15

Porównanie nowego NVIDIA Shield TV z poprzednim modelem

Nowa Nvidia Shield TV trafia dzisiaj do sklepów. Od piątku mam możliwość korzystać z nowego modelu w domowych warunkach sprawdzając mniejsze i większe nowości przygotowane przez producenta oraz utwierdzając się w swoim przekonaniu.

Do mojego pierwszego spotkania z Nvidia Shield TV doszło w Monachium w ubiegłym tygodniu. Na specjalnym pokazie miałem możliwość przetestować wprowadzone nowości i usprawnienia, ale czym innym jest sprawdzić je w warunkach konferencyjnych, a czym innym w domowym zaciszu. Zwraca się wtedy uwagę na mniejsze, choć nie mniej istotne szczegóły.

Ale to małe!

Zacznijmy od samego urządzenia. Dopiero po bezpośrednim porównaniu obydwu modeli Shield TV dotarło do mnie o ile nowa wersja jest mniejsza. Porównałbym to do pierwszego spotkania z Xboksem One S, którego rozmiar nie zrobi na nikim większego wrażenia, dopóki nie zestawi go z pierwszym Xboksem One. Wymiary pierwszego modelu Shield TV mi nie przeszkadzały, ale dzięki znacznemu zmniejszeniu urządzenia stał się on bardziej mobilny – przede wszystkim w kwestii ustawienia go w pobliżu telewizora, ale także wtedy, gdy zechcemy go zabrać ze sobą. Niewidoczny wcześniej podświetlany na zielono element obudowy jest teraz zauważalny także wtedy, gdy Shield TV jest wyłączony. Dla jednych może być to zupełnie bez znaczenia, dla innych może mylący, czy sprzęt jest włączony czy nie.

Warto dodać, że w odróżnieniu od pierwszej generacji Shield TV, druga nie posiada dotykowego przycisku zasilania. Z jednej strony jest to krok w dobrą stronę, ponieważ pozwala uniknąć przypadkowego uruchamiania i wyłączania urządzenia za każdym razem, gdy nawet minimalnie musnęło się wyznaczonej powierzchni, ale kij ma dwa końce, więc pozostaje nam jedynie włączyć Shield TV za pomocą naciśnięcia dowolnego przycisku na pilocie lub kontrolerze. Tęsknić będę też za slotem dla kart microSD, dzięki któremu możliwe było rozszerzenie bazowej pamięci urządzenia. Zamiast tego, jedynym wyjściem jest podłączenie pendrive’a do jednego z dwóch (ocalałych) slotów USB 3.0. Jest to uniedogodnienie, ponieważ znajdują się one całkiem blisko siebie, dlatego od czasu do czasu niezbędne jest żonglowanie podłączonymi akcesoriami, a przewód do ładowania kontrolera pozostawiam zazwyczaj zawsze wpięty do Shielda.

Kontroler i pilot oraz wydajność

Jak już wspominałem w relacji z wydarzenia w Monachium, nowy kontroler Nvidii jest o niebo lepszy od swojej pierwotnej wersji. Bardziej poręczny, z lepszym układem przycisków, lepiej się prezentujący. Po kilku dniach spędzonych z tym padem muszę przyznać, że moje obawy wobec niskiej praktyczności dotykowego panelu pozwalającego na sterowanie poziomem głośności były nieuzasadnione. Jest to wygodne i szybkie, dokładnie tak jak w przypadku pilota. Sam pilot zaś sporo zyskał… tracąc na smukłości. Pewniej trzyma się go w dłoni, choć wyczuwalna jest zmiana jakości wykonania – wśród użytych materiałów przoduje plastik, zamiast aluminium wykorzystanego w pierwszej wersji pilota.

W rozmowie z Tomkiem, który miał okazję spędzić z nowym Shield TV trochę czasu na targach CES, pojawił się temat wydajności i delikatnego spadku płynności animacji. Dlatego z jeszcze większą uwagą przyglądałem się pracy nowego Shield TV w ciągu ostatnich dni bezpośrednio porównując go z pierwszym modelem – obydwa urządzenia dysponują dokładnie taką samą specyfikacją. Nie zauważyłem ani razu, by pojawienie się pełnego wsparcia dla rozdzielczości 4K oraz technologii HDR (w takich aplikacjach jak Netflix czy Amazon Video) miało wpływ na spadek wydajności nowego Shielda.

Amazon Video po polsku na Shield TV

Nie będę ukrywał, że pomimo zapowiedzi oficjalnego wsparcia dla Amazon Prime Video także w Polsce, miałem pewne obawy co do stanu faktycznego. Android TV był wspierany przez Amazon selektywnie (tylko na wybranych modelach telewizorów Sony chociażby), a polityka firmy Jeffa Bezosa w wielu kwestiach wciąż potrafi zaskakiwać.

Zaczęło się z delikatną niespodzianką, ponieważ pomimo obecności aplikacji Amazonu zaraz po uruchomieniu Shield TV kafelek zniknął z głównego ekranu. Obejściem okazało się zmiana języka systemu na angielski (US) oraz wyłączenie, dla pewności, usług lokalizacyjnych. Wtedy aplikacja Amazon Prime Video wróciła na ekran główny.

Po zalogowaniu się na polskie konto z wykupioną usługą Prime Video wszystko działa jak powinno. Możemy odtwarzać wszystkie dostępne w naszym regionie filmy i seriale, także w 4K Ultra HD i HDR. Przy konkretnych tytułach możemy wybrać polskie napisy i/lub polskiego lektora – zmiana języka działa bez zarzutu.

Czy i kiedy Amazon zdecyduje się oficjalnie wprowadzić aplikację dla Shield TV do Polski? Tego nie wiemy, ale zostałem poinformowany, że ta decyzja należy tylko i wyłącznie do Amazonu. W obecnej chwili na liście krajów, gdzie aplikacja jest dostępna bez dodatkowych działań, znajdują się między innymi Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Niemcy.

Jeśli macie jakiekolwiek pytania dotyczące nowgo modelu Shield TV dajcie znać w komentarzach. Ja jestem pewien, że dla tych, którzy posiadają pierwszą wersję urządzenia jedyną nowością wartą zainteresowania jest odświeżony kontroler dostępny do nabycia oddzielnie. Reszta dotrze w formie aktualizacji. Jeśli szukacie sprzętu z Android TV, którym ma nie być telewizor, to Shield TV będzie gotów na wszystkie Wasze oczekiwania, choć najtańszy zestaw to wydatek rzędu 999 zł.