0

O wartości autorskich wpisów w polskiej sieci

Nie będzie gorzkich żali, tylko moje własne przemyślenia, na podstawie rocznych obserwacji własnych wpisów. Myślę, że mogę się już pokusić o taki wpis, po blisko pół tysiącu artykułów. Chciałem już wcześniej, brakowało mi tylko bardziej namacalnego zobrazowania problemu, który chcę poruszyć. Mianowicie, zastanawiam się nad wartością dla polskich czytelników autorskich wpisów, nie okraszonych linkiem do jakiegoś zachodniego bloga, opisującego podobny problem, czytaj: potwierdzający […]

Nie będzie gorzkich żali, tylko moje własne przemyślenia, na podstawie rocznych obserwacji własnych wpisów. Myślę, że mogę się już pokusić o taki wpis, po blisko pół tysiącu artykułów. Chciałem już wcześniej, brakowało mi tylko bardziej namacalnego zobrazowania problemu, który chcę poruszyć. Mianowicie, zastanawiam się nad wartością dla polskich czytelników autorskich wpisów, nie okraszonych linkiem do jakiegoś zachodniego bloga, opisującego podobny problem, czytaj: potwierdzający niejako jego zasadność.

Zwykle pod naszymi artykułami lub w samej treści znajdujecie źródła naszych wpisów. Osobiście przyznam, że dbam o to szczególnie, nie dlatego, by być oskarżanym o plagiat, ale dlatego, że tylko takie wpisy honorujecie, mimo, że później wytykacie to w różny sposób, ale to jest mniejsze zło od zapomnienia własnego wpisu. Przyznam, że wielokrotnie złapałem się na tym, że nawet jeśli sam znajdę temat dla swojego artykułu, szukam w Google podobnych problemów, opisywanych w zachodnich serwisach, by nie być zwyczajnie posądzonym o zbytnie bicie piany redaktorzyny, który wstał z rana lewą nogą.

Wystarczy wtedy podlinkować na dole podobnego newsa z zachodnich blogów, by wpis stał się bardziej wiarygodny. Wiem, nieciekawie to brzmi, ale tak to niestety wygląda. W środku wakacji przywitał mnie pewnego dnia dziwny komunikat na Facebooku z ankietą dotyczącą mojego znajomego. Niestety byłem jedyny w sieci wówczas, który uznał to za niepokojący sygnał, nie znalazłem nikogo kto by mnie wtedy „poparł”. Wpis więc umarł śmiercią naturalną z posądzeniem o hejt, manię spiskowo/prześladowczą i stwierdzenie, iż nie można z nikogo zrobić konfidenta, więc informacja nieprawdziwa.

Jakież było moje zdziwienie w miniony weekend, kiedy w sieci zawrzało od wpisów z podobnym zdziwieniem, tyle, że autorstwa zachodnich serwisów. Oburzenie przeniknęło również do polskich odbiorców.

Pierwszy raz tak dobitnie zetknąłem się z tym problemem na początku roku przy wpisie o wprowadzoniu nowej polityce prywatności ze strony Google. Oprócz oskarżeń o zbyt dobitne określenia (inwigilacja) spotkałem się ze zdziwieniem, o co tyle szumu, było wiadomo od dawna, teraz jest tylko klarowniej i spójnie. Do czasu, kiedy podobne wątpliwości nie ogarnęły zachodnich serwisów włącznie z Kongresem Stanów Zjednoczonych, który wziął tę nową politykę na tapetę.

Nie mam żalu do Was, ale do ogólnego trendu w polskiej sieci. Liczą się tylko wpisy, artykuły poparte wielkimi zachodnimi blogami z ogromnymi budżetami i wiadomościami z pierwszej ręki. Jeśli my dotrzemy do jakiejś informacji pierwsi, często są one ignorowane lub oceniane jako mało wartościowe. Tak więc, niejako zmuszani często jesteśmy do linkowania do takich serwisów. Nie znaczy to jednak, że nie mamy własnych przemyśleń i brak rzetelnych analiz w naszym wykonaniu.

Nawet jeśli się mylimy w swoich opiniach, potrafimy przyjąć konstruktywną krytykę i w kolejnych wpisach bardziej przykładać się do przekazywania Wam zdobywanych informacji. Taka nasza rola i praca, na nasze szczęście połączona z przyjemnością, ale nie umniejszajcie jej, tylko dlatego, że nasze analizy nie mają swojego odniesienia wśród zagranicznych obserwatorów. Piszemy dla Was i będziemy pisać, ale potrzebujemy Waszego poparcia i wsparcia, krytyki również, ale jak wspomniałem, merytorycznej.

Naprawdę wspólnie jesteśmy w stanie stworzyć w polskiej sieci unikalny blog technologiczny w skali globalnej. Niejednokrotnie docenieni zostaliśmy już przez zagraniczne startupy, które piszą sami do nas z prośbą o przetestowanie swoich serwisów. Dajecie im później świetną i przydatną informację zwrotną, za którą dziękują nam i obiecują w pierwszej kolejności, zastosowanie się do Waszych uwag czy sugestii, a nawet dodanie obsługi języka polskiego w swoich projektach.

PS Nadal nie podobają mi się te ankiety od Facebooka oraz polityka prywatności Google:).