40

Nowe samochody będą poddane restrykcyjnym kontrolom: drakońskie kary za odstępstwa od norm

Komisja Europejska wypowiada prawdziwą wojnę producentom samochodów. Chodzi o oszustwa związane z odstępstwami od homologacji przyznanych dla konkretnych modeli. Teraz będą za to grozić drakońskie kary. Czy odbije się to na kieszeniach kupujących?

Wszystkie ostatnie ruchy związane z uszczelnianiem prawa homologacji samochodów mają związek z aferą Dieselgate, która wstrząsnęła całą branżą motoryzacyjną. Dlatego też Unia Europejska chce skutecznie ukrócić oszustwa koncernów motoryzacyjnych i wprowadza bardzo precyzyjne przepisy, które będą jeszcze szczegółowej regulować kwestie otrzymania homologacji na teren Unii Europejskiej. Jednak od początku.

Restrykcyjne badania homologacyjne samochodów: zaczęło się od afery

Na początek jednak krótki rys historyczny. We wrześniu 2015 roku ujawniony został proceder montownia w samochodach grupy Volkswagena oprogramowania, pozwalającego na manipulowanie wynikami pomiarów emisji z układu wydechowego. Chociaż pierwsze ogniwa wykryto i odnotowano w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska wystosowała wtedy notę o naruszeniu Ustawy o Czystym powietrzu przez koncern VW.

Oszustwo miało polegać na celowym zaprogramowaniu silników wysokoprężnych (zaczęło się od wersji 2.0 TDI 150 KM) tak, aby ograniczenia emisji zanieczyszczeń, były aktywowane jedynie podczas laboratoryjnych testów emisji spalin. Oprogramowanie jednostki sterującej pracą motoru powodowało, że emisja tlenków azotu podczas testów spełniała normy, a podczas normalnej jazdy było do 40 razy wyższa. W sumie cała afera Dieselgate mogła objąć nawet 11 milionów samochodów. Unia Europejska chce temu zaradzić i wprowadza bardzo restrykcyjne i precyzyjne przepisy dotyczące homologacji pojazdów.

Restrykcyjne badania homologacyjne samochodów: będą drakońskie kary

18 kwietnia Parlament Europejski uchwalił wprowadzenie nowych rozporządzeń o sposobie homologacji typów pojazdów na terenie Unii Europejskiej. Od momentu wejścia w życie nowych przepisów, każdy nowy samochód, który ma być dopuszczony do sprzedaży na terenie Wspólnoty musi zostać sprawdzony według około 70 kryteriów – zarówno pod względem bezpieczeństwa, jak i emisji spalin. Nowe przepisy mają zwiększyć kontrolę nad producentami samochodów.

Najważniejszą zmianą, wprowadzoną przez europosłów jest kwestia regularnego sprawdzania samochodów, które już otrzymały homologację. Średnio jeden na 40 tysięcy egzemplarzy danego modelu, które zjadą już z linii produkcyjnych będzie musiał przejść testy. Co najmniej 20 procent z tych kontroli dotyczyć ma emisji oraz spalin. Za niespełnianie norm już homologowanych aut grozić będą producentom drakońskie kary. Mowa tutaj o kwotach 30 tysięcy Euro (około 125 tysięcy złotych!) za każdy egzemplarz, który opuścił taśmy produkcyjne. Przy produkcjach idących w setki dziennie, kwoty wlepianych mandatów mogą iść w miliony euro!

Dodatkowo jeśli okaże się, że nowy system kontroli jest szczelny, każdy producent zmuszony zostanie do jeszcze intensywniejszej pracy nad obniżaniem emisji CO2. Nowe limity, które zatwierdził już Parlament Europejski, wymuszą na koncernach tworzenie kolejnych wersji hybrydowych i elektrycznych, które pozwolą na spełnienie jeszcze bardziej wyśrubowanych norm.

Można się zastanawiać czy nowe przepisy będą czegoś warte? Z jednej strony niesprawiedliwością jest działanie, które stosują producenci – trzeba więc je ukrócić. W tym pełna zgoda. Spodziewam się jednak, że jeśli na producentów posypią się kary, to koncerny odbiją je na cenach samochodów. Już teraz można czasami złapać się za głowę patrząc na ceny nowych aut, a co dopiero będzie kiedy uchwalone przepisy zaczną obowiązywać?