104

Linux uruchomiony na Nintendo Switch! Producent nie załata tej luki aktualizacją

Gmeranie przy konsolach i uruchamianie tam pirackiego oprogramowania to temat stary jak świat. Ale zawsze kiedy dotyczy współczesnych sprzętów wzbudza sporo emocji. Podobno z PS4 łatwo nie jest, ale kto wie jak ta historia skończy się dla Nintendo Switch, na którym grupie hakerskiej udało się uruchomić jedną z dystrybucji Linuxa. Co więcej — już teraz mówią, że Nintendo tego nie załata żadną aktualizacją oprogramowania...

Dla wszystkich obserwujących rynek wszelkiej maści moderów, hakerów i spółki oczywistym jest, że nadrzędnym celem dla większości z nich jest uruchamianie pirackich gier. Owszem, zasłona dymna w postaci homebrew rzucana jest od lat. Kiedyś z dużym powodzeniem działała jeszcze kwestia zdejmowania blokady regionalnej — która, w moim odczuciu — naprawdę była istotną, bowiem nie bez powodu sam mam po kilka wariantów tego samego sprzętu, ze względu na brak możliwości uruchomienia gier z innego regionu na europejskiej konsoli. Nie oszukujmy się jednak: większości nie zależy ani na homebrew, ani na kwestiach regionów, a wrzucaniu gier, które pobiorą za darmo z sieci. Dlatego wszystkie informacje na temat modyfikacji oprogramowania w konsolach cieszą się zawsze dużym rozgłosem. I kto wie — może wykryta właśnie przez grupę fail0verflow luka w Nintendo Switch okaże się niezbyt miłą wiadomością dla producenta konsol.

Linux na Nintendo Switch, którego prostą aktualizacją oprogramowania załatać się nie da

Grupie udało się uruchomić na Switchu Debiana — jedną z dystrybucji Linuxa. Kiedy uruchamiamy konsolę, ta automatycznie odczytuje fragmenty kodu, z pamięci ROM, czyli tylko do odczytu (Read Only Memory). Hakerzy odkryli jakie instrukcje są wykonywane na tym etapie i podmienili pliki startowe systemu operacyjnego Switcha. Jedyną opcją naprawy sytuacji, jest załatanie luki przez Nvidię przy kolejnych partiach konsol, które trafią na rynek. Jak widać na załączonym obrazku, nie potrzeba nawet instalować żadnego dodatkowego chipa. Podłączone do konsoli urządzenie widoczne na obrazku nie jest podobno niezbędne.

Nie jestem specjalistą w temacie, ci którzy bardziej śledzą temat twierdzą, że uruchomienie dodatkowego oprogramowania może stać się faktem. Oczywiście na pierwszy rzut w tych rozmowach idzie homebrew, chwilę później czają się pirackie gry. Ze względu na brak ograniczeń regionalnych w Nintendo Switch — tym razem ten argument już stracił moc. Mimo wszystko nie nastawiałbym się na to, że będzie to kwestia najbliższych dni, tygodni czy nawet miesięcy. fail0verflow nie mają dostępu do pełnej mocy konsoli — na ten moment mogą korzystać tylko z jednego jej rdzenia. Jeżeli przyglądacie się jednak scenie od lat, to wiecie że kropla drąży skałę — i w dłuższej perspektywie może to być fatalna wiadomość dla Nintendo.

Mając w pamięci jak piractwo w przeszłości utrudniało życie twórcom i wydawcom na tyle, że ci postanawiali odwracać się od sprzętu — mam cichą nadzieję, że tym razem do podobnej sytuacji nie dojdzie. Tym bardziej, że wyniki sprzedaży Nintendo Switch napawają optymizmem. I po początkowej rezerwie z jaką wielu podchodziło do sprzętu po Wii U, w tym roku darzą je większym zaufaniem. A łatwe piracenie na platformie może to szybko zmienić — oby tak się zatem nie stało.

Źródło: Nintendo Life, Twitter