auta przy przejściu dla pieszych
99

Parkowanie w centrach miast mocno zdrożeje. Kierowcy będą wściekli…

Kierowcy nie będą zadowoleni z kierunku zmian. Przeciwnego zdania mogą być jednak piesi, mieszkańcy centrów miast i urzędnicy. Chodzi o parkingi, konkretnie o opłaty pobierane za parkowanie w centrach. Od kilkunastu lat ich wzrost blokowany jest przez przepisy ustalone na szczeblu centralnym. Wiele wskazuje jednak na to, że Ministerstwo Rozwoju pójdzie na rękę samorządowcom i odświeży odpowiednią ustawę. Ludzie przestaną wjeżdżać w głąb miasta w poszukiwaniu najtańszego miejsca postojowego?

Parkingi w centrach miast nie są drogie – stawka godzinowa może wynieść maksymalnie 3 zł za pierwszą godzinę i 3,6 zł za kolejne. Takie ceny ustalono na początku XXI wieku i nie korygowano tego w kolejnych latach. Pojawiają się jednak głosy, że trzeba to zmienić, bo społeczeństwo zarabia coraz lepiej, rośnie liczba samochodów i związany z tym problem. A właściwie kilka problemów. Po pierwsze, centra stają się zakorkowane (część aut poszukuje miejsca i sztucznie tworzy korki), chodniki są zajęte przez samochody, pogorszeniu ulega jakość powietrza, swoje robi hałas. Niewiele pomagają apele urzędników, by samochody zostawiać poza centrum, żeby wykorzystywać parkingi na obrzeżach i przesiadać się do komunikacji miejskiej. Dlaczego kierowcy mieliby to robić, skoro owe parkingi nierzadko są droższe, a komunikacja miejska kosztuje. Często więcej, niż godzina postoju w ścisłym centrum…

50 groszy polskie monety

Samorządowcy chcą zatem narzędzia, które pozwoli im poprawić sytuację. I możliwe, że dostaną je od Ministerstwa Rozwoju. Od nowego roku mogą obowiązywać przepisy, które pozwolą ustalać wyższe stawki za parkowanie.

W konsultowanym właśnie projekcie wprowadzono indeksację stawek za pierwszą godzinę postoju oraz kar za jego nieopłacenie. Miałyby one wynosić 0,15 proc. kwoty minimalnego wynagrodzenia, a w tzw. strefach śródmiejskich (które samorządy miast powyżej 200 tys. mieszkańców mogłyby wprowadzać w obszarach intensywnej zabudowy w centrach) – 0,45 proc. Przy dzisiejszej płacy minimalnej byłoby to – odpowiednio – ok. 3 i 9 zł. Kara za brak ważnego biletu parkingowego miałaby sięgać maksymalnie 10 proc. płacy minimalnej, czyli ok. 200 zł.[źródło]

Zmiany polegałyby także na tym, że możliwe byłoby pobieranie opłat za parkowanie w weekendy i święta. Większość pozyskiwanych w ten sposób środków miałaby być przeznaczana na zazielenienia centrów czy poprawę transportu zbiorowego. Ma to sens, te pieniądze i idące za nimi inwestycje mogą ograniczyć problem, jakim jest obecnie smog. Nie zamierzam przy tym przekonywać, że cały pomysł z podwyżkami to wyłącznie skok na naszą kasę – zmiany rzeczywiście są potrzebne, bo każdy z nas chyba zdaje sobie sprawę z tego, jak dzisiaj wyglądają centra miast. Rzeczywiście trzeba je „odchudzić”, gdy mowa o liczbie aut. Mam jednak pewne zastrzeżenia.

ładny przystanek i miasto

Zmiana przepisów nie może prowadzić do tego, że urzędnicy zaserwują kierowcom piekło: płacić trzeba będzie wszędzie i to horrendalne sumy. Jeśli ludzie mają zostawiać auta poza centrum, powinni mieć miejsce, by to zrobić. I to w rozsądnej cenie. To samo dotyczy komunikacji miejskiej: jeżeli ma być sensowną alternatywą, powinna być atrakcyjna cenowo i rozbudowana. Kierowca nie zdecyduje się na tramwaj czy autobus, jeśli będzie na niego długo czekał, trafi na przepełniony do granic możliwości pojazd i będzie musiał przejechać niepotrzebnie pół miasta ze względu na niekończące się prace remontowe. Ludzie zacisną zęby i zapłacą za miejsce parkingowe w centrum – sytuacja się nie poprawi.

Nowelizacja ustawy nie oznacza z automatu, że miasta podniosą opłaty pierwszego stycznia i to w maksymalny sposób. Ale będą miały taką możliwość. Część zdecyduje się pewnie na stopniowe podwyżki, część wstrzyma się ze względu na wybory samorządowe, które odbędą się jesienią. Można jednak zakładać, że kierowcy zaczną odczuwać podwyżki i to już za kilka kwartałów. Pytanie, jak przełoży się to na ruch i liczbę aut w sercach miast…