39

Need for Speed: Payback – recenzja. Szybcy i wściekli plus Forza Horizon równa się niewypał

Seria Need for Speed ma najlepsze lata już za sobą. Choć ostatnia odsłona wypadła dobrze, to mam wrażenie, że aktualnie w segmencie zręcznościowych gier wyścigowych z fajną fabułą i otwartym światem panuje posucha. Czy Payback ma szansę to zmienić?

Need for Speed: Payback to zdecydowanie nietypowe podejście do serii NFS. Gra sprawia wrażenie, jakby twórcy naoglądali się filmów Szybcy i wściekli , a potem spędzili długie godziny na graniu w Burnout: Paradise oraz Forza Horizon 3. Efekt? Otrzymujemy mieszankę tych wszystkich konwencji i stylów. Czy wybuchową?

Need for Speed: Payback – fabuła, grywalność, gameplay

Zabawę zaczynamy od poznania głównych bohaterów – trójki przyjaciół (Tyler, Jess i Mac), których łączy miłość do czterech kółek. Jess to twarda laska, która nie ma skrupułów, by spychać przeciwników z drogi, taranować ich i generalnie rywalizować w bardzo siłowy sposób. Mac to fan offroadu i zdolny drifter. Tyler, który kreowany jest na główną postać opowieści, wydaje się najbardziej nijaki – to po prostu utalentowany kierowca, podobno najlepszy w mieście.

Historia zaczyna się od jednej z akcji. Plan jest prosty – musimy zwędzić luksusowe auto (fenomenalnego  Koenigsegga Regera) pewnemu bogaczowi, który udostępnia nam je na czas wyścigu. W efektowny sposób opuszczamy trasę rywalizacji i po dynamicznej ucieczce przed pościgiem odprowadzamy auto na miejsce. Tam się okazuje, że zostaliśmy zdradzeni, a we wszystko zaangażowana jest mafijna organizacja zwana Familią. W konsekwencji główny bohater dostaje ultimatum i kończy jako szofer i chłopiec na posyłki u wspomnianego wcześniej bogacza. Sytuacja zmienia się kilka miesięcy później, kiedy Tyler w końcu ma dość odprowadzania aut swojego szefa do myjni i postanawia na własną rękę rozprawić się z Familią.

Tak wygląda początek opowiedzianej w grze historii. Nie powiem, żeby fabuła rzuciła mnie na kolana – wręcz przeciwnie. Jest mocno naciągana, a występujące w niej postaci sprawiają wrażenie sztucznych i niezbyt przekonujących. Motywy ich postępowania są błahe i często naiwne. Brakuje jakiegokolwiek mocniejszego pierwiastka. Z drugiej strony jednak widać, że twórcy dedykują swój produkt graczom w różnym wieku. Przekaz zatem złagodzono do granic możliwości, żeby trafił on również do młodszych sympatyków serii. Jeżeli zatem macie kilkanaście lat, z pewnością spojrzycie na to o wiele łagodniejszym okiem. Szczególnie, biorąc pod uwagę polski dubbing, w którym wystąpili m.in. raper O.S.T.R. czy Joanna Jędrzejczyk. Poza jednak samym tym faktem, trudno mi napisać na jego temat cokolwiek pozytywnego. Dialogi są drętwe, sztuczne i „wyluzowane” na siłę. Po pewnym czasie ma się już ich zwyczajnie dość.

Need for Speed Payback recenzja

Rozrywka polega na jeżdżeniu po otwartej mapie, na której ulokowano różnego rodzaju aktywności. Wykonując je podnosimy naszą reputację i posuwamy naprzód fabułę. Gromadzimy też pieniądze, za które tuningujemy auta. Ulepszeń dokonujemy natomiast za pomocą wygrywanych w wyścigach kart. I to właściwie cała filozofia. Nic by nie było w tym złego, gdyby twórcy wysilili się choćby na odrobinę oryginalności. Niestety zamiast tego otrzymujemy fotoradary, poukrywane żetony, bilboardy do rozbijania i zaginione samochody do odnalezienia. Gdzieś już to widzieliśmy, prawda? Nowy NFS niestety nie tylko na tym polu łudząco przypomina Forzę Horizon i wcale nie wychodzi mu to na dobre. Innym problemem są wspomniane karty, które są przyznawane w sposób losowy. Niestety idzie to w parze z dość szybko rosnącymi wymaganiami dotyczącymi mocy pojazdu w poszczególnych wyścigach. Efekt? Musimy podejmować więcej aktywności, powtarzać misje lub… zapłacić prawdziwymi pieniędzmi. Zgadza się, Need for Speed: Payback posiada mikropłatności w single’u i wręcz delikatnie sugeruje, że warto z nich korzystać. Dramat.

Multiplayer? Zapomnijcie. NFS na tym polu ciągle jest gra ułomną i ze znajomymi się nie pościgamy. O trybie podzielonego ekranu już nawet nie wspomnę…

Need for Speed Payback

 

Model jazdy? Jak łatwo się domyślić to czysta zręcznościówka, a więc wchodzimy w zakręty na ręcznym z prędkością 150 km/h. Utrata panowania nad autem nie wchodzi w grę i jest wręcz wyzwaniem. Trochę odbiera to przyjemność z zabawy, ale z drugiej strony próg wejścia jest na tyle niski, że zadowoli nawet totalnych laików, jeśli chodzi o samochodówki. Do dyspozycji otrzymujemy dość ograniczone możliwości personalizacji naszego auta, co wcale nie poprawia sytuacji. Gwoździem do trumny są przeciwnicy, którzy zwyczajnie oszukują i zamiast po prostu wyróżniać się dobrą sztuczną inteligencją, są sztucznie przyśpieszani i wspierani przez komputer w taki sposób, by cały czas siedzieć nam na ogonie (lub wręcz nas wyprzedzać). Szczególnie daje się to odczuć, gdy używamy nitro, a oponenci dalej są widoczni w lusterku.

Need for Speed Payback fabuła

NFS: Payback na Xbox One X z OLED-em

Graficznie nowa produkcja Ghost Games wypada bardzo przyzwoicie. Ja grałem na Xboksie One X podłączonym do telewizora LG OLED C7. Gra przy takiej konfiguracji potrafi miejscami oczarować, choć nie uświadczymy w Payback wsparcia dla HDR oraz rozdzielczości 4K. Modele pojazdów prezentują się świetnie – są dopracowane, szczegółowe i wiernie odwzorowane. Otoczenie również trzeba ocenić pozytywnie, bo jest bogate, a czasem uświadczymy tutaj nawet odrobinę dynamiki. Przyczepiłbym się do fizyki, co niejako ma związek ze stricte zręcznościowym charakterem rozgrywki. O udźwiękowieniu już dwa słowa napisałem. Tutaj dodam jedynie, że, jak zwykle w NFS, ścieżkę muzyczną dobrano w sposób trafny i właściwy. Wiele utworów wpada w ucho i doskonale wpisuje się w ogólny klimat produkcji.

Need for Speed

Need for Speed: Payback to produkcja przeciętna, która nie wyróżnia się niczym szczególnym. Twórcy mieli pomysł, by połączyć w niej wszystko to, co najlepsze w Forzy Horizon, Burnoucie oraz The Crew, a wszystko to ubrać w klimat filmowej serii Fast & Furious. Nie wyszło jednak z tego nic dobrego, bo gra, która powstała, jest złagodzonym do granic możliwości nijakim tytułem, który tak naprawdę nie jest w stanie rywalizować z żadną z tych produkcji. Czy warto? Jeżeli jesteście sympatykami serii, z pewnością znajdziecie sporo jasnych punktów i przymkniecie oko na typowe dla NFS-ów niedociągnięcia (szczególnie mam tu na myśli AI). Jeżeli nie, odpuście sobie. Na rynku jest o dużo fajnych ścigałek w tym klimacie – chociażby fantastyczna Forza Horizon. Natomiast już za chwilę wychodzi The Crew 2, który może być bardzo sympatycznym powiewem świeżości dla tego gatunku.

Ocena: 6/10