Pan spinacz asystent Microsoftu
4

Pierwszy „wirtualny asystent” Microsoftu ma… 21 lat. I mało kto go lubił

Na pewno kojarzycie "Pana Spinacza", prostego wirtualnego asystenta Microsoftu, który zadebiutował po raz pierwszy w produkcie Office już w 1997 roku. Sam był częścią nieco większego projektu "Office Assistant", który miał za zadanie uczynić interakcję z programami pakietu prostszą i bardziej naturalną. Jak to wyszło? Kompletnie nijak, bo nawet sami pracownicy Microsoftu krytykowali to rozwiązanie, co ciekawe bardzo mocno wspierane przez samego Billa Gatesa.

Pan Spinacz z roku 1997 (w ramach Microsoft Publisher oraz Project) wyglądał nieco inaczej niż ten w wersjach Office: 2000, XP oraz 2003. Od drugiej wymienionej wersji asystent był domyślnie wyłączony, ale za pomocą odpowiednich przełączników w ustawieniach można było go przywrócić. Mimo pewnych usprawnień, nie zyskał on nawet po tym kroku aprobaty użytkowników i ostatecznie został usunięty w Office 2007 / Office 2008 (dla komputerów Mac).

Pan Spinacz nie był jedynym dostępnym asystentem: w ramach projektu Office Assistant do dyspozycji byli jeszcze:

  • The Dot (czerwona piłka)
  • Hoverbot (po prostu robot)
  • The Genius (karykatura A. Einsteina)
  • Logo Office (nie trzeba dodawać nic więcej)
  • Matka Natura (asystent przypominający ziemski glob)
  • Scribble (sympatyczny kot)
  • Power Pup (super – pies)
  • Will (wyglądem i zachowaniem nawiązywał do Shakespeare’a)
  • F1 (robot dostępny od wersji 2000, zastąpił Hoverbota)
  • Links (kot, zastąpił Scribble’a)
  • Rocky (pies, zastąpił Power Pupa)

Microsoft na swoich stronach internetowych udostępnił również alternatywnych dla oryginalnych asystentów – nie cieszyli się jednak oni ogromnym zainteresowaniem, podobnie jak i mechanizmy dostarczane wraz z pakietem.

Pan Spinacz

Pierwszy wirtualny asystent Microsoftu to spory niewypał. W żaden sposób nie przypomina tego, czym giganci dysponują obecnie

Choć metody wykorzystywane przez Asystenta Office, szczególnie w kontekście wnioskowania bayesowskiego są obecnie bardzo chętnie implementowane w uczeniu maszynowym oraz sztucznej inteligencji, trudno było stwierdzić, czy Pan Spinacz i reszta jego świty rzeczywiście byli w jakikolwiek sposób „inteligentni”. W przypadku polskiej wersji językowej Asystenta Office, jego rola ograniczała się do odpowiedzi na pytania użytkownika – w niektórych przypadkach potrafił wywołać się sam i próbował dostarczyć nam przydatne informacje na temat funkcji, z których korzystamy. Jednak m. in. w angielskiej wersji pakietu Office, był w stanie rozpoznać kiedy użytkownik pisze list i wtedy sugerował kilka hiperłącz ułatwiających konstruowania takiego dokumentu. Nie zawsze jednak wszystko szło tak jak trzeba i Pan Spinacz (oraz jego koledzy i koleżanki) potrafili wyskoczyć z „Widzę, że piszesz list – czy potrzebujesz pomocy?” w mało oczekiwanych momentach, co bardziej irytowało niż pomagało.

Warto jednak zwrócić uwagę na to, z czego w ogóle korzystał Asystent Office. Początkowo była to technologia tożsama z… Microsoft Bob, innym projektem, który podobnie jak i asystent nie zyskał aprobaty użytkowników. W dalszych wersjach tego rozwiązania wykorzystano jednak Microsoft Agent, inny projekt łączący w sobie animowane postacie, przekładanie tekstu na głos oraz rozpoznawanie mowy. Microsoft Agent był preinstalowany w systemach Windows od wersji 98 aż do Visty – w Windows 7 stanowił już jedynie „zawartość do pobrania”, a od Windows 8 był już kompletnie nieobecny – zastąpiono go już bardziej wyspecjalizowanymi modułami rozpoznawania mowy oraz przekładania tekstu na głos.

pan spinacz

Warto zwrócić uwagę na to, czym był Microsoft Bob. Będziecie zaskoczeni

Do dziś zastanawiam się, czym kierował się Microsoft tworząc Boba. Gigant najprawdopodobniej zachłysnął się popularnością Windows, który zasadniczo stanowił powłokę systemową (a ściślej, Eksplorator Windows). Gdyby jednak rozpatrywać tę korelację w kontekście związku Windows < -> DOS w systemach z rodziny 9x oraz wcześniejszych, to rzeczywiście można uznać, że pierwsze wersje najpopularniejszego oprogramowania komputerowego Microsoftu były swego rodzaju powłoką. Ta stanowi bowiem pewien rodzaj pośrednika między systemem operacyjnym a użytkownikiem.

Warto wiedzieć o tym, że powłokami systemowymi nazywamy również tekstowe formy interakcji z systemem: COMMAND.COM, Windows PowerShell, cmd.exe, bash, csh, sh również można nimi nazwać. Wśród powłok graficznych możemy umieścić wyżej wymieniony Eksplorator Windows, ale także Aqua z Mac OS X, findera, czy chociażby Unity od Canonicala.

Sam Microsoft Bob był zaś „ultragraficzną” powłoką, która w dzisiejszych czasach przypominałaby nam raczej środowisko rzeczywistości wirtualnej. Nie można się w nim poruszać za pomocą gestów, rozglądając się w nim w typowy dla technologii VR sposób – w roku 1995 jeszcze nikt o tym na poważnie nie myślał. Uruchamiając Microsoft Bob jako samodzielną aplikację (lub program z atrybutem autostartu) użytkownik był przenoszony do „kreskówkowego” domu, w ramach którego poruszał się po pokojach reprezentujących różne aktywności związane z obsługą systemu. Dajmy na to – kliknięcie na stos kartek z długopisem na biurku powinno przenieść nas do edytora tekstu, a wywołanie myszką animowanego zegara powodowało uruchomienie kalendarza.

asystent Microsoft

Nad wszystkim czuwał Rover – trywialny „asystent”, który przede wszystkim spełniał funkcje komunikacyjne: użytkownik mógł z nim wchodzić w interakcję za pomocą komiksowych dymków. W większości była to jednak komunikacja… jednokanałowa i Rover był po prostu niezbyt przydatnym dodatkiem do Boba. Zresztą, sam Microsoft Bob również nie okazał się szczególnie „chwytliwy” – był wręcz brutalnie krytykowany za kompletne niezrozumienie potrzeb użytkowników. Krytycy zastanawiali się również, dla kogo w ogóle Bob miał być przeznaczony: dla dzieci, czy do dorosłych, którzy na co dzień korzystają z komputera? Tego nie wiedział nawet sam Bill Gates, ani… jego żona Melinda, który w tym projekcie pracowała jako jeden z Marketing Managerów.

Choć Microsoft Bok całkiem szybko „umarł”, to jednak Rover, sympatyczny piesek debiutujący w powłoce przeżył i miał się całkiem dobrze w… Windows XP. W tym systemie operacyjnym pojawiał się jedynie w ekranie wyszukiwania.

Tak. Microsoft był kiedyś niesamowicie dziwną firmą

Pan Spinacz wyrósł więc wprost z Microsoft Bob – wcześniejszego, kompletnie nieudanego projektu, który miał na celu uczynić komputery znacznie lepiej dostępnymi – w kontekście ich obsługi. O ile sama powłoka nie stała się istotnym elementem popkultury, to już Pan Spinacz wielokrotnie był wyśmiewany za ogólną nieprzydatność: użytkowników irytował fakt, iż w wielu przypadkach nie był w stanie odpowiedzieć na zadane mu pytania (Pan Spinacz oparty na Microsoft Agent miał ogromne problemy z mową naturalną, którą stosowali użytkownicy w interakcyjnym polu tekstowym) i dodatkowo, potrafił aktywować się w mało oczekiwanym momencie i oferować swoją „pomoc”. W internecie pojawiło się sporo filmów oraz grafik szyderczo nastawionych nie tylko do Pana Spinacza, ale i do Asystenta Office w ogóle.

O Panu Spinaczu mówiono wiele rzeczy – że przydatnością nie dorównuje typowemu, biurowemu spinaczowi, twierdzono, że jest on głównie złośliwym żartem Microsoftu, który po prostu mógł sobie na niego pozwolić (bo nikt nie kupi nic innego), albo że to przede wszystkim efekt szaleństwa Billa Gatesa lub dowód na to, że przedsiębiorca z branży IT niekoniecznie radzi sobie z poprawnym funkcjonowaniem w społeczeństwie (spekuluje się, że Bill Gates jest nie tylko nieco ekscentrycznym i dobrodusznym geniuszem, ale i choruje na zespół Aspergera).

Na całe szczęście, w dwie dekady po nieudanym debiucie Pana Spinacza / Asystenta Office mamy wręcz całą rzeszę znacznie bardziej zaawansowanych, ciekawszych i po prostu lepszych rozwiązań – Microsoft ma swoją Cortanę, Google wojuje z własnym Asystentem, Amazon ma Aleksę, a Apple – Siri. Postęp w tej dziedzinie jest przeogromny – te rozwiązania już nikogo nie irytują – według mnie to dodatki, które w przyszłości odegrają decydującą rolę w sposobach interakcji użytkowników z urządzeniami.