0

Persona 5 jest dokładnie tym, na co czekałem. Świetny tytuł

1,5 miliona wysłanych do sklepów kopii gry to w przypadku serii Persona niesamowity wynik. A takim może pochwalić się Persona 5 w swojej zachodniej wersji. Kompletnie się temu nie dziwię -gra jest kapitalna i nie potrafię się od niej oderwać.

Persona 4 Golden, czyli nieco odświeżona Persona 4 (PS2) w wersji na PlayStation Vita to jedna z najlepszych produkcji, w jakie kiedykolwiek grałem. Spędziłem z nią ponad 50 godzin i wspominam je jako fantastyczną przygodę, która na sam koniec obfitowała w wiele emocji. W tej serii więź z wirtualnymi bohaterami jest dość duża, trudno przejść więc wobec niektórych wydarzeń obojętnie – innymi słowy – Persona potrafi chwycić za serce. Świetnie bawiłem się też przy trójce, którą ogrywałem jeszcze na PlayStation Portable.

Persona 5 w wersji zachodniej (gra wcześniej pojawiła się w Japonii) powędrowała do sklepów w 1,5 miliona kopii, co jest kapitalnym wręcz wynikiem. Jak na taką produkcję oczywiście. Niby piąta część popularnej serii, ale popularnej w wąskim gronie odbiorców. Dlatego ten wynik robi takie wrażenie – oczywiście chętnie dowiem się ile z tych kopii faktycznie trafiło do graczy, ale jestem dobrej myśli. Trzeba też pamiętać, że Persona 5 nie ma za sobą ogromnej machiny promocyjnej i na przykład w naszym kraju nie słychać o niej w ogóle. Czyżby polski wydawca – Techland – nie wierzył w produkcję Atlusa?

Nie mogę się oderwać

W Personę 5 gram od kilku dni i nie mogę się od niej oderwać. Aczkolwiek będę uparcie utrzymywał, że pisanie recenzji po kilku, czy nawet kilkunastu godzinach zabawy byłoby w stosunku do Was nie fair. Gra co kilka godzin serwuje jakiś nowy mechanizm (często nowy dla całej serii) o widać, że będzie się rozkręcać cały czas. Co nie znaczy oczywiście, że nie mogę Was do Persona 5 zachęcić. A jest do czego.

Po pierwsze – czy warto zagrać w Personę 5 jeśli nie znacie poprzednich odsłon? Tak. Ostatnia duża Persona pojawiła się na PS2, później odświeżona na PS Vita – popularność PS4 jest jednak większa, przez co gra trafi do szerszego grona odbiorców. I nie martwcie się, że nie znacie fabuły poprzednich odsłon. Choć same Persony to podobne co wcześniej twory, opowieść jest zupełnie nowa. Czy fajna? Tak, choć jest to znany z serii schemat. Młody bohater trafia do nowej szkoły, poznaje nowych ludzi, odkrywa niesamowity, a zarazem dziwny świat, w którym towarzyszą mu Persony. I to właśnie on (czyli Wy) stajecie się osobą, która musi się zmierzyć z niebezpieczeństwem. A przy okazji tworzyć i pielęgnować więzi między bohaterami. Bo to jedna z najciekawszych rzeczy w serii Persona – budowanie relacji między postaciami. A jest to bardzo podobne do relacji w prawdziwym świecie. Spotkania, wspólne rozwiązywanie problemów, trochę empatii. Stary chłop ze mnie, ale zawsze się w ten element Persony wkręcam.

Persona 5 jest mocno przegadana, miejcie więc świadomość tego, że sporo tu czytania i klikania kolejnych dialogów. Sporo też walki, bowiem podobnie jak w poprzednich odsłonach walczymy w labiryntach (tu nazwano je pałacami). Walka to klasyk dla japońskich RPG –
jest turowo, z wykorzystaniem ataków specjalnych, jest zdrowie, są punkty SP do ataków specjalnych. Gra co jakiś czas wprowadza nowe mechanizmy walki, przez co pierwsze starcia wydają się proste i niezbyt wymagające, po kilku godzinach możliwości jest już tyle, że niektóre sposoby na przeciwników trudno spamiętać. Gdzieś tam z tyłu goni nas też czas, warto więc nie przesadzać z grindem i w miarę rozsądnie prowadzić rozgrywkę.

Stylóweczka

Nie sądzę, by PlayStation 4 było niezbędne do technicznego obsłużenia Persony 5. Gra nie zachwyca jeśli chodzi o techniczne aspekty, wygląda jednak świetnie. Jak to możliwe? Otóż całą robotę robi obrany przez twórców styl graficzny. Jest mocno komiksowy, mam wrażenie że gram w mangę/anime. Świetna sprawa, szczególnie, że co jakiś czas pojawiają się scenki przerywnikowe, która są…normalnym anime.

Persona 5 potrafi zachwycić zwartością, jest tu tak dużo pobocznych aktywności, że przy pierwszym przejściu na pewno nie spróbuję wszystkiego. Oczarowuje kreacja bohaterów, tu sympatie i antypatie pojawiają się już w pierwszych godzinach i w przeciwieństwie do innych gier, tych bohaterów zapamiętacie na długo. Będziecie bowiem uczestniczyć w ich rozterkach, codziennych problemach, ale i życiowych niepowodzeniach czy sukcesach. To specyficzne podejście do budowania relacji jest jedną z najciekawszych rzeczy w serii Persona i ponownie, wzorowo poprowadzono je w piątce. Zachęcam do zapoznania się z tym tytułem – nie napiszę, żebyście kupili go w ciemno, bo można się od Persony odbić (i nie jest to wbrew pozorom takie trudne), ale warto dać temu tytułowi szasnę. Ja mam wrażenie, że po skończeniu P5 będę ją wskazywał jako mocnego pretendenta do gry 2017 roku.