5

Najważniejsze premiery listopada – lista filmów i seriali

Zaraz po weekendzie wkroczymy w listopad i niezależnie, czy macie ochotę zostać w domu i zobaczyć nowy serial lub film, czy wolicie wybrać się do kina, to będzie co oglądać!

Filmy w listopadzie:

mother! – 3 listopada

Dość długo przyszło nam czekać na polską, kinową premierę mother!, ale nareszcie doczekaliśmy się. Produkcja z Jennifer Lawrence i Javierem Bardem w rolach głównych promowana jest jako horror, ale wybierając się do kina spodziewajcie się czegoś więcej. Połączenie wielu gatunków to tylko jedna z zalet mother! – filmu, który swoje tajemnice odkrywa bardzo niechętnie.

Justice League (Liga Sprawiedliwości) – 17 listopada

Powracamy do świata komiksów DC. Po udanej Wonder Woman chyba wszyscy mają nadzieję, że Warner Bros. udało się na tyle dopracować Ligę Sprawiedliwości, że nie będzie to rozczarowanie pokroju wcześniejszych filmów. Każdy zwiastun wprawiał mnie w zupełnie inny nastrój, dlatego na premierę wybiorę się bez żadnych oczekiwań. Kto wie, może wyjdę z sali usatysfakcjonowany?

Mordertstwo w Orient Expressie – 24 listopada

Klasyka powraca w gwiazdorskiej obsadzie. Czy to zapewni produkcji wysoki poziom?  Zwiastuny niewiele w tej kwestii sugerują, choć prezentują się naprawdę nieźle (poza wąsami naszego detektywa). Dość wymienić Daisy RidleyJohnny’ego Deppa i Michelle Pfeiffer, a także Kennetha Branagha w roli Herkulesa Poirot – hit murowany?

Mudbound (17 listopada) i The Killer (10 listopada)

Obydwa tytuły zobaczycie bez wychodzenia w domu – wymagana jest jedynie subskrypcja Netflixa. Serwis przygotował dwie poważne produkcje. Mudbound opowie nam o dwóch żołnierzach wracających z frontu II wojny światowej do domu na wsi niedaleko rzeki Mississippi. Będą musieli radzić sobie z rasizmem i nowymi okolicznościami. The Killer (O Matador) to pierwszy brazylijski film Netflixa, a w dodatku western. Poznamy w nim historię Cabeleira – zabójcy ukrywającego się w stanie Pernambuco w latach ’40 starającego się poznać prawdę o swoim ojcu.

Seriale w listopadzie

Egzorcysta – 1 listopada

Druga oryginalna produkcja Showmax tej jesieni. Serial animowany od Bartosza Walaszka (twórca Blok Ekipy, Pod Gradobiciem Pytań i Kapitana Bomby) przedstawi nam historię Bogdana Bonera – Egzorcysty walczącego z Belzebubem. Macie ochotę na nietypowy humor?

Marvel The Punisher – 17 listopada

Skoro premiera Stranger Things już za nami, to możemy przygotować się na drugi jesienny hit. Punisher należy do najbardziej wyczekiwanych premier tego roku i nie ma co się temu dziwić – nareszcie poznamy historię Franka Castle. Jak doszło do tego, że za życiowy cel obrał ukaranie tylu ludzi?

Godless – 22 listopada

Western od Netlixa. W roli głównej wystąpi Jeff Daniels, który zagra Franka Griffina. Ten, wraz ze swoją wyjętą spod prawa grupą, kroczy ścieżką zemsty w pogoni za Roy’em Goode (Jack O’Connell), który zdradził bandę. Schrania się w La Belle – miejscowości głównie pod kierownictwem kobiet, a gdy dochodzi do nich wiadomość o zbliżającym się do nich Franku Griffinie, mieszkańcy postanawiają stawić mu czoło.

The Runaways – 21 listopada

Opublikowany w sieci zwiastun nowej serii Hulu na podstawie komiksu Marvela narobił mi apetytu. Tym bardziej, że serial trafi do Polski równo z amerykańską premierą za sprawą Showmax. The Runaways opowie o grupie nastolatków, którzy po odkryciu prawdy o swoich rodzicach superzłoczyńcach, postanawiają uciec z domów. Wspólny cel sprawia, że stają sobie bardzo bliscy i zaczynają poznawać swoje możliwości.

Glitch – 2. sezon – 28 listopada

Jestem zdziwiony, że tak mało mówi się o tej premierze, chociaż z drugiej strony, przecież nie możemy narzekać na brak ciekawych tytułów. Glitch to serial rodem z Australii, przy którego drugim sezonie współpracował Netflix ze stacją ABC i przejął prawa do dystrybucji poza Australią, Nową Zelandią i Afryką. W związku z tym, przed 28 listopada zalecam zapoznanie się z pierwszą serią. Akcja serialu rozgrywa się w miasteczku Yoorana, gdzie policjant James Hayes w środku nocy dostaje wezwanie na cmentarz. Tam zastaje siedmioro zmartwychwstałych pozbawionych pamięci (zwiastun 1. sezonu powyżej, zwiastun 2. sezonu poniżej).

 

 

 

 

 

  • Kmil

    „nareszcie poznamy historię Franka Castle. Jak doszło do tego, że za życiowy cel obrał ukaranie tylu ludzi?”

    Serio? Punisher to na pewno nie jest postać, której nie znamy. Już nie jeden film powstał o genezie jego zemsty.

    • Konrad Kozłowski

      Serio. Mówimy o aktualnym uniwersum budowanym przez Netflix, a nie postaci samej w sobie. To chyba oczywiste.

      p.s. Poza tym to nie z filmów powinniśmy znać genezę zemsty, a raczej z komiksów, prawda?

  • stefan1234

    No tak – jak zwykle większość opisywanych filmów pochodzi z Netflixa. Z Netflixem jest jak z serwisami pirackimi 15 lat temu (np. Direct Connect). Oglądasz nie to co chcesz ale to co jest. I to jest największa wada tej oferty. Do czasu jak interesują kogoś seriale własnej produkcji to jest zadowolony. Gdy ktoś tego nie trawi to wybór niestety jest znacznie mniejszy. Pozostają tylko filmy wypuszczone z myślą o rynku DVD lub takie, których w kinach pies z kulawą nogą nie chciał oglądać. To samo zresztą dotyczy innych platform VOD. Znam wielu zwolenników Netflixa, którzy braki w jego ofercie rekompensują sobie odpalając Torrenta. Ale spokojnie z muzyką też tak kiedyś było. Siłą rzeczy musimy więc przeżyć tych samych aktorów w co trzecim serialu – niestety nie mamy na razie innej alternatywy.

    • Morski Morświn

      Serial Wikingowie jest na netflixie a to nie ich produkcja. Minionki weszły ostatnio… no nie wiem co jeszcze

    • Nie trafiłeś tutaj z opisem Netflixa. Nie oglądasz tego co jest a dokładnie to co chcesz ( w kontekście gatunku ) i tak na prawdę wolę oglądnąć produkcję Netflixa niż iść do kina na premierę, płacąc przy tym nie małe pieniądze i wysłuchując jak świnie ( czytaj – inni ludzie ) robią sobie pierd****y piknik zamiast oglądać film. Ba! Skoro płacę za film, to z jakiej racji mam dostawać reklamy za które kino dostaje nie małe pieniądze? Kwestia torrentów jest tutaj nawet nie tyle co nie trafiona, a bardziej chybiona o kilkaset kilometrów. Ściągać film, żeby później się okazało że pod tą wersję nie ma napisów? Później ściągać wersję specjalnie pod napisy żeby się okazało że film i tak jest nagrywany słabej jakości sprzętem z kina gdzie w tle słychać „piknikowiczów”, którzy jeszcze przewijają się przed ekranem? To było „fajne” kiedy miało się czas na pobieranie 10 kopii tego samego filmu w kółko aby mieć najlepszą jakość. Teraz kiedy pracuję w pełnym wymiarze, to jakoś nie mam ochoty na „kota w worku”…