48

Popsuliśmy rynek gier. Ja, Wy – my wszyscy

Ubisoft dołącza do specyficznego grona wydawców, które potrafi zarobić więcej na wewnętrznych transakcjach w grze niż na cyfrowej sprzedaży pełnego produktu. Niedawno czytałem podobne wieści o Take-Two. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że sami jesteśmy sobie winni.

Nienawidzę mikrotransakcji

Zakupy wewnątrz aplikacji to coś, co zawsze kojarzyło mi się z darmowymi grami mobilnymi. Dokładnie tymi, od których od razu się odbijałem i starałem się je omijać szerokim łukiem. W związku z tym zawsze wybierałem pozycje płatne, ale pozbawione wewnętrznych zakupów. Moim zdaniem to fair w stosunku do wszystkich, a i frajda z zabawy jest większa. Naciąłem się natomiast kiedyś na jednej z części gry Asphalt – kupiłem pełną wersję, która następnie stała się darmowa i postawiła na wewnętrzne zakupy. O ile jednak na rynku mobilnym to dziś coś normalnego, to w klasycznych grach wciąż jest nowością. W dodatku irytującą.

Kiedy płacę za jakąś produkcję kilkaset złotych, oczekuję pełnej gry bez konieczności dokupowania czegokolwiek. Owszem, czasem skuszę się na DLC (dodatki, często płatne), ale tylko jeśli czuję, że nie jest to zawartość wycięta z gry, a faktyczne jej rozszerzenie. Doskonałym przykładem są tu dodatki do Wiedźmina 3, które śmiało mogłyby konkurować z normalnymi grami. Natomiast bolało kiedy EA sprzedawało pierwsze Star Wars Battlefront praktycznie w kawałkach, podobnie chciało zrobić z częścią drugą. Gracze w wersji beta BF2 wyrazili niezadowolenie i firma obiecała poprawę. Czy tak się stanie? Zobaczymy już niedługo.

To będzie się rozwijać

Niedawno duży wydawca Take-Two poinformował, że dochody z mikrotransakcji stanowiły prawie połowę całego przychodu netto firmy za ostatni kwartał. Kolejny duży wydawca, Ubisoft, poinformował właśnie, że zarobki z mikrotransakcji pozwoliły firmie zarobić ponad 200 milionów dolarów w pierwszej połowie roku fiskalnego. Chodzi o dostępną do zakupu zawartość wewnątrz gry oraz dodatki, przepustki sezonowe i subskrypcje. To aż 51% całej cyfrowej sprzedaży Ubisoftu – innymi słowy, wpływy z mikrotransakcji przewyższyły cyfrową sprzedaż samych gier.

Sami jesteśmy sobie winni

Ubisoft sam sobie tego nie wymyślił. Nie nagiął wyników, nikogo do niczego nie namawiał. Ma mechanizmy sprzedaży dodatków do gier, paczek czy wirtualnych przedmiotów. Nie zarabiałby na nich gdyby gracze za nie nie płacili. Oczywiście rozumiem, że kiedy jest to potrzebne do przyjemniejszej gry, dodatkowy mały wydatek nie boli. Natomiast można to zbojkotować, nie korzystać z mikrotransakcji, a gdy te psują zabawę, nie kupować samej gry. Wygląda jednak na to, że na takie praktyki oburzają się media, a gracze jak zaczarowani otwierają portfele, wyciągają karty kredytowe i kupują bez zastanowienia.

Na nic więc zdaje się obniżanie grom ocen za wewnętrzne zakupy, na nic lamentowanie nad pobieraniem dodatkowych opłat za zabawę. Skoro gracze tego chcą, to to dostaną.Tylko głupi nie chciałby dodatkowo zarobić jeśli jest ku temu okazja. A uwierzcie mi, wśród osób decyzyjnych u dużych wydawców głupków nie ma i jestem pewien, że skoro gracze dają się doić, będą dojeni jeszcze bardziej.

Co możemy zrobić?

Na dobrą sprawę nic. Widziałem już w sieci niejedną petycję, o której było głośno w growych mediach, natomiast ich efekty były mizerne. Zawsze można głosować portfelem i nie kupić gry, obawiam się jednak że większość graczy wzrusza po prostu ramionami i przyjmuje takie mikrotransakcje jako coś normalnego. I podejrzewam, że któregoś dnia to będzie coś „normalnego”, udowadnia to chociażby Microsoft przy okazji Forza Motorsport 7. Karty i paczki zabiły przyjemność z rozwijania i szlifowania umiejętności. No bo jak inaczej nazwać sytuację, kiedy można się wspomóc kartami czy paczkami kupowanymi za realną walutę? Ja rozumiem, że to droga na skróty dla osób, które chcą się świetnie bawić, a nie mają tak dużo czasu na grę. Cierpią na tym jednak fani, którzy od lat wspierali producentów i znów chcieli dostać po prostu dobrą, pełną, dającą satysfakcje produkcję.

źródło

  • cieszę się czasem, iż przestałem grać z powodu braku czasu, nie mogłem znieść tego trendu. Kwintesencją tego dojenia klienta jest Crusader Kings II tam się płaci nawet za herbik czy awatary postaci, by portrecik pokazywał w Indiach Hindusa a nie defaultowego Europejczyka – zgroza! Ale tak jak tytuł artykułu , to MY na to pozwoliliśmy.

    • Dokładnie, nasza wina. Gdyby gracze od razu powiedzieli „ej, nie damy się doić”, nie byłoby tego, co jest teraz.

    • Filip Straburzyński

      Nie zgadzam się. Firmy często starają się działać na zasadzie tworzenia potrzeb, których wcześniej nie było. Część jest na to odporna, część nie. Tylko, że w przypadku gier, lwią część grupy odbiorców stanowią dzieciaki, nastolatki i młodzi dorośli (po 18-tce nie przestaje się być nagle umysłowym nastolatkiem), którzy są po prostu na to bardzo podatni. Tym bardziej, że w tym kręgu wpływ decyzji znajomych na własne jest też dużo większy i nie ma to często nic wspólnego z racjonalnym wyborem.

      Innymi słowy, nie ma się co bić w piersi. Częściowo może to być wina odbiorców, ale branża też ustawiła tak ścieżkę rozwoju, żeby było trudniej dokonywać innych wyborów. Działa to dokładnie tak samo, jak się idzie dziś do sklepu kupić jeansy, które nie mają dziur / przetarć – jeśli się nie upierasz przy swoim i nie szukasz wytrwale, to kupisz takie, jakie są teraz modne.

      I nie martwiłbym się też tak tym, że branża dziś wygląda jak wygląda. Wahadło wychyla się teraz w drugą stronę, ale z czasem zacznie wracać, bo to naturalna kolej rzeczy. Firmy chcą się wyróżnić, więc z czasem, gdy rynek się nasyci danym rozwiązaniem, to zacznie to iść w przeciwnym kierunku. Weźmy choćby za przykład nowego Wolfensteina, który jest grą tylko single bez mikrotransakcji.

    • Jedna jaskółka wiosny nie czyni (Wolfenstain). Coś co już „zażarło” na rynku nie będzie odpuszczone i klient będzie dojony do ostatniego, który się na to zdecyduje. Tak niestety działa amoralny kapitalizm , a ten dominuje na świecie aktualnie. Tak samo jedna firma potrafi zepsuć rynek, tak jak Apple zepsuł rynek sprzętu, horrendalnymi cenami i to inni producenci zaczęli podwyższać cen swoich produktów i dziś mamy iPhone po 6 tysięcy ale już faktu iż Samsunga topowe przekraczają 4k mało kto uważa za niewłaściwy No bo konkurencja przecież.. A jeszcze pare lat temu każdy telefon powyżej dwóch tysięcy złotych uważało się za fanaberię. Oczywiście zawsze będą firmy korzystające z niszy i wypuszczającą tańsze modele próbując się tym wybić, ale ich też dotyka fakt coraz droższych podzespołów, bo producenci owych ślepi nie są i także podnoszą ich ceny producentom, którzy zarabiają na ich składaniu kroci. Wiec koło się zamyka i taki tani producent, który mógłby robić coś taniego jeszcze pare lat temu za połowę ceny już nie jest w stanie tego zrobić. Dobrym przykładem jest branża samochodowa, która wywindowała ceny topornych technologii sprzed nielada paru dekad do dzisiejszych poziomów. A przecież np takie typy zawieszenia jak mherson, układy przekładniowe itp nie zmieniają się prawie na przestrzeni lat, cena surowców jakoś lawinowo już nie rośnie, a ceny tych podzespołów nijak maja się do tej (uwzględniając inflacje) która była gdy je wdrażano.

    • mall

      eee akurat z portretem to chyba nie całkiem prawda. DLC wprowadzał spory kawałek mapy do rozgrywki oraz związane z nim cechy kulturowe, religie, eventy itp. itd. Portrety były w nim zawarte i nie wymagały dodatkowego zakupu.

      Co do pierdyliarda DLC dka Crusader Kings II to akurat trzeba się zgodzić :D

    • Są dlc z portretami samymi są, zapomnialem jeszcz o herbach.. też były dostępne. https://ck2.paradoxwikis.com/Graphical_DLC
      Tu jest lista , fakt w „paczkach” rozszerzeń były zawarte portrety ale cena takiej paczki też była odpowiednia. Zastanawiałem się w pewnym momencie kiedy paradox wypuści nowa grę czy będzie DLC z rozszerzeniem do menu gry. Np nowość! kup dlc „savegame” i zapisz swój stan gry, jeśli zdecydujesz się również na pakiet „loadgame” będziesz mógł ten stan przywrócić i kontynuować swoją rozgrywkę, nawet po ponownym uruchomieniu komputera! W pakiecie 2% taniej, oferta tylko do wydania dlc z mapą rozgrywki.

    • mall

      Ach. Faktycznie są takie DLC!

      Może czas się nauczyć jako klienci nigdy nie kupować w normalnej cenie ;/

    • osobiscie chciałem czekać aż zakończą serie CKII i kupić paczkę wszystkiego za jakieś 50zł w promocji z kosza. Ale ta odsłona chyba jeszcze długo się nie zamknie – powodem są właśnie fani (skądinąd genialnej strategii) którzy płaca co chwila krocie za kolejne skrawki skądinąd nienajswiezszego już kotleta.

  • Q

    „Popsuliśmy rynek gier. Ja, Wy – my wszyscy”
    Mnie w to proszę nie mieszać, nie psułem rynku.
    Nie kupowałem pociętych gier, nie kupiłem żadnego season passa, nie kupilem nawet bylejakiej pierdoły jak „śmieszny skin” do gry ani „time savera”.
    Nawet jeśli był do gierki którą lubie i szanuje np: BOTW.

    • No dobrze!
      Nie Twoja wina…
      :P

    • Hiwatari

      No. I moja też nie.

    • zapadazmrok

      Moja też nie! :)

    • mrfrost1977

      Wow…Polska Walcząca ciągle żywa?

    • gamer

      Dokładnie. Nie wszyscy. Dla mnie Breath of the Wild to gra generacji, ale nie zamierzam wydawać ani grosza na DLC. Niestety z tego co obserwuję mnóstwo ogrywających ten tytuł już dawno rzuciło się na sezonową przepustkę. „Większość jest głupia” – jak pisał pan Mrożek – i właśnie ta większość graczy zepsuła rynek gier.

  • lgawe1994 ✓ᵛᵉʳᶦᶠᶦᵉᵈ

    Na szczęście są alternatywy takie jak prywatne serwery do gier MMO, piracenie gier Singleplayer lub modyfikacja gier mobilnych.

    • Z tym piraceniem to się trochę zagalopowałeś

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      Nie no, kupuję podstawkę a piracę te wszystkie mini dlc

    • zakius

      a przy okazji odpalasz z cracka podstawkę, bo inaczej nie chce działać…
      chociaż jak się weźmie z goga to nie ma takich problemów

    • ᗪ ᒍ ᗩ K ᗪ E K I E ᒪ

      Najgorzej jest jak mam kupionego legalnie a wygodniej jest grać z crackiem

    • Driggooziz

      Ta, prywatne serwery, zabugowane questy, niedziałające skille w zależności od wprowadzonej poprawki i upadek po jakimś czasie. Nie bez powodu prywatne serwery WoWa słabiej się rozwijają od czasu Cataclysmu, bo tam naprawdę wprowadzono tyle rozmaitości, że mała ekipa prywatnego serwera sobie z tym nie poradzi.

  • doogopis

    Ta, mikropłatności miały płaczkom zrekompensować rzekome straty i co przestały płaczki płakać? Pazerniaki.
    I nie my! Tylko oni opracowali taki model sprzedaży. By zarabiać by produkt przynosił zysk przez cały czas grania. Już nawet mikropłatności przynosza więcej kasy jak same gry a te kutfy dalej płaczą.
    Miszczu jak coś to pobierał plus wszystkie dodatki z dlc.
    A te Spotify to co? Co miesiąc płacić za słuchanie? Dlaczego nie raz ,za konto? Jak na torentach.
    „pozwoliły firmie zarobić ponad 200 milionów ”
    A takie straty podobno,te piractwo. Ojej! Ci biedni deweloperzy.
    Handel pozyskanymi danymi,bo przecież dziś każda aplikacja szpieguje,czemu nie.
    „Środki firmy są radykalne: od lipca 2016 pomocnicy wyborczy Trumpa otrzymują do dyspozycji aplikację, dzięki której mogą rozpoznać, jakie polityczne nastawienie i jaki typ osobowości mają mieszkańcy danego domu. Kiedy ludzie Trumpa dzwonią do drzwi, to tylko do tych osób, które aplikacja zaszeregowała jako otwarte na jego przesłanie. Pomocnicy wyborczy mają do dyspozycji gotowe, dostosowane do osobowości mieszkańców, wskazówki do prowadzenia rozmowy. Reakcje znów zostają przez pomocników wyborczych wprowadzone do aplikacji – i nowe dane spływają z powrotem do pokoju kontrolnego Cambridge Analytica.
    Firma dzieli społeczeństwo USA na 32 typy osobowości, koncentuje się tylko na siedemnastu stanach. I tak jak Kosiński ustalił, że mężczyźni, którzy lubią kosmetyki marki MAC, bardzo prawdopodobnie są gejami, Cambridge Analytica wykryła, że preferowanie samochodów wyprodukowanych w USA jest najlepszym wskaźnikiem możliwych wyborców Trumpa. Między innymi takie wyniki pokazują Trumpowi, jakie przesłania i gdzie oddziałują najlepiej. Decyzja, aby się w ostatnich tygodniach skupić na Michigan i Wisconsin, zapada na podstawie analizy danych. Kandydat staje się instrumentem implementacji pewnego modelu.
    — w USA prawie wszystkie dane osobowe są na sprzedaż. Jeśli chcesz wiedzieć, gdzie na przykład mieszkają żydowskie kobiety, można łatwo kupić te informacje. Włączając w to numery telefonów.

    Teraz Camridge Analytica porównuje te pakiety liczb z listami wyborców partii republikańskiej i danymi online takimi jak polubienia na Facebooku, następnie obliczany jest profil osobowości OCEAN. Nagle z cyfrowych śladów wyłaniają się rzeczywiści ludzie z ich obawami, potrzebami, zainteresowaniami – i z adresem zamieszkania.
    Procedura jest identyczna z tą, którą opracował Michał Kosiński. Również Cambridge Analytica używa quizów do mierzenia inteligencji i innych małych aplikacji do mierzenia osobowości metodą OCEAN, aby uzyskać dostęp do mających znaczenie polubień użytkowników na Facebooku. Cambridge Analytica robi dokładnie to, przed czym Kosiński ostrzegał.

    — Mamy psychogramy wszystkich dorosłych obywateli USA – 220 milionów ludzi — Nix otwiera zrzut ekranu.
    — Tak wyglądają nasze centra kontroli. Państwo pozwolą mi pokazać, co z tym robimy.

    Pojawia się cyfrowy kokpit. Na lewo diagramy, na prawo mapa stanu Iowa, gdzie Cruz zebrał zaskakująco dużą liczbę głosów w kampanii prawyborów. Następnie setki tysięcy małych punktów, czerwonych i niebieskich. Nix zawęża kryteria: republikanin – niebieskie punkty znikają; jeszcze nie przekonany – znowu znikają punkty; „mężczyzna” i tak dalej. Na końcu pokazuje się pojedyńcze imię, pod nim wiek, adres, zainteresowania, skłonności polityczne. Jak teraz obrabia Cambridge Analytica taką osobę przy pomocy komunikatów politycznych?
    Na innym slajdzie Nix pokazuje, na przykładzie prawa do posiadania broni, dwie wersje tego, w jaki sposób można przemówić do psychometrycznie prześwietlonego wyborcy:
    — Osobie pełnej obaw z wysokimi wskaźnikami neurotyzmu sprzedajemy broń jako ubezpieczenie. Proszę zobaczyć obraz po lewej: ręka intruza, która rozbija szybę.
    Prawa strona pokazuje mężczyznę z dzieckiem na tle zachodu słońca, oboje ze strzelbami na polu, oczywiście w trakcie polowania na kaczki:
    — To jest dla typów konserwatywnych z wysokimi wskaźnikami ekstrawertyczności.”
    https://futrzak.wordpress.com/2016/12/20/w-jaki-sposob-trump-wygral-wybory/
    Tu można całość poczytać.

    • Spotify? Raz, ale ile? No bo chyba nie cena miesięcznego abo.
      Nie przestali płakać, oczywiście – bo wydawca ma zarabiać, więc zarabia gdzie może. My, doogopis – oczywiście generalizuję, my, czyli gracze. Gdybyśmy nie płacili za te wszystkie pierdoły, to nie byłoby mikrotransakcji.

    • doogopis

      Opłaciłeś tylko określony czas,potem gdy nie zapłacisz to koniec. Płacisz cyklicznie za dostęp.
      Wiadomo że gdyby nie kupować to by sie popłakali i na kolanach przyszli.
      Tylko ile tak byśmy mogli gdyby to tak działało. To jest przemyślana taktyka, znająca ludzkie reakcje. Ktoś musiał taki model opracować. Kapitalizm opiera sie na cyklicznej konsumpcji. Co owocuje w coraz to słabszej jakości towaru i to widać. Gdyby robili jak kiedyś pralki na 10 lat to by z torbami poszli. Gry kiedyś nie były aż takim wielkim biznesem na miliony,robione często przez ludzi posiadających więcej pasji i chęci czegoś pokazania. Dziś gdy gry przejeła komercha to widać jakie wszystko jest sztuczne,bo za grami stoją biznesmeni dziś! Podobnie z muzyką, wszystko z kastingu. Dobry film to taki na którym dotrwasz do końca najczęściej.
      To kapitalizm narzuca cykliczną konsumpcje i ten model teraz trafił do biznesu gier.
      To tak jakbym ci przystawił spluwe do głowy i powiedział zrób to czy tamto, teoretycznie masz wybór,ale w praktyce nie!
      Podobnie w przypadku że możemy nie kupić. Możemy tylko kto wiedział że to bedzie takie sza!bo kiedy wprowadzali mikropłatności? Kto dziś ma tyle odwagi by sie postawić? Oni o tym wiedzieli i to wykorzystali. Tak czy inaczej i tak by nas dopadli. Bo ludzie nie są tacy. Nigdy nie widziałem że ludzie sie tak postawili.
      Raz w stanach czarneccy rok bojkotowali autobusy w czasach rasizmu ,klimat Rosa Parks i potem Luter King i to chyba jefyny przykład gdzie ludzie masowo zaprotestowali.

  • Jack B.

    Trzeba grać w stare gry, no i proszę rozwiązałem problem kappa…
    Niestety jak raz pozwolisz, to wycisną z ciebie wszystko, niestety ale zawsze chodzi tylko o pieniądze, a my już nie zatrzymamy tego pędzącego wozu, dawno jest poza czyimkolwiek zasięgiem

  • Realq

    Mnie proszę nie obrażać. Nie wydawałem nawet złotówki na takie złodziejskie praktyki, a jedyne DLC jakie kupowałem (osobno, nie w bundlach) to te do wiedźmaka

  • raptor72

    Ja uważam że mikropłatności są genialne w grach wojennych ponieważ dopiero ponoszenie kosztów kampanii wojennej pozwala zrozumieć czym jest wojna. Zyski z napaści muszą być większe niż nakłady na napaść. Inna sprawa że gracze z Europy zachodniej lub Południowi Koreańczycy, a czasem i Ruscy potrafią wydawać tysiące dolarów miesięcznie na grę, my na razie jesteśmy za biedni by grać z resztą świata.

  • Pół biedy jak mikropłatności są tylko żeby przyspieszyć rozwój w grze, najgorzej jest, jak dają bonusy, których nie można uzyskać grając bez płacenia (albo jest to niezwykle trudne). Ludzie tacy są, że chcą iść na skróty. Kiedy w grach był głównie tryb single, to niemal wszyscy korzystali w większym, bądź mniejszym stopniu, z tak zwanych kodów, a to w Simsach ktoś sobie dodał pieniądze, a to w Tekenie odblokował wszystkie postacie, albo w Tomb Raider stał się nieśmiertelny. Później przyszła era multi, a wraz z nią cheaterzy. Az w końcu producenci się zorientowali, że dla wielu ludzi możliwość oszukiwania w grze, jest czymś niezbędnym i zaczęli to sprzedawać

    • Driggooziz

      Ja przestałem używać w ogóle kodów do gier, które i tak rzadko wpisywałem, jak z kumplem stwierdziliśmy, że w sumie tylko zepsuliśmy sobie grę w GTA:VC. Od tego czasu nigdy nic nie wklepywałem. Bardzo ciekawie prześledziłeś i opisałeś skąd się wzięły te DLC :)

    • Generalnie w grach nie korzystam z kodów, ale nieraz mam czas, że chcę się tylko zrelaksować na jakiejś prostej gierce, wtedy włączę sobie jakieś tropico czy coś w tym stylu i wklepię sobie jakieś kody, żeby maksymalnie uprościć grę i się nie wysilać. Nie zmienia to jednak faktu, że jakbym miał za to płacić, to wolałbym grać bez kodów, albo w ogóle nie grać. Denerwują mnie mikropłatności, bo kiedyś kupowało się grę i miało się pełnoprawny produkt, a teraz ma się tylko subskrypcję, żeby którą cieszyć się w pełni, to trzeba płacić

  • novos7

    Mów za siebie. Nigdy nie wydałem choćby grosza na mikropłatności w grach. Po prostu nie trwonię pieniędzy na głupoty.

  • Ja już bojkotuję Battlefronta i Shadow of Mordor. NFS Payback też bym zbojkotował, ale kupiłem zanim dowiedziałem się o grindzie spowodowanym mikropłatnościami.

    Jak tak dalej pójdzie to będę grał tylko w „indyki”, stare tytuły i darmowe gry z plusa…

    • Mariusz Jucha

      To fajnie bojkotujesz kupując preordery, kolejny rak współczesnych gier

    • Pierwszy raz w życiu kupiłem preorder, bo grałem we wszystkie poprzednie części (począwszy od trójki), wiedziałem czego się spodziewać i że i tak kupię zaraz po premierze.

      Jak najbardziej się z tobą zgadzam, że preordery to takie kupowanie kota w worku. Czasami się uda trafić na dobrą grę, a czasem dostajesz bubel.

    • Mariusz Jucha

      Rozgrzeszam :)

  • Samuraj

    Cyfrowa dostępność gier – to jedyne z czym mi się kojarzą problemy z artykułu.
    Dzisiaj producent ma głęboko w poważaniu jaką grę wypuścił (całą czy nie, skończoną czy nie). Łatwo załatać bo jest sieć.
    Kiedyś nie do pomyślenia.
    Wychodziło na krążku i musiało być ukończone w 100%.
    Dodatek był w postaci kolejnej gry, epizodu z tą różnicą, że nie był to wycinek ukończonego wcześniej produktu tylko faktyczna praca wykonana przez developera.
    Cyfrowym wersjom mówię stanowcze NIE. Mikropłatnościom mówię stanowcze NIE. Niedokończonym produktom mówię stanowcze NIE.
    Oldskoolowym singlom w pudełkowych wersjach mówię TAK.

    • Emiel Rohelec

      Dlatego warto kupowac tylko na plycie. Mozesz powolac sie na niezgodnosc towaru z umowa. W tormencie (tym nowym) brakowalo… polskiej wersji dzwiekowej (brawo!!!). Zeby uslyszec Fronczewskiego, trzeba bylo sobie sciagnac wielkiego patcha. Wsparcie wydawcy poinformowalo, mnei ze „mam sobei sciagnac”. Moja konsola nie jest (i nie bedzie) podlaczona do internetu, wiec powolalem sie na niezgodnoc z umowa (pudelko informuje ze jest po polsku i nie mowi o koniecznosci podlaczania do sieci). Dziala. Mysle, ze powinnismy zaczac masowo zwracac niesprawny towar, tak jak zwracamy telewizory, lodowki itp itd. Producent nie ma mozliwosci naprawienia (bo nie wytloczy egzemplarza z patchem dla jednej osoby), wiec bedzie musial zwracac pieniadze.
      Jesli pamiec mnei nie myli w USA wstrzymano dystrybucje batmana na PC, bo byl niegrywalny. To dobry trop.

    • DP

      To masz chyba słabą pamięć albo nostalgia ci ją przesłania, bo dawniej gry też bywały zbugowane i też trzeba było je łatać. A w tamtych czasach nie było to takie proste jak dzisiaj, że patch mi się ściąga automatycznie zaraz po wydaniu go przez twórców.

    • Samuraj

      Oczywiście, że były zbugowane ale to były detale bo developerzy mieli w myśli iż nie łatwo grę łatać.
      Teraz NIE MA GRY która w dniu premiery nie wymaga łaty.

  • Emiel Rohelec

    Nie zgadzam sie z autorem, ktory mowi, ze zrobic mozemy „w zasadzie nic”. Mozemy. Przestac kupowac gry, ktore maja mikroplatnosci, lub sa sprzedawane w kawalkach. Prawa rynku. Przestanei sie oplacac, to wydawcy przestana tak robic. Ja nie kupuje pre-orderow, edycji cyfrowych, abonamentow. Tylko gry po premierze na plycie (wychodzi najtaniej, bo po przejsciu mozna sprzedac i odzyskac 80% ceny). Jesli kolejne playstation bedzie „tylko cyfrowe”, to zwyczajnie przstane grac w nowe gry. Granie to PLATNA rozrywka, ktora lubie i ktora ma MNIE dostarczyc przyjemnosc na MOICH warunkach. Jesli place i dostaje cos, co nie spelnia moich oczekiwan, to przestaje placic. Od jakiegos czasu kupuje max 2 nowe gry w roku (bo w sumie nic ciekawego nie wychodzi) i tluke jak szalony w gry z lat 90. Widze jak bardzo nowe gry bywaja uproszczone albo okrojone.
    Wystarczy porownac XCOM z oryginalym Xcomem lub Terror from the deep. Gry na 2 dyskietki, ktore mialy wiecej opcji niz wielgachne produkcje, przy korych procesor sie gotuje;)

  • Markmanaman

    Nie my go nie popsuliśmy, a wydawcy. Owszem, na pewno znajdzie się wśród nas parę osób, które szastało pieniędzmi na wirtualne bonusy. Być może one mogłyby wziąć ten wpis do siebie. Ale większość z nas nie pisała się na to rozwiązanie. Po prostu kiedyś spotkała je przypadkiem, potem spotykała coraz częściej, aż stało się standardem. Czy płaciliśmy? Najwyraźniej tak. Ale czy rzeczywiście mieliśmy wybór, by nie płacić? Czy tylko iluzję wyboru?

    Odkryję karty. Pracuję na obrzeżach marketingu. I choć znam jego sztuczki, sam się na nie łapię. Prawda jest taka, że nad sprzedażą produktu siedzą naprawdę tęgi głowy: od speców od kultury, przez różnej maści projektantów, po strategów. Każdy button, każdy kolor, i każdy brak są specjalnie zaprojektowane. Zgodne z naszymi przyzwyczajeniami, oczekiwaniami, psychologią. Z jednej strony jest kij: lekka frustracja. Nie za wielka, by nie porzucić gry, nie dać minimalnej noty. Idealnie dojmująca. Z drugiej rozwiązanie: podane ładnie, łatwo dostępne, odpowiednio skalkulowane.

    Oczywiście nie wszystko da się z podręcznika zaprojektować, ale czego nie doprojektujesz, to pomierzysz. W rezultacie powstaje gra-pułapka, atrakcyjna na tyle, by jej nie porzucić. Frustrująca na tyle, by zapłacić. Wspaniały projekt. Użytkownik mierząc się z czymś takim ma tylko iluzję wyboru. Czasem zapłaci, czasem nie, ale statystycznie to się pięknie składa w większy zysk.

    Dlatego opłaca się tak projektować. Nie miejmy sobie za złe, żeśmy zepsuli ten rynek. On został zepsuty na poziomie strategicznym, zanim powstały pierwsze szkice danej gry czy apki. Nam się tylko wydaje, że mięliśmy wybór, żeśmy to klepnęli przelewami. I na tym polega okrutne piękno tej pułapki.

    • Emiel Rohelec

      Ok. Wymien przyklad takiej gry. Z 2017 roku, ktora warta jest tego, by za nia doplacac;) Pomijam darmowe gry z mikroplatnosciami. Tego gatunku nigdy nie rozumialem, ale moge sie zgodzic na taki model. Gry platne, ktore wymagaja doplacania … nie akceptuje i w sumie nei spotkalem tytulu, ktory spowodowalby u mnie nawet sekunde zastanowienia nad wydaniem pieniedzy.

    • Markmanaman

      Ja też nie płacę i nie zgadzam się na taki model. Ty i ja jesteśmy wyraźnie gdzieś na obrzeżach rozkładu Gaussa. Ale statystyka pokazuje, że firmom opłaciło się w to pójść. Pieniądz rozwinął i pieniądz popsuł ten rynek – nie po raz pierwszy, nie po raz ostatni.

    • Emiel Rohelec

      No i dlatego mowilem (gdzies wyzej), ze mozemy „sie bronic”. nie kupujac. System sie zreklektuje, jesli przestanie mu sie oplacac. Nie potrafie sobie przypomniec gry z ostatnich 10 lat, ktora bylaby w stanie przycignac mnie na dluzej niz trwa jedno przejscie. Takie gry byly kiedys. Nie chodzi tez o nostalgie, bo czesto gram w gry z lat 90, ktorych wczesniej nie probowalem. Pixele jak krowy, ale sa nastawione na przyjemnosc dla gracza.

  • Green Ssnake

    Można uderzyć w rynek Indie lub poszukać jakiś starszych gier które mogły nam umknąć. Swoją drogą nigdy nie korzystałem z mikrotranzakcji,cóż zostaje tylko głosować portfelem.

  • DP

    Mikropłatności nie są złe pod warunkiem, że gra nie zmusza nas do nich. Podejście na zasadzie „spoko, nie płać, ale za to musisz grindować” jest dopuszczalne w modelu free to play, ale nie w normalnie płatnych tytułach. Drugą kwestią jest też to, czego dotyczą mikropłatności. Jak ktoś chce zapłacić za skina to jego sprawa. Problem pojawia się wtedy, gdy za prawdziwe pieniądze można kupić jakieś wyjątkowe przedmioty niedostępne normalnie w grze, a które mają bezpośredni wpływ na rozgrywkę. Tzw. pay to win jest największym zagrożeniem.

  • Alot

    A teraz spójrz z drugiej strony – jesteś wydawcą gier i zadaniem Twojej firmy jest zarabiać.
    Jeśli nie zarabiasz, wylatujesz z pracy i rynku.

    Co robisz?

  • rfer

    taryfa telefoniczna, to jest cos do czego mozna porowanac.
    kiedys internet byl drogi i przyszlo apple i dalo internet za free ale duzy abonament i drogi telefon.
    tu tez tak bedzie

  • Driggooziz

    Ja się wypisuję z tego towarzystwa. Nigdy nie kupiłem skórki, nigdy nie kupiłem pakietu kart, nigdy nie zapłaciłem za kryształki przyspieszające budowę domku czy rozmnażanie sima. Wszystkie karty i dodatki otrzymywane na Steam lądują na rynku, bo nie jara mnie różowy zamiast czarnego kolor mojej broni/zbroi/miecza/majtek.