50

Oto król słuchawek nausznych – Master Dynamic MH30

Dobra, nie będę owijał w bawełnę. Napiszę to prosto z mostu: Oto przed wami recenzja najlepszych mobilnych słuchawek nausznych, jakie przyszło mi słuchać do tej pory.

Już słyszę to oburzenie: „Ale przecież to jest jakaś nieznana marka! Bez żadnego rodowodu! Praktycznie „żółtodziób” w świecie audio!”. Przyznaję, że z pierwszymi dwom zarzutami się zgadzam, ale z trzecim… będę polemizował.

Firmę założył w 2013 roku Jonathan Levine (nie mylić z hollywódzkim reżyserem i scenarzystą) i Vicki Gross. To właśnie ten pierwszy, mimo że do tej pory zajmował się innymi gałęziami biznesu, wyszedł z inicjatywą stworzenia opisywanego niżej sprzętu. Zainspirował go do tego jego syn, który w swojej pracy DJ-a odczuwał silny brak dobrze brzmiących i wyróżniających się wyglądem słuchawek. Za ostateczny efekt powstałego urządzenia odpowiada wcześniejszy inżynier Bose Drew Stone Briggs i trzeba przyznać, że odwalił kawał świetnej roboty. Nie dość, że słuchawki wyglądają jak dwukrotnie droższe, to jeszcze na dodatek sprawiają wrażenie niezwykle trwałych. Klasę produktu widać już podczas samego otwierania opakowania. Niestety nie znamy osoby odpowiedzialnej za strojenie przetworników, ale efekt końcowy świadczy o tym, że był to specjalista o ogromnym doświadczeniu.

W zestawie ze słuchawkami dostajemy od producenta materiałowy pokrowiec, dwa przewody (o nich później), adapter mini jack->jack i sztywny, okrągły futerał na te wszystkie dodatki.

Trzeba przyznać, że MH30-tki nie wyglądają tak jak typowe słuchawki nauszne. To połączenie stylu lat 40-tych z solidnością i perfekcyjnym wykonaniem. Materiały jakie zostały użyte do ich produkcji, to jagnięca skóra połączona z aluminium i stalą. Do tego należy dodać elegancki, koncentryczny wzór na muszlach, które odchylają się do środka.

Pałąk wraz z zawiasem działają niesamowicie płynnie i z idealnym oporem. Nie doświadczymy żadnego klikania ani przeskoków i możemy mieć pewność, że trzyma stabilnie i sam się nie rozregulowuje. Jedynym co mogłoby ulec poprawie to zwiększenie zakresu regulacji i wydłużenie pałąka. Na moją głowę pasowały „na styk” więc jeśli macie problem z doborem odpowiednio dużego kasku na rower lub czapki na zimę, to warto przymierzyć MH30 przed ostateczną decyzją o zakupie.

Pozytywnie zaskakującym rozwiązaniem jest mocowanie wymiennych nausznic za pomocą magnesu. Trzyma on na tyle pewnie, że jakbym o tym nie przeczytał, to bym dał sobie rękę uciąć, że to wszystko jest klejone. I wiecie co? „I bym teraz, ****, nie miał ręki”. Na dodatek rzeczy, które nie są trzymane magnetycznie, są na śruby, co dobrze wróży trwałości i serwisowalności.

Trafia do was ten design? Do mnie bardzo! Podoba mi się to, że te słuchawki nie krzyczą wielkim, agresywnym logiem, tylko potrafią gustownie podkreślić indywidualny styl właściciela. To jakość i styl ma przyciągać uwagę a nie wielkie napisy i pstrokate kolory. Skoro mowa o kolorach, to warto wspomnieć o wersjach kolorystycznych omawianych słuchawek. Do wyboru mamy: biało-srebrne, srebrno-brązowe i szaro-czarne .

Niestety mam wielki żal do producenta za przewód… Nie chodzi mi bynajmniej o jego jakość, bo ta jest równie wysoka co w samych słuchawkach . Ma on materiałowy oplot w kolorze nausznic, idealną giętkość i pomijalny efekt mikrofonowania, ale wbudowany pilot przeznaczony jest… tylko do urządzeń Apple. Ja rozumiem, że na amerykańskim rynku Apple ma się znacznie lepiej niż u nas, a producentowi zależało na dobiciu targu z umieszczeniem jego produktów w sklepach tej marki, ale można było to rozwiązać na wiele sposobów… Najpopularniejszym z nich jest, najzwyczajniej w świecie, wersja słuchawek z innym pilotem. Drugi przewód w zestawie, ale jest on pozbawiony zdalnego sterowania i ma dwa metry.

Jeśli czytaliście moje wcześniejsze teksty, to pewnie zauważyliście, że aby odpowiednio opisać plusy i minusy testowanego sprzętu, używam do tego kilka moich ulubionych utworów. W tym wypadku zrobię odstępstwo od reguły i.. nie opiszę brzmienia żadnego utworu. Dlaczego? Z tego względu, że słuchawki Master & Dynamic MH30 są według mnie sprzętem tak wybitnym, że nie należy ich traktować jak pozostałe słuchawki. One po prostu ze wszystkim brzmią świetnie i jakiegokolwiek utworu bym nie opisywał, to i tak robiłbym to w samych superlatywach. Wiem, że cena 1333 zł może trochę odstraszać, ale zapewniam, że jeśli już się zdecydujecie wydać taką kwotę na te słuchawki, to na pewno nie będziecie zawiedzeni.

Ich brzmienie jest przede wszystkim pełne, ciepłe i umiarkowanie neutralne. Dokładnie takie jak lubię. Nie są jasne, analityczne, przejaskrawione, tylko do granic możliwości muzykalne i angażujące. Bez zauważalnych dziur w paśmie, z podbiciami tam, gdzie niemal wszyscy lubią, z odpowiednią ilością detali w przekazie.

Bas schodzi w nich zaskakująco nisko jak na słuchawki nauszne i jakby nie było dość, że jest bardzo zróżnicowany, to na dodatek powala wręcz dynamiką i fakturą. Nie jest ani za twardy, ani za miękki, do tego idealnie kontrolowany i bez podkolorowań. Nie wzbudza się niepotrzebnie, nie ciągnie się za rytmem, zapewnia doskonały drive i jest bardzo żywy. Praktycznie ideał.

Średnie tony są odpowiednio „mięsiste” i nasycone. Nie ma tu ani grama suchości, jasności ani krzykliwości. Wszystkie głosy brzmią z odpowiednim tembrem, nie stają się nigdy nieprzyjemne, nie wychodzą przed instrumenty ani nie chowają się za nimi. Brzmią ciepło, ale nie kluchowato. Do tego zawsze z odpowiednią mocą. W rocku gitary elektryczne po prostu brzmią rewelacyjnie. Są tak agresywne, że aż czuć jak ich dźwięk przeszywa powietrze, ale jednocześnie zawsze są trzymane w ryzach. Jeśli po podłączeniu do ciepłego źródła, ktoś uzna, że brakuje mu detali w wokalach, to zachęcam do niewielkiego obcięcia pasma w okolicach 225-250Hz w dowolnym korektorze graficznym. Uzyska dzięki temu większą przejrzystość i rozdzielczość w wokalach, nie tracąc przy tym przyjemności z odsłuchu.

Wysokie tony są minimalnie wycofane, ale jest to zabieg celowy, aby każda muzyka brzmiała dobrze i nic nie brzmiało zbyt agresywnie. Ponadto, nie jest ich wcale mniej niż powinno być, a wręcz jest ich zadziwiająco dużo jak na tak uniwersalne brzmienie. One ciągle tam są tylko ćwierć kroku za resztą. Nie wątpię, że znajdziecie w tej cenie słuchawki bardziej szczegółowe pod tym względem, ale… co wam po tym, skoro nigdy nie przesłuchacie na nich całego ulubionego albumu?

Jakby tego było mało na tych słuchawkach można słuchać naprawdę głośno. Bardzo łatwo napędzimy je każdym żródłem i wszędzie będą brzmiały rewelacyjnie, ale muszę nadmienić, że potrafią się pięknie odwdzięczyć za podłączenie do dobrej klasy sprzętu. Uzyskamy wtedy lepszą rozdzielczość, więcej powietrza między instrumentami i jeszcze lepszą dynamikę, a muszę przyznać, że MH30 oferują zadziwiająco rozległą scenę i przestrzeń jak na konstrukcję zamkniętą. Z nimi nie będziecie mieli wrażenia, że wszystko dzieje się tylko między waszymi uszami. Przy tak pełnym dźwięku to nie lada sztuka.

Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że różni ludzie mają różne gusta i nie każdemu musi się podobać to samo nagranie lub taki sam charakter dźwięku, ale chyba śmiało możemy założyć istnienie tzw. brzmienia uniwersalnego, które zadowala znaczną większość społeczeństwa. Takie brzmienie nie jest analityczne ani zbyt jasne. Zdefiniowałbym je za to jako gorące, angażujące i pasujące do każdego repertuaru. Tak właśnie się poczujecie po założeniu na uszy MH30 – w pełni zaangażowani w to, co słyszycie. Z niepohamowaną wręcz potrzebą sprawdzenia jak brzmi każdy wasz ulubiony utwór, będziecie siedzieć jeszcze długo po tym jak wszyscy domownicy pójdą spać…

Tekst powstał przy współpracy z firmą Top Hi-Fi & Video Design.