5

Iron Fist mnie rozczarował, więc do The Defenders podchodzę bardzo ostrożnie

Seriale Marvela w serwisie Netflix są super. Też tak uważałem, choć nie każdy spodobał mi się tak samo. Ale po wymęczeniu, tak, wy-mę-cze-niu Iron Fist straciłem nadzieję, że The Defenders będzie dobre. Obym się pomylił, ale jeśli serial okaże się tak słaby, jak IF, to wspomnicie moje słowa.

Daredevil był kapitalny, zarówno pierwszy, jak i drugi sezon. Każdy kolejny serial Marvela za jaki się zabierałem był niestety gorszy – zarówno Jessica Jones, jak i Luke Cage. Ale oba trzymały niezły poziom i fajnie się je oglądało. Dlatego też byłem bardzo pozytywnie nastawiony do Iron Fista, szczególnie że bardzo podobają mi się Avengersi i zwyczajnie lubię to uniwersum, również w formie filmowej. Po pierwszym odcinku dałem szansę drugiemu, potem trzeciemu, mając coraz mniej cierpliwości do tej opowieści. Ostatecznie wymęczyłem je na bieżni na siłowni i to też z ciężkim sercem – chyba tylko dlatego, żeby nie zostawiać serialu niedokończonego.

Co nie dograło w Iron Fist?

Co mogło nie dograć? Wszystko. Co nie dograło? Praktycznie wszystko. Iron Fist jako bohater może nie jest jakoś specjalnie porywający, ale postać można było pokazać na kilka różnych – lepszych lub gorszych sposobów. Kompletnie nie rozumiem dlaczego wybrano ten najgorszy. Nie mam nic do aktora, choć mówiąc szczerze nie wywołał jakichś specjalnie pozytywnych reakcji, ale postać którą odegrał była dramatycznie słaba. Naiwna historia, do tego naprawdę kiepsko opowiedziana. Jeśli to miała być opowieść o wewnętrznej walce Daniela Randa, to tak płytkiej bajki dawno nie oglądałem. Sam nie wiem co jest gorsze – myślenie, że to może Finn Jones jest zbyt drewnianym aktorem, czy raczej scenarzyści dali mu dramatycznie zły skrypt i kazali odgrywać naiwnego, do bólu wręcz nienaturalnego typka.

Złe sceny walki w serialu o wojowniku to cios poniżej pasa dla widza. Gdzie tu dynamika? I znowu – wina aktorów? Możliwe, ale na pewno wiele razy widzieliście gorszych fizycznie odtwórców swoich ról, którym odpowiednia scenografia walk zrobiła ogromną przysługę i przed znajomymi mogliby udawać mistrzów sztuk walki. Pewnie trochę ma na to wpływ uroda Jessicy Henwick, ale chyba tylko ona (z głównych bohaterów) dała w tym temacie radę. Oglądałem jej instagram i widać, że trochę ćwiczyła do swojej roli. Ale wciąż mogła dostać lepsze choreografie.

Co z Marvel: The Defenders?

Marvel ma plan i konsekwentnie go realizuje. Poznaliśmy Daredevila, Jessicę Jones, Luke’a Cage’a i Iron Fista, teraz dostaniemy ich wspólny serial. Bohaterowie połączą siły, pewnie zazębią się jakieś znane z poprzednich seriali wątki i mocno trzymam kciuki żeby klimat i wykonanie najbliższe były Daredevilowi. I może się tak stać, takie przynajmniej mam odczucia po obejrzeniu zwiastuna.

Ale mam też mnóstwo obaw. No bo jeśli nie udało się z Iron Fistem, to w przypadku The Defenders noga może potknąć się twórcom tyle razy, ilu bohaterów chcą w jednym serialu przedstawić. Ich obecność na ekranie trzeba przecież odpowiednio wyważyć, każdy z seriali był trochę inny – czy na pewno daredevilowy klimat będzie pasował do reszty? Co jeśli to wszystko nie będzie trzymać się kupy?

Oczekiwania są ogromne, ale przypomnijcie sobie Legion Samobójców. Tam fajny zwiastun, z fajną muzyką też „robił robotę” i naganiał ludzi do kina. Jaki był finał? Niestrawny paszkwilek, na którego nie warto było wydać pieniędzy. Czasami jest tak, że gdy zwiastun się podoba, film jest jego przeciwieństwem. Moim zdaniem filmowa zajawka Defendersów spełniła swoją rolę, a to może źle wróżyć serialowi. Może Iron Fist był dowodem na to, że Marvel trochę się pogubił, robi za dużo filmów i seriali i po prostu trzeba trochę przystopować?

Problemy pierwszego świata

Wyjdzie słabo – trudno. Takie podejście też rozumiem i po rozczarowującym Iron Fist zamierzam w ten właśnie sposób oczekiwać nowego obrazka. Tyle tylko, że jeśli The Defenders będą klapą, wszystkie kolejne seriale Marvela robione dla Netfliksa staną pod znakiem zapytania. Ostatnie lata dały nam do zrozumienia, że ekranizacje komiksów są czymś naturalnym i powinniśmy się do nich przyzwyczaić. Ale to, co Marvel robi ze Spider-Manem jest dla mnie kompletnie niezrozumiałe. Kolejny restart? Trochę tego nie kupuję, zawsze bardziej ceniłem sobie konsekwencję. Ale w obozie DC też nie dzieje się przecież najlepiej i zbliżająca się wielkimi krokami Liga Sprawiedliwości może okazać się klapą na miarę Legionu Samobójców. Czego oczywiście nikomu nie życzę. Obym w obu przypadkach się mylił.

  • jan

    po co to gdybanie na zapas? ;-)

  • łukasz Jedryszczyk

    A ja zauważyłem że w iron fist wszyscy używają telefonów Samsunga😀

  • Szymon Konarski

    A co jest dziwnego w reboocie spidermana? Sony dogadało się w końcu z Marvelem i musieli uspójnić uniwersum.