5

Przez technologie zapominamy jak się odpoczywa. Skutki mogą być opłakane

Wczoraj miałem okazję porozmawiać z lekarzem zajmującym się psychicznymi przypadłościami Polaków. Nie, nie potrzebowałem porady specjalisty - w zwyczajnej luźnej rozmowie pojawił się wątek nerwic i podobnych chorób. Okazuje się, że to coraz częstsze przypadki, bo prawdopodobnie, ale przez specyficzny tryb życia zapominamy jak się odpoczywa.

W czasach, gdy rytm dnia wyznaczało słońce – ludzie doskonale wiedzieli jak się odpoczywa. Słońce wschodziło – szło się do pracy. Zachód oznaczał koniec obowiązków – udawaliśmy się do domów, gdzie nie myśleliśmy już o tym, co trzeba zrobić. Ba, jeszcze kilkanaście lat temu byliśmy wolni od tego typu trosk: telefon, jeżeli już w domu był to stacjonarny, a i ten nie dzwonił szczególnie często.

Dzisiaj jest inaczej. Ciągłe podłączeni nie mają sposobności, by odpocząć

Widzę to po sobie, widzę to po swoich rodzicach, po kolegach z pracy i znajomych. Ileż to razy zdarzyło się, że ktoś w trakcie imprezy musiał wyjść na chwilę porozmawiać, bo „w pracy wydarzył się fapak”, który natychmiast trzeba było ugasić. I ja mam podobnie – pracując zdalnie muszę monitorować to, co dzieje się w internecie, na stronie głównej Antyweba, w swoich wpisach, wpisach kolegów. Nierzadko okazuje się, że pisze do mnie ktoś w mega pilnej sprawie, bo coś trzeba poprawić, dodać, znaleźć kontakt do konkretnego człowieka. Choćbym akurat jadł obiad, pił piwo na mieście – trzeba to zrobić jak najszybciej, nie ma siły.

Zrywasz się, gdy słyszysz dźwięk powiadomienia w telefonie? Cóż, to bardzo źle

Zauważyłem to m. in. u swojego ojca. To też człowiek mocno zabiegany, ale nieco starszy ode mnie. Musiał dostosować się do nowych realiów, w których żyjemy niesamowicie szybko i tak samo szybko należy reagować. Dzwoni klient – choćby o godzinie 21:00? Trzeba odebrać, bo to przecież klient. Do kogo się zwróci, jeżeli teraz nie odbiorę?

Widzę coraz więcej osób, które zrywają się, klną, robią inne rzeczy słysząc tylko dźwięk z telefonu. Powiadomienia wyrywają nas z odpoczynku, przestawiają nas w tryb pracy błyskawicznie. To sytuacja podobna jak… z odruchem. Przez lata pracy w takim trybie nauczyliśmy się, że taki i taki dźwięk zapowiada dalsze obowiązki, co ostatecznie wzmaga w nas frustrację. To z kolei szybka prosta do nerwic.

Przeładowani informacyjnie będziemy szukać ucieczki

Ci, którzy zanadto będą przeładowani informacjami docierającymi do nich zewsząd będą szukać różnych metod izolacji. Usłyszałem, że bardzo popularne wśród takich osób jest nadużywanie alkoholu, który znieczula na takie bodźce, a nawet leków. Już teraz w USA trwa wręcz epidemia opioidowa: Amerykanie masowo łykają hydrokodon oraz oksykodon, a wśród młodych ludzi niezwykle popularny jest „Lean” (Purple Drank), który zawiera w sobie prometazynę oraz kodeinę (co ciekawe, kodeina jest dostępna w Polsce w ramach preparatów złożonych, bez recepty). Użycie opiatów skutecznie oddziela człowieka od przykrych doznać – również od wszelkich zewnętrznych bodźców. Ale przy okazji piekielnie uzależnia i sprowadza na samo dno.

Tego typu zachowania co najgorsze wcale nie wynikają z takich zaburzeń jak „uzależnienie od internetu” czy „uzależnienie od komputera” lub „technologii”. Wszystko to dzieje się przez głębokie zmiany w społeczeństwie, które zmuszają nas do uczestniczenia również w świecie wirtualnym. Ten z kolei mocno miesza się z tym realnym i zaciera naturalne granice między pracą, a życiem prywatnym. Będąc cały czas „dostępni” w mediach społecznościowych, komunikatorach, w ramach połączeń telefonicznych oraz SMS-ów cały czas czujemy się „zagrożeni” możliwością wystąpienia pilnej sprawy.

A odpoczywać przecież trzeba. Należy to robić przede wszystkim mądrze. Zaleca się wyłączenie smartfona na czas odpoczynku, odcięcie się od wszelkich bodźców i skupienie się na swoich pasjach. Ale… czy jeszcze możemy tak robić?