33

„Od zera do bohatera” – Nintendo 3DS

Co trzeba robić gdy statek tonie? Niewątpliwie racjonalnym wyjściem byłoby opuszczenie jego pokładu. Na to jednak nie zdobyło się Nintendo, które postanowiło łatać „tonącą łajbę 3DSa” drastyczną obniżką cen, o bagatela 40 % (z 25 do 15 tys. jenów, co w przeliczeniu na polską walutę dawało 675 zł). Skoro konsumentów nie przyciągnął rozreklamowywany na początku […]

Co trzeba robić gdy statek tonie? Niewątpliwie racjonalnym wyjściem byłoby opuszczenie jego pokładu. Na to jednak nie zdobyło się Nintendo, które postanowiło łatać „tonącą łajbę 3DSa” drastyczną obniżką cen, o bagatela 40 % (z 25 do 15 tys. jenów, co w przeliczeniu na polską walutę dawało 675 zł). Skoro konsumentów nie przyciągnął rozreklamowywany na początku kampanii marketingowej efekt „3D” to postanowiona skupić swoją uwagę na tym, co tak dobrze wyszło przy okazji premiery poprzedniego handhelda, czyli developingu gier.

Jakiś czas temu pisałem o słabej kondycji Nintendo. Miało to jednak miejsce przed niedawnym ogłoszeniem sytuacji spółki, a także co jeszcze ważniejsze, przed moim zakupem owej konsoli i konsekwencji pełnym oddaniem jej honoru. Zapraszam na krótki tekst o niedawnej historii Nintendo, szeroko zabarwiony moją satysfakcją, jako posiadacza 3DSa XL.

Przez dwa lata wiele się zmieniło, handheld Nintendo przestał być persona non grata konsolowego światka. Z początku urządzenie nie wydawało się zbyt zachęcające, oczywiście było dosyć solidnie wykonaną konstrukcją, jednak jego cena (250 $) wydawała się zupełnie nieadekwatna do oferowanych możliwości. Największą bolączką była mała ilość tytułów startowych.

Teraz, jeśli sprawisz sobie ulepszoną wersję konsoli – 3DSa XL (bo tą uważam za sensowną) – będziesz mógł rozpływać się w zachwytach nad świetnymi grami, których ze świecą można szukać na innych platformach. A pozostaje jeszcze dystrybucja cyfrowa z tonami dziwnego, japońskiego contentu.

original

Kingdom Hearts

Gry to klucz do sukcesu Nintendo. To za co początkowo spisywano 3DSa na straty, teraz stało się jego największą zaletą. Firma nigdy nie stawiała na wyśrubowane parametry, gdyż zdawała sobie sprawą z tego, że dynamicznie rozwijający się rynek smartfonów w ciągu niedługiego czasu i tak zajmie pozycję wydajnościowego lidera. Strategia korporacji pokazuje, że bardziej niż pakowanie pieniędzy w „bebechy” urządzenia, liczy się wspieranie twórców, których dzieła przyciągną do platformy graczy. I tak, słowa „dzieła” użyłem tu nieprzypadkowo, gdyż dla mnie są to produkcje, które swoją immersją przebijają tysiąckrotnie to, co możemy znaleźć u konkurencji. Wygląda na to, że Sony musi się jeszcze wiele nauczyć po względem developingu handheldów…

Niestety firmie nie udało się powtórzenie tak dobrej sztuki z drugim ze swoich flagowych produktów. WiiU sprzedaje się marnie, 3 miliony sprzedanych egzemplarzy wyglądają śmiesznie przy prawie „setce” poprzednika. Natomiast liczba szczęśliwych (mam nadzieję) użytkowników 3DSa dobija już prawie do 30 milionów.

Może i Nintendo zaglądało już śmierci w oczy, ale niewątpliwie wróciło do finansowej hossy z tarczą. Mimo ogromnej konkurencji ze strony iPhona i telefonów  z Androidem, firmie udało się znaleźć własną niszę. Dużo w tym zasługa, zmiany linii marketingowej, 3DSa przestano reklamować szumnym hasłem „3D”, gdyż to po prostu nie spodobało się ludziom i wrócono do tego co firma robi najlepiej. Stworzono doskonale działający ekosystem wspierany przez unikatowe gry, których użytkownicy nie mieli prawa nie pokochać. Do tej grupy, mimo początkowego sceptycyzmu zaliczam się również i ja.

Foto 1, 2

[Aktualizacja]

Chciałbym się w tym miejscu odnieść do pomówień zawartych w komentarzach jakobym przy tworzeniu tego tekstu wzorował się innym, anglojęzycznym wpisie, które chciałbym stanowczo zdementować. Nie czytałem wcześniej tego artykułu, a jedyne do niego podobieństwo zostało zawarte w leadzie i wynikało z podobnego spojrzenia na markę Nintendo i pozytywny stosunek do jej najnowszej konsoli – 3DSa, której jestem fanem. W tekście znalazły się konkluzje i informacje, które nie są tajemnicą dla nikogo, kto interesuje się tematem handheldów. Zmiana leadu służyła jedynie dodaniu informacji, o tym, że jestem zadowolonym posiadaczem tej konsoli, a także usunięciu wzmianki, która mogło się wydawać podobne do kotakowego newsa, gdyż nie chciałem wzbudzać niepotrzebnych spekulacji. Sam tekst powstawał jeszcze przed opublikowaniem rzeczonej wiadomości, a kończąc chciałbym jeszcze raz powtórzyć, że o żadnym wzorowaniu się z mojej strony na innych blogerach/dziennikarzach nie było i nigdy nie będzie mowy.