122

Okiem melomana/audiofila – dźwięk z laptopa

Jak drastycznie polepszyć jakość dźwięku z laptopa? Wymienić go na LG V10 :] A tak na serio – wystarczy dokupić do niego dobry przetwornik cyfrowo analogowy i przyzwoite słuchawki. Pewno myślisz - „Ale ja nie jestem jednym z tych audiofili, co (wierzą, że) „słyszą” kabel zasilający za 5000 zł. Na pewno nie zrobi mi to różnicy”. Nic bardziej mylnego. Jesteś przekonany, że musisz wydać co najmniej 1000 zł, by usłyszeć poprawę? A co powiesz na połowę tej kwoty? Od razu brzmi lepiej, prawda? :]

Zainteresowany? To zapraszam do recenzji pierwszej części zestawu – czyli DAC’a:

FIIO E10K Olympus 2 jest – de facto – najtańszym mobilnym DAC’iem jaki możemy znaleźć na rynku, jeśli szukamy produktu znanej marki, zamiast loterii w postaci „chińczyka” o którym nikt nic nie wie i nie wiadomo jak długo nam posłuży. Tutaj mamy markę z wieloma bardzo udanymi produktami z dziedziny wzmacniaczy słuchawkowych, przenośnych odtwarzaczy muzycznych oraz przetworników cyfrowo analogowych (czyli Digital-Analog-Converter, w skrócie „DAC”). Tutaj nikt nie błądzi w ciemnościach. Marka ma już ugruntowaną pozycję.

Ważne jest, abyście przed przystąpieniem do części właściwej recenzji mieli na uwadze, że moja ocena nie jest w skali bezwzględnej, tj.: oceniam przez pryzmat ceny jaką należy zapłacić za przetwornik. Gdyby cena omawianego sprzętu wynosiła np. 2000zł, miałbym co do niego znacznie wyższe wymagania. To tyle słowem wstępu. Teraz do meritum:

Opakowanie przetwornika ma niewielkie wymiary. Bardziej przypomina dwupłytowe wydanie muzyczne niż sprzęt, który ma znacząco poprawić dźwięk znacznie większego od siebie laptopa. Ale to nie wielkość tutaj gra, tylko jakość komponentów i synergia. Ktoś miał pomysł na dźwięk i to słychać. Olympus 2 jest naprawdę niewielki, ale za to bardzo schludny i sprawiający wyjątkowo dobre wrażenie. Obudowa jest z czarnego, szczotkowanego aluminium, w środku nic nie lata luźno, wszystko jest zgrabne i zwarte. Ponadto wygląda bardzo elegancko i nikomu nie będzie wstyd wyciągnąć go w pociągu podczas długiej podróży.

Od frontu mamy pozłacane gniazdo mini-jack, przełącznik basu oraz potencjometr. Gniazdo nie ma żadnego luzu, przełącznik basu jest niewielki, ale bardzo łatwo wyczuwalny, zaś sam potencjometr działa stopniowo, z doskonale dobranym oporem. Z tyłu zaś mamy gniazdo microUSB, przełącznik wzmocnienia (gain), gniazdo koaksjalne i wyjście liniowe. Wszystko doskonale spasowane.

Sercem Olympusa 2 jest świetny DAC Burr-Brown PCM5102 oraz wzmacniacz LMH6643. Takie połączenie bez problemu radzi sobie z obsługą słuchawek o oporności do 150Ohm oraz plików do 24bit/96Hz. Dla jasności – wymienione 150Ohm całkowicie wystarczy, by obsłużyć większość słuchawek nie aspirujących do miana hi-end :]

Wygląd wyglądem, ale co z dźwiękiem? W porównaniu do zintegrowanej karty dźwiękowej są same plusy. Ale po kolei…

Bas nie jest tak dudniący. Schodzi jeszcze niżej, ale nie podbarwia tak brutalnie średnicy jak integra. Jest tam gdzie powinien być. Nie zakłóca reszty pasma, ale zdecydowanie jest słyszalny i odczuwalny. Nie mamy wrażenia, że wszystkie utwory i filmy brzmią a raczej dudnią tak samo, ponieważ łatwo można wychwycić zróżnicowanie niskich tonów, co przy wbudowanej karcie dźwiękowej jest po prostu niemożliwe. Tutaj inaczej brzmi stopa perkusyjna, inaczej kontrabas, a jeszcze inaczej wirtuoz gitary uderzający o pudło rezonansowe. W filmach za to można usłyszeć bardzo dobrą dynamikę i odseparowanie efektów dźwiękowych od głosów postaci. Oglądając „Strażników Galaktyki” noga sama przytupuje w rytm składanki Star Lorda, tylko po to, by za chwilę odgłosy wybuchów postawiły nas na równe nogi.

Średnica jest taka jaka powinna być. Nic nie jest szorstkie, ani sztuczne – jest po prostu naturalnie. Wokale nie są wypchnięte na przód, co powoduje że linia melodyczna i dynamika gra tutaj pierwsze skrzypce. To bardzo uniwersalne brzmienie. Nie faworyzuje żadnego gatunku muzycznego. Dzięki temu wszystko brzmi równie dobrze. Może i nie mamy wrażenia, że wokalista jest metr od nas i śpiewa tylko dla nas, ale na to trzeba wydać znacznie większe pieniądze. A audiofile i tak wybiorą 20x droższy wzmacniacz stacjonarny, więc nie ma za czym płakać :] Za te pieniądze (300-350zł) jest pod tym względem naprawdę dobrze i nic lepszego nie znajdziemy. Ba! Śmiem twierdzić, że do TYSIĄCA złotych nic lepszego nie znajdziecie!

Wysokie tony są dobrze słyszalne, ale nie kłują w uszy. Brak drażniących sybilantów należy uznać za duży plus. Przeważnie producentom udaje się osiągnąć tylko jeden z wymienionych efektów – albo wysokie tony są przytłumione, albo tak wiercą nam uszy, że mamy ich dosyć. Biorąc pod uwagę przedział cenowy FIIO Olympus 2 nie mam żadnych zastrzeżeń. Kiedy zaś porównamy do dźwięku pochodzącego z chipsetu naszego laptopa – słyszymy rozdzielczość i nowe instrumenty.

Zapewniam, że różnica w dźwięku jest słyszalna nawet dla tych, którym „słoń nadepnął na ucho” :] To nie są niuanse. To jak przejście z HD na FHD. Wszystkiego jest nagle więcej, z lepszą definicją i ilością detali. Zauważamy rzeczy, których wcześniej nie zauważaliśmy. Nagle zwykłe mp3 nie wystarczą, a w Spotify ustawienie dźwięku na „Najwyższą jakość” jest absolutnym musem. Fakt faktem to dopiero początek drogi w świecie dobrego dźwięku i można kupić znacznie lepszy sprzęt, ale dopiero za kwotę kilkukrotnie wyższą niż kosztuje omawiany DAC.

Stąd mój apel do was: nie zaniedbujcie dźwięku w waszych sprzętach, bo jest w stanie zapewnić wam co najmniej tyle samo emocji co obraz. Tanie słuchawki i zintegrowana karta dźwiękowa to jak granie w najnowsze gry na najniższej rozdzielczości i takich samych detalach. Całkowicie inna liga. Nawet jeśli nie jesteście melomanami, a komputer służy wam tylko o oglądania filmów i grania – nie wahajcie się. W filmach od dawna dźwięk i muzyka stoją na najwyższym poziomie, a gry zaczynają je pod tym względem doganiać (vide Tomb Raider i MGS V).

Zresztą – wyobrażacie sobie ostatni „Tron” bez muzyki? :)