studiowanie w internecie
115

Nie idź na studia! Internetowa zawodówka wystarczy

Biuletyny uczelni informują kandydatów o 1001 kierunkach. Niestety reklama pewnej pracy to rzadkość. Już po skończonym gimnazjum większość uczniów brnie w wiedzę ogólną. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć katastrofę w ramach kariery zawodowej. Czy wystarczy Internet aby zdobyć wiedzę a później pracę? Większość z ponad 20 mln polskich internautów wykorzystuje sieć w celach rozrywkowych. Czasem komuś przychodzi do głowy, aby użyć go w celu poprawienia […]

Biuletyny uczelni informują kandydatów o 1001 kierunkach. Niestety reklama pewnej pracy to rzadkość. Już po skończonym gimnazjum większość uczniów brnie w wiedzę ogólną. Nie trzeba być geniuszem, żeby przewidzieć katastrofę w ramach kariery zawodowej. Czy wystarczy Internet aby zdobyć wiedzę a później pracę?

Większość z ponad 20 mln polskich internautów wykorzystuje sieć w celach rozrywkowych. Czasem komuś przychodzi do głowy, aby użyć go w celu poprawienia swojej pozycji społecznej. Osoba bez pracy raczej nie ma się czym chwalić.

W sieci jest mnóstwo materiałów edukacyjnych, które warto czytać. Dostęp do specjalistów też jest stosunkowo łatwy. Jednak większość absolwentów szkół średnich brnie w uniwersytety i szkolenia, na których nauczyciel czyta nam prezentację z tablicy. A sami w domu nie możemy tego zrobić?

Nie będę poruszał kierunków takich jak medycyna, architektura, budownictwo itp., ponieważ nie siedzę w tym. Natomiast bezsens studiowania niektórych kierunków informatyki (update – zmieniona fraza) czy zarządzania i marketingu sięga sufitu. Myślicie, że przećwiczycie wprowadzanie produktu na rynek?? Najpierw zastanówcie się jakiego zawodu potrzebujecie i spytajcie znajomych o skuteczność kierunku (update – dodane zdanie). Jeśli kiepsko to proszę, nie idźcie na te kierunki i uczcie się sami…

Poniżej podam przykład ścieżki w kierunku bycia front-end developerem (kodowanie szablonów stron internetowych). Na to stanowisko pracy pojawia się w Polsce kilkadziesiąt ogłoszeń miesięcznie. Zdobycie wynagrodzenia powyżej średniej krajowej w tym zawodzie nie jest wielkim wyzwaniem. Często wystarczy doświadczenie na podstawie prywatnych projektów.

A więc od czego zacząć własne studia w celu przeprowadzenia samodzielnych studiów i zdobycia konkretnego zawodu:

  1. Idź do szkoły kodowania online – zapraszam na codemy.pl, przejdź kursy: Web Fundamentals, JavaScript Fundamentals, JQuery. Przejście kursów zajmie Ci około 3 miesiące, poświęcając 1-2h dziennie bez weekendów. JavaScript możesz skończyć w połowie. Ważne abyś umiał manipulować wyglądem (DHTML), programowanie obiektowe nie jest na razie niezbędne. Warto przejść też kurs HTML5 & CSS3 tutaj – http://www.codeschool.com/courses/functional-html5-css3.
  2. Poznaj prace innych – wejdź np. na themeforest.com i pooglądaj w źródle strony sposoby budowania szablonów stron internetowych. Najlepiej ściągnij cały sajt na dysk i zobacz jak ktoś zbudował cały komponent. Teraz spróbuj od początku zakodować wybraną, ładną stronę z sieci, np. strona główna i jakaś podstrona).
  3. Poznaj narzędzia (współ)pracy – wybierz IDE (program do edycji m.in. szablonów), w którym będziesz programować. Teraz na CodeSchool poznaj język wersjonowania system kontroli wersji GIT (kursy: Try Git, Git Real).
  4. Pomóż innym za darmo – wejdź na fora lub grupy FB dotyczące programowania. Ogłoś, że pomożesz jakiemuś programiście zrobić front-end za darmo. W kodzie zobaczysz tagi innych języków programowania. Nauczysz się jak nie popsuć aplikacji, jak się komunikować w ramach projektu, itd. Uczestnicz w 3-ech takich projektach.
  5. Pójdź na szkolenie z PM IT – to pomoże Ci poznać zasady panujące w zespołach projektowych. Przykładowo szkolenie Scrum, jest bardzo dobrym wstępem do metodyk zwinnych.
  6. Wyślij CV – teraz wyszukaj na portalu z pracą jedną z fraz: frontend developer, javascript developer, koder html/css. Napisz w CV co robiłeś i daj linki do wykonanych projektów.

Wszystko zajmie Ci 0,5-1 rok. Jednak prawdopodobieństwo otrzymania pracy będzie o 1000% większe niż po 5 latach zarządzania i marketingu.

To nie dla mnie

Oczywiście nie każdy nadaje się do programowania, ale każdy może spróbować i ocenić. Po pierwsze masa ludzi nienawidzi swojej pracy, więc przynajmniej zarabiaj lepiej. Po drugie programowanie, a już na pewno kodowanie html/css nie jest jakąś magią nie do nauczenia. Wystarczy umiejętność logicznego i abstrakcyjnego myślenia. Także programowanie w backend staje się coraz łatwiejsze ze względu na pojawianie się nowoczesnych frameworków.

Jeśli dalej pragniesz zarządzania i marketingu lub zarządzania produktem (w sieci), to odpowiednie googlowanie na temat e-marketingu może wyposażyć Cię w solidne podstawy.

Dowodem na powyższe jest to, że pomogłem już w ten sposób 3 osobom po studiach humanistycznych. W tym 2 dziewczyny. Powtórzę, nie idźcie na studia! :)

Autor prowadzi bloga http://ProductLabs.comaciej oleksy

  1. Artur napisał(a):

    ” Po pierwsze masa ludzi nienawidzi swojej pracy, więc przynajmniej zarabiaj lepiej” – A potem wszyscy sie dziwią dlaczego tyle osób źle wykonuje swoją prace, każdy powinien lubić to co robi a nie to za co mu więcej płacą

    1. Artur napisał(a):

      Dodam jeszcze że stwierdzenie „Wszystko zajmie Ci 0,5-1 rok” świadczy o poziomie autora, czy osoba która pisała ten artykuł umie coś więcej poza pisaniem bzdur?

    2. Jacek Dziedzic napisał(a):

      Uważasz że ogarnięcie html css jquery zajmie więcej niż rok jesli tak to rzeczywisćie nie brał bym się za to. Tytuł MCSD można zdobyć w 3 miechy po przyłożeniu się a kodowanie stron przy tym to pikuś.

    3. Artur napisał(a):

      Mi chodzi o coś innego, obecnie cały rynek jest zalewany falą miernych webdeveloperów którzy mają identyczne podejscie jak ty „a posiedze sobie parę miesięcy i ogarne wszystko”, a tak nie jest – sam JavaScript jest tak złożonym językiem że żeby nauczyć sie w nim bardzo dobrze kodować potrzeba przynajmniej 1 roku nie mówiąc o językach serwerowych. Kodowanie w HTML + CSS to faktycznie nic trudnego ale na to też potrzeba 3 – 6 msc.

    4. Jacek Dziedzic napisał(a):

      Mi bardziej chodzi o to że stworzenie efektownej strony przy tak bogatym zasobie darmowych bibliotek i skryptów to nie jest mistrzostwo świata i nie potrzeba geniuszy. A co do mierności to pracuje w tej branży i już mnie nawet nie ruszają „agencje” co sklep pod klucz za 300zł z flashem stawiają. Taki klient i tak w końcu się budzi i szuka firmy która zrobi to dobrze da gwarancję i zrobi to tak jak powinno to być zrobione. A bez lat praktyki i rozwoju jednak nei da się wskoczyć na tę półkę webdevelopmentu co nie zmienia faktu że można zarobić na bezrobociu składając ulotki w programach graficznych czy robiąc strony wizytówki za kilkaset złotych.

    5. Maciej Oleksy napisał(a):

      popieram, że trzeba lubić to co się robi, ale jeśli nie mam możliwości, a alternatywą często jest McDonald to może warto się pomęczyć

      0,5-1 – no cóż, bzdury bzdurami, ale „przetestowane” na żywych osobach i działa :) w US są kursy 10 tyg. RoR (trudniejsze) i prawie 90% ma oferty ~$80.000 / rok
      http://devbootcamp.com/

    6. Marcin Kosedowski napisał(a):

      No błagam, jeśli nauczenie się cięcia szablonów do HTML-a/CSS to dla Ciebie więcej niż rok, to chyba osobie, która wybitnie nie chce się tego nauczyć. Jeden dzień wyjaśnienia o co w tym w ogóle chodzi i czym się różni od MS Worda, później nauka kilkudziesięciu tagów, przejrzenie kilkudziesięciu stron i koniec. Możesz robić własną podstawę (taki miniframework), którą później wykorzystujesz w 95% projektów.

      Dodam, że HTML-a uczy się w podstawówce i nie zajmuje to roku, ale parę lekcji. Uczeń zna już zasadę działania, a później wystarczy robić to dobrze.

    7. Kamil napisał(a):

      Czy ja wiem – że niby stworzenie responsywnego szablonu w samym HTML/CSS pod komórki, tablety, komputery stacjonarne i inne urządzenia jest takie proste? Szablonu zgodnego ze standardami WCAG, dostępnym dla niepełnosprawnych, kompatybilnym ze starszymi wersjami przeglądarkami, zoptymalizowanym pod SEO i z dobrze przewidzianą semantyką. I to wszystko dla większego serwisu, nie strony domowej z pięcioma podstronami. Nie sądzę.

  2. Pies napisał(a):

    Od dzieciństwa programuję, nie poszedłem na studia i nie narzekam. Wolałbym mieć skończone studia w moim kierunku, to by pewnie otworzyło więcej drzwi, ale moim zdaniem najważniejsze jest być na bieżąco w swojej dziedzinie. Robienie stron pięć lat temu wyglądało trochę inaczej, a dziesięć lat temu było zupełnie inne niż obecnie. Jeżeli chcesz mieć pracę przez najbliższe 30 lat to nie możesz stać w miejscu.

  3. iVR5 napisał(a):

    Dokładnie!

    Obecnie wszyscy pędzą jak owce na studia i zapominają o jednym ważnym szczególe – studia w Polsce w ogóle nie przygotowują do pracy. Jak ktoś chce zostać naukowcem, to oczywiście trzeba studiować, ale dla kogoś dla kogo nauka nie jest sensem życia, ma to obecnie bardzo mały sens merytoryczny, a sama inflacja studentów w ostatnich latach spowodowała, że dyplom wyższej uczelni jest wart tyle co matura.

  4. spiller napisał(a):

    autor studia oczywiście skończył ;)

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      tu mnie masz :) ale naprawdę stracony czas, poza jednymi podyplomowymi gdzie firma szkoleniowa prowadziła kurs z zarządzania projektami (IPMA). gdybym tylko mógł cofnąć czas…

    2. spiller napisał(a):

      jednak mimo wszystko często studia to punkt, który musi być ‚odhaczony’ przez HRowca na etapie oglądania CV. więc pomimo tego, że na rozmowie bym umiał się sprzedać, ktoś w kadrach może zatrzymać CV bo nie spełniam formalnych wymogów. i kółko się zamyka. najlepiej łączyć studia z pracą ;)

    3. Maciej Oleksy napisał(a):

      powoli się to zmienia, ale przyznaję rację że beton jeszcze do końca nie skruszał :)

  5. blue napisał(a):

    6) tylko nie oczekuj, że każdy będzie wniebowzięty Twoimi 31337 haxxors skillz, bo niestety, po pół roku takiego przygotowanie jesteś ledwie żółtodziobem, który ma jeszcze wiele, wiele, wiele do nauczenia w tej dziedzinie, żeby robić to wszystko dobrze, sensownie i w wyczuciem tego, co ma sens, a tego, co sensu nie ma…

    1. MDW2 napisał(a):

      Tak, po roku takiej nauki jest się ledwie żółtodziobem z małym doświadczeniem. Ale to i tak lepiej niż po 5 latach być jeszcze większym żółtodziobem bez doświadczenia i ze straconymi latami.

    2. lejzab napisał(a):

      czas na studiach traci tylko ten komu się nie chce pracować. można prześliznąć się przez studia małym wysiłkiem, można nawet przy tym mieć niezłe oceny. można na koniec mieć dyplom i niewiele umieć. ale to już nie wina uczelni.

    3. Kamil Trebunia napisał(a):

      To jest w conajmniej 50% wina uczelni. Jeśli uczelnia stawia na egzaminy teoretyczne to tak jest.

      Kumpel na pierwszym roku Automatyki i Robotyki w UK na jakiejś pomniejszej uczelni na zajęciach z Wprowadzenia do Programowania programował pojazdy złożone z Lego Mindstorm do omijania przeszkód, jeżdżenia wg wzorów, wyjeżdżania z labiryntu itp.

      Ja na wieeelkim AGH, na EAIiE, na Automatyce i Robotyce, na tych samych zajęciach programowałem transformatę fouriera NA KARTCE przez CAŁY semestr.

    4. lejzab napisał(a):

      mój kolega na niewielkim Uniwersytecie Śląskim jakieś 14 lat temu robił ramię robota, sprzęt i software. koleżanka na tych samych studiach w tym samym roku nie umiała zainstalować jakiegoś prawniczego softu. wina uczelni?

    5. Kamil Trebunia napisał(a):

      Prawda, ale gdzie Twoja wypowiedź stoi w sprzeczności z moją? Ja sugeruję, że uczelnie mogły by bardziej rozwijać. Być może taka uczelnia jak ta na której studiował znajomy którego wspomniałem miała by szansę rozwinąć Twoją koleżankę (biorąc pod uwagę bardzo przyjemną i rozwijającą metodykę), naszym uczelniom to się nie udało.

    6. blue napisał(a):

      no tak, jak ktoś napisał, jak w trakcie studiów praktykę się odłoży na później, to pewnie tak jest… ja swoich studiów nie postrzegam jako lat straconych, ale to tak jak ze wszystkim – Your Mileage May Vary…

  6. Krzysztof Kacprzyk napisał(a):

    Ja natomiast uważam, że oba elementy stanowią jedną całość: 1. Uczelnia – która daje podstawy teoretyczne i wiedzę ogólną 2. Praktyka – także ta którą opisał Maciej w artykule. Jeżeli „student” traktuje czas studiów jako lata imprezowania i nicnierobienia to potem skutek jest jaki jest.

  7. MrSzkudi napisał(a):

    „Natomiast bezsens studiowania informatyki” to chyba jednak nie tak do końca bezsens, skończyłem informatykę na PW i nie uważam by był to zmarnowany czas. Pomimo tego nie wiem czym jest „język wersjonowania GIT”. Może niech autor sam się dokształci zamiast odradzać to innym.

  8. Krzysztof napisał(a):

    Podejście bez sensu wg. mnie
    To co proponujesz to „informatyka” – żeby po 3 latach nie mieć pracy studiując Informatykę – to albo trzeba być kompletnym głąbem albo trzeba po prostu nie chcieć jej mieć. W obu przypadkach podejście przedstawione przez Ciebie również się nie sprawdzi.

    Pewnie masz racje, że ktoś zatrudni tak „wykwalifikowaną” osobę do zaklepania jakiś prostych stronek / templatów itp. Ale zamyka sobie drogę do porządnych projektów. Duże firmy nie zatrudnią nikogo bez wykształcenia. Albo zrobi to mały procent z nich. Pomijam osoby nad wyraz inteligentne, zaradne itp, które i bez studiów zrobią karierę – ale to promil społeczeństwa.

    Jak już masz ludzią odradzać studia to odradzaj te, po których większość ludzi nie ma pracy: humanistyczne, prawnicze, przyrodnicze…

    Idąc dalej możnaby powiedzieć, że szkoły ogólnokształcące i gimnazja też POWINNO się odpuścić – no bo po jaką cholerę masz siedzieć 6 lat i uczyć się historii, polskiego, matmy itp. skoro podstawową wiedzę masz z podstawówki – ona raczej wystarczy żeby przeżyć. Już wtedy można siedzieć w necie i przyswajać „TAJNIKI HTML”…

    Żeby nie było uważam, że spora część programu studiów nie ma większego zastosowania – jest za dużo matematyki w informatyce. I pewnie te 5 lat dałoby się upchnąć w 3 lata.

    1. MDW2 napisał(a):

      A ja znam kilku programistów i grafików, którzy są pasjonatami, nie skończyli studiów (albo skończyli zupełnie niekierunkowe) i wymiatają od lat w największych projektach świata (efekty do znanych filmów, gry AAA ze światowego TOP10). Kilka razy pytałem jak wygląda przyjmowanie do pracy w takich miejscach. Owszem – jest pytanie o studia. Ale to tylko tak informacyjnie. 100% rozmowy i testów to praktyka, pokazywanie tego co się potrafi, oglądanie tego co się do tej pory zrobiło i kolejne testy praktyczne. Tylko i wyłącznie umiejętności i doświadczenie. Uważają, że papierek robisz dla siebie. Jeżeli chcesz to sobie kończ Oxford – to jest twoja sprawa. Masz po prostu być dobrym w tym co robisz.

    2. blue napisał(a):

      ale „bycie dobrym” nie przychodzi po pół roku zabawy z tutorialami…

    3. MDW2 napisał(a):

      W wyjątkowych przypadkach przychodzi. Ale generalnie faktycznie masz rację i potrzeba więcej pracy i wysiłku żeby osiągnąć coś sensownego. Tak samo jak potrzeba znacznie więcej niż 4 godziny laboartorium i 2 godziny wykładu tygodniowo przez 2 semestry. :D

    4. Krzysztof napisał(a):

      Ja nigdzie nie napisałem że studia są gwarancją satysfakcjonującej i dobrze płatnej pracy – samo chodzenie na studia można sobie wsadzić razem z dyplomem na półkę. Tak jak samo przeczytanie kilku(nastu) tutoriali. I tak jak napisałem pomijam wybitnie inteligentne jednostki, które mogą zajść daleko na „tutorialach” ;)

    5. MDW2 napisał(a):

      A ja zupełnie nie patrzę na studia jak na sposób na zdobycie pracy. Zawsze uważałem, że to sposób na zdobycie jakiejś wiedzy. Czy lepszy czy gorszy sposób to inna sprawa. Ale jednak chodzi o zdobycie wiedzy, a nie żeby tylko jakąś posadkę dostać.

    6. Maciej Oleksy napisał(a):

      Krzysztof, niech kuźwa w końcu upchną, na pewno lepiej jak ludzi będzie uczyć kilku profesjonalistów niż błądzić samemu w necie, ale niewiele się zmienia

    7. Piotr napisał(a):

      Informatyka wywodzi się z matematyki, więc trochę dziwne by było, gdyby miało być mało matematyki. IMHO matematyki jest za mało. Za dużo jest fakultetów typu używanie programu/języka/frameworka X firmy Y do zrobienia Z.

  9. Maciej Oleksy napisał(a):

    zgodzę się jeśli chodzi np. o programowanie dla enterprise jakichś złożonych systemów, lub programowanie sprzętu. ale gro idzie pisać apki internetowe a tutaj ta wiedza nie jest niezbędna.

    Ok, ok, system kontroli wersji. Już kilka lat nie programuję :)))

    1. D3X napisał(a):

      Koleś, kurna, bredzisz. „Apki internetowe” napisane przez ludzi bez pojęcia o programowaniu to jedna wielka porażka. Nie mówię, żeby zaraz na studia iść, ale nie pierdziel, że „wiedza nie jest niezbędna”.

    2. Maciej Oleksy napisał(a):

      D3X, pisałem o robieniu front-end a nie pisaniu ich w całości, poza tym cały czas piszę w kontekście wiedzy ze studiów, tylko inaczej ją zdobywać

    3. PiotrLaskowski napisał(a):

      Apki internetowe można pisać, pytanie czy wyciągniesz z tego satysfakcjonujące wynagrodzenie, kiedy musisz konkurować z armią dorabiających studentów, no i czy masz stalowe nerwy do mnogości standardów i kompatybilnych przeglądarek.

    4. Maciej Oleksy napisał(a):

      Wpisu nie kieruję do utalentowanych programistów ale do ludzi którym po socjologii pozostaje płaca na poziomie 1.500 zł brutto :) oni patrzą na IT (zawęźmy do www) jak na jakąś magię, „tam nie mam czego szukać”, a wg mnie to nieprawda, są obszary w IT takie jak np. kodowanie front-end, które nie wymagają geniuszu, poza tym mamy dzisiaj frameworki typu Twitter Bootstrap, które znacznie to ułatwiają, wiem że mogą nie być elastyczne ale jest wiele sytuacji w których wystarczają

    5. Andrze napisał(a):

      Ale ludzie się bulwersują. Prawda jest taka, że przez 4 miesiące w firmie IT, stawiając od zera projekt, pracując z ludźmi bardziej doświadczonymi, którzy chcieli dzielić się wiedzą nauczyłem się więcej niż przez 5 lat studiów… Studia to … przeżytek. Zwłaszcza w obecnym pokoleniu , które jest po prostu głupie, a studia są do tej głupoty dostosowane. Ok, skończyłem studia , właściwie dla świętego spokoju. Niezależnie od tego uczyłem się sam, IT i tak było moją pasją. Studia to … tylko studia (pomijam medycyny itp. branże gdzie po prostu papier jest konieczny)

      Dzisiaj, miesięcznie przychodzi mi kilkanaście ofert pracy na goldenline (gdzie jedna pani się dziwiła, że nie chcę za 10k brutto relokować się do Krakowa ;) ) i po prostu wiem co mówię. Studia IT nie są niezbędne. Jeśli ktoś w wieku lat 8 miał Commodore C64, pisał w basicu gry tekstowe z Bajtka i dalej jakoś tą pasję rozwijał to studia IT są dla niego tylko papierem. On tego IT i tak się sam nauczy, lepiej niż 90 % studentów. Nie piję tutaj w żaden sposób do studentów. Studia IT są naturalnym, standardowym krokiem, ale IT to akurat tak wyjątkowa branża, że i bez studiów można się obejść. Zresztą, nikt nie pyta o studia – liczą się projekty, w których brales udział, co w nich robiłeś, jakieś ogólne wrażenia, co umiesz, czego się nauczyłeś, co sam rozkminiłeś. To tak naprawdę widać na rozmowie kto jest zwyczajnym klepaczem, a kto po prostu robi to co lubi. (czyli np. w pracy, w projektach poznał technologie A, B, C, ale jeszcze dodatkowo umie D, E bo w domu coś tam po godzinkach sobie dłubał).

      Chodzi o to, że do IT prowadzi wiele dróg – studia IT nie są ani jedyną drogą, ani lepszą.

  10. blue napisał(a):

    a – i raczej wbrew temu, co twierdzi autor, nie oczekiwałbym kokosów będąc takim „profesjonalistą”… bo niestety, bez porządnych podstaw, to albo zajmie to parę lat, albo zawsze się będzie takim „ekspertem” od front-endu, który ani nie jest programistą, ani specem od ui i potrafi głównie wziąć gotowy szablon, podmienić grafiki, podmienić parę efektów – a jak się coś psuje, to rozkłada ręce… niestety, nie oszukujmy się, javascript wcale nie jest łatwym językiem programowania i ktoś zupełnie bez doświadczenia raczej nie będzie się w nim czuł jak ryba w wodzie, a jego kod daleki będzie od ideału… ale tak, w dzisiejszym dwudziestopierwszowiecznym świecie może się komuś wydawać, że wystarczy krótki kursik i można powiedzieć „I know kung fu” ;)

    1. Marcin Kosedowski napisał(a):

      Tylko na takim cięciu szablonów też można nieźle zarobić, chociaż nie jest to żadna specjalistyczna praca, ale normalne rzemieślnictwo. Ja od dawna powtarzam, że cięcie szablonów to najlepiej płatne zajęcie w stosunku do wkładu pracy jakie może być, zwłaszcza przy cenach rzędu kilkaset złotych za stronę.

  11. Skillar napisał(a):

    trudno się nie zgodzić z @MaciejOleksy – dobry tekst.
    Może otworzy komuś oczy jakie to wszystko jest proste – byle nie na Uczelni.
    Inna strona medalu to ta że niektórym w życiu też przyda się okres kafkowego upupiania, jak również studenckiego odlotu – bo co później moze ich w życiu leszpego spotkać? :)

  12. adi napisał(a):

    Autor chyba nie miał wiele wspólnego z dzienna informatyką na porządnej technicznej uczelni. To samo z informatyką w biznesie.
    I ten artykuł to jakiś zart w ogóle? Nie twierdze ze trzeba skonczyc studia zeby programowac etc. ale to ma byc cv informatyka ? I ten program nauczania? ZE jak wyjdzie z takich kursow to juz cos bedzie umial?
    W ogole to strata czasu czytac takie wpisy ….

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      no właśnie miał i pracował zarówno w tzw. „twardym IT” i tym stricte internetowym, zarówno w korpo jak i firmach developerskich. Dla Ciebie to strata, ok, dla innych to odkrycie że kodowanie (nie programowanie) to nie jest czarna magia

    2. adi napisał(a):

      Naprawde nie wiem jaka firma developerska zatrudni z takim doswiadczeniem tz.dokładnie mówiąc z znadnym … a ja pisze w kontekscie do : „Natomiast bezsens studiowania informatyki …”
      Sprawia ze nie masz pojecia o czym piszesz. Przejdz sie na PW na jakis wykład i zobacz o czym tam wykładaja. wyksztalcenie matemtyczne tez jest wazne – nawet jesli pozniej nie bedziesz korzystał z całek … Na zadnych kursach nie zdobedziesz takiej wiedzy jakiej zdobywa sie na laboratoriach w PW. No chyba ze idziesz na kursy Red hata za 10tys.
      I powtarzam jeszcze raz nie twierdze ze trzeba skonczyc studia zeby byc wysokiej klasy programista w duzej firmie i miec caly zespół pod sobą. Ale nie jest to równoznaczne z tym ze bezsensowne jest studiowanie informatyki…

    3. Maciej Oleksy napisał(a):

      trudno mi odnieść się do anonimówaby ocenić swoje kompetencje, a na PW(r) już byłem i widziałem

    4. orzech napisał(a):

      Tekst jest żenujący, a samo śledzenie odpowiedzi Autora uwidacznia, że nie wie, czym jest rzeczywista informatyka. Przykładowo stwierdzenie „RoR jest trudniejszy” – jeżeli ktoś jest programistą, to każdy język/platforma są tak samo trudne.

      Też pracowałem przed studiami, w trakcie studiów oraz po studiach informatycznych. Za nic bym tego nie oddał. Jeżeli dla kogoś programowanie = cięcie stron do HTML + CSS i dodawanie Javascript’a, to odradzam publikowanie na Antywebie.

    5. Maciej Oleksy napisał(a):

      niech Ci będzie kodowanie html/css, jednym się podobały studia, drugiej ogromnej części nie i nie była to tylko wina olewających studentów. jeśli trafiłeś na fajne, gratuluję, ja nie miałem tego szczęścia. niech Ci będzie kodowanie html/css, a nie programowanie

    6. orzech napisał(a):

      Co więcej, uważam że jednym z najważniejszych zadań studiów informatycznych, jest otwieranie oczu na to czego nie wiesz i czego nigdy sobie nie wyobrażaliśmy, że istnieje.

      Biorąc udział w kursach dowiadujesz się, że są algorytmy ewolucyjne, sieci neuronowe, kryptografia, algebra abstrakcyjna, jak renderowana jest grafika 3D. W pracy webdeveloper’a NIGDY się to człowiekowi nie przyda, ale mało kto po informatyce zostaje stricte developer’em HTML/CSS/JS.

      Poznanie nowych tematów – nawet jeśli ktoś miałby z tego nigdy nie skorzystać – to najlepszy sposób do własnego rozwoju. Dopiero wtedy możesz stworzyć coś pomysłowego.

  13. Arek napisał(a):

    Sprowadzanie informatyki/programowania do HTML i CSS to jak twierdzenie, że książka kucharska i trochę praktyki na bazie mrożonek wystarczy, żeby zostać szefem kuchni. Może jeśli czyjeś ambicje kończą się na budce z kebabem…

    W rzeczywistości nawet Javascript nie jest trywialnym językiem, to że sporo osób umie wyklikać coś w jquery nie oznacza jeszcze umiejętności programowania. A samo programowanie to też jeszcze nie informatyka.

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      zależy do czego użyjesz JS, jeśli do samych bajerów frontendowych (DOM) to nie widzę barier, jeśli do obiektów i np. node.js no to nie rozmawiamy o frontend do końca

    2. Maciek napisał(a):

      W pełni zgadzam się z Arkiem, programowania nie da się nauczyć w 3 miesiące, pół roku czy nawet rok. Jeśli natomiast chodzi o o wypowiedź Maćka, dzięki opisywanym przez Ciebie „bajerom” pisanym przez osoby nie mającego bladego pojęcia o programowaniu JS przez długie lata był uważany za nieprzydatny, niedziałający bubel. Nie chce żeby mnie źle zrozumiano nie mam nic przeciwko osobom które programują „zawodowo” bez wykształcenia w tym kierunku, wręcz uważam że często są to osoby które mają dużo szersze spojrzenie na niektóre programistyczne problemy aczkolwiek każdy z tych programistów pasjonatów musiał przesiedzieć lata świetlne przed monitorem!

    3. wojtekm napisał(a):

      lata świetlne to jednostka odległości szanowny panie humanisto

  14. Adrian Strójwąs napisał(a):

    Zgadzam się w zupełności z autorem. Są ludzie co narzekają, że mają mgr a pracują na zmywaku na wyspach, ale nie zadali sobie podstawowego pytania: Co ja tak naprawdę się nauczyłem na studiach”. Często jest tak, że po prostu idziemy na studia, żeby je skończyć a nie czegoś się nauczyć.
    Ja rzuciłem studia bo uczyli mnie rzeczy, których nie chciałem się uczyć i odwrotnie, później siadłem do kursów online i w 2 miesiące nauczyłem się tego co chciałem.
    Wszystkim polecam tą drogę jaką nakreśla autor.
    W końcu Einstein też był samoukiem :D

    1. Piotr napisał(a):

      Na studia idzie się też po to aby trochę (tu wskazany oczywiście umiar) poimprezować i poznać fajnych ludzi. A poznanie fajnych ludzi to również większe możliwości znalezienia lepszej pracy albo założenia biznesu. Kursy online Ci tego nie dadzą.

  15. Adrian Strójwąs napisał(a):

    Zgadzam się w zupełności z autorem. Są ludzie co narzekają, że mają mgr a pracują na zmywaku na wyspach, ale nie zadali sobie podstawowego pytania: Co ja tak naprawdę się nauczyłem na studiach”. Często jest tak, że po prostu idziemy na studia, żeby je skończyć a nie czegoś się nauczyć.
    Ja rzuciłem studia bo uczyli mnie rzeczy, których nie chciałem się uczyć i odwrotnie, później siadłem do kursów online i w 2 miesiące nauczyłem się tego co chciałem.
    Wszystkim polecam tą drogę jaką nakreśla autor.
    W końcu Einstein też był samoukiem :D

  16. lejzab napisał(a):

    „Natomiast bezsens studiowania informatyki [cut] sięga sufitu”. dalej nie czytam, nie ma sensu. kolejny frustrat który opuszczał wykłady, egzaminy zaliczył na 3 i teraz ma żal że nie może dobrej pracy znaleźć?

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      zacząłem pracę przed studiami

    2. lejzab napisał(a):

      więc chcesz sobie zapewnić dalsze zlecenia przez zmniejszenie ilości inżynierów na rynku? zresztą jesteś nieuczciwy, powinieneś napisać ‚chcesz robić w życiu proste rzeczy nie wymagające dużej wiedzy – nie idź na studia’. młody człowiek po twoich radach nie ma szansy na pracę w googlu, chyba ze jest naprawdę dobrym, znanym w środowisku samoukiem, ale wtedy nie potrzebowałby twoich rad

  17. Tomek napisał(a):

    Od dłuższego czasu czytuję antyweb i z przykrością zauważam że poziom artykułów coraz częściej zaczyna sięgać dna. Tytuły tekstów zakończone wielkim „?” znakiem zapytania, po których przeczytaniu mam ochotę nie wracać już tutaj…
    Opinie wyrażane przez osoby nie mające wiedzy dziedzinowej ani doświadczenia w IT
    Niestety chyba przerzucę się na „FAKT” lub „SE” gdyż antyweb coraz częściej poziomem do nich sięga.
    A wracając do tego tekstu… no cóż widocznie informatyka to nic trudnego! przeczytaj książkę o CSS, zrób kurs z HTML a jeśli w dodatku potrafisz SELECTa z MySQL to już jesteś świetnym fachowcem… Widocznie osoba którą pisała ten artykuł jest takim samym informatykiem jak i dziennikarzem!

    1. Kamil napisał(a):

      Albo INSERTa ;o)

    2. Kamil napisał(a):

      Albo INSERTa ;o)

    3. Maciej Oleksy napisał(a):

      od 13 lat których pracuję w szeroko pojętym IT w przykrością zaczynam zauważać, że większość dev dalej nie rozumie celu swojej pracy. Pomijając że pisałem o front-end a nie SQL, brnięcie w dziwne dysputy zakrywa fakt że na końcu jest klient. Jeśli koleś po roku jest w stanie napisać coś co satysfakcjonuje klienta to mi to wystarcza. Ale dev-om dalej nie. Trudno.

    4. Piotr napisał(a):

      Problem w tym, że koleś po roku zwykle *nie jest* w stanie napisać czegoś co satysfakcjonuje klienta, a na pewno nie samodzielnie. Jest taka duża znana firma w Polsce, która robi IT niemal samymi tanimi studentami. Jak to niektórzy złośliwi mówią, taka „informatyczne biedronka”. Żeby zobaczyć jak to wpływa na zadowolenie użytkowników końcowych, polecam wycieczkę do ZUSu.

    5. Kamil napisał(a):

      Albo INSERTa ;o)

    6. Piotr napisał(a):

      Ale on nie napisał o tym jak zostać wąsko wyspecjalizowanym informatykiem, wypasionym programistą, analitykiem czy projektantem IT, którego zarobki to kilka lub kilkanaście krajowych.
      Gościu fajnie napisał o tym, że można pracować w IT mimo skończenia gównianych studiów, mieć przyzwoicie płatną pracę i odczuwać satysfakcję podczas jej wykonywania.
      Zamiast studiować zarządzanie i sprzątanie, stosunki międzynarodowe czy inne dziennikarstwa, lepiej przyswoić trochę nie nazbyt skomplikowanej wiedzy z zakresu np. tworzenia stron i zacząć pracować i normalnie zarabiać, a nie tułać się, żebrać o pracę wysyłając setki CV, których i tak nikt nie czyta.

    7. Piotr napisał(a):

      Oj, żebyś się nie zdziwił – bo wcale nie jest tak różowo na rynku IT w Polsce. Ani pod względem płacy ani dostępności pracy. Nie wszyscy mieszkają w dużych miastach i nie wszyscy mają wujka w agencji reklamowej, który podrzuci jakieś zlecenia do zbudowania portfolio. Przebierać w ofertach, to właśnie mogą wypasieni programiści, analitycy czy projektanci IT, czy powiedzmy studenci ostatnich lat studiów informatycznych. Natomiast osób znających (słabo) HTML, CSS i JS jest na pęczki, takie rzeczy robią nawet gimnazjaliści – przebić się jest bardzo ciężko.

    8. Zenek napisał(a):

      Zgadzam się z przedmówcą. Primo nie każdy ma do tego talent i zdolności, po drugie „klepanie stronek” to dzisiaj mniej więcej taka fucha jak rozdawanie ulotek, można dorobić na studiach, ale ciężko z tego wyżyć. Faktycznie najlepsi zarabiają dużo, ale większości gimnazjalistów czy studentów wystarczy kilkaset złotych na piwo i imprezy i takie są często stawki. W tym czasie dobry programista J2EE czy analityk z doświadczeniem zarobi 10-12 brutto, jednak dobre wykształcenie to wtedy podstawa. Alternatywą dla braku studiów jest raczej wyjazd za granicę, tam nawet z prostych prac można nieźle wyżyć.

    9. Michal napisał(a):

      Ale po zarzadzaniu i sprzataniu mozesz kierowac calymi zesplami/dzialami/projektami to dziala w obie strony Ci co ukonca programowanie tez moga pozniej nie znalezc pracy, nauka to nie wszystko, ale wszystko bez niej to nic… Autor chyba opisal swoja kariere zniechecajac innych do nauki, wielki blad popelnia Ci co w to uwierza…

  18. Waszer napisał(a):

    Przede wszystkim praca a zarabianie pieniędzy to są dwie różne rzeczy.

  19. Konrad Przydział napisał(a):

    Za trzy tygodnie zaczynam drugi rok studiów w kierunku informatyka i nie mogę się zgodzić, by były one tak całkowicie bez sensu.
    Fakt, niektóre rzeczy (np. HTML, CSS) można spokojnie samemu ogarnąć, ale już teoria związana z wydajnością algorytmów i struktur danych (tak, tak – wiem, że to już nie dot. HTML i CSS) to już zupełnie inna bajka o której warto posłuchać od tego nieszczęsnego wykładowcy.
    Zdaję sobie sprawę, że spora część czasu spędzonego na uczelni (moja frekwencja sięga około 90-95%) to zwykła strata i pewnie można by go jakoś lepiej spożytkować siedząc w domu i kształcąc się samodzielnie, jednak w żadnym wypadku nie należy negować „przydatności” studiów.

    1. grassoalvaro napisał(a):

      Jasne, że należy. Poziom studiów jest żenujący. Sam zrezygnowałem na 3 roku nie mogąc znieść jak dużo czasu marnuje bez żadnego celu. Informatyka to nie medycyna, studia nie są potrzebne.

    2. Piotr Tokarski napisał(a):

      Studia medyczne też nie są potrzebne w końcu tysiące szamanów i uzdrowicieli nie mogą się mylić

    3. adi napisał(a):

      Bo np. na wykład z analizy matematycznej nie ma sensu isc bedac nie przygotowanym z danego tematu ktory bedzie omawiany. Albo przynajmniej zapoznany z tym tematem. Przychodzisz zielony i wychodzisz zielony – lepiej poczytac cos w domu. Wykład pozwala lepiej zrozumiec temat ale dopiero jak juz jestes w nim obeznany.
      A umiejetnosci zdobyte na analize czy algebrze nawet jesli nie bedziesz nigdy uzywal tego wprost zawsze sie przydaja bo ucza abstrakcyjnego myslenia …. to tylko sie wydaje ze moga sie nie przydac… To jest własnie podstawa a nie nauka html czy css. Sa informatycy ktorzy w ogole nie znaja html i css a zajmuja sie projektowaniem calych systemow…

      Tak samo umiejetnoscia kodowania czy programowania nie jest implementowac za pomocą if’ow, szblony css czy html tylko zaprojektowac caly system tak zeby mial rece i nogi, byl modularny, skalowalny etc. a takich umiejetnosci uczy własnie m.in analiza matematyczna na studiach …

    4. jomanos napisał(a):

      Wiele rzeczy uczy abstrakcyjnego myślenia. Kurs filozofii, gra w szachy, analiza matematyczna, ale zdaniem naukowców najlepiej działa łykanie kapsułek z Omega 3 :)
      http://www.fishoilblog.com/fish-oil-increases-iq-and-slows-brain-aging.php

    5. Bury napisał(a):

      Należy negować. Najpierw piszesz, że twój czas spędzony na uczelni to strata a zaraz potem, że nie należy negować przydatności studiów.

      W zawodzie programisty kluczową kwestią jest doświadczenie. Pracodawcy nie sugerują się wykształceniem bo uczelnie „produkują” pracowników co raz to niższej jakości, z umiejętnościamy wyłącznie teoretycznymi.

      Pracownik z 5 letnim doświadczeniem jest nieporównywalnie wiecej wart aniżeli świeży absolwent studiów inżynierkich.

    6. Piotr napisał(a):

      W zawodzie programisty kluczową cechą jest umiejętność rozwiązywania problemów tj. zdolności analityczne. Doświadczenie jest cennym dodatkiem – nigdy na odwrót.

      Świeży pasjonat po studiach inżynierskich bez doświadczenia jest więcej wart aniżeli przeciętny klepacz kodu w korporacji nawet z 10-letnim doświadczeniem, o ile tylko postawisz przed nimi w miarę ambitne zadanie. Pasjonat problem rozwiąże, może robiąc przy tym parę błędów wynikających z braku doświadczenia (później poprawi). Klepacz bez podstaw teoretycznych, poszuka rozwiązania na StackOverflow, nie znajdzie i rozłoży ręce. Dlatego niektórzy 4 lata po studiach trafiają na senior-developera w Google i zarabiają 5-cyfrowe kwoty miesięcznie, a inni po 9 latach (bez studiów), nadal tną szablony w HTMLu za średnią krakową. Widzisz różnicę?

    7. Bury napisał(a):

      Tylko, że pokazujesz swój punkt widzenia na przykładzie „przeciętnego klepacza kodu” który przez 10 lat się nie rozwijał, przez co twój przykład nie jest obiektywny. Przy porównaniu studenta i pasjonata z 10 letnim doświadczeniem student wypada co najmniej słabo.

      I skupmy się jeszcze na problemie o którym mówisz. Co to za problem? Czy programiści mają na co dzień do czynienia z tego rodzaju problemami? Próbujesz przedstawić tutaj zawód programisty jako zawód, którym powinni zajmować się jedynie geniusze z bogatą wiedzą matematyczną. Błąd. Oczywiście istnieje sektor w którym są takie wymagania ale jest to zdecydowana mniejszość na rynku pracy.

      Nie wiem w ogóle dla czego tak często ludzie broniący studiów popierają swoje argumenty jakimiś wymyślnymi problemami skoro większość absolwentów i tak znajduje zatrudnienie w technologiach takich jak Java czy C# tworząc oprogramowanie dla firm, gdzie nie ma znaczenia czy algorytm będzie o złożoności liniowej czy kwadratowej bo w dobie dzisiejszych technologii różnica w szybkości działania i tak jest niezauważalna. Z resztą większość zawiłych problemów rozwiązywanych na studiach została już dawno rozwiązana i ich rozwiązania dostępne są w postaci bibliotek, klas bądź metod. Rzeczą która jest i będzie nadal zauważalna niezależnie od tego jak bardzo technologia się rozwinie jest koszt stworzenia oprogramowania a zredukować go mogą jedynie osoby doświadczone od strony praktycznej.

      I kompletnie nie wiem co mają studia do tego czy ktoś jest senior-developerem czy tworzy szablony w HTML. Znam senior-developerów ze średnim wykształceniem i znam bezrobotnych po studiach, co to w ogóle ma do rzeczy? Ścieżka rozwoju jest indywidualną sprawą każdego człowieka.
      I akurat zarabianie 5-cyfrowej kwoty po 4 latach nie jest żadnym osiągnięciem, co więcej, chęć rozwoju jedynie na podstawie zarobków pokazuje jak wielkimi „pasjonatami” jest grupa docelowa o której mówisz. Znam pasjonatów bez wykształcenia po 2 latach zarabiających 5-cyfrową kwotę, idąc na studia i zdobywając 4 lata doświadczenia już jako absolwent potrzebne nam jest 9 lat. Widzisz różnicę?

    8. Piotr napisał(a):

      Ludzie z wyższym wykształceniem statystycznie zarabiają lepiej niż ludzie bez niego. To jest fakt. Zarówno w Polsce jak i krajach bardziej rozwiniętych. Mają też zwykle znacznie ciekawszą i bardziej twórczą pracę. Przez pewien czas do pewnych ciekawszych działów Google’a nie dostałbyś się bez doktoratu. Ty piszesz o wyjątkach. No, super, są wyjątki w obie strony. Znam gościa, który ma 4 klasy szkoły podstawowej, założył hurtownię czegoś tam i kosi kasę 10x większą niż niejeden szef działu IT. Znam też gościa (a nawet wielu), który skończył renomowane studia informatyczne, a nie umie programować i zatrudnił się w help-desku.

      Tak jak wcześniej pisałem – studia nie są dla wszystkich. Są właśnie dla tych, którzy chcą tworzyć te bardziej zaawansowane systemy niż „oprogramowanie dla firm w Java i C#”. Np. dla ludzi, którzy chcą tworzyć/projektować takie Javy i C#. Poza tym kończąc studia możesz mieć już kilka lat doświadczenia, nie widzę w tym sprzeczności. Większość moich kolegów pracowała już gdzieś (w zawodzie) na trzecim roku. Nawet studiując, rzemiosła musisz nauczyć się sam. Studia nie są od tego.

      „Rzeczą która jest i będzie nadal zauważalna niezależnie od tego jak bardzo technologia się rozwinie jest koszt stworzenia oprogramowania a zredukować go mogą jedynie osoby doświadczone od strony praktycznej” Nie. Osoby doświadczone od strony praktycznej to mogą co najwyżej korzystać z wytworów pracy właśnie tych ludzi ze znajomością teorii. Tę Javę i C#, do których się odnosisz, tworzyli ludzie z doktoratami. Czyli przekładając to na bardziej obrazowe budownictwo: do obsługi koparki wystarczy kurs zawodowy, ale żeby zaprojektować koparkę potrzeba porządnej dawki teorii, która jest na studiach, a którą ciężko zdobyć w inny sposób (choć da się – ale tylko jak ktoś jest pasjonatem).

    9. IKY napisał(a):

      z koparka to zły przykład bo ja takie złożone maszyny sam projektowałem. A właśnie studiuje informatykęi zadnych innych studiów nie posiadam. Natomiast pisałem prace magisterskie ze spawalnictwa automatycznego, budowania mostów, czy budowy maszyn. Bez żadnego przygotowania i ludzie ktorzy zdawali te prace otrzymali 4, 4.5 i 5. Jedyne co potrzebowałem to 3 ksiazki z kazdej dziedziny. I co smiesznijsze bylem wtedy w liceum…. I teraz powiem tyle wyksztalcenie to nie wszystko, studia to kpina i papier ktory sie tam otrzymuje to makulatura (zeby nie powiedziec dosadniej). NIE twierdze natomiast ze sie nie przydają ja byłem pewien ze o programowaniu wiem mase żeczy bo udało mi sie samemu cos tam napisac…. po kilku zajeciach i pytaniach do nauczycieli (ktorym chcialo sie odpowiadac) udało mi sie poprawic przejrzystosc kodu nabylem rzadka umiejetnosc stosowania komentarzy (całkiem przydatne polecam, zwlaszcza ze wiekszosc ludzi z ktory wspolpracuje nadaja nazwy … osatnio znalazlem funkcje J**anaK**wa() bo komus sie program wieszał i nie potrafił poprawic), studia sie przydają niestety przyjmuje sie tam wszystkich jak leci i duzo osob zdaje tylko dlatego ze uczelni nie oplaca sie prowadzic kierunku dla 16osob wiec przepuszczają całą mase ludzi ktorzy powinni kosic trawniki (i to tylko pod nadzorem) bo czy mozna być na inżynieri programowania i nie wiedziec co to jest stos? nie mniej jednak ten kto chce to ze studiów wyniesie duzo ten kto nie chce osłem zostanie (I tylko zabiera 02 na wykładach)

    10. jomanos napisał(a):

      Niedawno na wykopie było fajne AMA z programistą bez studiów piszącym soft „low latency” za 50k/msc. Musisz koniecznie napisać do jego pracodawcy, że stanowczo przepłaca :)

    11. Piotr napisał(a):

      Wyjątek potwierdzający regułę. Ok, jest taki 1% przypadków, którzy studiów nie potrzebują. Sam znam takie przypadki, ale dla porównania znam 100x więcej przypadków programistów z porządnym wyższym wykształceniem, lub czasem nawet doktoratem, wcale *nie żadnych geniuszy*, którzy zarabiają podobną kasę za granicą, lub niewiele mniejszą (> 20k) w Polsce. I drugie tyle programistów nie znających teoretycznych podstaw, którzy jakoś tam się nauczyli programować po swojemu (studia zwykle przeimprezowali), którzy jak się załapią w dużej firmie na C albo A za 3k brutto, to już myślą że są w niebie.

    12. Piotr Tokarski napisał(a):

      Tyle dostaniesz w średniej firmie na okresie próbnym jeśliś jest absolwentem

  20. Michal napisał(a):

    Jakiś nowy trend na AW? Pisanie tekstów SEO, pozycjonujących stronę autora?
    Bo trudno mi zrozumieć sens wtrącania w tym tekście (w dwóch miejscach) informacji o wprowadzaniu produktu na rynek/zarządzaniu produktem i linkowania do swojej strony internetowej, która z tematem artykułu nie ma nic wspólnego…
    Trochę to takie nie na poziomie.

  21. Marcel Mierzicki napisał(a):

    Informatyka to przede wszystkim nie jest nauka o pudle zwanym komputerem ktore stoi w pokoju… ale ktos widze sie mocno zagalopowal i sprowadzil informatyke do sleczenia przed ekranem i klepania kodu.

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      przekonałeś mnie, poprawiłem wpis z zaznaczeniem update, bardziej jednak interesuje mnie stan polskiej edukacji i czy wielu kierunków nie można sobie podarować na rzecz self-learning?

    2. Piotr napisał(a):

      Polska edukacja jest jeszcze cały czas w całkiem niezłym stanie, przynajmniej publiczne uczelnie kształcące w kierunkach informatycznych, aż jest to dziwne, że udaje się tak przy tak żenująco słabym ich finansowaniu. Te uczelnie są dla ludzi, którzy chcą się zajmować projektowaniem systemów pokroju Google’a a nie piszących „appki webowe”. Czy sądzisz, że jak pójdziesz na budownictwo, to będą Cię uczyli tam układać cegły?

    3. Maciej Oleksy napisał(a):

      no dobra, wpis miał być raczej o możliwościach dla kierunków nietechniczny w obszarze Internetu, trochę się załatwiłem zdaniem o studiach informatycznych, trudno… btw. moje studia informatyczne były słabe :/ ale badań na PL nie robiłem

    4. Piotr napisał(a):

      Z twojego artykułu i odpowiedzi wygląda to trochę tak, jakbyś chcąc być zwykłym murarzem, poszedł na inżynierię lądową, a następnie skarżył się, że kilka lat nauki projektowania dróg i mostów poprzedzone solidnym wyciskiem z rachunku różniczkowego i fizyki ciała stałego poszło na marne, bo przecież przy układaniu cegieł i mieszaniu zaprawy to zupełnie zbędna wiedza.

  22. Gix napisał(a):

    No to zaczynam chyba rozumieć, skąd się biorą „informatycy”, którzy nie mają pojęcia o podstawach. Takie pojęcia jak bajt, bit są dla nich czarną magią …..

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      czy przy programowaniu front-end wymaga znajomości definicji bita?

  23. fy napisał(a):

    tak… a potem pojdzie taki czlowiek na studia i na kursie „wstepie do programowania” sie dowie ze nie umieprogramowac tak naprawde :P

  24. Fsh napisał(a):

    W mojej opini, studia zawsze były wpisem w CV, który określał wytrzymałość kandydata na stres. Bo czym innym są studia jak nie zlepkiem X lat zmagania się z prehistorycznym i skostniałym programem nauczania? Studia nauczyły mnie, że na każdym kroku trzeba być cwaniakiem, kombinować, wręcz oszukiwać, podlizywać się, mieć w sobie to coś co pozwoli przetrwać. Owszem, można nauczyć się czegoś, jednak wiele zależy od prowadzącego, od tego czy mu się chce, czy jest na bieżąco w temacie, czy ma ambicje nauczyć studentów czegokolwiek czy zlewa po całości, bo i tak mu zapłacą. Wybitnych, czy nawet średnio ogarniętych wykładowców, którym „się chce” można policzyć na palcach jednej ręki. W kwestii programowania jestem samoukiem, od ponad 10 lat zmagam się z niuansami webdeveloperki, przez wszystkich tak uwielbianej :) Czego nauczyły mnie studia? Że Java składa się z niezliczonej ilości trudnych do ogarnięcia skrótów, które koniecznie trzeba zapamiętać bo będą na egzaminie, że szyfrowanie AES jest fajne: „bo tak”, że aby zostać prawdziwym informatykiem (czy też programistą) należy poznać tajniki analizy matematycznej na poziomie przewyższającym studia kierunkowe z matematyki na politechnice itd.. Możnaby napisać niezły artykuł na ten temat, a przykłady z mojego życiorysu wzięte mógłbym mnożyć. Pewnie ktoś zaraz odpisze, że to we mnie tkwi problem, że jestem oporny na „wiedzę”? Owszem, jestem – tylko na taką, która jest mi zbędna. Frustruje mnie również fakt, że miałem okazję współpracować z osobami, które mimo ukończenia całkiem trudnych kierunków charakteryzowały się głównie tym, że próbowały być mądrzejsze niż faktycznie są. Czy o czymś to świadczy? Dla mnie tyle, że studia są dla tych co lubią marnować czas lub zostali wychowani na dziobaków i lubią podporządkować się „systemowi”. Dzisiaj studia stały się takim standardem, że być może za niedługo prestiżem będzie ich nie mieć, bo ktoś pomyśli co za wariat zmarnował 5 lat zamiast nauczyć się czegoś praktycznego i pożytecznego? Ileż razy spotkałem się z traktowaniem kogoś bez „wyższego” w sposób niegodny, mimo że był doskonałym fachowcem to bez studiów znaczy nie wiele… Jak dla mnie studia to czysty pragmatyzm i nic więcej. Damn, kończę bo kod sam się nie napisze a powoli zaczynam rozjeżdżać się z dygresjami.

    1. Piotr napisał(a):

      Wniosek taki, że albo trafiłeś na wyjątkowo kiepskie studia, albo nie zrozumiałeś idei studiowania.

      Studia są od tego aby studiować, a nie mieć podane na tacy. To nie szkoła podstawowa, gdzie mają tak długo stać nad Tobą, aż się „nauczysz”, a pani podyktuje do zeszytu. Dlatego to ile wyniesiesz ze studiów zależy głównie od Ciebie. A użyteczność wiedzy weryfikuje czas. Ja skończyłem informatykę i po tych kilku latach po studiach mogę powiedzieć, że większość tej wiedzy gdzieś już mi się przydała (łącznie z takimi teoretycznymi przedmiotami jak algebra liniowa, rachunek różniczkowy, teoria grafów, matematyka dyskretna, fraktale, kryptografia), a pewne elementy przydają się praktycznie codziennie.
      Ot, kwestia tego, jak wysoko mierzysz. Inną wiedzę wykorzystuje się przy klepaniu webappek, a nieco inną przy projektowaniu systemów bazodanowych, które są pod spodem.

    2. Fsh napisał(a):

      Zdecydowanie się z Tobą zgadzam. Studia z definicji to głównie praca własna. Jednak prowadzący zajęcia musi rozpalić ten wstępny ogień i zachęcić do zgłębienia tematu, a kończy się zwykle pozostawionym niesmakiem do przedmiotu. Uważam, że rynek bardzo dobrze weryfikuje przydatność studiów i niestety stwierdzam, że w moim i nie tylko (znajomi, znajomi znajomych etc) szkoda czasu na pseudo-naukę. Odnośnie dyktowania do zeszytu to spotkałem się z tym bardzo często na zajęciach, dosłownie przepisywanie (sic!) PDF’a do notatek (bo wykładów nie można sobie zgrać, ponieważ nikt nie przyszedłby na następne zajęcia) lub 2 godziny dyktowania przez prowadzącego notatek. Dyskutować możemy tutaj do usranej śmierci a każdy z nas ma inne doświadczenia i du** znaczy zdanie :)

    3. Iky napisał(a):

      najbardziej mi sie podoba jak sie podchodzi do takiego wykładowcy z pytaniami i albo mowi ze nie ma czasu albo ze odpowie na nastepnych zajeciach… Nie mowiac o tym ze nieraz uczą żeczy ktore sa mocna przeterminowane. Przypomina mi sie chistoria z podstawowki xD dostalem nagane z wpisem do dziennika bo upierałem sie że szkło to ciecz. A moja siostra dostała 1 z kartkówki bo napisała że jednym ciekawszych zwierząt jest polatucha (pani od biologi lat 52 napisała ze w zabobony wieżyc nie wolno). Ale wracając na studiach porposzono mnie o napisanie algorytmu w jezyku c do generacji liczb losowych…. ciekawe kto zrozumie przesłanie.

    4. Andrze napisał(a):

      Studiować wiedzę możesz sam w domu – studia nie są Ci do tego potrzebne. I lepiej na tym wyjdziesz niż słuchając akademickiego betonu.

  25. jorger napisał(a):

    Trzeba iść na studia którymi się interesuje. Jak ktoś idzie na informatykę, bo go namawiają rodzice, a jego zainteresowania komputerami sprowadzają się do nakarmienia rybek na facebooku to w takim wypadku pewnie studiowanie nie ma sensu.

  26. Rafal Razny napisał(a):

    Jest trochę racji w tym co piszesz, jednak ja jestem zdania, że studia są potrzebne. Po co? Moim głównym argumentem „za” jest proces poznawczy mózgu. Dzięki ćwiczeniom umysłowym w czasie studiowania w mózgu tworzą się połączenia, które potem mogę być wykorzystywane do innych czynności. Czym więcej tych połączeń, tym więcej problemów potrafimy rozpoznać, przeanalizować i rozwiązać; czym więcej umiemy, tym łatwiej jest nam nauczyć się kolejnych zagadnień. Studia powinny być tak zaprogramowane, by wykorzystać ten proces poznawczy.Naturalnie wymagana jest tutaj rzetelność w studiowaniu, nie tylko „zakuć, zdać, zapić, zapomnieć”.

  27. Dsfdf napisał(a):

    Szczerze? Może spróbuję, z ciekawości co to warte ;)

  28. ToJa napisał(a):

    Tak, potem wychodzi masa takich „Jestę deweloperę” bez krztyny pojęcia o tym co robią, produkują spieprzony kod którego później nie idzie ogarnąć, nie znają standardów, nie wiedzą jaka jest różnica pomiędzy XHTML, HTML 4 i HTML 5, nie mają pojęcia o wagach selektorów tylko „klepią layouty” które rozpadają się jak tylko wejdą nowe wersje przeglądarek, pełne hacków i obejść.

  29. Leszek Czarny napisał(a):

    A ja się zgodzę z Autorem.
    Jeżeli ktoś ma iść na studia po to (tylko po to) aby się nauczyć HTML i CSS, to istotnie szkoda czasu.
    Naprawdę, nie rozumiem, dlaczego do kierowania tramwajem studia nie są potrzebne, a miałyby być potrzebne kodowania.
    Co więcej, z perspektywy osoby ZATRUDNIAJĄCEJ absolwentów mam ostatnio (przerażające) przekonanie, że duża część Wyższych Szkół CzegośTam i CzegośInnego nie rozumie róznicy pomiędzy wyższą uczelnią a szkołą zawodową.
    (są chlubne wyjątki, ale nic one nie zmieniają…).

  30. Pioter napisał(a):

    Ten tekst jest bardziej subiektywny niż Anna Maria Wesołowska

  31. Anonim napisał(a):

    Ktos tutaj nie wie co to jest rok swietlny.

  32. Greg napisał(a):

    To może na przykładzie: mechaniki.
    Nie musisz iść na studia, aby zostać mechanikiem samochodowym. Bo nie nauczysz się tam naprawiać samochodów. Idź na praktykę do warsztatu, a po pół roku będziesz umiał wymienić olej w większości samochodów, filtry, klocki i tarcze. I będziesz mógł zarabiać pieniądze.
    Od ładnych paru lat wiadomo, że programista nie musi mieć wyższego wykształcenia, bo programowanie przeniosło się 10 poziomów wyżej. Framework daje wszystkie potrzebne algorytmy a jedynym zadaniem „programisty” jest napisanie w języku coraz bardziej podobnym do angielskiego – co program ma robić. Coraz częściej nie musi pisać, wystarczy, że poklika. Mając jednak zespół złożony z wielu ludzi (bez i ze studiami) – po tygodniu widać komu można jakie zadania powierzyć. Oczywiście są wyjątki (w obie strony).
    Człowiek docenia swoje wykształcenie nie podczas studiów czy pierwszych lat pracy, to przychodzi trochę później.

    Lekko ujmując – tekst (lub autor) bardzo niedojrzały. Lepiej było się wysilić napisać to tym, że program studiów jest niedostosowany do życia, albo, że biznes z uczelniami nie współpracuje, zamiast podważać sens studiowania w ogóle, bo póki co HTML daje zarobić.

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      no może nie skierowałem tekstu we właściwą stronę, nie chodzi mi o to aby wysiepać na amen wszystkie kierunki. chodzi o to aby te 90% powiedziało jaki jest cel tego studiowania. Mnie studia informatyczne się nie podobały i nie na nich chcę się skupiać, bardziej do narzekających, że pracy nie ma. Więc jak jej nie masz (pomimo studiowania) spróbuj czegoś innego.

  33. Piotr napisał(a):

    Jeśli dla kogoś bycie rzemieślnikiem to szczyt marzeń, to może sobie studia darować. Do cięcia szablonów pod strony wizytówki faktycznie wystarczy kurs zawodowy. Z doświadczenia wiem, że takich trzeba trzymać jak najdalej od poważnego kodu albo bazy danych i nie pozwalać za bardzo „myśleć”. Ot, tak jak pewnemu kafelkarzowi, którego często zatrudniam do różnych drobnych remontów. Gościu jest solidny, robi szybko, tylko trzeba pilnować, aby nie próbował „projektować”, bo to się źle kończy.

    Ale jeśli ktoś chce mieć fajną, twórczą pracę, często za znacznie lepsze pieniądze niż średnia w IT, to dobre studia to mocno ułatwiają. Nie, nie są niezbędne, ale ułatwiają.
    Dlaczego?
    1. Na studiach poznasz innych fajnych ludzi o podobnych zainteresowaniach. Możesz z nimi zrobić wspólny biznes, a jeśli nie, to na pewno okażą się pomocni przy poszukiwaniu fajnej pracy. Nie wiem, czemu wszyscy prawie o tym zapomnieli, IMHO kontakty wyniesione ze studiów są bezcenne i nigdzie indziej takich się nie zdobędzie (kontakty nabyte w pracy też są wartościowe ale jednak to nie to samo).
    2. Bez studiów o pewnych rzeczach możesz nie mieć zielonego pojęcia, że istnieją. Czasem pewne rzeczy, które na początku są nudne i trzeba „przecierpieć”, później okazują się pasjonujące. Inaczej mógłbyś je po prostu olać. Poza tym dobry wykładowca potrafi też rzeczy nudne pokazać od interesującej strony, znacznie lepiej niż książka czy prezentacja z internetu. Wykładowcy na studiach bywają nieco bardziej interaktywni.
    3. Studia są dobrym miejscem, gdzie można robić ciekawe eksperymenty, których nie da się zrobić w domu/garażu. Rodzice może dadzą Ci kasę na fotoszopa i laptopa z MediaMarktu, ale na 256-rdzeniowy superkomputer z 384 GB RAMu albo komponenty do budowania UAVa już raczej nie.
    4. Program i kadra dostępna na dobych uczelniach, co by o niej złego nie mówić, jest zwykle i tak znacznie wyższej jakości niż to co można znaleźć w sieci. Przychodzi taki pierwszoroczniak samouk, co to myśli, że umie strony robić / programować, bo przeczytał parę blogów, a po pierwszym semestrze ledwo zalicza podstawy programowania. 70% osób u nas oblało pierwszy termin z programowania. Na wykłady nie chodzili, bo przecież „potrafią”.

    1. Maciej Oleksy napisał(a):

      Zgadzam się połowicznie bo poznałem masę fajnych ludzi na studiach, to tego jest masa leni. Jednak co zrobić aby zostawić to fajne towarzystwo i uczynić nauczanie przydatnym, a co najmniej ciekawym?

      Nie zgadzam się z pkt.2. bo jak na razie tej wiedzy kontekstowej jest po protu za dużo. Wyciśnięcie od wykładowcy pokazania dobrych praktyk graniczy często z cudem, no ale są wyjątki – dobre studia.

    2. Piotr napisał(a):

      Nie jest za dużo. Na mojej uczelni było wręcz za mało. Na dobrych amerykańskich uczelniach np. MIT lub Stanford jest jeszcze więcej ogólnej teorii, zwłaszcza w zakresie algorytmiki, matematyki dyskretnej, algebry itp. U nas, zwłaszcza na prywatnych jest masa bzdurnych kursów pt. używanie programu X do zrobienia Y. Za 5 lat programu X nie ma na rynku i można sobie taką wiedzę wsadzić wiadomo gdzie…

    3. Maciej Oleksy napisał(a):

      kurcze, gdzie Ty studiowałeś? :)

    4. Piotr napisał(a):

      PW. Np. kurs baz danych polegający głównie na obczajaniu SQLa i PowerDesignera był przykładem jak *nie należy* uczyć baz danych. W przeciwieństwie do np. architektury komputerów prowadzonej przez gościa, którego patche zostały wykorzystane w prockach AMD. No, ale to się wtedy robi tak, że na jedne rzeczy się chodzi, a na inne nie. Przynajmniej był wybór.

  34. kossa napisał(a):

    Widzę po komentarzach że osoby z dyplomem/studenci poczuli sie bardzo urażeni tym wpisem. Osobiście zgadzam się z tezą że można samemu nauczyć sie praktycznie wszystkiego, nie tylko programowania ( w moim wypadku administracja systemami – tak tak to też jest IT :P). Sam dyplomu nie mam, studia przerwałem na 5 roku (PW), praca była ciekawsza i szkoda że nie zrobiłem tego wcześniej. A o poziomie dyplomów (nie wszystkich) w Polsce świadczy choćby miejsce i ilość uczelni w TOP500 lub dzisiejszych hit: do polski trafił 1 (słownie jeden) grant naukowych na 530 przyznanych w UE.
    BTW, ilu „wielkich” związanych z biznesem w IT ma dyplom ? A czemu wielu nie ma, bo właśnie studia uczą myslenia, ale szablonowego.

    1. Piotr napisał(a):

      Nie pamiętam gdzie, ale gdzieś widziałem, że ponad 50% biznesmenów związanych z biznesem IT ma dyplom uczelni… technicznej.

      Co do TOP500 – to patrzyłeś w ogóle jakie są kryteria? Liczba cytowań zwłaszcza w kółeczku wzajemnej adoracji jakim są pisma z listy ISI wcale *nie* świadczy o jakości badań. Ten ranking ma taką wiarygodność jak ranking języków programowania TIOBE. Jakość badań (która akurat w Polsce kuleje głównie z dwóch powodów – idiotycznie skonstruowanego systemu wynagradzania instytucji, ogólnie żenująco niskiego poziomu publicznego finansowania nauki w porównaniu z krajami OECD a co za tym idzie odpływu najlepszych kadr za granicę) też z kolei nie świadczy o jakości kształcenia. Jeżeli absolwenci najlepszych polskich uczelni, tj. z trzeciej setki TOP500 nie mają problemów z dostaniem się do renomowanych zagranicznych korporacji i startupów (sam pracuję w amerykańskim startupie, ale mam też wielu kolegów), jak również regularnie spuszczają bęcki studentom z MIT w konkursach programistycznych, to raczej nie jest tak źle jak to wynika z TOP500. Choć, mogłoby być oczywiście zawsze lepiej.

      http://code.google.com/codejam/contest/2075486/scoreboard

  35. Hardy napisał(a):

    Musze przyznac, iz „niezla” dyskusja wywiazala sie pod wpisem. Postaram sie odniesc do wiekszosci o ile nie calosci :) Przepraszam za ewentualne bledy. Po pierwsze gdyby ktos nazwal mnie informatykiem to uznalbym to obraze. Nie chodzi o wysokie mniemanie lecz o to co widzialem w szkolach na lekcji tego przedmiotu. Cofnijcie sie wstecz i przypomnijcie sobie co robiliscie i co robili Wasi rowiesnicy. Kazde zajecie jakie wykonujemy w celach zarobkowych powinno byc uwarunkowane pasja i zainteresowaniami. Z mojego doswiadczenia wynika, iz polski rynek (pracy) to niezle bagno. Masa ludzi skonczyla studia na jednym kierunku, a dzialaja w calkiem innej branzy. Nie mam przeciwko nic o ile sa prawdziwymi specjalistami w swojej dziedzinie. Dla mnie specjalista to ktos kto ma odpowiednia wiedze i pasje. Ktos kto wyczerpujaco moze powiedziec na dany temat tak aby zagiac niejednego zaawansowanego.

    Kto by pomyslal, ze informatyka w ciagu paru dobrych lat sie tak rozwinie. Kiedys mozna bylo byc specem w wiekszym spektrum natomiast teraz jest to niemozliwe. Po prostu jest tyle dziedzin, ze trzeba specjalizowac sie w czyms konkretnym. Moja sentencja brzmi tak: „lepiej byc specem w jednej dziedzinie niz byc sredniaka w dziesieciu”. Nie wiem czy zauwazyliscie ale w naszym zyciu pojawia sie cos takiego, ze im wiecej czytasz tym mniej wiesz. Chodzi o to, ze jeden temat zahacza o kolejne kilka i tak w kolko. Pomimo powiekszania wiedzy uswiadamiamy sobie, ze jest to cholernie rozlegle. Gdzie jest koniec tego wyscigu chloniecia wiedzy?

    „czas na studiach traci tylko ten komu się nie chce pracować. można prześliznąć się przez studia małym wysiłkiem, można nawet przy tym mieć niezłe oceny. można na koniec mieć dyplom i niewiele umieć. ale to już nie wina uczelni.” by @lejzab +1 kolego drogi. Zgadzam sie z tymi slowami. Gdy przeprowadzamy rekrutacje w firmie i przychodza takie osoby (jakims cudem przeciskaja sie przez pierwszy etap rekrutacji) to noz otwiera sie w kieszeni. Ten kto studiowal wie jak wygladaja realia. „Sa 10 typy ludzi Ci co znaja binarne oznaczenia i Ci co ich nie znaja”. Z racji bycia wlascicielem firmy w tej branzy zauwazam postepujaca degradacje poziomu nauczania. Czasy kiedy papierek gwarantowal cokolwiek minely juz dawno temu jednak niektorzy nadal mysla tymi kategoriami. Niektorzy leca na koneksje, niektorzy na kombinatoryke, niektorzy na… Zauwazcie drodzy Panstwo jak na nas wplynela nauka np. danego jezyka programowania. Rozwinela miedzy innymi logike i abstrakcje. W szkole od malenkosci uczy sie stymulacji nie tej polkuli co trzeba. Przeczytaj, zapamietaj, wyjmij z pamieci i wyrecytuj, a potem rob z tym co chcesz. Widzicie juz schemat? Dla tych mniej rozgarnietych proponuje ten material https://www.youtube.com/watch?v=5ujmOMsIvA0 Nie wiem jak Wy ale ja zawsze mialem do tego dar. Mam na mysli do technologi. Nie trzeba bylo mi tlumaczyc nic czy czytac instrukcji po prostu intuicyjnie wiedzialem co i jak. Ze wzgledu na moje doswiadczenia zyciowe skupilem sie wlasnie na chlonieciu wiedzy jak gabka z zakresu programowania. Wiadomo jak to jest na poczatku. Nic nie wiemy i po kolei pojmujemy tematy. Gdy ogarniemy mase watkow i mamy jakiekolwiek pojecie to trenujemy. Najlepsze jest wlasnie czytanie i robienie („klepanie” a raczej eksperymentowanie z kodem i zachowaniem), bo inaczej nauka nie ma sensu. Z czasem wypracowujemy sobie metody dzialania, standardy i tak dalej.

    Jak to wyglada z perspektywy „szefa”? Tak jak wczesniej napisalem cenie sobie ludzi z wiedza i doswiadczeniem. Nie oznacza to, ze mam cos nierowno pod kopula badz robie jak niektore firmy (zatrudnianie studentow i duza rotacja). Czesto ratio jest takie, ze stali to 1 do 3 albo 4. Jak dla mnie to cholernie tania sila robocza. Ja swoich pracownikow szanuje i cenie za ich wklad w to co robimy. Aktualnie rynek w Polsce wyglada tak, ze malo sie nie pozabijaja o zlecenia. Dlatego nie robie juz od jakiegos czasu dla rodakow. Wystarczy miec innowacyjny pomysl i wcielic go w zycie azeby nie myslec o tym jak bedzie wygladal nastepny miesiac. Nie oznacza to tym samym, ze nie siegamy dalej. Owszem siegamy, bo nie stawianie kroku naprzod to cofanie sie. Trzeba miec szerokie horyzonty myslowe tj. widziec to z lewej i to z prawej takze, a nie tylko to co mamy centralnie przed soba (to w oddali takze). Moze to Was zdziwi ale u nas papierek nie jest w ogole istotny. Kilku moich pracownikow ma matury i jest nawet osoba, ktora olala szkole srednia a jednak wedlug mnie jest wartosciowa. Wiem, ze zaraz moze splynac krytyka za to, ze co ze mnie za czlowiek i tak dalej… Nie dbam o to. Jestem pewny tego chlopaka, dalem mu szanse, w ciagu roku mocno uzupelnil swoja wiedze, ktora mogl zdobyc na studiach i jestem z niego b. zadowolony. Jego folio jak i doswiadczenie zanim do mnie przybyl bylo nieporownywalne do tego, co niektorzy studenci prezentuja. Zeby bylo smieszniej znam jeszcze jednego wlasciciela firmy IT i z tego co kiedys rozmawialismy to on takze przyznal, ze pracuje dla niego taka osoba.

    Wystarczy rzucic okiem co sie porobilo ostatnimi czasy. Studenci robia roznego rodzaju prace na zaliczenia i tak dalej za kwoty, ktore sa ujma dla ich wiedzy. Chodzi mi o to, ze Ci co przegladaja fora internetowe zwiazane z programowaniem (nie bede podawal nazw, bo jest ich kilka tylko) maja pojecie o tym co panuje w dzialach tzw. gield. Dodajmy do tego fale rekruterow z firm zew spamujace ogloszeniami (z tzw. ref ID) [brzydkie slowo]! Zobaczcie poziom aktualnych osob, ktore teraz pytaja sie na forum, a tego co bylo kiedys. Ja pamietam jak szukalo sie godzinami na sieci informacji co gdzie i jak jezeli w dokumentacji nie bylo :) Dopiero jezeli sie nie znalazlo to wstydem! Tak wstydem pytalo sie na forum. Dla mnie osobiscie poziom nawet uczacych sie programistow upada, bo przychodza z pierdolami na forum i oczekuja gotowca tym samym nie zadawalajac sie radami… Wojek Google zna odp na 99% pytan aktualnie ale to im nie wystarcza. Powielaja tylko tresci jak z powiedzeniem: nie tworz kola na nowo. Rozumiem, ze pewne rozwiazania trzeba poprawiac, ale na litosc boska nie na nowo! Aspekty zkretynienia i szeroko pojetej „dysmozgi” internautow pomijam.

    Zgadzam sie z osoba, ktora powiedziala: „Obecnie wszyscy pędzą jak owce na studia i zapominają o jednym ważnym szczególe – studia w Polsce w ogóle nie przygotowują do pracy.”. Przypominaja mi sie slowa kolegi, ktory skonczyl UJ i powiedzial mi cos w ten desen: „To co nauczylem sie na UJ w ciagu 4 lat teraz jest juz nieaktualne”. Moim zdaniem uczelnie totalnie olewaja kwestie „tworzenia masy pracowniczej”. To jest tak, ze 90% nadaje sie tylko do tego aby byc czyims pracownikiem a te 10% ryzykuje i woli zarzadzac, czerpac z tego korzysci i byc nieco wyzej. Przez ten ped do pieniadza ludziom w glowach sie poprzewracalo :/ Smuci mnie to niestety. Chodzi takze o rozwarstwienie spoleczne. Klasa srednia w Polsce de facto nie istnieje.

    Ktos tam wspomina cos o JS. W dobie frameworkow teraz pisanie w tym jezyku jest o niebo lepsze ;) Co do samego ciecia to wiekszosc moim zdaniem leci na masowke. Jak najtanszym kosztem (czasami nawet pracownik nie majacy zielonego pojecia o stronach www tworzy je dla firmy bo szef tak kazal, a potem taki przychodzi do agencji i slyszy, ze trzeba przebudowac. Identyczna sytuacja jak „gimnazjalista” wykona strone WWW. Popatrzcie wokol siebie ile jest stron, ktore nawet od strony front-end sa kretynsko napisane. JS to dodatek wiec strona musi byc funkcjonalna tak samo z jak i bez. O usability i accessibility nie wspomne. To jest tragedia. Wsrod nas zyja takze osoby niewidome czy niedowidzace ale kto sie tym przejmuje? Pewnie malo ktory webmaster. O semantyce kodu mozna powiedziec to samo. Optymalizacja kodu pod katem SEO to juz calkiem inna bajka o 666 krasnolodkach i [tutaj sobie dopiszcie].

    Kiedys wpadlem na taka strone ktora sie zwala hm… a tak http://www.webkrytyk.pl/ i spodobalo mi sie to co jeden z redaktorow pisze. Mam na mysli @Comandeera. Ciesze sie, ze ktos jeszcze czepia sie tego jak nasze wspolne pieniadze publiczne sa wydawane. Przetarg, przetarg i kryterium cena decyduje :)

    Teraz mi sie przypomnialo, ze kiedys pewien programista mi powiedzial jak wyglada jego praca: „byle zrobic czyli na odwal sie i miec z glowy; a o detale i tak nikt nie dba, bo ktory klient patrzy w kod i jakosc wykonania”. W koncu kto bedzie robic audyty, prawda? Kto bedzie na garba brac wieksze koszty? Znacie ta polska mentalnosc?

    My wlasnie przez takie watki nie robimy na polskim rynku lecz dla zagranicznych klientow. Wolimy drozej, mniej projektow ale jakosciowo za to na poziomie.

    Co do jakis kursow… Ja ogranicze sie do prostego przykladu. Wystarczy wyrobic sobie renomowany certyfikat i praca gwarantowana niezaleznie od tego co kto ma w papierach z polskiej edukacji :)

    Gdy mamy juz powaznych klientow to powinnismy dbac o nacisk na optymalizacje. Kazdy z nas powinien miec ten okres w zyciu kiedy szukalismy najoptymalniejszych/najmniejzasobozernych i najszybszych rozwiazan. Ilu jest programistow na swiecie, ktorzy praktycznie nie popelniaja bledow? 0.5% w skali globu? Wy takze macie cos takiego, ze jak ktos rzuci Wam zadanie to od razu w glowie macie caly projekt co i jak? Nawet jezeli tak macie to fazy projektowej nie przeskoczycie, bo jezeli dzialamy w druzynie to i tak musimy to wszystko spisac :)

    Biorac pod uwage to, ze naszym zadaniem jest rozwiazywanie problemow to jestem z tego szczesliwy, ze wlasnie taka droge obralem.

    @Michal „kryptoreklama” zawsze mile widziana ;)

    @Fsh podoba mi sie Twoja opinia o tym jak postrzegasz studia. Za te szczere slowa nalezy sie butelka wisky :) Zwrociles uwage na to, ze nauczyciele/wykladowcy dostaja niemale pieniadze za nic nie robienie w wiekszosci przypadkow i jeszcze maja czelnosc narzekac, ze im zle. Wedlug mojego doswiadczenia wynika, iz 90% to nieudacznicy zyciowi, ktorzy nie dostali sie tam gdzie chcieli, a gora 10% to osoby z powolaniem. Analogiczna sytuacja. W szkolach 90% jest po prostu zbedna, a te 10% sie przydaje. Stad pytam sie Was po cholere dzieciom pakuja takie bzdury? Moze wina lezy po srodku? Na studia idzie sie po to aby sie czegos nauczyc samemu, a nie dla kogos, dla papierka, dla „pracy” czy z innych pobodek.

    Panie @Rafal Razny moze warto zainteresowac sie zajeciami, ktore stymuluja odpowiednia czesc mozgu i tym samym pomagaja w wymienionych przez Pana czynnosciach?

    @Greg ” Mając jednak zespół złożony z wielu ludzi (bez i ze studiami) – po tygodniu widać komu można jakie zadania powierzyć. Oczywiście są wyjątki (w obie strony).” Otoz to! Jedni sa swietni dajmy na to w projektowaniu db, drudzy hm w skomplikowanych regexach, trzeci w pisaniu klas do generowania grafik i tak dalej.

    @kossa Dokladnie i odnosze wrazenie, iz masz na mysli chociazby Jobsa :)

    @MDW2 przypomina mi sie znajoma z innego miasta, ktora robila ASP i teraz jest swietna graficzka :)

    @Piotr Podzielam rowniez Twoj poglad w tym do czego studia sluza tj. zdobywanie koneksji.

    Czy ktokolwiek z Was porownywal poziomy polskich uczelni do innych (EU i USA)? Przez niz demograficzny moim zdaniem prywatne uczelnie upadna w wiekszosci. Nie bawi Was sytuacja, ze wspolne pieniadze leca na uczelnie badz co badz i potem szkolimy takiego pracownika za darmo, a on sobie emigruje i ma podstawe/baze w innym swiecie?

    Ponownie @Piotr ciekawa obserwacja odnosnie oprogramowania. Kiedys programista dbal o kazdy bajt w pamieci czy tez wielkosc, a dzis przy „dobrych sprzetach”/chmurach/etc tylko najwieksze korporacje sobie na to pozwalaja praktycznie. Dbaja bo optymalizacja o ten 1 czy 2% to duza oszczednosc. Zawuazcie to na pewno w slabszej grupie, ze nie dba sie o to, a potem jak sie jedno do drugiego doda to mozna oszczedzic troche zasobow maszyny. Gdyby kazdy tak postepowal… Tak wiem jestem idealista, ktory jest skazany na przegrana pod tym wzgledem :)

  36. Andrze napisał(a):

    A ja tam artykuł w sporym stopniu popieram. Po pierwsze artykuł mówi o frontend developerce – większość albo tego nie zauważyła, albo nie chce widzieć. Produkujecie się potem w komentarzach o C, o J2EE (akurat sam w tym robię), a przecież nie o tym autor pisze !!!

    Autor ma rację – branża IT to nie tylko programiści. To także testerzy, to także właśnie frontend developerzy (pół, albo ćwierć programiści ;) – bardziej przypominają dawnych flashowców czyli nastawienie na wygląd, na to, aby to co programista naklepał po stronie serwera, koniec końców fajnie wygladało), to managerowie projektu, scrum masterzy itd. Chodzi o to, że aby być w branży IT, nie trzeba 5 lat studiować na polibudzie, nie trzeba od 20 lat czytać Bajtka ;)

    Sam znam wielu ludzi, którzy myśląc IT widzą tajemne komendy (porównywalne niemalże z assemblerem :) ) i od razu mówią, że to nie dla nich. Większość z nich myśli, że branża IT to zatęchłe biura gdzie brzydcy ludzie w okularach piszą programy ;) Nie mają pojęcia o tym, że są takie stanowiska w IT, w których naprawdę nie trzeba wiele np. początkujący tester w jakimś nazwijmy to bardziej marginalnym projekcie – może się nauczyć komunikacji z zespołem, tworzenia dokumentacji, raportowania błędów, określonego stylu pracy (Agile, Scrum) i wcale do tego nie będzie musiał zaglądać do kodu.

    Popieram autora w tym względzie, że ludzie często nie wiedzą o tym iż nie wszystkie stanowiska w IT wymagają eksperckiej wiedzy z programowania. I tak naprawdę wystarczą pewne predyspozycje , aby do tego IT się załapać i zarabiać niezłe pieniądze. Nie mówię o zarabianiu > 10 k bo to faktycznie jest już zarezerwowane dla specjalistów, ale w porównaniu do „prozy życia” w Polsce gdzie po studiach zarabia się 1500 zł to i tak duży progres bo w IT doświadczenie nabiera się szybko i płace też zmieniają się szybko. Choćby z tego powodu, że do Polski co i rusz wchodzą zagraniczne firmy bo u nich już od dawna brakuje szeroko pojętych informatyków, choćby i z tego powodu, że jest praca zdalna, są freelancerzy.

    Co byśmy nie mówili – praca w IT to (w porównaniu do innych , standardowych branż) dobry kawałek chleba i wcale nie tak nieosiągalny, nawet jeśli się nie umie programować.