Jak promować serial na jednej z największych imprez dla fanów pop-kultury? Netflix postanowił zbudować stoisko ze statkiem kosmicznym, którym macie możliwość… rozbić się na nieznanej planecie. Każdego dnia ustawiały się tam spore kolejki - każdy chciał choć na chwilę “zgubić się w kosmosie”.

Netflix wskazał na termin Comic Conu w Dubaju, jako okres intensywnej promocji nowego serialu “Lost in Space”. Miałem możliwość rozmawiać z obsadą nowej oryginalnej produkcji serwisu, a także wybrać się na halę wypełnioną fanami i gadżetami – komiksy, książki, figurki i wiele, wiele innych. Stoisko Netflixa było umiejscowione w centrum hali i zajmowało jedno z dwóch największych pod względem powierzchni. Nic dziwnego, skoro zdecydowano się tam umieścić nie tylko kilka pomieszczeń ze statku Jupiter 2, którym rodzina Robinsonów (nie)szczęśliwie podróżowała, ale i kawałek świata z planety, gdzie się rozbili. Wszystko starano się odwzorować jak najdokładniej, a całkowite odcięcie od świata zewnętrznego (Comic Conu) powodowało, że te kilka minut można było faktycznie spędzić w świecie serialu.

Na halę docieraliśmy w godzinach porannych, jeszcze zanim pojawiły się tam tłumy. Dzięki temu mogliśmy bardzo szybko rozpocząć podróż, która zaczynała się od zdobycia odpowiednich przepustek – robiono nam zdjęcie, dopytywano o niezbędne informacje to imię i nazwisko, gatunek (statkiem mogli podróżować tylko ludzie!), wiek, wzrost. Oczywiście tutaj pojawiła się szansa na nieco humoru, więc wiek lub wzrost bywały „gotowe na przygodę”, „odpowiednie” lub „bezpiecznym zakresie”.

Wszyscy na pokład!

Po wejściu na pokład należało udać się do głównego pomieszczenia przypominające centralny punkt statku z serialu, gdzie Robinsonowie rozgrywali partię kart przy okrągłym stole na wygodnych fotelach – my też mieliśmy taką możliwość, ale nasze karty nie unosiły się swobodnie w powietrzu ze względu na obecność grawitacji. Drogi Netfliksie, przy premierze drugiego sezonu musicie to zdecydowanie poprawić!



Chwilę później mogliśmy zasiąść w fotelach za sterami statku. Chyba pod każdym z nich znajdowały się solidne subwoofery, gdyż podczas awaryjnego lądowania dało się odczuć każdy manewr statku i eksplozję na własnej skórze i to dosłownie. Przed nami znajdowały się panel sterowania oraz dwa ekrany składające się w jedną całość – wspólny obraz pokazywał sekwencję z serialu ze startem statku, ale później można było wcielić się w bohaterów z serii, gdyż przed oczami znalazł się widok z wnętrza statku, a migające na czerwono światła, ryczące syreny i widok zbliżającej się powierzchni zwiastowały tylko jedno – rozbijemy się na nieznanej planecie!



Znajdująca się obok nas pani kapitan co chwilę wykrzykiwała przeróżne komunikaty uprzedzając nas przed uderzeniem lub upewniała się, czy wszystko z nami w porządku już po kraksie. Nie wyszła ze swojej roli ani na chwileczkę. Teraz mogliśmy opuścić statek i wyjść na powierzchnię.

Po tym jak wszyscy uszliśmy z życiem, musieli na nas kolejne przygody. Tam czekają na nas stanowiska z jaskinią z serialu, wewnątrz której możemy zostawić po sobie ślad (odbicie dłoni) podobnie jak Robinsonowie, nadać wiadomość ratunkową przez radio oraz… poznać Robota, który od czasu do czasu miewał zły humor (jego „twarz” przybierała czerwoną barwę). Postać zbudowano w skali 1:1, więc statua robiła spore wrażenie, szczególnie na najmłodszych. Z zewnątrz można też było podziwiać tył statku z ogromnymi silnikami odrzutowymi. 

Gdy wróciłem w późniejszych godzinach na stanowisko Netflixa okazało się, że kolejka nie liczy już kilku ani kilkunastu osób, a kilkadziesiąt. To mnie wcale nie dziwiło, a ja wybrałem się na tę przejażdżkę dwukrotnie, bo faktycznie sprawiała niemałą frajdę.

Teraz jestem ciekaw, czy i kiedy Netflix zrobi coś podobnego na naszym warszawskim Comic Conie?

Premiera serialu „Zagubieni w kosmosie” 13 kwietnia na Netflix.