40

Parę słów o tym, dlaczego nie uwierzę w erę post-PC

Podczas wczorajszej konferencji, w trakcie której Apple pokazało „nowego iPada” (cały czas nie mogę uwierzyć, że tak go nazwali), kolejną generację Apple TV i przecenionego iPada 2, Tim Cook dużo mówił o nadejściu ery post-PC. Swoją tezę poparł pięknymi jak zawsze slajdami, z których mogliśmy się między innymi dowiedzieć o tym, że w ostatnim kwartale 2011 roku gigant z Cupertino sprzedał więcej iPadów, niż jego konkurenci pecetów. To nie koniec […]

Podczas wczorajszej konferencji, w trakcie której Apple pokazało „nowego iPada” (cały czas nie mogę uwierzyć, że tak go nazwali), kolejną generację Apple TV i przecenionego iPada 2, Tim Cook dużo mówił o nadejściu ery post-PC. Swoją tezę poparł pięknymi jak zawsze slajdami, z których mogliśmy się między innymi dowiedzieć o tym, że w ostatnim kwartale 2011 roku gigant z Cupertino sprzedał więcej iPadów, niż jego konkurenci pecetów. To nie koniec pseudorewelacji i na pewno nie początek rewolucji.

Swoje tablety, smartfony oraz odtwarzacze, Apple nazwało urządzeniami ery post-PC – ery zwiastującej odejście użytkowników od tradycyjnych komputerów wyposażonych w osobny monitor (lub dwa), mysz i klawiaturę w kierunku mobilnych urządzeń. Tim Cook ma sporo racji – sam coraz częściej sięgam do kieszeni po telefon by sprawdzić, co słychać na Facebooku, przejrzeć repertuar kin studyjnych lub odpowiedzieć na zaległy e-mail. Fakt, do wykonywania prostych czynności iGadżety nadają się niemal idealnie: znajdują się zawsze pod ręką, są intuicyjne oraz szybkie w obsłudze. To jednak dla mnie, i nie tylko dla mnie, o wiele za mało.

iGadżety byłyby wszystkim, czego potrzebuję do szczęścia, pod warunkiem, że byłbym jedną z tych osób, które „chcą sprzętu do Internetu, słuchania muzyki i poczty”. Nie raz zdarza mi się doradzać mało wymagającym (nie ma w tym nic złego) znajomym szukającym dla siebie odpowiedniego sprzętu. Jedynym powodem, dla którego nie proponuję im kupna iPada, jest jego cena, która dwukrotnie przekraczająca wartość standardowego netbooka, czyli właśnie komputera, który zapewni użytkownikowi wspomniane minimum: odsłuchiwanie muzyki, filmy w Sieci i dostęp do poczty i portali społecznościowych. Nie bez znaczenia jest też brak portów USB i konieczność wgrywania czegokolwiek przez iTunes. Na szczęście jednak dla producentów gier (tych „prawdziwych”) i sprzętu PC, tylko część klientów ma tak niskie wymagania.

Pierwszy z powodów, dla których era post-PC nieprędko nadejdzie (jeśli w ogóle), opisał Grzesiek, ja zaś skupię się nie na pokazaniu wyrywkowego przedstawienia przez szefa Apple wyników sprzedaży pecetów, lecz na tym, dlaczego iPady i reszta iSprzętu nigdy nie zastąpi laptopów oraz komputerów stacjonarnych.

Czy próbowaliście kiedyś pracować (na wszelki wypadek dodam: za pieniądze) dłuższy czas na urządzeniu z 10-calowym lub mniejszym ekranem? Sam niemile wspominam konieczność korzystania przez kilka dni z rzędu z netbooka wyposażonego w osobną, fizyczną klawiaturę. Mogę sobie tylko wyobrazić swój poziom irytacji w momencie zamienienia go na coś jeszcze mniejszego i z okrojonymi funkcjami (wspominałem już o braku portów USB?). Nieważne, jakimi słowami próbowałby zaklinać rzeczywistość Tim Cook i spółka – nie uwierzę w istnienie ery, w trakcie której profesjonalni graficy, programiści, architekci i gracze porzucą swoje machiny dla kilkucalowych gadżetów wyposażonych w najlepszy nawet dotykowy wyświetlacz.

Uważam, że termin „era post-PC” jest tylko kolejnym chwytem marketingowym, zaś iPad jako narzędzie pracy sprawdzać się może chyba tylko w… Sejmie. Dopóki Apple będzie produkować komputery, dopóty jego słowa o przemijaniu desk- i laptopów będę uważać za bajki dla dużych dzieci z nadmiarem gotówki i minimalnymi wymaganiami stawianymi komputerom.

Przerobione zdjęcie: The Verge