13

Te soundtracki zmieniły mój gust muzyczny. Warto je znać

Nierzadko dobry soundtrack przesądza o odbiorze konkretnego dzieła. Buduje nastrój, wzmaga napięcie, przygotowuje konsumenta na kolejny element twórczej układanki. Często też okazuje się, że doskonale skomponowana ścieżka dźwiękowa zmienia gusta - o ile tylko jej twórca odpowiednio dobrze się postara.

U mnie było podobnie. Lata konsumowania kolejnych gier, filmów oraz seriali powodowały, że zmieniałem swoje upodobania muzyczne. Czasami zdarzało mi się odkryć coś zupełnie nowego, z czym nie zetknąłem się nigdy wcześniej, a bywało również i tak, że kompozycja: obraz / gra + muzyka powodowała, że pewne utwory odkrywałem na nowo – a stąd już była bardzo prosta droga do odsłuchania kolejnych kawałków konkretnego wykonawcy lub… dodania elementów soundtracku do swojej osobistej playlisty.

Dr House

Dla niektórych śmieszna, a dla innych smutna opowieść o genialnym lekarzu w formie serialu to według mnie jednocześnie jednej z lepszych kompilacji przeróżnych utworów. Znajdziecie tu kawałki i jazzowe i metalowe, będzie też sporo naprawdę dobrego rocka. W intrze występuje Massive Attack z dostosowanym do potrzeb serialu kawałkiem „Teardrop”. Mnie zaś na nowo udało się odkryć Radiohead, które wcześniej mi nie kompletnie nie podchodziło. Świetnie dopasowany utwór „No surprises” do sytuacji przedstawionej w serialu dosłownie mnie… zmiażdżył. To wyglądało tak, jakby akurat ten kawałek został stworzony na potrzeby serialu.

Znalazło się również kilka innych perełek. Dzięki House’owi udało mi się także odkryć Oscara Petersona – wszystko to dzięki „Hymn for Freedom”

Dr House to zdecydowanie jeden z inteligentniejszych seriali w historii – zarówno pod względem stworzonych postaci, jak i dobranych innych elementów obrazu. Warto sobie odświeżyć to dzieło, a przy okazji: łapcie link do soundtrackowej playlisty na Spotify.

Halo 3: ODST

O ile gra sama w sobie była według mnie kiepskawa i brakowało jej przede wszystkim dobrej, jak w niemal całym uniwersum Halo historii, tak już Soundtrack był jednym z lepszych jakie słyszałem. Jego twórcy: Martin O’Donnell oraz Michael Salvatori skomponowali przepiękne suity pasujące do odpowiednich momentów w całej rozgrywce. Znajdziecie w nich trochę jazzu, odrobinę klimatu noir, a ponadto nieco dynamiczniejsze brzmienia.

Interstella 5555

Z Daft Punk spotkałem się po raz pierwszy… z powodu anime, którego reżyserem był Kazuhisa Takenouchi, a stworzył go m. in. Leiji Matsumoto do przegenialnego moim zdaniem albumu Discovery. Już nie pamiętam w jaki sposób, ale wszedłem w posiadanie nośnika właśnie z tym dziełem. Jak się później okazało – miałem do czynienia nie z „niemym, muzycznym” filmem animowanym, lecz… produkcją stworzoną na potrzeby wcześniej wydanego przez Daft Punk albumu. Teledyski od pierwszego do ostatniego utworu są ze sobą w pełni powiązane i opowiadają historię zespołu muzycznego z kosmosu, który został sprowadzony na ziemię przez człowieka o jednoznacznie złych zamiarach.

Daft Punk są ze mną również do dziś – duet muzycznych robotów niemal codziennie umila mi pisanie artykułów, jazdę samochodem, leżenie na kanapie, czy też spacery.

Kick Master (NES)

Trudno będzie znaleźć coś jednoznacznie pasującego do soundtracku z tej gry. Niemniej, cały czas doskonale pamiętam dosłownie każdy kawałek, który został przygotowany na potrzeby tej gry. Każdy poziom, każdy boss (również ten końcowy) zostały opatrzone prześwietną oprawą muzyczną. To niebywałe, że nawet w tak bardzo ograniczonym pod względem audio systemie jakim był NES udało się skomponować tak spójną i tak dobrą muzykę.

Trylogia Matrix

Już od dawien dawna oczekujemy „czwartego Matriksa”, który miał pojawić się i dwa lata temu i rok temu… a może i pojawi się w tym? Nic pewnego nie wiadomo – wygląda na to, że mimo wszystko prace stoją w miejscu i nic nie zapowiada rychłego postępu w tej kwestii. Jeżeli już następca kultowej trylogii pojawi się w kinach, to obawiam się, że do poziomu oprawy muzycznej poprzednika będzie mu bardzo daleko.

Choć seria Matrix z każdą nową częścią była coraz słabsza, to mimo wszystko soundtrack niesamowicie trzymał poziom. Zalazł się tam i Marilyn Manson, pojawił się Rob Dougan (którego naprawdę uwielbiam), udało mi się dzięki niemu odkryć The Prodigy, a także Rage Against The Machine. Nie można zapomnieć o Rammsteinie, który miał swój, niestety krótki epizod w serii.

Warto przypomnieć również Juno Reactor, zespół, który wraz z Donem Davisem współpracował z Wachowskimi dostarczając kolejne świetne utwory do soundtracku. Scena z Neo walczącym z armią Smithów to chyba ostateczny dowód na to, że wybór akurat tych artystów był jak najbardziej trafiony.

Na pięciu tytułach miało się skończyć. Mam dla Was jeszcze bonusa – będzie trochę śmieszno, trochę straszno

Czy polskie kino obfitowało w jednoznacznie dobre soundtracki? Nie jestem pewien – wielu z Was pewnie powie, że znalazły się w historii rodzimej kinematografii perełki, które warto znać. Jeżeli takowe macie – sekcja komentarzy należy do Was. Ja natomiast zaprowadzę Was w nieco zwariowane odmęty dzieł stworzonych przez naszych rodaków. Bartek Walaszek – mój osobisty guru punktowania głupoty i niewybrednego poczucia humoru stworzył takie filmy jak „Wściekłe pięści węża”, „Sum tak zwany olimpijczyk”, czy „Bułgarski pościkk”, ale to „Sarnie Żniwo” najmocniej wyryło mi się w pamięci.

Ballada o Cyganach, Arabach oraz ich przyrodzeniach może i jest do bólu głupia, ale po prostu wpada w ucho. Przez długi czas od zapoznania się z tym dziełem śpiewałem (już będąc lekko zmęczonym na imprezach) tak, jak nauczyli mnie The Andrzejs. Czym bardziej się „męczyłem”, tym głośniej.

Dzięki temu jednak poznałem dra Yry, Zaciera, TPN25, polubiłem się z Kazikiem i poznałem nieco inne ścieżki młodej twórczości Bartka. Wam również polecam – mimo, że to całkowicie trywialna stylistyka, to mimo wszystko można się do niej przednio bawić.