24

Nie tak łatwo wyjść z muzycznej bańki Spotify

Serwisy streamingowe gromadzą coraz więcej danych na temat naszego gustu i preferencji. Wszystko po to, aby jak najlepiej dopasować sugerowane utwory i albumy. Sęk w tym, że nasze gusta stale się zmieniają i ewoluują.

Uwielbiam Spotify i jestem oczarowany algorytmami, które dwa razy w tygodniu (w poniedziałki „Discover Weekly” i w piątki „Release Radar”) konstruują dla mnie playlisty z polecanymi utworami, które mogą mi się spodobać. Oczywiście nie działają idealnie, ale w większości przypadków jestem w stanie wyciągnąć stąd przynajmniej kilka utworów, które potem lądują na moich własnych playlistach. Zauważyłem jednak pewne niepokojące zjawisko – algorytmy nie ewoluują w taki sposób, w jaki bym sobie tego życzył.

Większość z Was słyszała zapewne pojęcie „bańki informacyjnej”. Odnosi się ono do zjawiska, w którym użytkownik czyta wyłącznie określone serwisy i  otrzymuje z nich dobrze znane i pod wieloma względami podobne treści. Rozszerzając to o algorytmy, otrzymujemy sytuację, w której algorytmy, znając zainteresowania i oczekiwania użytkownika, dostarczają mu wyłącznie artykuły na konkretne tematy pochodzące z kilku-kilkunastu źródeł. Analogicznie to wygląda w przypadku Spotify czy Netfliksa, gdzie możemy mówić o, odpowiednio, bańce muzycznej i serialowej. Oczywiście nie oznacza to, że ktoś sztucznie blokuje nam dostęp do treści spoza bańki. Niemniej większość z nas po nie nie sięga, bo tak jest wygodniej.

Otrzymujemy zatem tydzień w tydzień sugestie powiązane z naszymi preferencjami. Nauczyłem Spotify, że lubię rocka – lżejszego, z wyraźnie zarysowanym rytmem, rzadziej cięższego. Zatem właśnie tego są pełne moje playlisty układane przez algorytmy. Sęk w tym, że od jakiegoś czasu mocno wsiąkłem w muzykę elektroniczną. Co robi Spotify? Wydaje się nie reagować na te zmiany i dalej z uporem maniaka podsuwa mi gitarowe brzmienia. Nie dziwię się, bo po kilku latach słuchania określonych gatunków trudno sprawić, aby system z dnia na dzień działał inaczej. Czekam zatem od kilku miesięcy na muzykę elektroniczną w Discover Weekly. I nic.

Gdzieś rzuciła mi się w oczy wizja, że komputerów przyszłości nie będziemy programować, a tresować. Powstaną bowiem uniwersalne platformy „do wszystkiego”, które będą nieustannie gromadziły informacje. Porównano je do zwierząt – np. psów. Rolą użytkownika będzie wytresowanie komputera, aby służył mu w określony sposób. Nie będzie instalowania aplikacji, rozwijania software’u itd. Ten będzie sam się „kodował” w oparciu o potrzeby o oczekiwania użytkownika. Potrzebuję książki kucharskiej? System napisze agregator przepisów, które następnie zacznie zaciągać z sieci i przekształcać na przystępną formę. Chcę listę zadań? System stworzy ją dla mnie razem z całą otoczką dodatkowych funkcji. Otwartym pytaniem będzie, w jaki sposób przyjdzie mi ją obsługiwać – czy poprzez interfejs głosowy czy też ciągle graficzny (obstawiam to pierwsze).

Jak to się ma do kwestii muzycznej bańki? Zmierzam do tego, że współczesnym algorytmom ciągle bardzo daleko do sprostania potrzebom użytkowników. Reagują zbyt wolno na dynamicznie zmieniający się świat wokół. Ja wiem, że w końcu w Discover Weekly pojawi się nowy gatunek muzyki, ale muszę czekać na to, aż „wytresuję” mój algorytm. W końcu pies też nie przynosi rzuconego patyka za pierwszym razem, prawda?

Pozostaje jeszcze kwestia żywotności big data i powstających w ten sposób śmieci. Zastanówmy się, jak długo zgromadzone przez aplikację dane na nasz temat są aktualne? Co w sytuacji, gdy nasz gust i preferencje ewoluują? Czy aplikacja regularnie ma czyścić bazę z rekordów dodanych wcześniej niż 12 miesięcy? Teoretycznie to by mogło zadziałać, ale jaką mamy pewność, że wówczas nie zostaną usunięte przydatne i ciągle aktualne wpisy? Za jakiś czas zaczniemy (właściwie nie my – deweloperzy, usługodawcy, twórcy aplikacji) borykać się ze śmieciami big data – nieaktualnymi informacjami, które ciągle zalegają w serwerowniach i utrudniają osiągnięcie algorytmowi doskonałości. Zakładając oczywiście, że wcześniej nie powstaną inteligentne systemy, które są w stanie samodzielnie ocenić przydatność archiwalnych danych i dokonać stosownych porządków w bazie.

  • Elmot

    Dużo zależy od oczekiwań, ale dla mnie to w jaki sposób działa Spotify jest akurat ok. Główny trzon, czyli „odkryj w tym tygodniu” ewoluuje bardzo powoli, i niejako podsuwa propozycje do dalszych poszukiwań. Nie ukrywam, że samodzielne podążanie za muzyką w poszukiwaniu nowych brzmień jest najlepsze w tym wszystkim. W tym momencie Spotify staje się narzędziem, albo biblioteką, a szperanie zostawia mnie. Tak sobie meandrując w przestrzeniach muzycznych uczę też Spotify, ale jeśli chcę szybkich efektów, to je znajdę prędzej w Daily Mix, Rdzeń, czyli DW ewoluuje znacznie wolniej, jakby dawał mi czas na zastanowienie się, czy aby na 100% mam zamiar pójść w tym kierunku :) Nie wiem, czy nie namieszałem za bardzo, ale tak to czuję.

  • Sam Plissken

    a ja mam zupelnie inne wrazenia,wystarczy ze raz przeslucham plyte z innego gatunku i zaraz wymienione wyzej dwie playlisty mi sie wywracaja do gory nogami..i mam z tym problem bo niekoniecznie sobie tego zycze. dlatego eksperymenty musze robic w innym serwisie a na spotify slucham konserwatywnie.

    • mikez88

      U mnie podobnie, spodobało mi się ostatnio kilka utworów pewnej włoskiej wokalistki i moja poniedziałkowa playlista DW nagle była pełna włoskich piosenek, których nie dało się słuchać ;) Więc ja również mam wrażenie, że algorytm reaguje zbyt szybko i zbyt gwałtownie.

  • rz

    Kurczaki, a u mnie Spotify mi podsuwa ostry rock z wrzeszczeniem nie do zrozumienia, bo jakiś czas temu dużo słuchałem In Flames. Tylko nie ma w tym żadnej logiki, bo głównie słucham innej muzyki, więc te algorytmy są chyba u podstaw dziadowe.

  • Alot

    Im więcej nieaktualnych informacji system posiada na czyjś temat, tym lepiej dla tego kogoś.

    Zabawne, że ludziom nie przeszkadza, gdy ‚sieciowy przedsiębiorca’ zna ich muzyczne gusta i podąża za ich zmianą, ale bardzo przeszkadza, gdy chce koniecznie poznać inne upodobania, zachowania i przyzwyczajenia.

    • Wiesław Juskowiak

      Bo muzyką się dzielimy od najmłodszych lat i wyrażamy publicznie swoją tożsamość popkulturową, czy to przez koszulki, głośne słuchanie w domu/samochodzie, czy też w tłumie – koncerty. Muzyka to język i przekaz, który większość z nas chce, nomen omen, głośno manifestować. Gust muzyczny nie jest czymś, co w jakikolwiek sposób chcemy ukrywać, wręcz przeciwnie, chcemy, aby inni wiedzieli jaki on jest.

    • Alot

      Szczerze wątpię.

    • Alot

      Ażeby nie być gołosłownym, proponuję publicznie zamanifestować upodobanie w discopolo.

    • Wiesław Juskowiak

      Dlaczego mam manifestować coś czego nie słucham? A czymże jest innym głośne słuchanie muzyki w wieku szkolnym? Czym są dudniące samochody na ulicach miast? Czym są stadiony wypełnione po brzegi jeśli nie manifestacją słuchania tego konkretnego wykonawcy i połączeniem się z innymi? Czym są koszulki z wykonawcami? Czym są publiczne playlisty w serwisach streamingowych i czym był Napster jeśli nie pokazaniem czego słucham i dzieleniem się tym z innymi?

      Nota bene disco polo to ciekawe zjawisko. A manifestacja nie musi być głośna, ale zawsze jest to jakieś określenie się. Muzyka jest niesamowita, bo z jednej strony jest bardzo osobista, a z drugiej, jako piękno, jak to ujął Kant w „Krytyce władzy sądzenia”, rości sobie prawo do powszechności.

    • Alot

      Możesz też zamanifestować swoje gusta muzyczne w zatłoczonym autobusie miejskim.
      Chodzi o to, byś, manifestując, doświadczył reakcji otoczenia na tę manifestację, może wtedy zrozumiesz, że nikogo nie obchodzi czego słuchasz a jeśli już słuchasz, to powinieneś to robić tak, by inni nie musieli Twoich zainteresowań wbrew swojej woli doświadczać.

      W tym kontekście, Twoje słowa o publicznym wyrażaniu siebie są fałszywe.

    • Wiesław Juskowiak

      Reakcja to inna para kaloszy. Jak ma się sam fakt manifestacji do reakcji na nią? Ano nijak. Bo manifestujący niekoniecznie spełniają postulaty (raczej rzadziej niż częściej, ale zostają zauważeni). Co więcej, nie wiem, w którym miejscu odniosłeś wrażenie gloryfikacji tego zachowania? Raczej uznaje to za coś co po prostu jest. Takie, a nie inne.

    • Alot

      A teraz wracamy do meritum czyli dlaczego Kowalski chce, by wszyscy wiedzieli czego słucha, a nie chce by wiedzieli, że w ubiegłym miesiącu kupował truskawkowe prezerwatywy i pejczyk.
      Toć to i to są zainteresowania łamane przez gusta.

      W moim odczuciu, prywatność to prywatność.
      Czy dotyczy muzyki, zakupów czy seksu. Nie powinno być algorytmów uczących się tego czy rejestrujących tego typu zachowania.

    • Wiesław Juskowiak

      Muzyka, podobnie jak inne ze sztuk, jest pięknem. Najlepiej chyba oddaje to Kant, którego pozwolę sobie zacytować. „(…) imputuje każdemu, że wyraża nań zgodę, a każdy, kto uznaje coś za piękne, pragnie, by wszyscy uważali, że powinni chwalić dany przedmiot I również uznawać go za piękny.”

      Oczywiście możemy to rozpatrywać też na innych poziomach, jak chociażby sprowadzając to do prokreacji i upatrując w tym sygnałów godowych.

      Możemy też to rozpatrywać na poziomie psychologii, gdzie pewnie doszukiwalibyśmy poszukiwania tożsamości i podobnym nam osobników, lub też właśnie komunikowaniu tożsamości – chociaż nie wiem czy to nie byłaby dwie strony tego samego medalu.

      Jeśli miałbym obstawiać to nie wiem czy bym nie obstawiał wszystkich. To się wcale nie wyklucza.

  • Daniel

    Przyznam, że Spotify ma problemy z algorytmami. Nadal się dziwię jak mi proponuje słuchanie Popka czy innych podobnych twórców nawet pomimo, że takiego gatunku nie słucham. Nawet nie jest mi podrodze jak slucham Black Sabath, Iron Maiden, The Rolling Stones, Asking Alexandria i wiele podobnych zespołów. Więc jakim cudem mi można zaproponować „wykonawców” typu Popek, Gimper czy jakieś electro house ….. coś??

    • Neliel

      Z tego co widzę to większość z tych zespołach to lata 60, 70. Ten pop to sugeruje Ci z tego okresu czy również współczesny syf? Może poszło kluczem np. „lata 70”? Generalnie słucham podobnych rzeczy, ale z tego co mi proponuje to raczej nie odbiega to znacząco gatunkowo.

    • Daniel

      Współczesny syf mi też daje. I się zastanawiam w jaki sposób może mi to proponować. Najbliższe do tego czegoś to jedynie muzyka filmowa/serialowa – House of Cards no ale nie widzę by w tym serialu była twórczość Popka czy kogoś tam. Najlepsze jest to np. słucham Paint it, Black a nastapną muzyka to sugerowana muzyka współczesna …… jakiejś tam babki której nawet nie znam.

  • Marcin Nadolski

    Zgadzam się z wnioskami autora. Mój Spotify też uznał że gust jest niezmienny i podsyłał z uporem maniaka te same płyty.

    • Glubi

      Przesłuchaj chociaż jedną płyte w swoim nowym guście to dostaniesz nowe propozycje. To nie dżin z butelki i nie wystarczy go potrzeć aby spełnił twoje życzenie ;)

    • Marcin Nadolski

      To ja mam chyba kiepskiego dżina bo Twoją propozycję to ja już ćwiczyłem dawno. A obecnie jestem w Google Music.

  • Dziewne historie, u mnie praktycznie co miesiąc dostaję nowe utwory w oparciu o to czego słuchałem miesiąc wcześniej. (z naciskiem na MIESIĄC WCZEŚNIEJ)

  • HoЯRorysta

    Szczerze pisząc, nigdy nie używałem żadnej z tych opcji. Jeżeli szukam jakichś nowych kawałków robię to przez listę podobnych artystów, postaram też już istniejące playlisty z interesującymi mnie gatunkami. Rzadko muszę posiłkować się youtube’em, właściwie, to nawet nie nie co tydzień.

  • Red

    Przydałby się przycisk reset żeby można było zacząć od początku , albo dodatkowa zakładka do dodatkowych poszukiwań muzycznych niezależna od głównego nurtu muzyki sluchanej, z niezależnymi propozycjami .

  • ThinkTank

    Jak dla mnie kapitalnie działa Google Play Music i muzyka zależna od lokalizacji. Polecam ;-)

  • Krzysztof Górski

    Bańka bańką, podejrzewam, że większość osób w jakiejś siedzi. Jakie jest za to prawdopodobieństwo, ze dwie osoby, których gusty dość się różnią, dostaną IDENTYCZNE listy „Odkryj”?