13

Nabrany na No Man’s Sky – czyli o skoku na moją kasę

Było wiele tytułów, które przyzwyczaiły mnie do tego, iż obietnice składane przed wypuszczeniem gry często nie pokrywają się z rzeczywistością. Tym razem jednak producent przegiął.

Gra, o której mówię, czyli No Man’s Sky przed premierą zapowiadana była jako coś wspaniałego. Otwarty świat, w którym można wszystko, interakcja praktycznie ze wszystkim, gra ze znajomymi, nieskończone możliwości podróżowania, olbrzymi wszechświat.

W efekcie dostaliśmy grę, w którą nie można grać nawet ze znajomymi, nie mówiąc o jakimś bardziej zaawansowanym trybie online (w międzyczasie producent zrywał naklejki z gry – naklejki świadczące o tym, że ten tytuł ma cokolwiek wspólnego z multiplayerem).

Wspaniały świat generowany losowo tak naprawdę składa się z kilku elementów, które po zmiksowaniu dają nam schematyczne i powtarzalne do bólu elementy. Zapowiadane interakcje z otoczeniem tak naprawdę sprowadzają się jedynie do zbierania i pozyskiwania materiałów niezbędnych do funkcjonowania statku. Nie ma żadnej interakcji z dużym statkami, możliwości lądowania na asteroidach.

AngryJoe w swojej recenzji punktuje bez litości:

Mieliśmy mieć do dyspozycji portfolio różnych statków, z których każdy będzie charakteryzował się unikalnym doświadczeniem podczas przetwarzania galaktyki. To też kłamstwo, bo statki poza wyglądem różnią się jedynie pojemnością “bagażnika”, lata się nimi dokładnie tak samo.

Teraz najlepsze – miał być system frakcji, do której zapisują się gracze. To jest również kłamstwo, bo nic takiego nie występuje w grze. O samej fabule już nie wspomnę, bo chyba więcej jej jest w grze saper (jak porównał jeden z naszych czytelników).

Można by tak długo wymieniać rzeczy, które obiecał producent, a których w grze nie ma. No Man’s Sky w przeciwieństwie do innych tytułów jest po prostu kantem, na kasę od graczy. Mała firma zrobiła grę niezależną, którą nagle ktoś wyniósł na półkę wyżej z ceną na poziomie 60 dolarów. Moim zdaniem nawet niższa cena nie usprawiedliwiałby jednak oszukiwania klientów, bo o tym mówimy w tym przypadku.

Na moim koncie na Steam, mam chyba dobrze ponad 150 tytułów. Są to gry bardzo różne, od takich które zachwycają do takich w które pograłem 30 minut. Nigdy wcześniej nie myślałem jednak o dokonywaniu zwrotu. Przeważnie rozczarowany samą realizacją danego tytułu odpuszczałem. Tym razem jednak postanowiłem ubiegać się o zwrotu kasy, pomimo iż przegrałem w tę grę 7h, czyli 5h powyżej limitu. Uważam, że przy tego typu grze nie da się w 2h sprawdzić czy jest faktycznie tym, co zapowiedział producent i uważam, że mimo przegranych 7h, zwrot nadal jest “uczciwą” formą zakończenia współpracy z tym tytułem.

Niestety pierwsza próba zwrotu zakończyła się niepowodzeniem, ponieważ odbiłem się od standardowego komunikatu. Będę jednak próbował dalej.

Ps. Zastanawia mnie tyko jedno. Jak w czasach w których klient jest najważniejszy, a duże koncerny reagują na każdą skargę konsumenta na Facebooku czy w innych social mediach, to jakim cudem w branży gier przechodzą takie akcje?