2

W co warto grać na 3DSie — część szesnasta

Kolejna odsłona w serii wpisów o grach na 3DSa w które warto zagrać przynosi odrobinę nowości, ale też... trochę klasyków, o których istnieniu mogliście nie mieć pojęcia!

Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia

Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia

Fire Emblem to seria cieszącą się niesłabnącą popularnością taktycznych gier RPG. Wydane w zeszłym roku Fire Emblem Fates zebrało cały zestaw pozytywnych recenzji, a tym razem twórcy podsunęli nam remake odsłony z 1992 roku. Odsłony, dodajmy, która nigdy oficjalnie nie opuściła Japonii.

I to jedno z najbardziej niezwykłych podejść do tematu, z jakim spotkacie się w branży. Bo w grze pod kątem oprawy zmieniło się… właściwie wszystko. Ale to byłoby na tyle. Jeżeli bowiem chodzi o fabułę i mechanikę, twórcy pozostali w przeszłości i nie zdecydowali się zaserwować nam usprawnień i rozwiązań, za które gracze pokochali serię na przestrzeni ostatnich lat. Byłem pod ogromnym wrażeniem pełnego udźwiękowienia gry (to w przypadku tytułów Nintendo zdarza się przecież niezwykle rzadko), które nie tylko zaskakiwało swoją obecnością, ale także naprawdę przyzwoitą jakością. Tym bardziej, że warstwa fabularna w Fire Emblem Echoes jest naprawdę rozbudowana i wstawki fabularne potrafią tam trwać naprawdę długo.

To pierwsza odsłona serii, która pomiędzy niekończącymi się walkami i rozmowami oferuje także eksplorację dungeonów na własną rękę. Co więcej, przemykamy je w pełnym środowisku 3D! Zresztą same pojedynki nieco się zmieniły, bo twórcy nieco odeszli od znanych z ostatnich odsłon schematów. Wszystkie zależności są tam nieco bardziej złożone i nauczenie się ich od nowa może na początku frustrować, ale… w gruncie rzeczy potrafi zaserwować masę frajdy, kiedy już wszystko pojmiemy!

Fire Emblem Echoes: Shadows of Valentia łączy stare i nowe w naprawdę świetnej formie. Mimo pozostawania w tym samym kręgu gatunkowym, to zupełne inny Fire Emblem niż te, które dostawaliśmy w ostatnich latach. I bardzo dobrze, trochę urozmaicenia jeszcze nikomu nie zaszkodziło!

Scooby Doo! & Looney Tunes Cartoon Universe: Adventure

Scooby Doo! & Looney Tunes Cartoon Universe: Adventure

Najlepsza gra dla dzieci na Nintendo 3DS? Oto ona! Jeżeli wasze pociechy mają dość Nintendogs, a przy okazji sami chcielibyście wsiąść w wehikuł czasu, dajcie szansę Scooby Doo! & Looney Tunes Cartoon Universe: Adventure!

Choć trudno jest w to uwierzyć, gra pojawiła się na rynku w 2014 roku na 3DSa oraz komputery stacjonarne. Dlaczego miałoby być trudno w to uwierzyć? Bo cały czas przechadzając się po tamtejszych trójwymiarowych światach miałem wrażenie, że cofnąłem się w czasie do ery, kiedy gry 3D dopiero raczkowały. Z jednej strony nie brzmi to za dobrze, z drugiej… jest naprawdę sporym komplementem.

Produkcja ta jest typową platformówką podzieloną na niedługie segmenty. Skaczemy, zbieramy monetki, a czasami — gdy napotkamy na naszej ścieżce bohaterowie stawiają opór — robimy z nimi porządek. Świat jest nieco ubogi, a zadania… dziecinnie proste. Ale im więcej czasu spędzałem przy tej grze obserwując jak radzą sobie z nią najmłodsi, tym bardziej zdawałem sobie sprawę, że tak właśnie miało to wyglądać. I że jest to tytuł stworzony z myślą właśnie o nich. Z bohaterami kultowych kreskówek (warnerowskie Looney Tunes i Scooby Doo) w roli głównej.

Teenage Mutant Ninja Turtles: Danger of the Ooze

Teenage Mutant Ninja Turtles: Danger of the Ooze

Nietypowo, dziś o grze, której głównym targetem mają być dzieci. Ale nie czyńcie z tego reguły, bo fakt, że będziemy w niej przemierzać ścieki ekipą zmutowanych zwierzaków wcale nie oznacza, że i starsi odbiorcy nie będą mogli się przy niej dobrze bawić. Szczególnie jeżeli są miłośnikami schematu, który znamy jako Metroidvania. Tak, ekipa z WayForward zaserwowała nam przygody z Żółwiami Ninja w stylu labiryntów, które odkrywamy wraz z nowymi umiejętnościami.

Do wyboru mamy całą wesołą czwórkę, z której każdy charakteryzuje się innym stylem walki. Sama fizyka i poruszanie się daje sporo frajdy, system walki… nie jest tragiczny, jednak nie da się ukryć, że zabrakło tam ostatecznych szlifów, które sprawiłyby, że pojedynki będą znacznie bardziej emocjonujące. Niestety, jak wiele innych przedstawicieli gatunku, Teenage Mutant Ninja Turtles: Danger of the Ooze cierpi na syndrom ciągłego błądzenia po opatrzonych już lokacjach i pokonywaniu pakietu tych samych, doskonale nam już znanych przeciwników. Mimo wszystko jest jedną z tych produkcji, które co jakiś czas pojawiają się w portalach aukcyjnych w naprawdę atrakcyjnych cenach. I z czystym sumieniem mogę polecić ją nie tylko największym maniakom serii Teenage Mutant Ninja Turtles.

Zobacz też poprzednie części cyklu:

  • Rincewind

    No to czekamy na hejtera stefana.

    • Kamil

      Heheh :)