63

Monty Python dał radę, prezes Braun poległ, czyli o stosunku do widzów i internautów

Oglądasz seriale, zanim po kilku latach kupi je TVP? Jesteś piratem. Tak przynajmniej wynika ze słów prezesa Brauna, który wylewa łzy nad słabą oglądalnością i oskarża internety. Facet powinien czym prędzej pójść na piwo z Budką Suflera. I najlepiej już nie wracać… Ramówka TVP to dla mnie święta tajemnica boża. Kto ją układa i co w trakcie spożywa, ciężko stwierdzić. Wystarczy przypomnieć chociażby sprawę ostatniej emisji Spielbergowskiego hitu […]

Oglądasz seriale, zanim po kilku latach kupi je TVP? Jesteś piratem. Tak przynajmniej wynika ze słów prezesa Brauna, który wylewa łzy nad słabą oglądalnością i oskarża internety. Facet powinien czym prędzej pójść na piwo z Budką Suflera. I najlepiej już nie wracać…

Ramówka TVP to dla mnie święta tajemnica boża. Kto ją układa i co w trakcie spożywa, ciężko stwierdzić. Wystarczy przypomnieć chociażby sprawę ostatniej emisji Spielbergowskiego hitu z lat 80. – ET. Familijna superprodukcja, która mogłaby zagościć w sobotni wieczór czy niedzielne przedpołudnie, wyemitowana została o 1:10 w nocy. Bo przecież nie ma to jak oglądać film z dziećmi do 3.15 nad ranem.

No ale czepiam się złośliwie i bezpodstawnie – wszak wiadomo, że wszystkie atrakcyjne pory są już zajęte przez produkcje misyjne. Na dowód przedstawiam wypis z ramówek TVP1 i TVP2, jaki sporządziłem w maju 2012 roku:

07:25 Na dobre i na złe, odc. 437
10:05 Galeria, odc. 84
10:45 Lokatorzy, odc. 135
11:00 Moda na sukces, odc. 5659
12:50 Sąsiedzi, odc. 134
13:15 Barwy szczęścia, odc. 764
14:55 M jak miłość, odc. 921
16:00 Ojciec Mateusz, odc. 94
17:25 Galeria, odc. 85
17:50 Klan, odc. 2304
20:10 Barwy szczęścia, odc. 765

Hicior nie wypalił – winni piraci!

Dziś na łamach Wyborczej łzy wylewa prezes Braun. Padają gorzkie słowa. Czytamy, że polscy widzowie nie chcą płacić, a złe internety odbierają misyjnej telewizji oglądalność. Przykładem ma być hit, który najwyraźniej miał podreperować kondycję publicznej, a okazał się kolejnym gwoździem do trumny. Mowa o serialu „Homeland” – dobrym, znanym, nagradzanym.

Nas to dotknęło przy znakomitym serialu „Homeland” – miał widownię nieco powyżej 400 tys. mimo niezłej pory – w poniedziałki po godz. 22. To oglądalnościowa katastrofa. I finansowa. Po prostu ci, których ten serial interesował, obejrzeli go sobie wcześniej w internecie, i to pewnie całą serię naraz. W dodatku – korzystając z pirackich portali. (źródło)

Wiadomo, jak się coś nie uda, można zawsze zwalić na internety. Tylko że hello – coś tu jednak nie gra…

Po pierwsze, jak dobrze serial był wypromowany przed emisją? Moim zdaniem bardzo słabo, choć może jestem po prostu ślepy.

Po drugie, poniedziałek po godzinie 22.00 to prime time nie jest, bardzo mi przykro. Pamiętam czasy tzw. wrednej komuny, kiedy to seriale sensacyjne czy kryminały emitowane były zawsze w czwartek o 20.00 i cały naród siedział przed ekranem. No ale teraz Klany i Plebanie zajęły najlepsze pozycje, więc amerykański hit trzeba było wypchnąć na porę nie przypiął, ni przywalił.

Po trzecie, emisja serialu dwa lata po jego amerykańskiej premierze i rok po polskiej to nie jest udany przepis na sukces. I właśnie, najprościej jest z prezesowskiego stołka napluć widzom na głowy i oskarżyć ich o piractwo. Tymczasem Braun zwyczajnie się kompromituje, bo najwyraźniej nie doczytał, że „Homeland” był nie tylko na torrentach, ale i w legalnej dystrybucji – rok przed emisją w TVP serial był dostępny po polsku w usłudze VOD (nSeriale) oraz na kanale Fox Polska.

A po czwarte:

Inną sprawą jest to, czy „Homeland” w ogóle miał szanse stać się u nas hitem. Bardzo w to wątpię. Choć serial ma swoich wiernych fanów, to nigdy nie będzie tak popularny nad Wisłą jak „Breaking Bad” czy „Gra o tron”. Czemu? Te seriale opowiadają jednak o dość uniwersalnych problemach i wartościach. „Homeland” jest bardzo „amerykański” i dla osób, które niezbyt interesują się polityką, może być po prostu nieczytelny. Bo czy przeciętnego Polaka naprawdę interesują tak bardzo kwestie związane z terroryzmem i służbami specjalnymi? Można powiedzieć, że oczywiście – w końcu nasi żołnierze są w Afganistanie, a Polacy ginęli w zamachach w Nowym Jorku czy Madrycie. Ale mimo to, terroryzm jest u nas tematem z ostatnich stron gazet. Może dlatego, że zwyczajnie ciężko sobie wyobrazić islamskich terrorystów, przygotowujących zamach w Warszawie, Ełku czy Zamościu. A w USA co jakiś czas dochodzi do takich zamachów i ludzie ciągle żyją w obawie przed Al Kaidą i podobnymi organizacjami. (źródło)

Reasumując, cała sprawa z „Homelandem” przypomina inny „hit” Brauna – obciachowy „Sylwester z dwójką”. W 2012 roku obwieszczano wszem i wobec wyjątkowy występ zagranicznej gwiazdy. Ach, jak zżerała mnie ciekawość – kogóż to zaproszono do Wrocławia? Długo trzeba było czekać na odpowiedź. Koniec końców, wspomnianą gwiazdą z zagranicy okazał się… Psy (nie mylić z „Psami” Pasikowskiego), czyli koreański raper, który nadał nowe znaczenie określeniu „kultura masowa”, atakując świat przebojem „Gangnam Style”. Opary absurdu stały się tego wieczoru tak gęste, że bez wódki się tego rozebrać nie dało. Po pierwsze, Psy wystąpił razem z Marylą Rodowicz, która próbowała nauczyć publiczność tańca znanego z teledysku. Po drugie, Koreańczyk Psy okazał się rapującym z playbacku Polakiem pochodzenia mongolskiego, znanym lepiej jako Bilguun „Bill” Ariunbataar. Poziom rodem z wiejskiej tancbudy. Brakowało tylko dziada z babą, niedźwiedzia w spódniczce i ślepego kataryniarza.

I tyle w temacie przebojowości misyjnej telewizji publicznej. Ale najlepiej powiedzieć, że winni są widzowie, bo nie chcą płacić TVP za odgrzewane kotlety, za to siedzą w internetach i uprawiają piractwo…

A Monty Python na to…

Inaczej sprawa się ma w krajach cywilizowanych. Panowie z Monty Pythona też narzekali na internety – nie na samo piractwo jednak, tylko na fakt, że ich skecze umieszczane są przez amatorów chaotycznie i w wyjątkowo słabej jakości. Panowie mają swoje lata i też mogliby dziś wylewać łzy jak Budka Suflera czy prezes Braun. Zamiast tego założyli własny kanał na Youtube i tym samym zwiększyli sprzedaż swoich materiałów. Wiecie, o ile? Nie? To strzelajcie… O 23 tysiące procent!!!

Zamiast (…) próbować walczyć z internetową społecznością, zdecydowali się ruch, który byłby nie do pomyślenia dla kierownictwa organizacji broniących praw twórców. Monthy Python utworzył oficjalny profil w serwisie YouTube, gdzie zaczęto publikować dorobek komików. Materiały, które znajdziemy na oficjalnym kanale są oczywiście darmowe, wszystkie są w wysokiej jakości i pogrupowane tematycznie. Gdzie tu jednak zysk artystów, zapytacie? Otóż pod każdym filmem Monthy Pythona znajduje się link do sklepu Amazon zachęcający do kupienia oficjalnego DVD ze skeczami. Nie trzeba go klikać, nie jest on nachalną reklamą, a nawet jak klikniecie, nie trzeba nic kupować. Efekt? Płyta Monthy Python wspięła się na 2. miejsce listy bestsellerów sklepu Amazon, a jej sprzedaż wzrosła w ciągu tych kilku lat o 23 000%! (źródło)

Można? Można…

Jasne, że można. Tylko trzeba mieć przysłowiowe jaja większe od ziaren soli. I rozeznanie w meandrach nowych mediów… Innymi słowy, potrzebni są i wizjonerzy, i fachowcy. Jednych i drugich w TVP najwyraźniej stanowczo brak…