9

Nie tylko Terminator – zapomniane roboty kultury popularnej (1)

Czy ludzkość doczekała się robotów? Tak i nie. Spełniły się fantastyczne wizje automatów, także tych humanoidalnych. Nie udało się nam jednak stworzyć sztucznej inteligencji. Roboty, nawet te, które troskliwie noszą w Japonii pacjentów w szpitalu, wciąż nie myślą, nie czują i… nie żyją. Przyjrzyjmy się kilku popkulturowym wizjom inteligentnych automatów. Numer 5 – ten dobry Johnny Five to jeden […]

Czy ludzkość doczekała się robotów? Tak i nie. Spełniły się fantastyczne wizje automatów, także tych humanoidalnych. Nie udało się nam jednak stworzyć sztucznej inteligencji. Roboty, nawet te, które troskliwie noszą w Japonii pacjentów w szpitalu, wciąż nie myślą, nie czują i… nie żyją. Przyjrzyjmy się kilku popkulturowym wizjom inteligentnych automatów.

Numer 5 – ten dobry

Johnny Five to jeden z najbardziej rozpoznawalnych i popularnych robotów lat osiemdziesiątych. Mowa o bohaterze dwóch komedii fantastyczno-naukowych „Short Circuit” (Krótkie spięcie – rok 1986 i 1988). Johnny pierwotnie był jedną z eksperymentalnych maszyn bojowych w amerykańskiej armii. W czasie pokazu działania prototypów zerwała się burza i automat nr 5 został rażony piorunem…

To szalenie ciekawy wątek – w fantastyce tamtych lat człowiek uderzony piorunem zyskiwał nadludzkie moce. A co się stało z robotem? Można powiedzieć, że to samo – nieożywiony konglomerat procesorów, kabli, kółek i innych urządzeń zyskał… świadomość i intelekt! Numer 5 ożył!

W pierwszej części robot ucieka przed pościgiem, a film nie tylko oferuje dobrą zabawę, ale i stawia pytanie o istotę życia. Doktor Newton Crosby grany przez znanego z „Akademii policyjnej” Steve’a Guttenberga, nie wierzy w to, że robot ma świadomość. Przekonuje go dopiero przypadkowo wykonany test Rorschacha, kiedy to Numer 5 najpierw analizuje skład chemiczny plamy – tak jak zrobiłaby to maszyna, by po chwili dostrzec w przypadkowo uformowanym obrazie kształt motyla.

Johnny, bo takie imię w końcu przyjął Numer 5, to jedna z najbardziej pozytywnych robotycznych postaci kina lat osiemdziesiątych. Po dwóch latach pojawił się w kontynuacji hitu. Tym razem mieszka już w wielkim Nowym Jorku, gdzie pomaga ludzkiemu przyjacielowi w produkcji i sprzedaży zabawek – miniaturek Johnny’ego.

Druga część nie traci nic ze świeżości pomysłu, bowiem stawia i przez bohaterami, i przed widzem nowe wyzwania. Tym razem przygody Johnny’ego są alegorią problemu rasizmu. Wiemy, że robot jest istotą żywą, ale czy równą nam, ludziom? Czy Johnny 5 to pełnoprawny Amerykanin?

Sympatyczny robot doczekał się dwóch gier komputerowych na platformy ośmiobitowe – ZX Spectrum, Commodore 64 i Amstrad CPC (Atari, jak zwykle, pozostało w d… tyle).

Wystąpił także w krótkim filmie edukacyjnym z 1990 roku „Hot Cars, Cold Facts”. W 2008 roku ogłoszono prace nad remake’iem pierwszej części, jednak projekt dwukrotnie zmieniał reżysera i dziś losy filmu są nieznane… Wielka szkoda, bo Johnny 5 potrafił rozbawić do łez, a do historii kina przeszła niesamowita scena, w której robot czyta książki:

Hector – ten zły

„Saturn 3” to kompletnie już dziś zapomniany brytyjski film science-fiction. Nie bez powodu – mocno się postarzał i chyba nie wytrzymał próby czasu, więc trąci przysłowiową myszką. Kto ma jednak czterdziestkę na karku, będzie zarówno doskonale pamiętał ten tytuł, jak i czuł ciarki na wspomnienie bezlitosnego robota, który na miano elektronicznego mordercy zasłużył wcześniej niż słynny Terminator.

Adam i Alex mieszkają na Tytanie – jednym z księżyców Saturna. Zajmują się badaniami nad pozyskiwaniem nowych źródeł pożywienia i czystej wody dla Ziemi. Pewnego dnia na stację przybywa kapitan James Benson. Przywozi ze sobą Hektora, nowoczesnego robota, który ma pomóc Adamowi i Alex. Atmosfera na stacji zagęszcza się, czego powodem jest niezrównoważony Benson, który aby dostać tę misję dopuścił się morderstwa. Jego chora psychika jak i pożądanie do Alex zostają przekazane Hektorowi. Robot staje się śmiertelnym zagrożeniem zarówno dla pary naukowców, jak i dla swojego stwórcy. (źródło)

Filmu nie ratuje dziś nawet obsada – Kirk Douglas (jako Adam) i Harvey Keitel (jako Benson), tym niemniej osobiście uważam, że młodsi fani kina SF powinni po ten tytuł sięgnąć – chociażby po to, by przekonać się, jak wyglądał pierwowzór Terminatora.

Tytuł to nie tylko rozrywka spod znaku technohorroru, ale i kolejna porcja pytań o człowieczeństwo. Choć robot staje się mordercą, wiemy, że zaprogramowany tak został przez człowieka psychopatę. Czy jest więc tworem ożywionym, czy też po prostu mechanicznym narzędziem ludzkich żądz? Czy ma własną wolę i świadomość?

Hector nieprzypadkowo nosi takie imię – robot w intencji twórcy ma być tworem doskonałym, tak jak doskonały był mityczny książę Troi. Robot jest nie dość, że niemalże nieśmiertelny, odporny, nadludzko mądry i silny, to w dodatku czuje, jest zdolny nawet do miłości i nienawiści. Nabycie człowieczeństwa sprawia jednak, iż Hector jest świadomy swojego istnienia, a także potrzeb – oraz tego, że ma rywali. (źródło)

Jak dobrze pamiętamy, automaty zwróciły się przeciw ludziom w tak znanych produkcjach jak serie „Terminator” czy „Matrix”. Na takie zagrożenie wskazał jednak wcześniej właśnie „Saturn 3”, choć tu miało to wymiar mikro – jeden robot wystąpił przeciw trojgu ludzi.

„Saturn 3” jest troszkę zapomnianą pozycją, a szkoda, gdyż jak dla mnie jest to jeden z ciekawszych i oryginalniejszych obrazów science – fiction przełomu lat 70/80. Wynikać to może z faktu, braku w nim wspaniałej, pełnej heroicznych czynów przygody jaką oferowały „Star Wars”, nie ma spektakularnych (jak na tamte czasy) efektów specjalnych rodem z „Alien”, ani głębi egzystencjalnych rozterek towarzyszących podczas seansu „Blade Runner”. Mimo wszystko jest to ciekawy film zasługujący na miejsce w historii kina fantastyki naukowej. (źródło)

Zarówno obie części „Short Circuit” jak i „Saturn 3” zostały wydane na DVD i Blue-ray, więc kto nie oglądał, a nie boi się fantastyki lat osiemdziesiątych, śmiało może po te pozycje sięgnąć i spróbować samemu odpowiedzieć na postawione w nich pytania.

Ciąg dalszy nastąpi…

  • steveminion

    „Short Circuit” razem z „ET” i „Never ending story” to najlepsze kino familijne lat 80.

  • Czterdziestki nie mam na karku, ale byłem na Saturnie 3 w kinie. Ojciec mnie zabrał i na pewno nie miałem jeszcze wieku wymaganego. Świetny był, ale bałem się nieziemsko. :)

    • Marcin M. Drews

      Ja też! Hector był złowrogi i naprawdę drżałem na seansie. A na końcówce uroniłem łezkę, ale nie będę spoilował, dlaczego. Może ktoś jeszcze nie oglądał… :)

  • Darek

    Proszę nie zapomnieć o ABC Warrior z Sędziego Dredda (zarówno z komiksowej serii jak i z filmu z S. Stallone). We wspomnianym filmie został ciekawie przedstawiony. Mrocznie.

  • belike81

    Przy obsadzie Saturn 3 zapomniałeś wspomnieć o pewnej ślicznej blondynce ;)

  • rocker

    Marvin z „Autostopem przez Galaktykę”.

  • Piotr Sapek

    Polecam nieco większe opracowanie:
    http://opium.org.pl/tag/mechaniczna-istota-kina/

    • Marcin M. Drews

      Opium zawsze! Mój ulubiony portal filmowy!