59

Tego gazu w atmosferze powinno być jak najwięcej. Właśnie do nas wraca

Nie jesteśmy w stanie nim oddychać mimo faktu, że składają się na niego aż trzy cząsteczki tlenu. Doskonale jednak wiadomo, że pięknie pachnie (znacie ten orzeźwiający zapach po burzy? to właśnie ozon) i chroni nas przed szkodliwym działaniem nadfioletu. Bez niego ziemia nie byłaby dla nas bezpiecznym miejscem.

Cywilizacyjna walka z ozonem sięga 1982 roku kiedy to dr Joe Farman z British Antarctic Survey ustalił, że zawartość ozonu tuż nad biegunem południowym jest podejrzanie niska. Właściwie, to ogromna część pokrywy w tym miejscu zanikła. Przeprowadzano kolejne badania, które wzbudzały ogromne niepokoje wśród naukowców – w 1989 roku okazało się, że wyższe warstwy atmosfery pozbawione zostały tego gazu w 95 procentach!

W międzyczasie zastanawiano się, co wpływa na zanikanie warstwy ozonowej w atmosferze. Po licznych badaniach oraz eksperymentach odkryto, że szkodliwymi związkami dla ozony są freony. Sam ozon powstaje w atmosferze w trakcie działania promieniowania UV na tlen, jednak należy brać pod uwagę, że obszary okołobiegunowe przechodzą okresy, w których albo światła słonecznego jest mało lub… nie ma go wcale (zjawisko nocy polarnej), więc nie ma sposobności, by dochodziło do syntezy ozonu. Duża koncentracja zanieczyszczeń oraz zupełnie naturalny rozpad powodują zatem, że bilans: ozon wytworzony / ozon „wykorzystany” jest dla nas niekorzystny.

ozon, dziura ozonowa

Ozon i dziura w atmosferze – walka z freonami

Duża koncentracja freonów w atmosferze powoduje, że ozon zanika w reakcji katalitycznego rozpadu z chlorem, który ujawnia się w atmosferze po… rozpadzie freonów. Potencjalnie niebezpieczne dla warstwy ozonowej mogą być także rozbłyski gamma (które mogą się pojawić po śmierci gwiazdy), jednak naukowcy uspokajają: przynajmniej w najbliższym stuleciu nie powinniśmy się tego obawiać.

Sam ozon jest nam koniecznie potrzebny. W naszej atmosferze funkcjonuje on jako swego rodzaju naturalny filtr, który pochłania emitowany przez najbliższą nam gwiazdę nadfiolet. Wtedy zachodzi reakcja, wedle której cząsteczka pod wpływem UV rozdziela się na tlen oraz rodnik tlenowy (co stanowi odwrotność reakcji syntezy ozonu). Jak wykazaliśmy wyżej, zbyt wysoka zawartość freonów w atmosferze jest w stanie bardzo negatywnie wpływać na „bilans ozonowy”.

Na szczęście ozon do nas wraca

Wiele wskazuje na to, że problem dziury ozonowej zaczyna odchodzić w zapomnienie. Ponadto, bardzo możliwe, że wielu z nas dożyje czasów, w których będzie można otwarcie powiedzieć: „wygraliśmy”.

Ale w niedalekiej nam przeszłości nie zawsze tak było. Zacznijmy jednak od Protokołu Montrealskiego, który doprowadził do wycofywania freonów z użycia. Grupa tych gazów przydawała się nie tylko w przemyśle, ale również w zastosowaniach konsumenckich. Freony znajdowały swoje miejsce w sprężarkach, chłodniach, a nawet w dezodorantach. Być może pamiętacie, jak kiedyś bardzo chętnie oznaczano takie produkty „ozone friendly”.

ozon, dziura ozonowa

Zmniejszenie emisji freonów do atmosfery doprowadziło do zniwelowania skutków szybkiej degradacji warstwy ozonowej, jednak przez wiele lat jej poziom był spadkowy. Warto jednak wspomnieć o tym, że rok 2015 był „tragiczny” dla tego zagadnienia – wtedy dziura ozonowa miała ogromny rozmiar. Było to jednak spowodowane wybuchem wulkanu Calbuco w Chile, który najprawdopodobniej indukował zwiększenie się liczby polarnych chmur stratosferycznych wchodzących w reakcję z chlorem.

Przeszło 10 lat temu, NASA rozpoczeła pracę satelity Aurora, która została stworzona specjalnie do celów mierzenia zawartości chemicznej atmosfery

Badaczom zaś udało się wykazać, że tak zwane związki CFC (chlorofluorocarbon (ang.), inne związki wpływające negatywnie na zawartość ozonu w atmosferze) zaczynają stanowić mniejszą część emisji. Jednocześnie, dziura ozonowa zdaje się zmniejszać, a co roku, chloru nad Antarktydą jest coraz mniej (spadek o 25 cząsteczek na trylion w ciągu roku)

Naukowcy nie mają wątpliwości, że zaczynamy wygrywać walkę z dziurą ozonową – sami orzekli, że są to dowody wskazujące na to, że Protokół Montrealski działa, a zjawisko traci na sile. Jak wskazaliśmy powyżej – może jeszcze za naszego życia okaże się, że straty spowodowane przed emisję freonów oraz CFC do atmosfery mogą zostać całkowicie zniwelowane. Nie oznacza to jednak, że wszelkie problemy mamy „z głowy” – istnieje jeszcze sporo innych kwestii, które należy rozwiązać po to, abyśmy jak najdłużej mogli cieszyć się planetą w dobrej kondycji.