10

Pamiętacie No Man’s Sky? Sprzedali niedopracowaną grę, by po trzech miesiącach ją naprawić

No Man’s Sky - przez pierwsze kilkadziesiąt minut bardzo obiecujące, później nudne i niedopracowane. To jeden z największych baloników, które sami sobie napompowaliśmy i jednocześnie jedno z największych growych rozczarowań tego roku. Twórcy bezczelnie wypuścili niedopracowany produkt i dopiero po trzech miesiącach udostępnili aktualizację, która naprawia grę.

Nie ukrywam, że po pierwszym kontakcie z No Man’s Sky byłem do gry pozytywnie nastawiony.

W naszej recenzji No Man’s Sky Markus dał grze 7/10, ja nie byłbym tak łaskawy – wynudziłem się przy NMS – mówiąc szczerze odetchnąłem z ulgą słysząc, że nie muszę jej recenzować i dalej męczyć się w pustym kosmosie. Rozczarowani byli też inni gracze, którzy szybko sprzedawali swoją płytę lub żądali zwrotu pieniędzy za cyfrowe kopie. Oczywiście byli też tacy, którzy świetnie się bawili, można jednak powiedzieć, że gra rozczarowała i nie „dowiozła” tego, co od dłuższego czasu obiecywali jej twórcy.

Trzy miesiące później

Mogło się wydawać, że po tak chłodnym przyjęciu No Man’s Sky, ekipa odpowiedzialna za grę złoży broń, odpuści i spróbuje zapomnieć o swojej wpadce. Ale to oczywiście oznaczałoby, że może już pożegnać się z branżą. Była też druga opcja – usiąść i w pocie czoła pracować nad ulepszeniami. Na szczęście dla graczy wybrano drugi scenariusz, dzięki czemu najpierw ujawniono pierwszy rozsądny komunikat, by później wypuścić łatkę – czy raczej wielką łatę. Twórcy twierdzą, że wysłuchali graczy i poprawki w No Man’s Sky są dokładnie tym, czego oczekiwano.

Aktualizacja posiada numer 1.1 i jest darmowa. Dodano nowe tryby gry, w tym survival i creative, w którym gracz będzie mógł wreszcie eksplorować wszechświat i zbudować własną bazę – w tym zatrudnić pracowników, rozbudować czy przechowywać w niej surowce. Ulepszono też grafikę, dodano nowe materiały i surowce, dodano tryb fotograficzny – listę zmian zgrabnie podsumowuje udostępniony przez twórców film.

To niestety nie pierwszy raz

Dajemy się oszukać i niestety niewiele uczymy się na własnych błędach. Doskonale rozumiem, że gry nastawione całkowicie na rozgrywki sieciowe są cały czas uaktualniane i ulepszane – tak to wygląda i jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Niezbyt często, ale za to konkretnie swoją strzelankę Overwatch rozbudowuje Blizzard. Dostajemy okazjonalne wydarzenia, zbliżają się święta, pewnie znów w grze pojawią się fajne skórki i świąteczne motywy. Dostajemy nowe mapy i nowych bohaterów, a ci już obecni otrzymują zmiany w sile rażenia, a sama gra dostaje ogólne zmiany balansu. Pewnie i fajniej byłoby, gdyby pewne elementy pojawiły się już na premierze, ale doskonale widać, że Blizzard (choć nowy w gatunku FPS) cały czas pracuje nad swoją grą i ta będzie jeszcze żyć latami.

A pamiętacie Street Fighter V, które nie miało trybu opowieści? Czekałem na niego, czekałem i kiedy się doczekałem okazało się, że jest przeciętny – trudno było zrozumieć dlaczego nie pojawił się w podstawowej wersji gry, skoro twórcy Mortal Kombat jakoś potrafili temat ogarnąć.

A ostatni Batman? To już generalnie ekstremalna sytuacja, w której PC-towa wersja gry w ogóle zniknęła ze sklepów – była niedopracowana, a mimo to zarówno twórcy jak i wydawca nie mieli skrupułów, by brać za nią pieniądze. Choć tu głos graczy był ważny i mam nadzieję, że coś zmienił w podejściu wydawców.

Dać grze drugą szansę?

Nie ukrywam, że nie pierwszy raz przejechałem się na obietnicach i pewnie podobnie jak mi, przypomniał Wam się Driveclub, którego naprawiano tygodniami. Ostatecznie wyszła fajna gra, w której przyjemnie się jeździ – ale jednak niesmak pozostał. Niespecjalnie wierzyłem w obietnice twórców No Man’s Sky, ale i tak poczułem się oszukany. Na tyle, by niechętnie podchodzić do nowej aktualizacji. Z drugiej strony gra potaniała i z łatką może okazać się smakowitym kąskiem dla tych, którzy odpuścili w okresie premiery i wykazali się cierpliwością. Ci, którzy rzucili grę w kąt lub szybko ją sprzedali już pewnie do niej nie wrócą – a ogólnie gracze raczej nie zaufają już Hello Games. Tyle tylko, że twórcy mogą mieć pretensję tylko do siebie. Trzeba było sprostać oczekiwaniom graczy albo nie pompować balonika, który od początku był poza zasięgiem.