gmail poczta logo
35

Sprawdzam nowego Gmaila – Google dało czadu, na to właśnie czekałem

Dzisiejszego poranka gruchnęła oficjalna informacja o wdrożeniu nowego Gmaila - Google pochwaliło się nowy wyglądem i wszystkimi wodotryskami, ale mało kto miał okazję bezpośrednio przyjrzeć się nowej odsłonie skrzynki odbiorczej. Aż do popołudnia, gdy - co było niemałą niespodzianką - zawitała opcja włączenia nowego Gmaila na moim koncie. Przeżyłem szok.

Wizualny, oczywiście. Nowy Gmail wpisuje się w ostatnie trendy, które rządzą interfejsem usług Google, dlatego jest sporo bieli i kontrastowych kolorów. Nie jest to tak odczuwalne na urządzeniu mobilnym, wewnątrz aplikacji, ze względu na niewielką ilość wolnej przestrzeni. Na desktopie jest zgoła inaczej, a jasne tło chowa się za blisko 90% obszaru. Może nawet więcej. Wcześniej, przynajmniej odnoszę takie wrażenie, była ona nieco bardziej stonowana. Teraz wydaje się być zbyt jaskrawa.

Ale! Działają motywy – dlatego skorzystanie z szarego lub ciemnego motywu nie jest problemem. Podobnie jak wczytanie grafiki w tle. Stary, dobry Gmail…



Niektóre wizualne fajerwerki są tylko opcjonalne. Na całe szczęście. Lewy panel nawigacyjny można schować klikając w ikone hamburgera w lewym górnym rogu. Wtedy zyskujemy więcej miejsca na treść wiadomości, zawartość skrzynki i… boczny prawy panel, który może być włączony i do wyboru są trzy dodatkowe usługi, z którymi zintegrowana Gmaila. Pierwszą z nich jest naturalnie Kalendarz Google, drugą Google Keep, a trzecią zupełnie nowa usługa Google Tasks, czyli zadania (możecie już pobrać w formie aplikacji mobilnej). Pod tymi trzema ikonami zauważycie „plusik” – kliknięcie na niego aktywuje okno ze sklepem z dodatkami do Gmaila – ja z żadnych nie korzystam, ale osoby używające dodatkowych rozszerzeń i aplikacji powinny być zadowolone.

Centrum samego Gmaila, to oczywiście sama skrzynka odbiorcza. Wspominana przez mnie funkcja szybkiego dostępu do załączników pozwala je szybko otworzyć, ale nie ma (jeszcze?) opcji wyświetlania miniaturek obrazków bezpośrednio z widoku skrzynki – mimo wszystko, to i tak spory krok naprzód, ale do Inboxa jeszcze kawałek. Co istotne, skróty do ewentualnych plików widoczne są tylko w widoku „domyślnym”. Jeśli wybierzemy nieco bardziej ściśnięte „wygodny” lub „kompaktowy”, to pożegnamy skróty, ale przywitamy bardziej czytelny i przejrzysty widok skrzynki.

Przez co mam spory dylemat, ponieważ chciałbym mieć lepszy podgląd na zawartość Gmaila, ale te skróty znacząco przyspieszają dotarcie do potrzebnych plików.

 

Delikatnie przeorganizowano i odświeżono wygląd przycisków do zarządzania wiadomościami, a także komponowania nowej wiadomości oraz odpowiedzi. Zamiast klasycznego układu mamy teraz do czynienia z pływającym elementem z cieniem, co – muszę przyznać – wygląda znakomicie. Przycisk „Wyślij i zarchiwizuj” ma niebieski kolor, a zwykłe „Wyślij” nieco wtapia się w resztę interfejsu – dlaczego podjęto taką decyzję? Nie jestem pewien, ale najwyraźniej pierwsza z opcji musi być bardziej popularna.

Czy to zmiany na plus? Na pewno. Nie mam żadnych wątpliwości, że aktualnie udostępniana wersja Gmaila była dokładnie przez Googlerów przetestowana i zweryfikowana. Nie natknąłem się (jeszcze?) na żadne problemy czy niedociągnięcia, co jest w sumie zrozumiałe – Google nie może sobie pozwolić na potknięcie przy tak popularnym produkcie.

Teraz najbardziej ciekawi mnie to, czy taki krok oznacza nowości w Inbox? Czy to była tylko jednorazowa akcja? Użytkownicy brali tylko udział w eksperymencie, z którego wyciągnięte wnioski przetransferowano do ważniejszego Gmaila? Oby nie, bo lista zaciągniętych z Inboxa funkcji jest naprawdę obfita, a tylko kontynuowanie tego projektu może przynieść kolejne, tak dobre skutki. jak najnowszy Gmail.