W piątek Jan Rybczyński na łamach Antyweba umieścił artykuł, w którym w ciekawy sposób argumentował, dlaczego uważa, że tablety nie sprawdzą się w szkołach. O ile z wieloma przedstawionymi argumentami w tym wpisie jestem skłonny się zgodzić, o tyle mam odmienne zdanie co do przydatności tabletów w systemie edukacji.

Trudno nie zgodzić się co do wymienionych przez Jana argumentów dotyczących technicznych aspektów samego urządzenia, jakim jest tablet. Bo właściwie dlaczego nie netbook lub e-papierowy czytnik? Z tym argumentem można dyskutować długo i namiętnie, bo można powiedzieć, że netbook krótko działa na baterii, czytnik zaś  nadaje się tylko do odczytu treści i niczego więcej. Jednak według mnie to nie rodzaj urządzenia powinien określać formę procesu edukacji, ale to proces edukacji powinien określać rodzaj urządzenia. Ale po kolei.

Przede wszystkim powinno paść pytanie, czy współczesny model edukacji jest dostosowany do obecnych realiów społeczeństwa informacyjnego, w którym niemal każdy ma dostęp do olbrzymiej bazy informacji i wiedzy, jaką jest internet. Gdzie rośnie i dorasta pokolenie, które nie zna rzeczywistości bez sieci. Według mnie nie. Powszechny dostęp do internetu zmienia krok po kroku sposób, w jaki pozyskuje się i operuje informacją. Dawniej zdobywanie informacji było procesem czasochłonnym, dostęp do niej był ograniczony, a w szkole skupiano się przede wszystkim na tym, aby uczniowie daną informację zapamiętali na przyszłość. W dobie internetu dostęp do informacji jest natychmiastowy a baza wiedzy jest znacznie większa. W takich warunkach uczenie się na pamięć setek informacji staje się bezcelowe (ewentualnie w celu ćwiczenia pamięci), a szkoła powinna raczej przygotowywać ucznia do tego, jak pozyskiwać odpowiednie informacje i jak je wykorzystywać w praktyce. Odpowiedzią na to wyzwanie są nowoczesne technologie.

Tablet, netbook czy e-czytnik to tylko narzędzie do pozyskiwania, przetwarzania i wykorzystywania informacji. Prawdziwa edukacyjna ewolucja odbywa się na poziomie tworzenia treści edukacyjnych w postaci ebooków, zwykłych lub wzbogacanych mediami oraz sposobów wykorzystywania tychże w procesie nauczania. Migracja danych z papieru do elektronicznych form zapisu nie jest niczym nowym, a cyfrowy format pozwala w dużo bardziej efektywny sposób je wykorzystywać. Nie chodzi jednak tylko o stworzenie interaktywnego podręcznika, dzięki któremu uczeń będzie mógł zobaczyć jakąś prezentację. Dobrze przygotowany e-podręcznik nie jest zamkniętym bytem, tak, jak w przypadku papieru. To sieć połączonych usług – dodatkowymi materiałami, kursami, notatkami, pytaniami i odpowiedziami, generowanymi przez nauczycieli i uczniów i w ich gronie przepływającymi. To możliwość łatwego sięgnięcia do internetu i odnalezienia dodatkowych informacji. To system linków i interaktywnego wyszukiwania usprawniający pozyskiwanie danych. Umiejętne wykorzystanie współczesnych form przekazu treści oraz internetu przez nauczyciela i przekazanie tej umiejętności uczniom, tak, aby efektywnie potrafili pozyskiwać i wykorzystywać wiedzę – to jest wyzwanie dla współczesnej edukacji, która nie może zignorować obecnego stanu rzeczy, w której wiele procesów odbywa się w sieci. Wykorzystywanie współczesnych form komunikacji nie ogranicza kontaktu z nauczycielem, ale go pogłębia, pod warunkiem, że tego chcą obie strony procesu.

To, co piszę powyżej, z polskiej perspektywy brzmi nieco jak mrzonka, albo przynajmniej jak projekt na następne dziesięciolecia. Ale to, co u nas wydaje się wciąż mało realne, powoli zaczyna być realizowane w innych krajach. Wystarczy spojrzeć za ocean i przyjrzeć się temu, jak te zmiany postępują w USA. Niemal jak grzyby po deszczu pojawiają się multisystemowe platformy, oferujące e-podręczniki powiązane z chmurą, chociażby Bookstep, Inkling, Kno.

Jak wspomniałem wyżej, netbook, czytnik, czy tablet to tylko narzędzia pracy ucznia/nauczyciela, jak kredka, ołówek lub długopis. Każdym z nich można zapisać jakąś informację, ale jeżeli wyjdziemy z zaproponowanej przeze mnie perspektywy, że to nie tablet czy czytnik ma odmienić system nauczania, ale robią to nowe formy zapisu, prezentacji, pozyskiwania i wykorzystywania danych, to należy zadać sobie pytanie, jakie urządzenie byłoby do tego najlepsze?

W mojej opinii takie urządzenie musi być multifunkcyjne. Nie ma tylko ograniczać się do odczytywania treści, ale pozwalać na interakcję z nimi oraz na interakcję z innymi uczniami/nauczycielami. Musi zapewniać również dostęp do internetu, ale być również proste w obsłudze. Musi dawać możliwość wykorzystywania różnego typu aplikacji i usług, które proces nauczania wspomagają. Po co więc tablet lub czytnik, przecież do tej definicji pasuje komputer stacjonarny czy laptop. Tutaj wkracza kategoria mobilności. Wydaje mi się, że dużo łatwiej będzie implementować do systemu edukacji urządzenia, które są mobilne i łatwe w użytkowaniu. Prościej jest przenosić i korzystać z czytnika lub tabletu, który można trzymać w jednym ręku, niż laptopa czy netbooka. Są one również dużo łatwiejsze w obsłudze, niż tradycyjne komputery.

Dlatego, gdybym miał powiedzieć, które urządzenie bardziej odpowiada potrzebom edukacji, to wybrałbym tablet ponad e-papierowy czytnik, który na chwilę obecną jest nastawiony tylko na odbiór treści. Co nie znaczy, że obecnie oferowane tablety są w pełni dopasowane do potrzeb nauczania (chociażby kwestia pisania, bez klawiatury jest to problem, który musiałby być rozwiązany na przykład przez dopasowany software rozpoznający ręczne pismo, tak aby uczynić z tabletu również notatnik). Ten proces wkraczania tabletów do oświaty dopiero się zaczyna, a w raz z nim będą pojawiać się udoskonalenia, które będą dopasowywać tablety do potrzeb uczniów i nauczycieli. W ich przypadku rozwiązaniem może być po prostu kwestia doboru softwaru, w przypadku czytników należy stworzyć nową technologię. Takie projekty już powstają – chociażby kolorowy e-papier, który jest zdolny wyświetlać obrazy, wideo i tym podobne. Ale prace w tym przypadku prowadzą de facto do stworzenia tabletu z e-papierowym ekranem. Zadania są te same, inna technologia zastosowana do ich realizacji.

Jan zauważa, że obecny koszt tabletów nie uzasadnia ich przydatności. Zgadzam się w 100% w tym twierdzeniem. Warto jednak zauważyć, że nowe procesy, które zmieniają powoli system nauczania, to nie jednorazowy fakt – są rozłożone w czasie. Tak samo jest z włączaniem nowych technologii do tego systemu. Jeszcze 3 lata temu koszt e-papierowego czytnika w stosunku do jego użyteczności był naprawdę wysoki, teraz ta sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Podobnie, moim zdaniem, będzie z tabletami. Obecna ich forma i koszt wcale nie musi być najlepszym rozwiązaniem dla edukacji, ale uważam, że właśnie w tę stronę edukacja będzie zmierzać.

Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że na zmieniający się powoli paradygmat procesu nauczania, na chwilę obecną lepiej odpowiadają tablety niż czytniki. Są mobilne i multifunkcyjne. I nadają się do obsługi nowych form e-podręczników, a także ułatwiają nowe formy komunikacji na linii nauczyciel-uczeń, uczeń-uczeń.  Co nie znaczy, że w 100% realizują stawiane im przez edukację potrzeby. Pamiętajmy jednak, że to początek drogi, a niej jej koniec.

 

Foto: [1],[2],[3]

Spodobał Ci się tekst? Poleć znajomym:

iStore

iStore

  • Waszer

    Masz prawo, tylko co mnie to obchodzi…

    • Paweł

      Dwóch z trzech autorów komentarzy uważa, że artykuł jest bez sensu. Byłoby trzech z czterech, ale zostałem tradycyjnie wycięty przy artykule Kamila Mizera ;-)

    • Kamil Mizera

      @Paweł, dwóch z trzech komentujących nie zgadza się z moją opinią, a to różnica:)

  • Józef K

    a wg mnie to rodzic powinien decydować czy chce, aby jego dziecko od pierwszej klasy szkoły podstawowej trzymało w ręce tablet, czy normalną książkę. Wg mnie to nie jest tylko kwestia tego co jest lepsze (szalenie subiektywna kwestia), ale zwyczajnie kwestia światopoglądu.

    Ja nie jestem maniakiem technologii, choć paradoksalnie pracuje w branży IT rozwijającej się bardzo szybko. I szczerze to jakoś nie chciałbym, aby moje dziecko od najmłodszych lat miało w łapce tylko ekran tabletu. Dlaczego ? nie podoba mi się sama koncepcja … zubożonego dotyku na tabletach. Zamiast dotykać książkę, czując jej wagę, różną strukturę papieru, dotykasz ekran tabletu. Zamiast dotykać jakieś klawisze, suwaki, pokrętła, dotykasz ekran tabletu. Zamiast oglądać na żywo i brać udział w doświadczeniach na fizyce czy chemii, oglądasz jakiś filmik na youTube gdzie pani mówi jak to fajnie.

    I wszystkich charakteryzuje jedna rzecz – głowa i oczy wlepione w ekran.

    Szkoła to poznawanie, interakcja z otoczeniem, z rówieśnikami. Szczerze to wierzę, że latanie po krzakach z kijem imitującym karabin na przerwie, jest bardziej poznawcze od najlepsego nawet filmiku czy aplikacji na tablecie.

    wg mnie dziecko powinno w dalszym ciągu poznawać świat wszystkimi zmysłami, a nie tylko przez „dziurkę od klucza” jaką jest tablet / komputer.

    taka „totalna komputeryzacja” w szkole nie jest w mojej opinii świetnym rozwiązaniem. tak naprawdę to mam problem, aby stwierdzić, czy w ogóle jest lepszym rozwiązaniem. nie zapominajmy, że szkoła ma uczyć. Ponieważ mamy google to czy należałoby sprowadzić istnienie szkoły do tego, aby nauczyć dzieci korzystać z google , z wikipedii ?

    niektorzy maja zbyt „geekerskie” podejscie :) lepiej takiego pfa niewygodnie czytac na szklanym ekranie czy prawdziwa ksiązkę ? Zapewniam, że znajdą się zwolennicy jednej i drugiej opcji. Nie upraszczajmy wrażeń naszych dzieci, tylko dlatego, że coś jest wygodniejsze z perspektywy IT, czyli np. to, że dzisiaj i tak książki są ebookami. Szczerze to nie wiem, czy kolorowanki dla dzieci, czy jakieś kolorowe książeczki dla dzieci są ebookami. Wątpie :D

    Jeśli ktoś mówi o nauczaniu np. od 15++ wzwyz na komputerach / tabletach to ok, ale poczatki edukacji, wczesne lata podstawowki to wg mnie inna bajka.

  • Józef K

    reasumując, chciałem powiedzieć, ze heheh tablet na każdych zajęciach to sztuczność na kilometr. czasem dobrze jest zobaczyc globus na własne oczy, czy dotknąć pierś koleżanki w rzeczywistości, a nie przez ekran dotykowy. To trochę jak taki … matrix. Wszystko cyfrowe. Niby odpowiednik rzeczywistości, a jakieś to takie … sztuczne.

    Ci co mixują np. z Vinyli dokładnie wiedzą o co chodzi. To są zupełnie inne doznania, zupełnie inne emocje. Powiedziałbym , że inaczej mózg pracuje :)

    Równie dobrze dzieciaki moglyby na całe życie zakładać rękawiczki i wyzbyc się czegoś takiego jak dotyk bo przecież jedyne co będą dotykać w szkole to tablet. A fe… ;D

    • Kamil Mizera

      Tablet/czytnik/netbook to tylko narzędzia:) To, jak będą wykorzystywane i kiedy zależeć będzie od nauczyciela. Przecież nikt nie mówi, że komunikacja ww klasie odbywać się będzie za pomocą czata, a dzieciaki będą przykute do monitorów non stop:) Za to wydaje mi się, że prędzej czy później treści edukacyjne w formie cyfrowej zastąpią te w formie papierowej.

  • j.

    „Nie ma tylko ograniczać się do odczytywania treści, ale pozwalać na interakcję z nimi oraz na interakcję z innymi uczniami/nauczycielami. ”

    Przypomina mi się ten dowcip prima-aprilisowy Opery, kiedy dwóch jej developerów przypadkowo odkryło nowy rewelacyjny sposób komunikacji – voice communication. Odkryty zupełnie przypadkiem, kiedy jeden z developerów potrzebował uzyskać informację od kolegi siedzącego przy sąsiednim biurku w momencie, kiedy nie działał serwer pocztowy.

    Moim zdaniem argumentacja w stylu ‘rośnie i dorasta pokolenie, które nie zna rzeczywistości bez sieci’, która zawiera ‘wszystkie’ informacje i dlatego ‘szkoła powinna raczej przygotowywać ucznia do tego, jak pozyskiwać odpowiednie informacje’ jest drogą donikąd. A raczej drogą do tego do nauki, jak znaleźć nowy serwis typu pudelek i jak wymieniać się z kolegami na fejsbuku głupimi obrazkami.

    Zgoda, że w sieci można znaleźć dowolne informacje, ale żeby je znaleźć trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie czego właściwie się szuka. Szkoła uczy podstaw w wielu dziedzinach, a nie zaawansowanych szczegółów w pojedynczej. A do tego nie są potrzebne multimedialne gadżety, które tak naprawdę raczej przeszkadzają, rozpraszając dzieciaka, niż dają jakikolwiek zysk w nauczaniu.

    Ogólnie artykuł jest pełen ‘nowoczesności’, ‘multifunkcjyjności’, ‘mobilności’ i innych ochów i achów, nie zawierając żadnego rozsądnego argumentu, dlaczego maszynka do internetu miałaby usprawinić proces nauczania.

    • Kamil Mizera

      @j tablet czy inne tego typu urządzenie nie usprawni samym sobie edukacji. W tekście jasno wskazuje, że takim usprawnieniem jest nowe podejście do e-podręcznika, a tablet, według mnie, najlepiej nadaje się do jego obsługi. A w mojej opinii e-podręczniki będą wkrótce głównym nośnikiem treści edukacyjnej.

  • http://tosiek.pl/ tosiek

    Ok ale nie za moje pieniądze (żadnych dotacji, przekrętów, dofinansowań etc.).

    Tablety marka zachodu za drogi dla ludzi zarabiających w złotówkach.

    • Kamil Mizera

      teraz tak, ale wydaje mi się,że to się będzie zmieniać i to całkiem szybko:)

  • j.

    Kamil Mizera:

    @j tablet czy inne tego typu urządzenie nie usprawni samym sobie edukacji. W tekście jasno wskazuje, że takim usprawnieniem jest nowe podejście do e-podręcznika, a tablet, według mnie, najlepiej nadaje się do jego obsługi. A w mojej opinii e-podręczniki będą wkrótce głównym nośnikiem treści edukacyjnej.

    Tylko ja nie widzę tu uzasadnienia do tego ‘nowego podejścia’. Czy komputery zrewolucjonizowały naukę na poziomach podstawowym i średnim? Nie – bo nie mogły, bo tak naprawdę poza gadżeciarskim przedstawieniem animowanego atomu nie mają żadnej dodatkowej wartości. A co wnosi tablet nowego, czego nie daje komputer? Możliwość mlaskania po ekranie? Litości…

    • Kamil Mizera

      Komputery nie zmieniły edukacji? Proszę cię… Jeszcze jak byłem w liceum, to wypracowania należało przynosić wydrukowane. Może jeszcze internet nic nie zmienił w procesie nauczania?

  • Maciej

    Z jeden strony szkoly maja problemy typu wegiel na zime, a z drugiej strony co chwile im ktos bredzi, ze musza miec tablety. Tutaj mysle lezy problem w tej dyskusji;-)

  • j.

    Kamil Mizera: Komputery nie zmieniły edukacji? Proszę cię… Jeszcze jak byłem w liceum, to wypracowania należało przynosić wydrukowane. Może jeszcze internet nic nie zmienił w procesie nauczania?

    Zmieniły edukację, ale co to ma do wymiany podręczników na tablety? Możnaby (teoretycznie) wyeliminować ‘fizycznego’ nauczyciela i zastąpić go e-learningiem, ale moim zdaniem to krok w złym kierunku wszędzie poniżej studiów (chodziłem do podstawówki, do szkoły średniej – więc ‘wiem jak jest’). Co takiego może dać tablet na lekcji – proszę o jakieś konkretne przykłady. Bo moim zdaniem to efekt będzie taki sam jak wszelkich programów likwidacji wykluczenia informatycznego – wzniosłe wizje doedukowania ‘wykluczonych’ w praktyce kończące się komputerem do gier i fejsbuka/serwisów plotkarskich.

    • Kamil Mizera

      @j jeszcze raz powtórzę – prawdziwą rewolucją w edukacji nie są tablety, czytniki, netbooki i inne urządzenia mobilne, nie istotne, czy mają ekran dotykowy, e-papier, czy klawiaturę. Prawdziwa rewolucja przejawia się w nowych formach transmisji informacji oraz w poziomie dostępu do niej. Elektroniczne podręczniki, jak pisałem w poście, są naturalnym krokiem w migracji danych z papieru do elektronicznego zapisu. Ten proces zaczął się już dawno temu, od niedawna dopiero dotyczy podręczników edukacyjnych. Cyfrowa forma daje dużo większe możliwości wykorzystywania podręcznika w nauczaniu. Moje zdanie dotyczące tabletów jest subiektywne – dlatego to jest opinia. Uważam, że na chwilę obecną najlepiej korzysta się w e-podręczników właśnie na tych urządzeniach. Z własnego doświadczenia – czytając dany raport mogę dodawać szybko notatki, wybierać odpowiednie fragmenty i trasnferować je do osobnego pliku, następnie umieszczam je w chmurze i mam do nich dostęp wszędzie. O tym, że mogę się wynikami swojej analizy dzielić w parę sekund z niemal każdym nawet nie wspomnę. Spróbuj tak zrobić z papierową książką i odręcznie przygotowanymi notatkami. Spróbuj przeszukać treść drukowanej książki w kilkanaście sekund. Tutaj tkwi element rewolucyjny w edukacji.
      A fejsik, gierki będą i bez tego, wystarczy, że dzieciak ma smartphona z mobilnym netem.
      Btw, „komputeryzacja” edukacji nie eliminuje z procesu nauczyciela, ale daje mu dodatkowe narzędzia do przekazywania wiedzy w atrakcyjny sposób swoim uczniom. Jeżeli nauczyciel nie potrafi zainteresować uczniów lekcją, to nie ważne będzie, czy jest komputeryzacja czy nie, zawsze można pograć na kartce papieru w kółko i krzyżyk:)

  • Józek K

    Kamil Mizera: Komputery nie zmieniły edukacji? Proszę cię… Jeszcze jak byłem w liceum, to wypracowania należało przynosić wydrukowane. Może jeszcze internet nic nie zmienił w procesie nauczania?

    No zmienił tyle, że dzieciaki nauczyły się CTRL+C / CTRL+V :)

    • Kamil Mizera

      Hehe, coś w tym jest, co nie znaczy, że tak być musi. Od tego jest nauczyciel, aby pokazać dzieciakom, że można w nieco bardziej kreatywny sposób wykorzystywać neta i komputer i kontrolować, czy tak robią:)

  • Alicja

    „Umiejętne wykorzystanie współczesnych form przekazu treści oraz internetu przez nauczyciela i przekazanie tej umiejętności uczniom, tak, aby efektywnie potrafili pozyskiwać i wykorzystywać wiedzę – to jest wyzwanie dla współczesnej edukacji”

    Jako osoba, która miała nieprzyjemność mieć praktyki w mniej niż przeciętnym średniomiejskim gimnazjum ośmielę się stwierdzić, że wyzwaniem dla współczesnej edukacji jest jednak przeciwdziałanie postępującemu, totalnemu otępieniu funkcjonalnemu młodych ludzi.

    Piękne te wszystkie rozważania zakładające szkołę idealną z idealnymi uczniami, którym się chce. Niestety rzeczywistość wygląda tak, że im się w przeważającej większości jednak nie chce. Nic, zupełnie. I żadne gadżety, żadne tablety czy e-podręczniki nie sprawią, że przeciętny 14-letni szalikowiec – któremu zupełnie nie przeszkadza, że nie potrafi zweryfikować, czy w sklepie dobrze wydano mu resztę, i któremu do tej pory nawet nie chciało się wyjąć słuchawek z uszu, żeby obejrzeć film zamiast lektury, albo przerwać rozmowę z kolegą, żeby popatrzeć na tablicę interaktywną z nowoczesną prezentacją na temat brył i osi – zapragnie nagle się uczyć.

  • Mariusz

    a wez se pan tablet i wklep gały w niego przez 8 godzin dziennie – kilka lat, może jak pan będziesz ślepcem to nie będziesz pan takich bzdur pisał – i mam nadzieję że wówczas nawet SIRI nie pomoże panu w pisaniu kolejnego „artykułu”

    być może pan nie masz dziecka – jeśli masz to daj mu pan tablet i niech
    ślepnie.

  • moj

    Tablet mógłby się sprawdzić w edukacji gdyby tylko miał szanse znaleźć się w szkołach. Ale szybciej byłby to tablet z Androidem, może taki Transformers połączenie netbooka z tabletem.
    Komentujący wyobrażają sobie, że uczeń siedziałby cały dzień nad tabletem. Dziecko w szkole nie spędza całego czasu czytając podręczniki. Taki tablet mógłby być wykorzystywany tylko przez część lekcji.
    Tym co nie chcą się uczyć nic nie pomoże, ale tym co chcą warto pomóc udoskonalić metody nauczania, bardziej przystosowane do współczesnych czasów.
    Chodząc jednak z chmur na ziemię, netbook lub czytnik byłby lepszym rozwiązaniem tylko i wyłącznie ze względu na cenę :)

  • Michał Olszewski

    Sporo tu, jak widzę, malkontentów, dorzucę więc swoje 0,03 PLN. Komputery w edukacji są obecne, tego się już nie powstrzyma ani nie cofnie. Tablet zaś w takich zastosowaniach IMHO bije tradycyjny komputer. Przenosi ucznia do nowego wymiaru interakcji z maszyną. Dlaczego? Poprzez oferowaną intuicyjność. Przekonać się o tym może każdy, kto da kilkuletniemu dziecku do zabawy nowoczesnego dotykowca. Młodzież, że o dorosłych nie wspomnę, ma już złe nawyki związane z tradycyjnym, dwudziestowiecznym interfejsem użytkownika. Przedszkolaki chłoną touchscreen w moment.

  • http://pouczyc.pl Podręczniki

    Czemu wszyscy Japończycy na zdjęciu mają okulary :) – ktoś odpowie ?

    Zgadzam się ze stwierdzeniem że zmienił się sposób wyszukiwania i selekcjonowania informacji, szczególnie w dobie internetu, tego powinno uczyć się w szkołach, ale na pewno nie na tabletach bo sobie dzieciaki palce poprzecierają…

    Nie bardzo widzę sens oglądania filmików uzupełniających na tablecie, zgadzam się z Józefem K, doświadczanie czegoś przez dziecko jest niezapomniane, a karmienie go filmikami z czyichś doświadczeń zubaża jego życie i będzie prowadzić do świata w którym ludzie zachwycają się technologią 5d, 10d a zapominają że najpiękniejsze wrażenia odbieramy przez nasze zmysły o których ostatnio zapominamy, zachwycając się technologią, oczywiście są doświadczenie których nie da się przeprowadzić w klasie, ale je powinniśmy chyba obejrzeń na ekranie ciut większym niż 7-10 cali.

    Mam syna który mając 4 lata zaczął bawić się kolorowankami w smartfonie, są strasznie ubogie w porównaniu z tradycyjnymi kredkami/flamastrami dlatego postanowiłem mu to uświadomić, bo wiem że to rozwija w nim zdolności manualne jakich nie nabędzie podczas zabawy telefonem czy tabletem. Jestem za tym żeby korzystał z nowych urządzeń, ale stare metody nie są w mojej ocenie wcale gorsze, a czasami nawet lepsze, więc nie bardzo widzę przewagę tableta nad tradycyjną książką w szkole, filmiki multimedialne chyba powinno się oglądać w domu, przecież to dodatek, poszerzenie tradycyjnej informacji…

  • wietrzny

    chcesz „społeczeństwa informacyjnego”, czy „motłochu zinformatyzowanego”?
    Społeczeństwo informacyjne, które w założeniu ma umieć wyszukiwać i przetwarzać informacje budujesz ucząc podstaw działania narzędzi – to łatwiej zrobić na komputerze (Czarny ekran i wiersz poleceń. Nauka programowania własnego bota, który za Ciebie przeszuka wyniki z google … ot takie banały)
    Póki tablety nie będą takie proste w grzebaniu, przeinstalowywaniu i programowaniu jak zwykłe, tanie komputery to mogą edukować co najwyżej „motłoch zinformatyzowany” zdolny kliknąć na lajka i obejrzeć reklamę. Do tego starczy byle komórka i „esy”

    • Kamil Mizera

      Chcesz budować społeczeństwo informacyjne, czy społeczeństwo programistów?

  • http://www.facebook.com/profile.php?id=1358570033 Łukasz Kaliciński
  • michalK

    Narazie jedyny realny kierunek z sensem to zastapienie podręczników papierowych podrecznikami w e-czytnikach. Plusy są oczywiste. Minusów brak. Stopień trudności – łatwy. To moze być dobry pierwszy krok. Laptob dal ucznia , tablet dla ucznia póki co to kosztowne i nei do wykorzystania mrzonki.

  • moj

    A w Gdańskich szkołach iPad nie ma szans. Miasto wybrało jako dziennik Vulcan, który działa tylko na IE i ma problemy nawet z systemami Windows 64bit. Uczeń nie mógłby zobaczyć swoich ocen w dzienniku elektronicznym to po co taki tablet?

  • ignispl

    Kamil Mizera: @j jeszcze raz powtórzę – prawdziwą rewolucją w edukacji nie są tablety, czytniki, netbooki i inne urządzenia mobilne, nie istotne, czy mają ekran dotykowy, e-papier, czy klawiaturę. Prawdziwa rewolucja przejawia się w nowych formach transmisji informacji oraz w poziomie dostępu do niej. Elektroniczne podręczniki, jak pisałem w poście, są naturalnym krokiem w migracji danych z papieru do elektronicznego zapisu. Ten proces zaczął się już dawno temu, od niedawna dopiero dotyczy podręczników edukacyjnych. Cyfrowa forma daje dużo większe możliwości wykorzystywania podręcznika w nauczaniu.

    No tak. Wystarczyły kalkulatory, by w szkołach i poza nimi zanikła umiejętność liczenia w pamięci. Teraz nadeszły tablety…ciekawe czego mozna się jeszcze wyzbyć. Chyba jedynie pamięci. Mam do czynienia ze studentami uzależnionymi od Wikipedii i Google. Co to oznacza? pozbawieni solidnej bazy czyli zakutej wiedzy o podstawach danego przedmiotu, nie potrafią zrozumieć a tym bardziej usystematyzować nowo nabytej wiedzy specjalistycznej. Mam naprawdę solidne podstawy by podejrzewać że cyfrowa forma stworzy następne zacofane wybryki natury w postaci uczniów, których największym osiągnięciem będzie bardzo szybki dostęp do baz danych typu Wikipedia. A nawet jeżeli tablety pozbawić dostępu do netu w szkole, czy naprawdę pan M. wierzy że ślęczenie godzinami nad podświetlanym ekranem nie ma wpływu na zdrowie?

    • http://pouczyc.pl Podręczniki

      Zgadzam się z tym, ale dzisiaj ani zdrowie, ani rozwój społeczeństwa się nie liczy, liczą się zyski i dobry marketing, więc czeka nas to, tak czy inaczej :) „sprywatyzować zyski, upublicznić straty”, teraz kolej na edukację, drogie tablice multimedialne i inne zabawki w szkołach…