21

Otwieram Facebooka i cofam się w czasie. Jakim cudem wszyscy to nadal tolerują?

Niezależnie od tego, czy wymaga tego od nas praca czy nie, zazwyczaj podczas wyjazdów i podróży sięgam po media społecznościowe, by pozostać w kontakcie ze znajomymi i ogólnie trzymać rękę na pulsie. Facebook wielokrotnie zarzekał się, że oprócz aspektu społecznościowego, chce również być źródłem wszystkich innych informacji. Szkoda tylko, że nie jest w stanie nadążyć za światem. 

Nie każdą wolną chwilę, ale niektóre z nich, z ciekawości lub z nudów, wypełniam szybkim przejrzeniem Facebooka lub Twittera. Robię to dość często, ale już dawno odpuściłem sobie pełne bycie na bieżąco. Nigdy nie przeczytamy wszystkich książek, nie obejrzymy wszystkich filmów i seriali, nigdy nie przeczytamy wszystkich interesujących nas tweetów ani postów na Facebooku. Ale ogólny przegląd tego, co się dzieje mam.

Chronologia czy wewnętrzne algorytmy?

Twitter pozostał przy chronologicznym wyświetlaniu tweetów, Facebook już od dawna zawierzył swoim algorytmom, co nie tylko sprawia, że posty wyświetlane są wybiórczo, ale też w jakiejś dziwnej kolejności. O powrocie do klasycznego News Feeda nie może być mowy, ale dlaczego niemożliwe jest zwykłe nadążanie za tym co się dzieje? Gdy na Twitterze mogę obserwować reakcje i komentarze dotyczące na przykład meczu piłkarskiego w trakcie jego trwania, a dzień później wyświetlane mi są komentarze i analizy spotkania, Facebook nawet dwa dni później serwuje mi zdjęcie lub post z aktywnością znajomych, którzy… ten mecz „teraz” oglądają.

Facebook

Jaki jest sens uwzględniania takich treści? O ile w przypadku tego typu relacji miałoby to pewien sens, bo być może zdaniem algorytmów ta osoba jest w jakimś stopniu dla mnie ważna, o tyle gdy w grę wchodzą wiadomości ze świata (ogólne, gospodarcze, sportowe, technologiczne itd.), to jakich argumentów użyje się przy doborze zaległych, często nieaktualnych, po prostu starych informacji?

Co na to użytkownicy?

Temat ten był już wielokrotnie wałkowany przez wiele osób. Znam takich, którzy zgłaszali swoje obserwacje Facebookowi – czy raportując posty, czy po prostu przez sekcję kontaktu z serwisem, ale efektów jako takich się nie doczekaliśmy. Niejednokrotnie spotykałem się ze zwrotem „śmietniska na Facebooku” i coraz częściej podpisuję się pod takim określeniem zawartości serwisu. I nikt nie wmówi mi, że odpowiedzialni są za to moi znajomi albo ja sam, bo to ja dobierałem sobie strony, które polubiłem lub które oznaczyłem, jako właściwe do wyświetlania w pierwszej kolejności.  Jeżeli w ciągu dnia, w kilkugodzinnych odstępach, trzykrotnie otworzę aplikację Facebooka i za każdym razem na szczycie listy postów widzę te same aktywności, to coś tu jest nie tak.

Dla równowagi, warto dodać, że z Twitterem sytuacje jest zgoła odwrotna – nawet przy niewielkiej liczbie obserwowanych profili i osób, bycie na bieżąco wymaga poświęcenia sporej ilości czasu – serwisy często wrzucają linki do wszystkich swoich publikacji, a część z nich nie posiada dedykowanych profili konkretnym kategoriom wiadomości. W efekcie, w ciagu kilku minut można zapoznać się z informacjami z ostatnich kilkudziesięciu minut, kilku godzin i na tym koniec. Jeżeli wcześniej wydarzyło się coś istotnego, to z łatwością można to przegapić, gdyż dotarcie popołudniu  do tweeta z poranka będzie zadaniem niemal niemożliwym.

Wracamy więc do punktu wyjścia – chronologiczna lista (z uwzględnieniem „najważniejszych” tweetów) nie zdaje egzaminu, podobnie jak sterowana algorytmami ściana na Facebooku.