0

Gdyby złota rybka mogła spełnić moje jedno życzenie – chciałbym znów być dzieckiem

Podejrzewam, że kiedy ja miałem 5-10 lat, moi rodzice powiedzieli dokładnie to samo. Z każdym kolejnym pokoleniem życie dzieciaków wydaje się jeszcze bardziej ekscytujące - ale kiedy pzeglądam dzisiejsze zabawki czy gadżety, chciałbym odjąć sobie te 30 lat i bawić się nimi w najlepsze.

Jestem ojcem małego chłopca i już dziś mogę powiedzieć, że obaj jesteśmy geekami. Oczywiście trudno ocenić czy gdyby nie ja, interesowałyby go Gwiezdne Wojny, Dragon Ball czy Avengersi – patrząc natomiast na jego rówieśników widzę, że chociażby te trzy tematy są obecne w późnych grupach przedszkolnych/ wczesnych szkolnych. Nawet jeśli nie wierzycie, wystarczy spojrzeć jak dużo gadżetów związanych z tymi uniwersami można znaleźć chociażby w dyskontach. Fakt, zabawki z Dragon Balla to wciąż zagraniczne sklepy, jednak te związane z bohaterami Marvela, jak i kultową kosmiczną serią można bez problemu znaleźć w tak popularnych dyskontach jak Biedronka czy Lidl.

Mówiąc szczerze, gdybym mógł się odmłodzić o te powiedzmy 30 lat, w zupełności wystarczyłyby mi zabawki i gadżety z Gwiezdnych Wojen. Za moich czasów rodzice nie mieli szans na kupienie nawet koszulki z logo serii, dziś ograniczenia są tylko dwa – budżet i ewentualnie dostępność. Niektórych gadżetów po prostu nie można kupić w kraju, ale żyjemy w erze internetu, wystarczy wejść na stronę sklepu, który wysyła swoje towary do Polski, zapłacić i czekać.

Zobaczcie takiego Sphero BB-8. Niby do niczego się nie przydaje, niby szybko się nudzi – tymczasem upewniając się, że syn naprawdę sobie tego BB-8 wymarzył, sympatyczny dron w tym roku wreszcie dojechał pod naszą choinkę. To bardzo fajny gadżet, jeśli pogodzicie się z jego mocno przegiętą ceną (wciąż, mimo czasu który upłynął od premiery) – daje frajdę i starszym, i młodszych, a przecież o to w takich zabawkach chodzi. Koniec ubiegłego roku upłynął mi natomiast pod hasłem “zbieramy stickezy z Gwiezdnych Wojen” – może i były kiepsko wykonane, może i ciężko było skompletować całe pudełko z Sokołem Millennium, ale zabawy mieliśmy przy tym masę, obaj.

A może bidon z Darthem Vaderem albo poduszka z Kylo Renem? Wystarczy wejść do wspomnianej wcześniej Biedronki, przekładając na bok gadżety innych popularnych marek, chociażby Aut czy Samolotów Disneya.

Są nawet specjalne imprezy z nowymi zabawkami

Tematu nie poruszam bez powodu. Masę czasu spędzam na podłodze otoczony klockami LEGO, biegam też między osiedlowymi drzewami i trzymając w dłoniach krzywy kij udaję, że to mój miecz świetlny. Oczywiście nie potrafię już malować rzeczywistości farbami fantazji w ten sam fantastyczny sposób co mój syn, a i na te wszystkie zabawki patrzę z perspektywy dorosłego człowieka. Dlatego tym bardziej chciałbym znów być dzieckiem.

Słyszeliście kiedyś o Toy Fair? American International Toy Fair to odbywające się od 1903 roku (naprawdę) targi poświęcone zabawkom. Co roku w połowie lutego w Nowym Yorku spotykają się producenci przywożący swoje nowe pomysły. Niestety impreza jest zamknięta, na szczęście media wypychają najciekawsze informacje w świat. Przeglądam te zabawki i nie mogę wyjść z podziwu nad pomysłowością i wykonaniem niektórych produktów. Zobaczcie takiego Chewbaccę. Zabawka ma 16 cali, reaguje na dźwięk, ruch i dotyka. Chewie ryczy, śmieje się i ma – uwaga – 100 różnych reakcji dźwiękowych i ruchowych. Gadżet pojawi się w sklepach jesienią i będzie kosztował 129 dolarów – ciekawe czy w ogóle dotrze do Polski, są szanse, w końcu to produkt dużej firmy – Hasbro.

Jesteście fanami Harrego Pottera? Jakss Pacific stworzyło różdżkę czarodzieja, która posiada czujnik ruchu śledzący użytkownika. Z takim mechanizmem będziecie mogli wiernie odwzorować 11 znanych z książek i filmów zaklęć. Może i nie ma w niej prawdziwej magii, są za to efekty dźwiękowe i podświetlenie LED.

A może składane samodzielnie, chodzące roboty z Parku Jurajskiego? Wyglądają trochę lepiej niż tanie zdalnie sterowane zabawki z bazaru, prawda?

Pokazano też kosztujący około 30 dolarów sterowany za pomocą smartfona…samolot z papieru. Fajnie, że projekt, o którym mówiło się jeszcze w 2014 roku wreszcie ujrzał światło dzienne i będzie go można kupić.

Gadżety gadżetami, a różnego rodzaju treści?

Netflix, czy jakikolwiek inny serwis oferujący dostęp do treści – oczywiście w wielu produkcjach, które chcielibyśmy razem z synem obejrzeć wciąż brakuje polskiego dźwięku, ale z każdym kolejnym miesiącem jest coraz lepiej i naprawdę obaj doceniamy tę usługę. Mam jeszcze gdzieś kasety z “audycjami”, mój syn pochłania natomiast słuchowiska z naszej rodzimej Audioteki i co jakiś czas wybieramy się na wirtualne zakupy szukać nowych przygód do wysłuchania. Podobnie jest z książkami, które czytamy – wirtualne księgarnie to niesamowita wygoda, a nawet jeśli nie ma czegoś w e-booku, można to szybko zamówić w fizycznej formie, z poziomu komputera czy smartfona. Nie trzeba wydzwaniać po księgarniach czy jeździć z jednej do drugiej mając nadzieję że może w którejś będzie upragniona książka.

Pamiętajcie jednak proszę o tym, że nawet najfajniejszy gadżet, bajka czy gra nie zastąpi zabawy z kolegami i koleżankami. Szkoda byłoby przecież wychować odludka, który nie będzie potrafił żyć poza swoim geekowskim pokojem z niesamowitymi rzeczami – prawda?

grafika: Yaruta/Depositphotos

źródło: 1, 2, 3, 4