11

Nie zatrzymacie już tej rewolucji, gogle VR sprzedają się coraz lepiej

Niektórzy twierdzą, że niedawny boom na wirtualną rzeczywistość był przedwczesny i to wciąż technologia, która powinna być dopracowywana, ale nie sprzedawana. Tymczasem wyniki sprzedaży gogli VR mówią co innego. Sprzęt się sprzedaje i wcale nie "wciąż", ale coraz lepiej.

Gdyby połączyć sprzedaż wszystkich dostępnych na rynku gogli wirtualnej rzeczywistości, trzeci kwartał 2017 był dla nich najlepszy. Łącznie nabywców znalazło aż milion urządzeń. To więcej niż w jakimkolwiek podobnym okresie od rozpoczęcia sprzedaży tych sprzętów. A to wciąż nie jest okres świąteczny, gdzie sprzedaż może jeszcze podskoczyć.

Nie bez znaczenia są promocje cenowe, dzięki którym gogle są bardziej dostępne dla zwykłego użytkownika. O ile takie PlayStation VR nie było specjalnie drogie i nie wymagało drogiego sprzętu, zarówno Oculus Rift jak i HTC Vive to inna półka cenowa, a trzeba pamiętać o konieczności posiadania odpowiednio mocnego komputera, który przecież też swoje kosztuje. Natomiast jak sami widzieliście, PSVR również doczekało się konkretnych promocji, dzięki czemu na pewno niedługo PlayStation pochwali się świetnymi wynikami sprzedaży.

Skoro o goglach od Sony mowa, to sprzęt ten przoduje jeśli chodzi o popularność gogli VR we wspomnianym okresie. PSVR odpowiedzialne jest za aż 49% sprzedaży (około 490 tysięcy urządzeń). Kto na drugim miejscu? Oculus Rift z 21%, później HTC Vive z 16% – pozostałe 14% to gogle od innych producentów. Co ciekawe, w takiej Japonii, która podobno ostatnio szaleje na punkcie wirtualnej rzeczywistości, PSVR posiada aż 80% rynku.

Widocznie na to czekaliśmy

Napisałem, że dla wielu osób to nie jest jeszcze prawdziwy czas dla VR. A ja twierdzę, że to rewolucja, której nie da się już powstrzymać. Wirtualna rzeczywistość jest nowym, ciekawym i prężnie rozwijającym się sposobem konsumowania treści, która w przyszłości stanie się najpopularniejszym „teleportem” do zwiedzanie wirtualnych światów i konsumowanie filmów czy seriali. Aczkolwiek czuję pewne rozczarowanie – chodzi oczywiście o obietnice, jakieś własne oczekiwania i marzenia z dzieciństwa. Promując tego typu sprzęty mówi się, że pozwalają one wejść do wirtualnych światów, które są podobne do naszych. No cóż, nie są. We wszystkich trzech przypadkach są za to pełne pikseli, niedopracowanych obiektów, dla wielu osób to również prosty sposób na nudności i bóle głowy. Prędzej czy później te wszystkie niedogodności i niedociągnięcia znikną – bez pierwszych odsłon PSVR, OR i VIVE nie dostaniemy nowszych, bardziej dopracowanych gogli. Zarówno komputery jak i konsole cały czas się rozwijają, są coraz mocniejsze. A to oznacza, że i wirtualne światy będą większe, ładniejsze, bardziej dopracowane.

Bardzo lubię pokazy, na których pojawiają się gogle VR. Lubię patrzeć na ludzi, którzy pierwszy raz zakładają na głowę gogle. Widzę mieszankę fascynacji, szczęścia, ale i obaw – tak wygląda pierwszy kontakt z wirtualnym światem, gdzie mózg nie do końca wie czy to prawda, czy fałsz. Pamiętam swoją pierwszą przygodę z developerską wersją Oculus Rift – był to czerwcowy wieczór 2013 roku. Przejechałem się wirtualną kolejką górską, która może i wyglądała pokracznie, ale zrobiła na mnie duże wrażenie. Tak duże, że w niektórych momentach trzymałem się kurczowo fotela. To są chwile, których się nie zapomina – a pierwsze spotkanie z dzisiejszymi goglami i dzisiejszymi demami czy grami dają jeszcze więcej frajdy. Więc tak, będzie coraz lepiej i mocno na to czekam.

źródło