnej oprawie, ale kserokopie mógłbym sprezentować znajomym, jeśli kolorowe ksero jest tańsze od druku z atramentówki.

      Jak widać – ani książka, ani ebook nie są doskonałe, ale ebook w otwartym formacie (np. epub, fb2) może sobie poprawić sam czytelnik, a w książce pozostaje możliwość robienia uwag na marginesie bądź w interlinii. Chodzi zatem jakość w sensie dobrej redakcji i dobrego składu, a nie określonego formatu czy nośnika.

      W przypadku nagrań audio (np. muzyki) czy wideo (np. filmów) jest inne podejście. Poprawienie jakości dźwięku czy obrazu jest trudne lub niemożliwe, więc różnica jakości między oryginałem a kopią jest istotna. I znowu jedyne, co można w niektórych przypadkach poprawić, to tekst…

  • Tadeusz Kowalski

    Zgadzam się z tezą w artykule w 100%, ochronna piracka ma tylko sens ekonomiczny w przypadku treści które sprzedają się w większej liczbie egzemplarzy, materiały niszowe często nawet nie są piracone.

  • Andrzej

    sam wiem po sobie że jak mam dostęp do pirackich treści w dobrej jakości to znich korzystam. Do treści złej jakości nawet nie podchodze. A jak nie ma treści to poprostu zniej nie korzystam. Jak mam ochote to ide do kina bo mam ochote na fajne kino z dobrymi efektami gdzie indziej ich nie doznam i tyle w temacie pirat to ktoś kto od małego zna smak darmowej ksiazki mp3 filmu gry i nie zapłaci.

    • Darth Artorius

      Zapłacić lubię ale cenę rozsądną. U nas są w większości odjechane. Jak na nasze zarobki.

      Dystrybutorzy mają schemat. Kino. Płyty (BD, DVD), Płatne kanały, TV i VOD. Nie odejdą od niego bo każdy stopień generuje im zyski. Liczą na to że pójdziesz do kina, kupisz płytę (chociaż na prezent bo lepszy fizyczny), wykupisz płatny kanał, rzucisz okiem w TV (komercyjna dobije Cię setką reklam).
      Z kina nie zrezygnują bo przy filmie żywi się jeszcze gastronomia, właściciel obiektu w którym jest kino, mpk, taksówkarze, stacje paliw …

    • Andrzej

      tu nie chodzi o rezygnację z czegoś to nawet dobrze że schemat jest utarty i tylko jeden bo wiem zawsze że po 3-4 miesiacach od premiery moge filmu szukać na Dvd lub tam torrencie. Wszystko jest częscią naszego życia tak się ten świat kręci bo każdy jakąś pracę musi mieć od robola do prezydenta ;)