25

Pamiętacie Jollę? Niepotrzebnie – firma wypada z branży

Jolla to jeden ze startupów, którym poświęciłem sporo uwagi. „Niechciane dziecko Nokii” chciałoby się napisać. Ludzie, którzy próbowali ratować honor Finów, byłych pracowników Nokii w biznesie mobilnym. Tak ich często postrzegano i przedstawiano. Historia była ciekawa, ale… chyba zmierza do swojego kresu. Firma wpadła w poważne tarapaty, traci przy tym swój największy atut: wsparcie i zaufanie społeczności. Niewtajemniczonym napiszę, że Jolla to startup tworzony m.in. przez byłych […]

Jolla to jeden ze startupów, którym poświęciłem sporo uwagi. „Niechciane dziecko Nokii” chciałoby się napisać. Ludzie, którzy próbowali ratować honor Finów, byłych pracowników Nokii w biznesie mobilnym. Tak ich często postrzegano i przedstawiano. Historia była ciekawa, ale… chyba zmierza do swojego kresu. Firma wpadła w poważne tarapaty, traci przy tym swój największy atut: wsparcie i zaufanie społeczności.

Niewtajemniczonym napiszę, że Jolla to startup tworzony m.in. przez byłych pracowników Nokii. Celem ekipy było (i nadal jest) sprzedawanie urządzeń mobilnych współpracujących z platformę Sailfish. To miał być następca legendarnego już systemu MeeGo. Ten ostatni został stworzony przez Nokię i szybko przez nią uśmiercony – trzeba było zrobić miejsce dla Windows Phone’a. Zniknął system, ale nie zniknęła idea. Byli pracownicy zakasali rękawy, pozyskali środki na funkcjonowanie i wzięli się do pracy.

Jolla tablet

Przez jakiś czas wyglądało to całkiem nieźle: pojawił się smartfon, było dużo szumu, mówiono o nowych partnerach – wystarczy prześledzić archiwalne wpisy na AW, by stwierdzić, że sporo się o nich mówiło. Zazwyczaj dobrze. Głośno na temat firmy było rok temu (chyba po raz ostatni) – zbierali wówczas pieniądze w ramach crowdfundingu na tablet. Poszło całkiem nieźle, udało się pozyskać ponad 2,5 mln dolarów. To mniej niż zebrano na lodówkę na Kickstarterze, ale suma i tak przekraczała tą wnioskowaną. Zadowolony był zespół, zadowolona była społeczność. Do czasu.

Tablety miały trafić do ludzi w październiku bieżącego roku. Nie trafiły. Pojawiły się zatem pytania: gdzie jest nasz sprzęt i kiedy go dostaniemy? Firma zaczęła mówić o opóźnieniach, o problemach z dostawcą komponentów czy z samymi komponentami – wiadomo, jak brzmią takie tłumaczenia. Nerwowa sytuacja, ludzie wpłacili po kilkaset dolarów i zacierali ręce na myśl o tablecie, który zapowiedziała Jolla. W końcu przyszedł czas wyłożenia kart na stół – firma wystosowała list otwarty do społeczności. Próżno w nim szukać dobrych informacji.

Firma informuje, że jeden z inwestorów wycofał wsparcie i problemy finansowe, z którymi mierzono się wcześniej, urosły do rangi mega problemów. Zwolniono część pracowników (większą część), złożono wniosek o restrukturyzację zadłużenia. Teraz poszukiwani są nowi inwestorzy, nowi partnerzy, ekipa zastanawia się nad alternatywnymi rozwiązaniami. Trudno stwierdzić, jakie właściwie mają możliwości i szanse, by wyjść z tego dołka. Raczej niewielkie. Bo kto wejdzie w ten biznes? Może przejma ich Chińczycy w ramach eksperymentów z platformami mobilnymi? O inny wariant może być ciężko.

Jolla tablet 2

Zwłaszcza teraz, gdy zespół zdenerwował oddaną do niedawna społeczność. Nie chodzi jedynie o opóźnienia – problem wyłonił się przy okazji listu otwartego. Firma pisze w nim, że tablet był kwestią drugoplanową, że sam sprzęt to pestka w porównaniu z oprogramowaniem. To właśnie na rozwój OS miała pójść większość środków ze zbiórki społecznościowej. Takie tłumaczenie nie trafiło do wszystkich – ludzie piszą wprost, że zapłacili za tablet i chcą tablet. Jeśli firma chciała zbierać kasę na rozwój Sailfish OS, to mogła zorganizować zbiórkę na ten cel. Chociaż zgadzam się z firmą, że ich projekt sprowadza się do stworzenia nowego systemu, że to on jest gwoździem programu, to muszę przyznać rację darczyńcom/klientom – nie tak brzmiała umowa.

Jolla jeszcze nie upadła. Ale ciężko będzie się jej podnieść z desek. Niedawno pisałem, że na rynku mobilnym mamy obecnie duopol systemów operacyjnych, niewiele wskazuje na to, by coś miało się tu zmienić. Nie mówię już nawet o równorzędnej walce – tu trudno nawet o projekt, który wytrzymałby dłużej i powalczył o kilka procent rynku. Może być kasa i wsparcie wielkiej firmy, jak w przypadku Microsoftu, może być oddana społeczności i powiew świeżości (Jolla), może być skupienie się na państwach rozwijających się i stawianie na tanie rozwiązania (Mozilla), ale za każdym razem kończy się to niepowodzeniem. Impas nie do przełamania.

jolla-sailfish-os-android

PS Nad MeeGo najwyraźniej ciąży jakieś fatum – tej platformie nie było pisane powstać, nawet w zmienionej formie…

  • Szymon Pieprzyk

    mogą ich wykupić Rosjanie. i tak chcieli zrobić z Jolli „narodowy” system mobilny

    • Roman syn Ryżu

      Po co? Przecież to co oni stworzyli, w Rosji mogą odtworzyć w kilka miesięcy za mniejszą cenę. Framework Qt5 jest otwarty i ogólnie dostępny.

    • Szymon Pieprzyk

      widocznie nie jest to takie oczywiste skoro obie strony ze sobą rozmawiały

    • MDW

      No właśnie przecież niedawno to ogłoszono. iPhony miały być zabronione w administracji rosyjskiej, a SailfishOS miał być głównym (czy nawet jedynym) dozwolonym. I co? Nic z tego nie wyszło?
      Tak to właśnie jest z wiadomościami „z internetów”. Coś ktoś gdzieś napisze, ogłosi, popodniecamy się tym w komentarzach i potem wszystko jak krew w piach. Nawet nie wiemy czy to nie była ściema. :)

  • natankraps

    Twarde prawa rynku. Rządzi ten kto był pierwszy i udało mu się narzucić swoje standardy. Podobna sytuacja jest z formatami plików. Ile razy zapowiadano pogromcę JPG czy mp3? A trzymają się mocno. Podobnie jest z systemami. Rynek został podzielony, walczyć można o okruchy, a że jest ich mało, a biznes jest kosztowny, to firmy muszą padać.

  • Za późno. Meego miało szansę, Ubuntu Touch miało szansę. Ten pierwszy został zamknięty przez Microsoft, ten drugi nie zebrał kasy na ekspresowe dokończenie systemu. Dziś jest już gotowy ale jest już za późno.

    • Grochu

      Już tak nie demonizuj Microsoftu, Nokia dużo wcześniej sabotowała własny dział zajmujący się Maemo (poprzednik MeeGo), faworyzowali i dalej brnęli w nieporozumienie znane Symbianem (Symsyfem).

    • W nic nie brnęli, po prostu chcieli zaliczyć mocne wejście z gotowym systemem. Dlatego dodali do Symbiana obsługę dotyku.
      Sam Symbian też nie był zły. Gdyby nie burdel w kodzie to był by bardzo konkurencyjny.

  • kanka

    Mówiłem od samego początku, że nic z tego w będzie. iOS czy Android to nie jest tylko system. To są produkty, usługi itd. Nie ma opcji, że ktoś wejdzie teraz z czymś nowym. BB i WP właściwie wypadły z gry a jakiś startup miałby im namieszać ? Proszę was, marzenie ściętej głowy „alternatywnych geeków hispterów”.

    • Aplikacje z androida działają na Sailfish.

    • Mateusz Garczyński

      Tak samo na BB – coś to w ich sytuacji zmieniło?

    • MDW

      Oparłbyś się na takiej protezie? Wiele aplikacji z Androida nie działa poprawnie na niektórych, mniej popularnych, androidowych smartfonach/tabletach. Tu zawsze albo będą problemy albo będzie ryzyko problemów.

    • Jerzy Jabłoński

      Zgadzam się. Miałem tego przykład 3 miesiace temu z apka mojego nowego banku i jej niedostępności na WP. Albo Android / iOS, albo kupno czytnika kodów potwierdzajacych od banku. Kupna Ubuntu czy FF sobie nie wyobrażam w takiej sytuaxji, a ci dopiero platformy startupowej.

    • Wójcik

      Tizen od Samsunga może namieszać, obsługuje aplikacje Androidowe i wyprzedził ostatnio BlackBerry pod względem popularności. Firefox OS również zdobywa popularność w krajach 2-go świata, jest już w ponad 30 krajach. Nie chwal dnia przed zachodem słońca.

  • rtrth

    Polacy powinni ich kupic i powoli rozwijac
    dzis nie mamy bezpiecznych komputerow ani komorek

    • MDW

      No tak, Polacy to eksperci w prowadzeniu takich projektów i wyciąganiu ich na finansowe szczyty.

  • juv

    Abstrahując od postępowania zarządu Jolli to muszę przyznać, że sam system działa bardzo płynnie i bez żadnych przycinek. Szkoda byłoby zmarnować taki potencjał.

    • GLOCK

      take ogólne stwierdzenie można podpiąć pod prawie każdy produkt na świecie.

    • juv

      Sam jestem użytkownikiem telefonu Jolla. O ile Android nie przekonał mnie do siebie o tyle SailfishOS, tak. Po jednym dniu człowiek ogarnia wszystkie gesty i bardzo przyjemnie się używa tego systemu.

    • GLOCK

      nie twierdze ze nie. mało tego być może sailfish to najlepsszy system operacyjny świata. stwierdziłem tylko ze twoja wypowiedz można podczepić pod praktycznie każdy produkt świata i jak by ją przekopiował pod opisem WP/W10 też by tam pasowała.

    • juv

      A w wersji 2.0.0.10 to jest już naprawdę dopieszczony system.

    • yhy

      A jak się sam telefon sprawuje? Warto go dzisiaj kupić? Cena 199 Euro jest adekwatna?

  • dziubin

    Niestety, nie wiem czemu ktoś uwierzył, że można zbudować pełnoprawny system operacyjny na telefon w kilka miesięcy. Google, iOS to produkty dopracowywane od lat, z rzeszą programistów, wsparciem społeczności. Windows walczy ale widać, że potrzeba miesięcy jak nie lat by nadgonić konkurencję, która też ciągle ucieka.

    Zresztą, spójrzmy na systemy operacyjne na komputery. Jest Windows, OS X, gdzieś tam Ubuntu, ale kolejne dystrybucje nie są zbytnio popularne. Co prawda powstają co chwila jakieś nowe linuksowe dystrybucje ale oparte są one na tych samych darmowych komponentach, różnią się od siebie, ale nikt od nowa nie pisze całego systemu – bo to jest praktycznie niemożliwe.

    Owszem, można stworzyć zalążek nowego systemu, platformę, która będzie działać ale nie będzie na niej wszystkich podstawowych funkcji konkurencji, o zaawansowanych nawet nie marząc… także, w obecnej dobie, nikt mnie nie przekona do nowych odkrywczych rozwiązań, bo one po prostu nie istnieją.

  • Pingback: 2015: rok betonowania rynku przez Androida - AntyWeb()

  • juv

    Póki co jeszcze nie wypada. Może czas na nowego newsa